„Podróż mnie wchłonęła” – rozmowa z Tonym Kososkim

O postaci Tony’ego Kososkiego pisałam przy okazji recenzji jego drugiej książki „Widzieć więcej” – to zwykły chłopak z Oruni, podróżnik, backpacker, autostopowicz, wieczny marzyciel, który wymyślił sobie, by zwiedzić świat. W ślad za tym marzeniem zaczął podążać, próbując życia na własną rękę. Podróżował za darmo, noce spędzając w namiocie, jadając owoce z drzew albo będąc zapraszanym przez lokalnych mieszkańców na posiłki, czasem dzięki ich uprzejmości mógł spędzić w ich domach kilka dni. Na transport nie wydawał ani złotówki, łapiąc „stopa” lub docierając do miejsca swojej destynacji o ile własnych nóg. Zwiedził połowę Ameryki Południowej tylko dlatego, że chciał. Podróż go wchłonęła – jak tłumaczy.
Zapraszam Was serdecznie na rozmowę z tym fascynującym człowiekiem!


Kasia: Tony, niedawno wróciłeś z ogromnej i dalekiej podróży, a znów po raz kolejny jesteś w drodze. Podróżowanie uzależnia?

Tony Kososki: Do niedawna tak mi się jeszcze wydawało, lecz teraz myślę, że backpackerstwo to okres w życiu, który fajnie przeżyć. W tę podróż, teraz, dookoła świata i na Spotkanie ze Snoop Doggiem wyjechałem bardziej dlatego, że zrozumiałem iż jestem w stanie tego dokonać. A jej wspomnienia będą mnie podnosić na duchu do końca życia.

K: Zostając dłużej w Ameryce Południowej po zakończeniu Mistrzostw, byłeś po prostu ciekaw świata, chciałeś wykorzystać okazję czy może przekroczyć nie tylko terytorialne, ale i własne granice?

T.K: Zdecydowanie chciałem „jedynie” zwiedzić i zobaczyć co dalej, porobić zdjęcia… Nie sądziłem, że podróż potrafi aż tak dużo wnieść do życia i tak bardzo zmienić człowieka.

K: Kiedy w Twojej głowie zrodził się pomysł na podróżowanie? Zwiedzałeś świat z rodzicami, czy wręcz przeciwnie – z kanapy śledziłeś przygody Cejrowskiego, Wojciechowskiej i Halika?

T. K: Nikogo! Po prostu zawsze chciałem wyjechać z Polski na jakiś czas, po to, aby sprawdzić czy w naszym kraju faktycznie jest tak źle jak to mamy w zwyczaju narzekać. Na Erasmusie w Portugalii zaczął się autostop i jakby klapki spadły mi z oczu. „Czyli co – ja też mogę? Łał no to teraz będę robił to do końca życia!”

„Złowiłem piranię!”

K: Wracając do Halika… Jak jego postać ma się do Twojego pseudonimu? Celowy zabieg czy kompletny zbieg okoliczności?

T. K: Przypadek. Pseudonim wymyślają znajomi. Ten powstał w wakacje przed studiami i wtedy nawet nie wiedziałem kto to jest Tony Halik :D. A że poznawałem nowych znajomych i w tym samym czasie założyłem facebooka to w nowym środowisku Tony się po prostu przyjął. W Portugalii też wszystkim było z tym łatwiej, wszak Przemek, czy Przemysław to nie takie łatwe do przeczytania.

K: Wolisz, gdy znajomi nazywają się „Tonym” czy Przemkiem? Z kim bardziej się utożsamiasz – z Tonym podróżnikiem, czy Przemkiem, chłopakiem z Oruni?

T. K: Tony to będzie taki etap w moim życiu. A jak przedstawiam się Polakom, to zawsze mówię, że jestem Przemek. Nie lubię robić z siebie dziwaka :D. A że nie uważam abym robił cokolwiek czego nie może zrobić ktokolwiek inny to oczywiście utożsamiam się ze zwykłym chłopakiem.

