Dziecko niczyje

Nie zawsze nasze życie układa się tak, jak sobie tego życzymy. Nie każdego dzieciństwo jest sielskie, beztroskie, szczęśliwe. Nie każdy z nas ma wielu godnych zaufania przyjaciół, wspaniałych rodziców, którzy nie dość, że nas wspierają i opiekują się nami, to jeszcze przekazują nam swoje talenty i pasje. Nie wszyscy ojcowie grają ze swoim synem w piłkę, rozmawiają o ich pierwszych miłościach, czy o tym, jak radzić sobie z wrogami. Matki nie zawsze są przewrażliwione, nie całują swoich dzieci cały czas, nie gotują rozpieszczających podniebienie obiadów. Babcie nie muszą być okrągłe, z wiecznie nieschodzącym uśmiechem na twarzy, nie muszą karmić słodyczami i upychać kieszeni drobniakami. Dom nie musi być duży, wygodny, pięknie urządzony.
Nie musi. Nie musi, ale każdy z nas wie, że zasługuje chociaż na odrobinę godności i szacunku. My – czyli ludzie, którym powodzi się lepiej lub gorzej w zależności od czasu i sytuacji, ludzie, którzy mają masę problemów, ale jakoś z nich wychodzą – to wiemy. Michael Seed tego nie wiedział, a nawet obwiniał samego siebie za tą krzywdę, której doznał.
Michael Seed – obecnie franciszkanin i sekretarz do spraw ekumenizmu w Katedrze Westministerskiej – miał niesamowicie trudne dzieciństwo. Chociaż czy „trudne” jest tutaj właściwym słowem? Nie wiadomo jak szeroki byłby zakres naszego słownictwa, nie znaleźlibyśmy odpowiedniego słowa, aby określić to, co przeszedł Michael. Nieszczęśliwe, złe, a nawet potworne nie mają w sobie tyle siły, aby ukazać okrutność tego czasu.
dziecko-niczyje-b-iext6183205Jego ojciec, alkoholik najpierw znęcał się nad swoją żoną. Bił ją aż do nieprzytomności. Kobieta z początku próbowała się bronić, uciekać od męża choćby na kilka godzin, ale później, zmęczona wiecznym maltretowaniem stała się obojętna na krzywdę, jakiej doświadczała ona i jej syn. Popadła w depresję, brała wiele leków uspokajających, pozostając „wyłączoną” do końca dnia, a nawet i dłużej. Michael pozostawał zatem sam. Czterolatek zdany jedynie na siebie. Nie mógł poradzić nic na to, że ojciec przykłada jego drobną rączkę do rozgrzanej żerdzi kominka, kopie go jak psa, bije pałką, paskiem czy sprzączką od paska, zmusza do jedzenia niesmacznych potraw, dusząc go w końcu w wymiocinach. Michael miał zaledwie cztery latka, a już nauczył się rozpoznawać po ojcu, w jakim stopniu jest dzisiaj zły, jak bardzo pobije jego i mamę. Nauczył się, jak schodzić mu z drogi, a nawet pełnił w domu rolę odpowiedzialnego człowieka – budził matkę do pracy, troszczył się o jedzenie. Nie raz bowiem bywało tak, że chłopiec głodował, a jedynym posiłkiem, jaki zjadł w ciągu dnia był banan czy kanapka z serem i szynką. Jednak to nie wszystko – bicie adoptowanego syna i żony nie wystarczało Joe Seedowi. Kiedy mógł gwałcił swoją żoną, pokazując jej tym samym kto rządzi w domu, a kiedy kobieta była już zbyt otumaniona lekami, wykorzystywał Michaela do tajemnego rytuału „wyciskania mleka”. Już po przeczytaniu tych rzeczy, chciałam książkę odłożyć. Sądziłam że to zbyt wiele, że nie dam rady przeczytać ani zdania więcej. Ciężar psychiczny, jaki przeciętny czytelnik musi udźwignąć podczas czytania, jest ogromny. Kierowała mną jednak ciekawość – chciałam wiedzieć, jak tak bardzo sponiewieranemu chłopcu udało się stać człowiekiem szanowanym, niezwykle mądrym, ale też niezwykłym, wyjątkowym. Bo zdawać by się mogło, że dziecko z takiego domu, które nie potrafi pisać, czytać, było poniewierane, bite, wykorzystywane seksualnie, a nawet podejmowało próby kradzieży nigdy nie zdoła wyjść na prostą.
Poza tym uważam, że trzeba takie książki czytać. Uświadamiają nam one ogromnie wiele rzeczy, zwracają uwagę, na otaczające nas zło i krzywdę. Bo przecież świat nie zawsze jest tak kolorowi i cukierkowo słodki, jak pokazują nam go w serialach telewizyjnych.
Michael przeszedł niezwykle wiele, a kiedy myślał, że jego piekło już się kończy, trafił do okropnej babci, która tak samo jak ojciec znęcała się nad nim i cieszyła się, kiedy syn bił jej wnuka. Oprócz krzywdy ze strony rodziny, Michael był jeszcze skazany na bycie maltretowanie i prześladowanym przez swoich szkolnych kolegów. Aby przerwać to piekło, w którym się znalazł, chłopiec wielokrotnie próbował popełnić samobójstwo wzorem swojej matki, ale zawsze odciągała go od tego myśl o drugiej, dobrej babci, z którą mieszkał.
Michael czuł, że to on jest winny nie tylko swojej krzywdy, ale również śmierci swojej matki. Często tak jest, że ofiara przemocy domowej obwinia siebie za wszystko, czego doświadczyła, a nawet za krzywdy innych domowników. Jest to z pewnością okropne obciążenie dla psychiki, które może się skończyć różnie. Michael Seed, podobnie jak Tim Gerrard (popularny bokser, który napisał książkę „Silniejszy od nienawiści”, będącej świadectwem krzywdy, jakiej doświadczył ze strony swojego ojca, bezdomności, a także nawrócenia i wiary) wyszedł z tego i stał się człowiekiem wielkim, wyjątkowym, niósł pomoc innym ludziom. Bywają jednak osoby słabsze psychicznie (jak Lilian, matka Michaela), które nie radzą sobie z takim ciężarem. Prowadzi to do różnych skutków – od życia jako margines społeczny po samobójstwa.
„Dziecko niczyje” jest poruszającą historią maltretowanego chłopca, który od najmłodszych lat mógł liczyć tylko na siebie, samotnie będąc skazanym na własną krzywdę. Jest wspaniałą opowieścią o tym, jak „z niczego można zrobić coś”. Jest cudownym świadectwem głębokiej i prawdziwej wiary, która przynosi ukojenie i szczęście. Wiary, która przez długi czas była poszukiwana, odrzucana, aby w końcu człowieka uleczyć, podźwignąć go z jego upokorzenia, pomóc go, dać mu nadzieję.
Ojciec Michael Seed może być dla wszystkich wzorem do naśladowania, a jego książka swoistą Biblią dla tych, którzy nie mają już nadziei. Ten niezwykły franciszkanin pokazuje nam, że w życiu wszystko jest możliwe, że można wybrnąć z najgorszych problemów i stworzyć dla siebie nowe, piękne życie.
Pomimo ciężkiego tematu, polecam tę książkę wszystkim. Nie dość że jest ważna, to jeszcze niezwykle mądra – otwiera oczy, uświadamia, pomaga.