Szampańska opowieść o rodzinnym imperium

Szampańskie dni” proponowałam jako książkę idealną na wakacje we wpisie „10 książek idealnych na wakacje” i muszę przyznać, że wcale się nie pomyliłam. Zapach szampana, wydobywające się spomiędzy kartek, gorące katalońskie i francuskie słońce, urzekająca historia i stare zdjęcia – czegóż więcej można chcieć w lato?

0bdac83d5a60169998085589a51f51f5Rafel Nadal spisuje dzieje swojej rodziny, począwszy od pradziadka Francisca Ollera, aż po jego samego. To dzięki niemu poznajemy historię młodego Katalończyka, który pewnego dnia postanawia rzucić się w nieznane i wyjeżdża do Francji. Chociaż podczas podróży targają nim wątpliwości, obawia się, że zrobił źle, nie ma już wyboru. Kiedy stawia stopę na francuskim lądzie wie, że jakoś sobie musi radzić, mimo że jest całkowicie sam w obcym kraju i bez grosza przy duszy. Francisco miał jednak coś, czego wielu innym chłopakom w jego wieku brakowało – rozum – i wiedział doskonale, jak go wykorzystać. Był bystry i inteligentny, pomysłowy i pracowity, a jednocześnie nie chciał żyć w nędzy na ulicy, jak wielu Katalończyków. Dlatego kiedy przyjechał do Francji wiedział, że jedyne co mu pozostało, to iść naprzód. Oczywiście, nie czytalibyśmy całej tej historii, gdyby młody Katalończyk nie miał odrobiny szczęścia, bo bez tego, nie zrobiłby ani jednego kroczku do przodu. Ale Francisco wiedział, jak je wykorzystać, a do tego miał doskonały zmysł obserwacji – czegóż bardziej potrzeba w Szampanii, jak nie korka do szampana? Jak inaczej przywiązać do swojej produkcji klientów, jak nie przyjacielskimi stosunkami? Jak cokolwiek zdobyć, jeżeli nie ciężką pracą i pokorą?

Już na samym początku książki czytamy wspaniałą dedykację pisarza dla jego pradziadka Francisca:

Lubił ludzi inteligentnych, ale przerażali go superinteligentni i ekstrazarozumiali, bo, przesiąknięci poczuciem wyższości, wszyscy zazwyczaj źle kończą.

Już to wiele mówi nam o bohaterze. Francisco miał swoje zasady, miał plan na życie nie tylko swoje, ale i swoich bliskich. Imperium, które zbudował było oparte nie tylko na umiejętnym obsadzaniu stanowisk, ale przede wszystkim na dobrych związkach małżeńskich dla swoich dzieci. Małżeństwo było dla niego interesem – cóż mogło być lepszego niż związek korka z szampanem? Francisco nie kierował się uczuciami dzieci, a potrzebą fabryki, dlatego też napotkał trudności – nie obyło się bez kłótni, potajemnych miłości, zerwanych zaręczyn, mezaliansów, a nawet ucieczki z domu! Ale nie tylko dzieci sprawiały Franciscowi problemy, ale również dwie wojny światowe i czas prosperity – imperium zdawałoby się być jednak odporne również i na to.
Książka jednak pokazuje nam, że rodzinny interes nie zawsze kończy się katastrofą, a na solidnych zasadach i dobrych relacjach zarówno między sobą, jak i pracownikami, można z niczego, z błahego, pozornie, pomysłu, stworzyć firmę światową. A do tego, z rodziną dobrze nie tylko na zdjęciach.
Rafel Nadal porusza również ważny problem tożsamości. Wielokrotnie w książce podkreśla, że po przyjeździe do Francji, Katalończycy, oczywiście nie tak od razu, wyrzekli się swojej tożsamości narodowej i stali się Francuzami. Pisarz opisuje nam barwnie tą przemianę, w jaki sposób ona następowała i co przyniosła. Oczywiście nie cała rodzina czuła się Francuzami, niektórzy z własnego wyboru stali się Katalończykami, chociaż to właśnie ta, a nie inna krew płynęła w ich żyłach. Poruszenie tej kwestii było dla mnie dość szokujące, bo nigdy bym nie pomyślała, że odrzucenie swojej narodowości, wyrzucenie ojczyzny ze swojego serca przychodzi ludziom z taką łatwością, że tak po prostu można wybrać kim się chce być.
Ostatecznie jednak historia zatoczyła krąg i większość członków rodziny powróciło do Katalonii.
Jednak ważniejsze niż Francja, niż Katalonia, niż dobre małżeństwa i dobre korki do wina są tutaj więzy rodzinne i umiejętność odbudowywania ze zgliszczy – zarówno zniszczonej fabryki, jak i relacji pomiędzy członkami rodziny.

„Szampańskie dni”, jak już powiedziałam, są zdecydowanie idealną lekturą na lato. Wspaniała historia, barwni bohaterowie, francusko – kataloński klimat, a w tle dwie wojny światowe. Cudowne świadectwo tego, jak ważna jest rodzina. Kroczenie jej śladami, próba wyjaśnienia jej tajemnic.
Historię czyta się tym lepiej, mając świadomość jest autentyczności – udokumentowana listami i archiwaliami przechowywanymi w Deutsche Bank wydaje się być wręcz nieprawdopodobną swej prawdziwości.

Reklamy