K: Podróżując tak daleko bardzo rzadko bywasz w domu… co na to Twoi rodzice? Jak zareagowali, kiedy po raz pierwszy postanowiłeś wyjechać na drugi koniec świata?

T. K: Wszystko działo się jakoś stopniowo. Ja też nagle nie wskoczył bym w samolot do Brazylii. Erasmus był pierwszy. Teoretycznie tylko pół roku, później przedłużyło się to do 2 lat i wtedy kolejnym krokiem była Brazylia, która była moim ogromnym marzeniem.

Tony ze swoją pierwszą książką.

K: Dlaczego akurat autostop? Kiedy wpadłeś na ten pomysł i jak wyglądała Twoja pierwsza podróż?

T. K:
Hmm. Pierwsza podróż to cały dzień stopowania, 8-10 km w pełnym słońcu po rozgrzanym asfalcie bez butów i przejechane jedynie 30 km. Wraz z pozostałymi znajomymi spotkaliśmy się 40 km dalej i spaliśmy na dworcu. W krótkich spodniach, bez śpiworów… Nikt nie był do niczego przygotowany, ale na szczęście temperatura nocą w Portugalii w sierpniu jest bardzo akceptowalna.

K: Boisz się czasem? W „Widzieć więcej” opisujesz, jak Cię okradli czy grozili Ci nożem, a jednak wsiadasz do samochodów zupełnie obcych ludzi. Czy to tak, że po którymś razie jechania autostopem, strach już znika?

T. K: Chyba od razu po pierwszym :D. w jego miejsce pojawia się ogromna radość z sukcesu!

K: Podróżowanie za darmo brzmi jak kompletna abstrakcja – przecież w dzisiejszym świecie nic nie jest za darmo. Ty udowodniłeś, że jeżeli bardzo się chce, to się da. Ale to chyba nie zabawa dla wszystkich? Co trzeba w sobie mieć, by taką podróż przetrwać i czerpać z niej przyjemność?

T. K: Trzeba chcieć 🙂

K: Miewałeś chwile zwątpienia? Był taki moment, że chciałeś kupić bilet powrotny, wrócić do domu, zjeść porządne śniadanie i wyspać się w swoim łóżku?

T. K: Raczej nie. Do domu wróciłem, ponieważ musiałem obronić Pracę Inżynierską. Po 16 miesiącach czułem się z tym neutralnie, ale myślę, że gdyby nie ten bodziec to pewnie jeszcze trochę bym został. Podróż mnie wchłonęła. Fajne uczucie 😛


K: Współcześnie backpakerzy, jak uświadomili mi to czytelnicy mojego bloga, często odbierani są bardzo negatywnie. Uważa się, że do podróżowania potrzebne są jakieś pieniądze, a nie „żerowanie” na dobroczynności innych. Co o tym sądzisz? Można podróżować tak, by nie wykorzystywać innych?

T. K: Ja mówiąc za siebie mogę powiedzieć, że nigdy nie czułem abym na kimś żerował. Ludzie którzy mówią takie rzeczy podróżują głównie od lodówki przez kanapę do biurka i nie mają pojęcia o tym jakie są realia podróży. Ludzie mi pomagali bo chcieli, bo byli zafascynowani tym co robię, bo nie wierzyli, że tak się da. A nie dlatego, że ich do tego zmuszałem.

K: Twój kolejny cel to podróż jachtostopem do USA. Masz jakiś plan, wizję podróży?

T. K: Tak jestem na St. Maarten i chcę spotkać się ze Snoop Doggiem i w międzyczasie uczyć się grac na konsoli, żeby za kilka lat zostać dj!

K: Twój rok cały składa się z podróżowania? Znajdujesz trochę czasu na inne rzeczy, pasje?

T. K: Staram się 🙂

K: Niejedna osoba zapewne Ci zazdrości – robisz to, co lubisz i jeszcze na tym zarabiasz… ale czy faktycznie jest tak kolorowo, jak może się wydawać? Czy to nie tak, że to wszystko tylko ładnie brzmi natomiast w rzeczywistości jest o wiele trudniejsze?

