Obraz, który burzy spokój

„Walka człowieka o bycie człowiekiem” – tak zatytułowałam swoją recenzję „Miniaturzystki” Jessie Burton, fenomenalnego debiutu, jednego z najlepszych w 2014 roku. Wchodząc do literackiego świata, Angielka nie zamierzała trwożliwie oglądać się na krytyków, nie bała się też, że ten pierwszy raz może się okazać jej ostatnim. Drzwi do literatury otwarła kopniakiem, poruszając w „Miniaturzystce” tematy bez wątpienia trudne; homoseksualizm, samotność, podział rasowy i rasizm, rola kobiety w społeczeństwa, siła pieniądza i Kościoła.
Jej najnowsza powieść – „Muza”- okazuje się być historią jeszcze lepszą, prawdziwszą i doskonalszą.

W czasie drugiej wojny światowej wiele ze słynnych dzieł zostało skradzionych, zniszczonych lub skonfiskowanych. Nie wiemy jaki jest ich los, czy kiedykolwiek je odnajdziemy, a jeżeli tak, to w jakim stanie – możemy się tylko domyślać. W ten sposób Portret Młodzieńca Rafaela stał się inspiracją do napisania „Bezcennego” Zygmunta Miłoszewskiego, a Szczygieł motywem przewodnim powieści o tym samym tytule Donny Tartt. W „Muzie” dzieje się podobnie – to obraz jest głównym bohaterem powieści, chociaż wszystko, o czym opowiada autorka, jest literacką fikcją.

muza

Odelle Bastien już od kilku lat mieszka w Londynie, ale nadal nie jest traktowana jak pełnoprawny obywatel tego miasta. Wielu na jej widok odwraca się z odrazą, niektórzy nawet rzucają ohydne komentarze… Kiedy więc młody, przystojny Anglik próbuje się z nią umówić, Odelle czuje się speszona – unika go, ucieka, nie potrafiąc uwierzyć w to, że biały mężczyzna może być zainteresowany dziewczyną o czarnej skórze i to bynajmniej nie w formie kilkudniowej przygody. Lawrie z kolei jest na tyle zafascynowany wyjątkowością Odelle, że już po kilku minutach ufa jej na tyle, aby nieświadomie zdradzić rodzinną tajemnicę i wpuścić dziewczynę do swojego życia. Podczas przyjęcia weselnego – na którym oboje się znaleźli – pokazuje jej Rufinę i lwa, obraz, który zawsze wisiał w sypialni jego matki. Wyjaśnia, że po jej śmierci to on stał się jedynym właścicielem obrazu, a już kilka dni później przychodzi z Rufiną do Instytutu Skeltona, w którym pracuje Odelle.
Wystarczył jeden rzut oka, aby Marjorie Quick wybiegła z biura przerażona, a Reede, drugi z szefostwa, zwęszył świetny interes. Rufina i lew, przedstawiający dwie siostry na przeciw lwa, z których jedna trzyma w dłoniach głowę drugiej, okazuje się  zaginionym, a jakże, podczas II wojny światowej obrazem Isaaca Roblesa, obiecującego malarza, niesamowitego talentu i niewątpliwego geniusza, któremu sytuacja w Hiszpanii podcięła artystyczne skrzydła. O samym Isaacu wiadomo jednak niewiele poza tym, że namalował trzy obrazy, spośród których ostatniego nikt nie widział. Rufina i lew jest jednak obrazem niesamowicie cennym, bo stanowiącym parę do Kobiet w pszenicy. Zachowała się też tylko jedna fotografia malarza wraz z tajemniczą kobietą na zdjęciu i kawałkiem Rufiny w tle…
Nagłe pojawienie się zaginionego obrazu burzy długo budowany spokój Marjorie Quick, jedynej osoby, która zna prawdę o Isaacu Roblesie, uśmiechniętej obok niego dziewczynie i obrazach, które rzekomo namalował… A okazuje się, że historia dzieła sięga o wiele dalej, poza samo płótno i rozprowadzone na nim farby. To Odelle będzie musiała stawić czoła tej wielkiej, choć bolesnej historii, próbując rozsupłać rodzinne węzły i krzywdy, które dokonały się kilkadziesiąt lat wcześniej w odległej Hiszpanii w rodzinie Angielki i wiedeńskiego Żyda – rodzinie Schlossów.

To, że dzieło jest wieczne, a jego twórca śmiertelny, wiemy już od Horacego. Exegi monumentum – wybudowałem pomnik, napisał Horacy, przekazując nam tym samym, że on nie umrze, dopóki istnieją jego dzieła. „Muza” jest historią tak prawdziwą i doskonale odwzorowaną, że potwierdza słowa wielkiego twórcy. Nawet jeżeli na świecie nie ma już nikogo, kto byłby w jakiś sposób powiązany z obrazem, on sam istnieje w pełni swojej doskonałości.
Jessie Burton rysuje swoje postaci czułą kreską, dopełniając je ostrymi kolorami, które stanowią o ich wyjątkowości. Po raz kolejny nie boi się wspominać o historii, wielokrotnie osądzając Londyn lat 60′ za swą małomiasteczkowość i kompletny brak zrozumienia względem inności, za rasizm i za fałsz, które były tam na porządku dziennym.
Muszę przyznać, że ogromnie mi się podoba, kiedy w literaturze (a więc sztuce!) pojawia się inna forma sztuki, jak muzyka czy malarstwo. Takie powieści jak „Muza” potwierdzają, że sztuka jest wieczna, co więcej, jej istnienie przez wielu tak kwestionowane, jest w pełni uzasadnione, a nawet niezbędne.
„Muza” to powieść jeszcze lepsza, niż „Miniaturzystka”. Doskonale skomponowana, świetnie napisana, odważna, ciekawa, a ponadto wszystko po prostu bardzo dobra.

