Ile kosztuje sprawiedliwość?

Przyznam szczerze, że do trzeciej części „Dochodzenia” Davida Hewsona podchodziłam jak do jeża. Dwa poprzednie tomy bardzo mi się podobały, dlatego byłam niemalże pewna, że część trzecia wcale mnie tak nie porwie i nie zachwyci. Ponadto byłam święcie przekonana, że cykl poświęcony detektyw Sarze Lund jest czterotomowy, a nie – jak się okazało – trzy. Całą serię wygrałam w konkursie zorganizowanym przez Wydawnictwo Marginesy i dopiero dziś zorientowałam się, że „Dochodzenie/ Na styku” (ostatnia część) jest napisana przez amerykańską autorkę, a bohaterką kryminału jest nie Lund, a Linden, Amerykanka. Poirytowałam się tym ogromnie, bo miałam nadzieję na kontynuację tej świetnej lektury, jakąś dalszą kolej losów głównej postaci (w końcu zakończyły się w specyficzny sposób), tymczasem muszę się zadowolić tym, co przeczytałam. A to oznacza pozostawienie tych wszystkich emocji w sobie, co może być niebezpieczne…

dochodzenie-3-b-iext43463991Tym razem chłodna i profesjonalna Sarah Lund musi zmierzyć się z inteligentnym porywaczem, który mści się za nigdy niewyjaśnioną zbrodnię sprzed lat. Zgwałcona i zamordowana została wówczas dziewczynka, chociaż w aktach istnieje inna wersja, bardziej oficjalna – uważa się, że Louise popełniła samobójstwo. Okazuje się, że komuś bardzo zależy na wyjaśnieniu okoliczności śmierci trzynastolatki i wymierzeniu sprawiedliwości… tak bardzo, że decyduje się porwać dziewięcioletnią córeczkę biznesmana, właściciela rodzinnej korporacji. Co więcej, porywacz decyduje się rozmawiać tylko i wyłącznie z Lund i chociaż ta sama rozwiązałaby obie sprawy wcześniej, ograniczenia Politigarden często zmuszają ją do błądzenia po omacku. Czasu jest coraz mniej, a ten, kto porwał Emilie jest bezwzględny, chłodny i żądny zemsty…
Sprawę komplikuje Mathias Borch, były chłopak Sary, z którym zmuszona jest prowadzić śledztwo. A serce, jak wiadomo, nie sługa i z czasem stare uczucie ponownie zaczyna się tlić gdzieś na dnie serca jednego z nich…
W tym samym czasie Danię ogarnął kryzys, a Troels Hartmann (znany z pierwszej części kandydat na burmistrza) jest już premierem. Przed nim finisz kolejnej kampanii wyborczej. Nowe niełatwe koalicje… Wiele dowodów w sprawie trzynastoletniej Louise znów, jak w przypadku zabójstwa Nany Birk Larsen, kieruje się w stronę polityków.

W trzeciej części duńskiej sagi Sarah Lund przypomina nam, że nie istnieje wygodne miejsce pomiędzy dobrem a złem. Trzeba wybrać między jednym a drugim. I chociaż proponowana jej jest ciepła posadka w OPA (Wydziale Operacji, Planowania i Analiz), gdzie miałaby się zająć segregowaniem spinaczy na biurku, ona po raz kolejny wdziewa swoje charakterystyczne swetry z wysp owczych i decyduje się zapomnieć o swojej rodzinie, aby ratować inną. Staje po stronie dobra i płaci za to najwyższą z możliwych cen. Traci niemalże wszystko, aby dotrzymać słowa i wymierzyć sprawiedliwość.
Szczerze mogę przyznać, że to najlepsza część z wszystkich. Tak samo inteligentna i ambitna, zawiła, skomplikowana, zwodząca i myląca, ale utrzymująca przy tym wysoki poziom i równe tempo. Byłam zdania, że części drugiej nic nie przebije, a okazało się, że Hewson lubi zaskakiwać.

