Ile kosztuje honor?

Dotychczas miałam okazję przeczytać tylko „Jądro ciemności” Josepha Conrada i niesamowicie mnie ono zmęczyło. Może dlatego, że była to moja lektura szkolna i musiałam uwinąć się z nią w ciągu kilku dni, nie mając okazji, aby docenić jej piękno? Tak, bardzo możliwe. Ale nie wykluczam też opcji, że książka po prostu była nudna, przynajmniej dla mnie, więc taką ją pamiętam. Teraz, dzięki współpracy z Wydawnictwem MG miałam okazję poznać twórczość Conrada dogłębniej – czyli przeczytać najpopularniejszą jego powieść – „Lorda Jima”.
„Lord Jim” to ostatnia książka, jaką cieszył się Józef Piłsudski, przed śmiercią nie zdążył już przeczytać niczego więcej. Od jej wydania minęło już sto siedemnaście lat i mogłoby się wydawać, że poruszane w niej tematy i romantyczny charakter bohatera będą dla nas dziś co najmniej abstrakcyjne, odległe, niezrozumiałe. Okazuje się jednak, że jest ona bardziej aktualna, niż niejedna powieść wydawana obecnie.

To dziwne, jak my przechodzimy przez życie z na wpół zamkniętymi oczami, tępym słuchem i drzemiącymi myślami.
A może to i dobrze; może ta właśnie tępota czyni życie tak znośnym, a nawet przyjemnym dla większości ludzi.

LordJim-500pixJim to młody chłopak, Anglik z dobrymi perspektywami na przyszłość. Czytelnik poznaje go jako oficera marynarki handlowej, marzącego o pokazaniu swojego męstwa i bohaterstwa, mającego wygórowane pojęcie honoru. Jim o niczym innym nie rozmyśla tak długo i tak dogłębnie, jak o honorze. Pragnie być człowiekiem bez skazy, wzorowym, czystym, który zawsze będzie postępował poprawnie i adekwatnie do sytuacji. Jednak pewnego razu w porcie, w którym chłopak pracuje, ma miejsce wypadek. Jima ogarnia paraliżujący strach, uniemożliwiający jakiekolwiek działanie. Nie chce jednak dopuścić do siebie faktu, że przez taki epizod stracił honor i czeka cierpliwie na moment, w którym będzie mógł się wykazać. Na moment taki nie musi długo czekać, zdarza się on już wtedy, kiedy Jim zostaje pierwszym oficerem na „Patnie”, parowcu wiozącym ośmiuset pielgrzymów. W czasie spokojnego rejsu statek napływa na jakiś niezidentyfikowany przedmiot, który uszkadza gródź. Jim wysłany w celu sprawdzenia ewentualnych uszkodzeń stwierdza, że nie później niż za kilka godzin statek zatonie. Co robić w takiej sytuacji? Ratować się czy sprawiedliwie pozostać na statku razem z podróżującymi? Chłopak czuje, że to właśnie ta chwila, w której może popisać się heroizmem, albo… wręcz przeciwnie. Jim nie wie, honor nakazuje mu zostać, ale wtem dostrzega, że inni członkowie załogi ratują się ucieczką. Sam nie wie, kiedy nadchodzi moment, gdy skacze do jednej z szalup ratunkowych…
Okazuje się jednak, że „Patna” doholowana przez inny statek dopływa spokojnie do brzegu z całym kompletem pasażerów. Rozpoczyna się proces oskarżający załogę. Kapitan ucieka, marynarze symulują chorobę, jedynie Jim stawia się na wszystkich sądowych rozprawach, nie chcąc stracić honoru. Nie zważa oczywiście na to, że sama ucieczka z okrętu pozbawiła go nieskazitelności. To właśnie na sali sądowej poznaje Marlowa, człowieka morza, któremu zwierza się ze swoich myśli i uczuć.

Mówię panu, kochany przyjacielu, niemiło się przekonać, że człowiek nie może urzeczywistnić swego marzenia, bo ma za mało sił albo za mało zdolności.

Losy Jima toczą się jeszcze przez większą część książki. Chłopak dostaje kolejne szanse na to, by zawalczyć o wygraną z nieprzychylną mu przeszłością, za każdym razem jednak woli uciec. Pracuje w portach południowo-wschodniej Azji, w końcu zostaje przywódcą na Borneo i zdaje się, że ma realną szansę, aby w końcu spełnić swoje marzenie…
Czy Jim zdoła być tym, kim marzy by być? Czy uda mu się odzyskać honor? Czy w końcu zazna spokojnego i szczęśliwego życia? Czy choć raz nie pokona go strach?

„Lord Jim” to książka ciężka, szczególnie na początku, kiedy akcja rozwija się powoli. Kiedy zaczęłam czytać, byłam bardzo zawiedziona, bo już sądziłam, że odbiorę ją podobnie, jak „Jądro ciemności”, czyli nudno. Przygody młodego Jamesa całkowicie mnie jednak pochłonęły i chociaż w normalnej sytuacji denerwowałabym się jego bezradnością, tak teraz za każdym razem mu kibicowałam, a to, że jest romantykiem jeszcze bardziej mnie do niego zbliżało. Jego słodka naiwność i dziecinność zachwycała mnie tym bardziej, im bardziej męski i zdecydowany potrafił się stać.
Jim jest bohaterem, którego chce się lubić, a zarazem czuje się do niego niechęć. Jest pełen wad i słabości, ale z ideałami – jak to romantyk. Postawiony zostaje w iście romantycznej sytuacji – takiej, z której nie ma dobrego wyjścia. Gdyby został na statku, ryzykowałby utonięciem, ucieczką zaś pozbawia się honoru. Przypomina naszego Kordiana, który chciał zabić cara, a jednocześnie się bał i mdlał przed jego sypialnią. Kordiana, który chciał zabić cara rosyjskiego, a jednocześnie wiedział, że nawet jako car, jest królem Polski. Jima też strach paraliżuje w najważniejszych momentach jego życia, w tych, w których może się właśnie czymś wykazać.
Joseph Conrad zmusza czytelnika do refleksji o tym, jaka jest prawda o nas samych. Jacy naprawdę jesteśmy? Czy to nie jest jedynie wyobrażenie nas samych? Tematyka „Lorda Jima” nie traci aktualności, bo chociaż czasy się zmieniły, ludzie wciąż pozostają tacy sami – mają te same problemy, pragnienia, obawy. A Joseph Conrad ten ludzki lęk, strach, niepokój i chorobliwą dbałość o swój honor analizuje, rozkłada na czynniki pierwsze i podaje nam na tacy.
Iście lektura z górnej półki.

Jeżeli to arcydzieło, to czymże będzie człowiek?
– Człowiek jest zadziwiający, ale arcydziełem nie jest (…) Może artysta był trochę nieprzytomny. Co pan myśli? Czasami zdaje mi się, że człowiek przyszedł tam, gdzie nie był pożądany, gdzie nie ma miejsca dla niego, bo gdyby tak było, dlaczegóż by pragnął wszystko zgarnąć dla siebie? Dlaczegóż by latał tu i tam, robiąc tyle o sobie wrzasku, rozprawiając o gwiazdach, nie dając spokoju nawet źdźbłom trawy?