Jak jedenastu braci podbiło świat

Piłka nożna – szaleństwo. Najpopularniejszy sport na całym globie, nieustannie porywający do kibicowania całe rzesze ludności. Chyba nie znaleźlibyśmy takiego, który by chociaż raz nie kibicował jakieś drużynie (no bo przecież reprezentacji kibicować musi!) albo sam nie kopał piłki z kolegami… Już za dwa tygodnie cała Europa zastygnie na moment, usiądzie przed ekranami swoich teleodbiorników i będzie trzymać kciuki, krzyżować palce, zaciskać pięści, krzyczeć, śmiać się, płakać – no mówię Wam, szaleństwo! A to wszystko z powodu jedenastu graczy, próbujących wkopać piłkę do siatki… Aż strach pomyśleć jak wyglądała piłka nożna te ponad 90 lat temu, kiedy kibice mogli cieszyć swoje oczy grą Kłapząbów…

Skoro już mowa o tych jedenastu Kłapząbach, to przejdźmy w końcu do rzeczy. Opowiem Wam, jak było i skąd wokół tej książki tyle zamieszania:

pol_ps_Jedenastka-Klapzaba-2760_1Stary Kłapząb, biedny rolnik z Bukwiczek Dolnych miał jedenastu synów. Natura obdarzyła go w, można powiedzieć, nadmiarze, bo jak prawdziwy mężczyzna nie spłodził jednego, ale jedenastu synów! No a jak jedenastu, to wiadomo z czym każdemu mężczyźnie kojarzy się ta liczba… piłka nożna! No właśnie, na ten sam pomysł wpadł Kłapząb – czemu by nie założyć drużyny piłkarskiej? Jak pomyślał, tak zrobił. Sprzedał kozę, kupił bramki, postawił je na łące obok domu, zrobił tabliczkę z nazwą klubu i wziął się do dzieła – zaczął synów trenować. Ale co to były za treningi! Kłapząbowie musieli wstawać codziennie o piątej rano, biegać sześć kilometrów, a dopiero po tej rozgrzewce dostawali śniadanie. Tak jest – rozgrzewce – bo poza samym biegiem czekały ich jeszcze inne ćwiczenia:

uczył ich więc przyjmowania górnych piłek i ich gaszenia, podań, zwodów, strzałów z miejsca i w biegu, po dryblingu i z pierwszej piłki, wrzutek, przewrotek, dryblingu, gry głową, rzutów karnych, rożnych i autowych, odbiorów, przyjęć na klatkę piersiową, gry w trójkącie w środku pola lub między łącznikiem, skrzydłowym i pomocnikiem, podań na skrzydła, wyprowadzania kontr oraz bronienia się przed nimi, długich wykopów, celnych strzałów, gry kombinacyjnej, wybiegania na pozycję, robinsonad, podkręcania, strzałów fałszem, unikania spalonego, przeskakiwania nad nogami przeciwnika, podłączania się obrońców do ataku, strzałów szpicem, prostym podbiciem, kolankiem, kostką, piętą.

Sporo tego, prawda? No właśnie. Ale co to takiego dla Kłapząbów?
Kiedy ojciec uznał, że synowie są gotowi, zapisał swoją drużynę do rozgrywek trzeciej ligi. Szybko jednak okazało się, że Kłapząbowie tam nie pasują i musieli się przenieść do ligi… drugiej! W pierwszym meczu wygrali bowiem aż 39:0! Niesamowici, nie sądzicie? Ale to jeszcze nie wszystko! Również i drużyny z drugiej, aż w końcu z pierwszej ligi roznieśli, a kiedy udali się na europejskie tournée, to dopiero zasmakowali czym jest prawdziwy football! Wygrywali wszystkie mecze, jakie dane im było zagrać, do tego stopnia nawet, że sam król Anglii powierzył Kłapząbowi swojego syna, aby ten szkolił się u boku najlepszej drużyny świata. Ale po Anglii i wielkiej euforii z odniesionego tam zwycięstwa przyszedł czas na Barcelonę, a cwani Barcelończycy już knuli, jak tu Kłapząbów pokonać:

– Panowie – zabrał głos prezes – jestem naprawdę wzruszony, gdy widzę wasz szlachetny zapał do zapewnienia zwycięstwa naszym klubowym barwom! Ale nie jest to takie oczywiste, jak się wam wydaje. Gdybyśmy skasowali ich wszystkich, nie strzelilibyśmy ani jednego gola!
– Dlaczego? Jak to? Założymy się? Zobaczymy! – krzyczała cała drużyna.
– Panowie, bardzo bym chciał, ale naprawdę nie strzelilibyśmy żadnego gola!
– A dlaczego nie?
– Bo cały czas bylibyśmy na spalonym!

Jednak nie z takimi stary Kłapząb miał do czynienia. Słynna Barca okazała się nie stanowić dla chwały Kłapząbów najmniejszego zagrożenia.

Pewnie wydaje Wam się, że to wszystko jest dość surrealistyczne, bo przecież passa zwycięstw nie może trwać długo, a w życiu nie przez cały czas jest z górki… Nie martwcie się, już na kolejnych stronach zaczną się problemy, które do dziś trapią sport: pieniądze to nagroda, czy cel? Jak zmotywować do walki, gdy przegrywa się w meczu o wszystko? Jak odnaleźć w sobie tę radość, która była na początku? I przede wszystkim: iść dalej, czy stanąć w miejscu i odpocząć?

„Jedenastka Kłapząba” to niesamowita bajka nie tylko dla dzieci. Wydawana regularnie od 1922 roku opowiada o tym, że ZAWSZE warto grać fair play, również poza boiskiem. Uczy tolerancji, ciężkiej pracy, sumienności, wytrwałości i dźwigania ciężaru swoich marzeń na plecach. Wiele w niej uśmiechu, ale mnóstwo też życiowej mądrości, która szczególnie tym młodym przyda się najbardziej. Kłapząbowie, którzy ostatecznie stracili tylko jedną bramkę i podczas całej swojej kariery nie zdobyli ani jednej żółtej kartki (nie wspominając już o czerwonej) uczą nas, że trzeba wiedzieć co jest naszym celem i kiedy powiedzieć sobie „dosyć”. Jedenastu zwykłych, prostych chłopaków wydaje się być idealną gromadą dla młodszego lub starszego chłopca dla którego największą miłością jest piłka nożna, a wartością – spełnianie marzeń.
Wrażliwa, zabawna i mądra – polecam wszystkim.

Reklamy