Reklamy

Sprawa przepołowionych nieśmiertelników

Z Sarą Lund spotkałam się już w zeszłym roku, przy okazji czytania „Dochodzenia”. Razem z nią i podkomisarzem Janem Meyerem z kopenhaskiego wydziału zabójstw próbowałam dociec kto zabił młodziutką Nanę Birk Larsen – nauczyciel, polityk – kochanek czy były chłopak? Oczywiście poległam – ile miałam tropów i wskazówek, tyle było nagłych zwrotów akcji i podpuch, na które się złapałam, a prawda okazała się przerastać ludzkie pojęcie. Meyerowi też się nie udało rozwiązać tej sprawy. Do prawdy dotarła tylko Lund – nieustępliwa, dociekliwa, zaangażowana. I tak też było tym razem, w kontynuacji, chociaż muszę przyznać, że poszło mi nieco lepiej. Po „Dochodzenie 2” sięgnęłam w ramach odpoczynku – „Małe życie”, o którym pisałam Wam kilka postów niżej całkowicie mnie wymęczyło i wyczerpało emocjonalnie, a Pilch – mówiąc trywialnie – tylko mi dokopał. Dlatego sięgnęłam po kryminał… ale „Dochodzenie 2” dosłownie zwaliło mnie z nóg.

dochodzenie

Kiedy w kopenhaskim Parku Pamięci Mindelundem, do którego przyprowadzany jest każdy mały Duńczyk, zostaje znalezione ciało bestialsko zamordowanej prawniczki Anne Dragsholm, Brix już wie, że nie obędzie się bez jej pomocy. Mimo że Lund została odwołana ze swojego stanowiska i przeniesiona do straży granicznej w Gedser po sprawie Nany Birk Larsen (i wypadku Meyera), kopenhaska policja po raz kolejny prosi ją o pomoc i proponuje współpracę. Z początku niechętna w końcu daje się przekonać. Rzuca na, wydawałoby się, moment nudną i monotonną posadę na prowincji i wyrusza do Kopenhagi, a tam… co tu dużo mówić? Sarah od razu widzi to, czego inny nie zauważają, łączy te fakty, które im wydają się całkowicie rozbieżne, przejmuje dowodzenie i sama kieruje sprawą – po swojemu. Podporządkowuje sobie nawet przystojnego Ulrika Strangego, swego czasu wojskowego „Łowcę”, gotowego do największych poświęceń i najbardziej wymagających zadań. To właśnie ona po raz kolejny poświęca pracy swoje rodzinne życie – po sprawie Nany Birk Larsen Sarah straciła nie tylko posadę, ale też syna, który wyprowadził się do ojca. Nawet ciepłe swetry z Wysp Owczych zostały w domu matki… Lund żyje z poczuciem winy i nieznośną świadomością, że w sprawie Birk Larsen kłamali wszyscy – przyjaciele, rodzina, współpracownicy, politycy i pierwsze strony gazet. Dlatego nie od razu się decyduje, kiedy były szef prosi ją o pomoc. W końcu jednak zakłada kamizelkę kuloodporną i wyrusza na wojnę – sama przeciwko wszystkim. Lund nie lekceważy żadnego tropu, starając się odpowiedzieć na te z pozoru oczywiste pytania: kto zabił? Czy była to zbrodnia w afekcie czy rytualny mord? Czy za całą sprawą stoją terroryści tak, jak sugerują wszyscy – od policji, poprzez społeczeństwo, aż po polityków? No właśnie, skoro o polityce mowa, to nie mogło jej przecież tutaj zabraknąć. W czasie trwania akcji książki duński rząd opracowuje ustawę antyterrorystyczną, a nowo powołany minister sprawiedliwości usiłuje zbudować szeroką koalicję. Partia Ludowa walczy z Partią Postępu. Politigården z Agencją Wywiadowczą Narodowego Bezpieczeństwa Wewnętrznego PET. A Lund – ze wszystkimi. Nie straszna jej nawet wojna w Afganistanie czy zadzieranie z szorstkimi i twardymi dowódcami wojskowymi, dla których kobieta powinna znać swoje miejsce w szeregu. Zbierając i porównując do siebie przepołowione nieśmiertelniki stara się uchronić kolejne osoby przed śmiercią i dotrzeć do prawdy. Każdy jednak rzuca jej kłody pod nogi – od żołnierskiego środowiska aż po te policyjne. Jak tym razem poradzi sobie Sarah z tą sytuacją? I czy będzie żałować swojego powrotu?