T. K: Co zarabiam? Chyba oszczędzam. Polecam pochodzić trochę głodnym i zobaczymy jak wszyscy będziecie chcieli podróżować.

K: Interesuje Cię Zachód (obie Ameryki). Czy na wschód, do krajów azjatyckich, lub na południe, do Afryki też Cię ciągnie?

T. K: Zdecydowanie najbardziej do Azji.

„Nie próbujcie tego w domu!”

K: Co zrobi Tony Kososki, gdy zwiedzi już wszystkie kraje, które go interesowały?

T. K: Pewnie ich nie zwiedzi, ale wtedy zacznie się realizować na innych płaszczyznach.

K: Twój nadgarstek zdobi wytatuowana Ameryka Południowa. Będziesz sobie robił taką pamiątkę po zwiedzeniu innych kontynentów? A może masz inne cele i marzenia?

T. K: Wątpię. Ta podróż mam wrażenie była tą która pozostanie we mnie do końca życia. Dlatego postanowiłem ją uwiecznić.

K: W takim razie życzę wielu udanych podróży, ciekawych reportaży i zawsze pełnego brzucha! 😉


A na dokładkę, dzięki uprzejmości Wydawnictwa MUZA mam konkurs, w którym do wygrania jest najnowsza książka Tony’ego.
Co trzeba zrobić, by wygrać?
1. Polub profil Niebieskiej Papużki na Facebooku,
2. Udostępnij informację o konkursie,
3. Napisz w komentarzu (NA FACEBOOKU POD POSTEM KONKURSOWYM) słowo klucz związane z wakacjami.

Konkurs trwa od momentu, w którym się zgłosicie, aż do 7 sierpnia. Powodzenia!

Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest blog Niebieska Papużka
2. Sponsorem konkursu jest Wydawnictwo MUZA
3. Nagrodą jest najnowsza książka Tony’ego Kososkiego  „Widzieć więcej”
4. Czas trwania: 24.07.2017 r. – 7.08.2017 r. (do północy)
5. Wyniki: 7.08.2017 r.
6. Wysyłka tylko na terenie Polski
7. Dane do wysyłki należy przesłać mi w wiadomości prywatnej na tym fan page’u, po wyłonieniu zwycięzcy
8. Organizator zobowiązuje się nie udostępniać danych teleadresowych podanych przez zwycięzcę.
9. Organizator oświadcza, że konkurs nie jest w żaden sposób sponsorowany, popierany ani prowadzony przez serwis facebook.com ani z nim związany. Facebook nie ponosi żadnej odpowiedzialności za działania Organizatora oraz żadnych konsekwencji przeprowadzania konkursu na łamach serwisu.
10. Konkurs nie podlega przepisom ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr4, poz. 27 z późn. zm.

Reklamy

W podróż po marzenia

Poznajcie Tony’ego – dwudziestoparolatka z marzeniami większymi niż Ziemski glob. Pochodzący z gdańskiej Oruni chłopak postanowił w końcu te marzenia spełnić i wyjeżdżając na wolontariat na Mistrzostwa Świata w Rio zdecydował się, by nie kupować od razu biletu powrotnego. Stwierdził, że pewnie będzie chciał wykorzystać okazję i zwiedzić w Ameryce coś jeszcze, niż tylko najbardziej znane brazylijskie miasto. Może coś więcej, niż tylko Rio de Janeiro? A może uda się jeszcze przedostać do Kolumbii… Wenezueli…? Tak z trzydziestu dni jego podróż przeciągnęła się do ponad czterystu. Jego pobyt miał trwać jedynie miesiąc, lecz Tony zapragnął, by potrwała ponad rok. A wiecie, co z tego wszystkiego jest najśmieszniejsze? Przez cały czas swojej wielkiej i szalonej podróży Tony wydał mniej, niż Wy, płacąc za parę nowych butów czy dizajnerskich dżinsów.