Reklamy

Kim jest Miniaturzystka?

Witamy w Amsterdamie XVII wieku. Złotym wieku Holandii, czasie rozkwitu handlu, kultury i sztuki. Świecie pełnym tajemnic, absurdów, o których się nie mówi, niespełnionych pragnień, ogromnych rządz, zazdrości i zakazanej miłości.

Osiemnastoletnia Petronella Oortman zostaje „sprzedana” przez rodziców do domu bogatego kupca Johanesa Brandta. Miesiąc po ślubie, przybywa do domu męża, aby się do niego wprowadzić. Zamiast niego wita ją jednak jego oschła i mrukliwa Marin, siostra Johanesa. Nella szybko odkrywa, że mąż nie zaoferuje jej ciepła swojego serca, czułych spojrzeń i pocałunków czy szerokich ramion, w których mogłaby się skryć w razie jakiegoś problemu. Johanes mało czasu spędza w domu, unika kontaktu z Nellą, nie chce nawet kłaść się z nią w jednym łóżku. Kiedy spędza noc w domu, śpi w swoim gabinecie. Aby jakoś zająć żonę, mężczyzna kupuje jej domek dla lalek, przepiękną replikę swojego własnego domu. Od tego czasu Nella bawi się w jego urządzanie, próbując się cieszyć z prezentu męża, w czym pomaga jej tajemniczy tytułowa miniaturzysta.
miniaturzystkaKim jest Miniaturzystka? Co może się wydawać dziwne, jak na tamte czasy, Miniaturzystka, jak sama nazwa wskazuje, jest kobietą. Precyzyjnie wykonuje miniaturowe meble nie tylko do domku Nelli, ale również dla innych ludzi. Miniaturzystka zachwyca dokładnością i swoich dzieł, przez co jej warsztat cieszy się niezwykłą popularnością. Zlecenia, które wykonuje nie łączą się jednak tylko z urządzaniem domków dla lalek. Miniaturzystka tworzy przedmioty, które symbolizują życie domu, a czasem są nawet proroctwem, ostrzeżeniem. Przerażona Nella próbuje się dowiedzieć przede wszystkim skąd kobieta wie o tym, co dzieje się w domu Johanesa Brandta i dlaczego wysyła jej przepowiednie, ostrzeżenia. Jej lęk szybko jednak znika zastąpiony przez podziw. Nella czuje tajemniczą więź z nieznaną kobietą, coraz częściej pisze do niej z prośbą o rady.

„Miniaturzystka” zachwyca wciągającą fabułą. Książkę czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Moja przygoda z nią trwała zaledwie dwa dni. Choć na początku, kiedy zobaczyłam tę pozycję w księgarni, wydawało mi się, że może to być książka dla nastolatków, szybko się przekonałam, jak błędna była moja opinia. Jessie Burton, absolwentka Oksfordu, porusza w swojej powieście tematy, które choć przewijały się w świecie XVII – wiecznego Amsterdamu, nigdy nie były poruszane publiczne. Pieniądze, homoseksualizm, seks, podział rasowy – właśnie o tym Burton mówi głośno, nie bojąc się krytyki. Burton pokazuje, jak okropny był świat dla człowieka, który choć trochę różnił się od reszty społeczeństwa. Dla człowieka, który odstawał.
Co oznaczał czarny mężczyzna? Pomimo swojego wykształcenia, które wielokrotnie było o wiele wyższe niż wiedza „normalnych” ludzi, ludzi białych, Otto kojarzy się z dzikusem, niewolnikiem, podczłowiekiem. Zaprowadzenie go do kościoła graniczy z absurdem, obrazą świętego miejsca, a pojawienie się z nim na mieści, ośmiesza rodzinę.
Co oznaczał homoseksualista? Nawet nie człowieka chorego, jak można mówić w XXI wieku. Homoseksualista to grzesznik, sodomita, który zasługuje tylko na karę śmierci. Na najgorszą karę śmierci.
Znowu: Co oznaczało niechciane dziecko? Wstyd, hańbę, skazę, upadek moralny rodziny.
A co oznaczał dobrze i szybko rozwijający się interes holenderskiego kupca, który miał szansę by się wzbogacić? Przekręt, nieuczciwość, kradzież, marnotrawstwo…

„Wszyscy przez lata tkwimy w niewidzialnych klatkach, których pręty zrobione są ze zbrodniczej obłudy. „

Świat Amsterdamu nie był światem, który rozpieszczał i głaskał po główce człowieka zwykłego, człowieka z problemami, człowieka, który miał inne poglądy i odmienne zdanie.
Nella obserwuje ten świat. Jest pełna zadumy, a w jej sercu zbiera się coraz więcej cierpienia.

„Miniaturzystka” szokuje nas zakończeniem. Jestem pewna, że przeciętny czytelnik potrafi wymyślić mnóstwo scenariuszy, wedle których miałaby się potoczyć akcja powieści, ale na tak zaskakujące zakończenie, nigdy by nie wpadł. Ponadto Jessie Burton przedstawia nam kobiety z niezwykle silnymi charakterami, które pokazują, jak wiele może znieść „płeć słabsza” i kto rzeczywiście kieruje małym światem swojej rodziny. Mężczyzna czy kobieta? Burton udowadnia nam, że kobieta.

„Każda kobieta architektem własnego losu.”

Pozostaje mi tylko pogratulować pani Burton udanego debiutu i czekać na więcej, równie dobrych, a może jeszcze lepszych książek.