Lekturą tej książki miałam zamiar odpocząć od ambitnych pozycji i nabrać sił do kolejnego takiego maratonu. „Dochodzenie 2” nie pozwoliło mi jednak odsapnąć. To powieść absolutnie pochłaniająca, wymagająca całkowitego skupienia i koncentracji. Na początku ciężko było mi się połapać w zawiłościach polityczno-kryminalnych, jak miało to miejsce w części pierwszej, ale później czytałam już z zainteresowaniem i przyjemnością. Co więcej – tak bardzo zaangażowałam się w sprawę morderstw bohaterów wojennych, że sama próbowałam rozwiązać zagadkę. Czułam się niczym Sarah Lund (nieskromnie się chwalę) i nawet poniekąd mi się to udało. Sprawca tego całego zamieszania był typem numer cztery na mojej czarnej liście (no powiedzmy, że czwartym, po wyeliminowaniu wszystkich, którzy już wcześniej się wybronili 😀 ).
Główna bohaterka jest dla mnie wciąż postacią dwojaką – bo z jednej strony uwielbiam jej zaangażowanie i ubóstwiam jej spryt, z drugiej zaś denerwuje mnie jej całkowite poświęcenie się sprawie i zepchnięcie rodziny na dalszy plan. Czuć w tej części pewną nostalgię i smutek bohaterki, ale spowodowany przecież przez nią samą. Wszystko co straciła, straciła na własne życzenie. Złapała zaś mordercę i sprawiedliwości, niejako, stała się zadość… To chyba kwestia priorytetów w życiu, a więc też każdego indywidualna sprawa.

Jeśli nic nie czujesz, to nic cię nie zrani.

Kontynuacja pierwszej części „Dochodzenia” to świetny kryminał, wyzwalający z nas kreatywność i umiejętność łączenia ze sobą faktów, które całkowicie do siebie nie pasują. To dobra książka na długie wieczory, z chłodnym i pochmurnym klimatem, aczkolwiek nie pozwalająca odpocząć. Za bardzo wciąga!

Szwedzki gliniarz niespiesznie wszedł do środka. W życiu by nie dostrzegł bomby, chyba, że podeszłaby do niego na ulicy i przywitała się.

Zabójstwo w Lesie Zielonoświątkowym

Nanna ucieka. Łudzi się nadzieją, że kilka dużych kroków pozwoli znaleźć jej się w domu. Jej niebieskie oczy rozglądają się dookoła po ciemnym Lesie Zielonoświątkowym. Myśli o swoim ojcu, o jego silnych ramionach, o tym, jak mógłby jej teraz pomóc. Ale nie może. Zimno jej, drży. Jej potargana koszulka niezdarnie oplata goliznę. Nanna biegnie, korzenie drzew, krzewy i rośliny ranią jej łydki. Stopy grzęzną w gęstym błocie. Nanna biegnie. On patrzy.

Jak on wyglądał?
Zwyczajnie. Przestępcy nie należeli do jakieś osobnej rasy, naznaczonej bliznami i dziwnymi fizycznymi przypadłościami. Odrębnej niż ta, z której wywodziły się ich ofiary. Należeli do tej samej rasy. Obcy w autobusie. Mężczyzna w sklepie, który co rano mówi „Witam”.
Albo nauczyc
iel, który codziennie przychodzi do tej samej szkoły, robi na wszystkich wrażenie swoją uczciwością, słynie ze swojej oczywistej przyzwoitości w świecie powszechnego zobojętnienia.