Co może zrobić młody chłopak z ograniczonymi środkami na koncie w banku, ale ze stale rozrastającym się (o zgrozo, nie ma na to lekarstwa!) marzeniem?
Tony wpadł na pomysł dość prosty, ale genialny… i chociaż wielu jego podróż wydawała się nieodpowiedzialna i zwariowana, on dopiął swego i jak sobie zamarzył, tak zrobił. Koszty związane z przejazdem, spaniem, a nawet jedzeniem ograniczył prawie do zera. Jeździł tylko autostopem, ewentualnie przemieszczał się pieszo lub pracował na swój transport, nie wydając na nie tym samym ani grosza. Spał w namiocie, a z drobną pomocą mundurowych czasem mógł spędzić noc w budynku. Jadł to, co podarowali mu ludzie lub sam zdobył – mango, kokosy, banany, suche bułki, placki, bardzo tanie mięso krokodyla. Dopiero w ostatecznej sytuacji sięgał po kartę i szedł do bankomatu. Chciał sprawdzić, jak to jest, gdy na życie ma się jakieś tylko niewielką, bardzo ograniczoną sumę pieniędzy – jak się wtedy myśli, jak postępuje, oszczędza, gdzie szuka pożywienia, jak się człowiek zmienia… W ten sposób spędził cudowny urlop na Karaibach, nie wydając na to ani grosza. Odhaczając kolejno cele ze swojej „listy marzeń”, upolował krokodyla, zrobił tatuaż, zjadł ogromną mrówkę, niósł w rękach anakondę, siedział obok mrówkojada, widział burzę nad jeziorem Maracaibo w Wenezueli, a nawet odnalazł prawdziwych przyjaciół – tak w postaci ludzkiej, jak i zwierzęcej…

Jednak nie myślcie, że ta podróż przez Amerykę Południową poszła mu tak gładko, jak po maśle – bywały też chwile grozy.
„Widzieć więcej” zaczyna się od podróży Tony’ego przez Ekwador, Kolumbię, po Wenezuelę i znów – na powrót – Kolumbię. I chociaż kraje te charakteryzuje gościnność i otwartość serc, w Ekwadorze padł ofiarą kradzieży, a w Wenezueli po raz pierwszy zrozumiał kim jest, co robi i jaka odległość dzieli go od domu… Ilekroć wyciągał rękę, by łapać stopa słyszał, by iść na autobus, bo to Wenezuela, tutaj nie można podróżować, jeżeli się nie ma pieniędzy. Biały człowiek z ogromnym plecakiem i aparatem w kraju Wenezuelczyków to pretekst do ciągłych kontroli, gróźb, a nawet zamknięcia w więzieniu. To tam Tony po raz pierwszy poczuł strach i siłę szantażu…


Nie skłamię, jeśli napiszę, że Tony Kososki to moja największa inspiracja minionych dni. Po jego drugą książkę – „Widzieć więcej” sięgnęłam jedynie ze względu na opisywaną tam Kolumbię. Toż to przecież kraj Marqueza, mojego literackiego guru, kwintesencja, zdawałoby się, Ameryki Południowej – kraj tak piękny, jak różnorodny… Oczekiwałam ciekawych informacji, faktów, zaskoczenia, zadziwienia, z czasem i zbulwersowania realiami państw, przez które podróżował, ale jednak niczego ponadto – bo ostatnio bywa tak, że chociaż reportaże czytam dobre, to często wyzute z emocji. Tony tymczasem zafundował mi jazdę bez trzymanki.

Ilekroć jeszcze raz pomyślę, że nie jestem w stanie czegoś zrobić, że mi się nie uda lub ktoś jest ode mnie lepszy, pomyślę o Tonym Kososkim, który mądrość przekazaną w książce, zaczerpnął z podróży. Ten chłopak udowadnia, że niemożliwe nie istnieje, że możemy zrobić wszystko jeśli kieruje nami pasja.
Jego książka to wspaniała, autentyczna, brawurowa podróż. Momentami pisana nieco chaotycznie i dość potocznie jest najlepszym dowodem na prawdziwość opowiedzianej historii. Czytając książkę Przemka czułam się, jakbym siedziała tuż obok niego, a on snuł swoją opowieść o Ameryce – w taki prosty, naturalny sposób. Polecam serdecznie!