Kobieta, która oczarowała Francję

Nana zdobyła bogactwo innymi środkami: bagatelką, którą wyśmiewano, odrobiną delikatnej nagości, błahostką wstydliwą, a tak potężną, że zdolną świat udźwignąć.

Nana to kobieta, jak przeczytaliście w tytule, która podbiła Francję, chociaż ani nie miała talentu aktorskiego, jak na aktorkę przystało, ani pięknego głosu, który urzekał wtedy mężczyzn. Miała jednak coś innego, co było w tych czasach cenione – piękne ciało. Nana miała długie, rude, złociste włosy, pulchne ciało, okrągły brzuch. A jednak kiedy mężczyźni ją widzieli, milkli z wrażenia.

Więc to jest ten Bordenave, wystawca kobiet, które traktuje jak dozorca skazańców; to ten reklamiarz, co krzyczy, pluje i klepie się po udach, cynik o mentalności żandarma! Hektor uznał, że należy powiedzieć coś uprzejmego.
– Pański teatr… – zaczął słodkim głosem.
Bordenave przerwał mu spokojnie, lecz rubasznie, jak człowiek, który lubi jasne sytuacje:
– Niech pan raczej powie: mój burdel.

nanaNana jest piękna, oszałamiająca, doprowadza mężczyzn do obłędu. Nana ma każdego, kogo by tylko chciała mieć i też każdy, za pomocą niedrobnej sumki pieniędzy i niemałego wysiłku, może ją zdobyć. Bo Nana to loretka. Loretka, ale nie taka jak każde! To do Nany garną się mężczyźni, nie przeciwnie. Nana nie wystaje na ulicy, nie szuka ich wzroku, to do niej ustawia się kolejka – a szczególnie po premierze w teatrze Variétés.
Nana skrupulatnie dobiera sobie kochanków, przez co pławi się w luksusach. Potrafi oczarować każdego, nawet tego, kto nie ma szacunku do dam z towarzystwa. Ale jak już wspomniałam, Nana nie jest taka jak wszystkie, jest niezwykła. Nie wszystkich swoich mężczyzn Nana kocha – z większością z nich sypia dla korzyści, każdym jednak po dłuższej lub krótszej chwili się nudzi. Nazywa ich „kotkami”, co jest pieszczotliwe, ale też „pieskami”, tym samym spychając ich do pozycji swojego pieska Bijou.
Pewnego razu w Nanie odzywa się jednak tęsknota do tego, czego jej brakuje, co utraciła. Kiedy wyjeżdża na wieś zauważa starszą kobietę, której wszyscy się kłaniają, pozdrawiają, szanują. Nana czuje, że sama mogłaby żyć uczciwie, z ukochanym mężczyzną przy boku, że wszyscy by się jej kłaniali, klękali przed nią na jedno kolano. Ponadto, kiedy pojawia się Jerzy, pieszczotliwie nazywany przez nią „Bobo” lub „Lulusiem”, siedemnastolatek, który jest po uszy w niej zakochany, Nana dostrzega, że właściwie to wszystko, o czym tak bardzo marzyła, będąc młodą dziewczyną – spokojne życie, spacery, chłopiec, który by ją kochał. Nana wdaje się w romans z Jerzym, traktuje go niesamowicie opiekuńczo, macierzyńsko, po czym porzuca go, pragnąc życia uczciwego, godnego, żałując tego, co zrobiła. Kiedy powraca do miasta zaczyna żyć jak każda, uczciwa kobieta – kupuje mieszkanie, urządza je, a u boku ma ukochanego mężczyznę, dla którego gotuje obiady. Wszystko to jednak kończy się tragedią, Nana wraca na ulicę, zmuszona przez okoliczności. Fontan jest jednak chyba jedynym mężczyzną, oprócz chwilowego, ale namiętnego, zainteresowania Nany Lulusiem, którego kobieta kocha, dla którego byłaby w stanie zrobić wszystko, którego nie chce, o dziwo, zdradzić.
Nie bulwersowała mnie postać Nany, która wodzi mężczyzn za nos, bawi się ich uczuciami, trzyma ich przy swojej nodze, jak zgraję bezpańskich psów, ale raczej cała grupa mężczyzn, którzy byli w stanie zrobić dla niej wszystko, wiedząc, że Nana wydaje obietnice bez pokrycia, że jej towarzystwo przyniesie im zgubę, doprowadzi do niejednej katastrofy, a nawet śmierci. Czy mężczyźni naprawdę są aż tak głupi?