dochodzenieZabójstwo młodej dziewczyny wywraca wydział kryminalny kopenhaskiej komendy do góry nogami. Z pozoru sprawa wydaje się łatwa – dziewczyna wielokrotnie zgwałcona, wrzucona do bagażnika samochodu, zatopiona w wodzie. Piękna, młoda, niewinna. Któż mógłby takiej zrobić krzywdę? Sprawa wydaje się oczywista – zazdrosny chłopak albo starszy, nachalny kochanek. Komisarz Sara Lund i podkomisarz Jan Meyer razem z czytelnikiem podążają w ślad za przestępcą. Ona w grubych, wełnianych swetrach, najczęściej czarno-białych, bystra, cwana, twarda, sarkastyczna, całkowicie oddana swojej pracy. On, z charakterystycznymi dużymi uszami, chorym żołądkiem, nie tak bystry jak ona, ślepy na większość tropów. Zabójstwo Nanny Birk Larsen ma odebrać każdemu z tej dwójki, a nawet trójki, bo mowa tutaj też o czytelniku, kawałek ich dotychczasowego życia. Sarah poświęci sprawie swój związek, a także dobre relacje z mamą i synem. Co straci Jan Meyer? Jak książka wpłynie na czytelnika?

Rodziny mają swoje codzienne rytuały, oczywiste, a tak bolesny, kiedy nagle znika ich przyczyna.

Już wkrótce po rozpoczęciu śledztwa okazuje się, że sprawa wcale nie jest tak łatwa, na jaką by wyglądała. Rodzice Nanny nie potrafią pogodzić się ze stratą córki, ciągle chcą wyjaśnień, nowych tropów, chcą wiedzieć, kto zabił i dlaczego. Czy ich córka cierpiała, i jak długo. Czy kiedykolwiek jeszcze ułożą sobie życie. Czy będą mogli zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Czy zrobili coś źle. Czy zapomną. O zapomnienie jednak nie tak łatwo, kiedy w zabójstwo Nanny okazują się zamieszani politycy, a szczególnie kandydujący na stanowisko burmistrza Kopenhagi – Troels Hartmann. Krąg potencjalnych zabójców stale się rozrasta, jednocześnie się zacieśniając.
Znikające kasety z tragicznego wieczoru, plączące się ze sobą zeznania, coraz to nowi podejrzani,
przesadnie lubiany przez uczniów nauczyciel-imigrant i mroczna przeszłość ojca Nanny zdecydowanie nie ułatwiają policjantom zadania. Pytanie jest jedno i powraca do wszystkim niczym bumerang: Kto zabił? Na to jednak nie łatwo jest odpowiedzieć.

„Dochodzenie” z początku czytało mi się ciężko. Kiedy już na pierwszy stronach pojawił się wątek polityczny, westchnęłam i pomyślałam: „O nie! Tylko nie to!”, ale starałam się nie zniechęcać tak od razu. Ciężkie do zapamiętania i wymówienia duńskie nazwiska nie pomagały mi w zagłębieniu się w lekturę. Jednak już po kilkunastu stronach, nie mogłam się od powieści oderwać. To książka, w której ŻADEN czytelnik nie domyśli się rozwiązania, aż do ostatniej strony. Fałszywe tropy, mgliste wskazówki, znikające dowody, ludzie, którzy nie chcą mówić, kłamstwa, stłumione emocje, zrozpaczeni rodzice. Ten kryminał zawiera sobie wszystko to, co książka tego gatunku powinna mieć. Klasyczna forma, w której czytelnicy razem z detektywami podążają tropem przestępcy rodzi, zdaje się, jeszcze więcej pytań, na które nie ma odpowiedzi. Kiedy czytelnikowi wydaje się, że jest już o krok od rozwiązania zagadki następuje nagły zwrot akcji, przez co ciężko się od książki oderwać. Nic nie jest do końca pewne, każdy, o ile nie kłamie, to skrywa swoją tajemnicę, nikomu nie można ufać – taki jest właśnie klimat „Dochodzenia”.
To rewelacyjna powieść sensacyjna, o ile nie najlepsza, z tego gatunku. Gwarantuję, że ciężko o lepszą, bardziej mroczną, bardziej zawiłą. A prawda wydaje się przerastać ludzkie pojęcie.