Nobel 2014 – o „Perełce” słów kilka

Gdy usłyszałam, że to Patrick Modiano został nagrodzony Noblem 2014, byłam nieco zawiedziona. Autora kompletnie nie kojarzyłam, nie wiedziałam do jakiej półki go przyporządkować, co wcześniej napisał i skąd jest. Było to też jednak dla mnie fascynujące wyzwanie – poznanie kolejnej, niezwykle wartościowej książki.
Jego „Perełka” dla wielu czytelników może się jednak okazać próbą cierpliwości. Kiedy w końcu udało mi się upolować „Perełkę”, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ta lektura może tak bardzo mnie rozczarować.

perełkaChociaż powieść jest niewielka objętościowo (jak większość dzieł Modiano), liczy sobie bowiem zaledwie 180 stron, może czytelnika zmęczyć, znudzić, a nawet zirytować.
Zawsze, kiedy otwieramy książkę, wchodzimy do jakiegoś świata, zagłębiamy się w jakieś opowieści. Ciągnie nas ona za sobą, porywa, aby w końcu ukazać nam się całą, prawdziwą, z wszystkimi zagadkami rozwiązanymi. Nie tym razem.
Tytułowa Perełka, jak każdy inny bohater, ma nam do opowiedzenia pewną historią. „Perełka” to opowieść, która pozwala nam na wiele. Autor nie przedstawia nam ściśle zarysowanej opowieści, a nawet po części pozwala czytelnikowi tą historią kierować, modyfikować ją, być jej częścią. Modiano nie podpowiada, nie mówi wprost, to czytelnik ma tworzyć. Brakuje nam jedynie kartki i pióra, aby dopisać swoje nazwisko obok Modiano. Historia jest bardzo luźna, wielu nie przyzwyczajonych do takiej literatury czytelników, powiedziałoby nawet, że jest o niczym. Często można przeczytać o „Perełce” w kategorii oniryczności czy realizmu. I choć obie te kategorie się wykluczają, zależy od czytelnika jak odbierze powieść.
„Perełka” jest próbą zmierzenia się z przeszłością. Bohaterka przez niemalże połowę swojego życia myślała, że jej matka zmarła w Maroku, aż pewnego dnia zobaczyła ją na stacji metra. Perełka zaczęła śledzić matkę, chodzić w te same miejsca co ona, aż w końcu dowiedziała się, gdzie kobieta mieszka. Dziewczyna opowiada nam o swoim naprawdę dziwnym dzieciństwie, którego istotą była jej matka – artystka.
Bohaterka sama przyznała, że dopóki nie zobaczyła jej żywej, rzadko kiedy o niej myślała. Przeszłość ją nie bolała, nie dawała o sobie znać. Jednak kiedy kobieta w żółtym płaszczu wróciła, życie Perełki całkowicie się zmieniło.

W „Perełce” nie znajdziemy typowego francuskiego klimatu. Paryż zdaje się być miejscem „umówionym”, gdzie znajdziemy kilka potrzebnych nam rekwizytów – i koniec. Styl pisarza również nie uwodzi – język jest prosty, ale ładny. Jest to język opowieści – możemy się poczuć, jakby ktoś szeptał nam swoją historię wprost do ucha.

Napisałam, że „Perełka” dość mnie zawiodła, ale nie wystawiłabym jej niskiej oceny – właśnie dlatego, że chociaż nie ma w powieści typowej akcji, czytelnik daje się wciągnąć tej historii, aby samemu stać się jego częścią.
„Perełkę” czyta się szybko, jest powieścią przyjemną, ale osobiście wolę te piękne i porywające historie, które mają swój początek i swój koniec. Historie opowiedziane, które się stały, dokonały się. Uważam, że gdyby „Perełka” była jedną z nich, tylko by zyskała.