Rozdrażniona i wściekła wybuchła.
– Toż to wstrętne!… Zrozum wreszcie, że mam już ciebie po dziurki od nosa, wracaj do swojej żony, która zrobiła z ciebie rogacza… Tak, ona ci przyprawia rogi, teraz mogę ci to powiedzieć. No, jazda! Jeszcze ci mało? Czy nareszcie zostawisz mnie w spokoju?
Oczy Muffata nabiegły łzami. Złożył ręce i błagał:
– Prześpijmy się.

Nana czasami jest jednak zmęczona nieustannym zainteresowaniem mężczyzn jej ciałem, dlatego też z pewnością postępuje z nimi w podobny, jak wyżej przedstawiony sposób – bawi się nimi, upokarza ich, poniża, aż w końcu nawet wykopuje za drzwi. Nie wolno jej jednak w ten sposób usprawiedliwiać – to kobieta cyniczna, bezwzględna, zimna. Zachęcona tym, że posiada każdego na skinięcie palca, Nana swobodnie przechodzi od romansów z mężczyznami do zainteresowania kobietami.  Bawi się ludźmi, owijając ich sobie wokół palca, krzywdząc, raniąc, doprowadzając do katastrof.

Emil Zola jest teoretykiem naturalizmu, dlatego nieciężko tutaj o znalezienie wstrząsających opisów – od aktów seksualnych, poprzez opis biedoty, aż do opisu śmierci. Zola nie upiększa opisywanej rzeczywistości, ale raczej przedstawia ją w świetle wszystkich negatywnych aspektów. W doskonały sposób, warstwa po warstwie odkrywa nam obłudę, cyniczność, zakłamanie i brak moralności francuskiego społeczeństwa, gdzie każdy sypiał z każdym, co było rzeczą całkowicie naturalną, ale oczywiście godną rozmowy. Jest to pierwsza taka książka, z którą się spotkałam, która wprost mówi o takich rzeczach – zazwyczaj literatura XIX wieku obfituje w wiele skandalicznych rzeczy, ale o żadnej z nich nie mówi otwarcie, bez jakiejkolwiek cenzury.
„Nana” to doskonały przewodnik po Francji XIX wieku, który pokazuje nam, że te barwne, malownicze, piękne czasy, wcale nie były takie, za jakie dzisiaj je bierzemy. Jest to też książka prowadząca po ludzkich charakterach, psychice, po pragnieniach, obawach,  troskach…

Niech sobie gadają, co chcą, a ja nie jestem winna! Czy jestem zła? To oni sami są winni… Chciałam tylko być dla nich miła. Czepiali się moich spódnic, a teraz zdychają, żebrzą i wszyscy udają zrozpaczonych. Czy to ja do tego zachęcałam? Czy nie pętał się zawsze przy mnie z tuzin mężczyzn silących się na największe świństwa? Ja się nimi brzydziłam. Za żadne skarby nie chciałam tego, bo się bałam.

W „Nanie” nie każdy znajdzie jednak coś dla siebie – rozumiem, jeżeli komuś książka by się nie spodobała. Ja z „Naną” spędziłam fantastyczne kilka dni, przeżywając niesamowitą, ale jakże wstrząsającą przygodę. Książka świetna, istne arcydzieło, niesamowicie prawdziwe, niesamowicie „surowe”. Polecam wszystkim, którzy chcą poznać prawdziwą Francję XIX wieku.