Samotność wśród książek i sprasowanych myszy

Lecz uśmiecham się, bo w teczce niosę książki, po których się spodziewam, że wieczorem dowiem się z nich o samym sobie czegoś, czego jeszcze nie wiem.

Bohaterem „Zbyt głośnej samotności” Hrabala jest Haňťa który trzydzieści pięć lat pracuje przy starym papierze i to jego jego love story. Pierwowzorem Haňťi był przyjaciel Hrabala, którego poznał w składzie makulatury na ulicy Spalonej w Pradze w latach 50′ – Jindrich Paukert. Haňťa jest człowiekiem wykształconym wbrew własnej – jak często powtarza – woli. Przy okazji prasowania papieru zdobywa,zabija, ale i ratuje cenne książki, przenosi je do swojego domu, po czym czyta. Nie są to bynajmniej byle jakie książki, a arcydzieła literatury, „perełki” najznakomitszych pisarzy. Tak więc na co dzień przy pracy Haňťi towarzyszy Lao-cy, Sartre, Camus, Nietzsche, Goethe, Rimbaud, Immanuel Kant…
I dzbanek piwa. I myszy.
Haňťa wypija dzbanek piwa, stara się odgonić z papieru myszy, po czym i tak sprasowuje je maszyną, bo to za bardzo kochają, tak jak on, książki, aby je opuścić. Myszy pożerają książki w sensie dosłownym, Haňťa w sensie przenośnym.

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

zbyt-glosna-samotnosc-b-iext24693165Haňťa, jak już napisałam, jest wbrew własnej woli wykształcony. Cytuje z pamięci Kanta, odwołuje się do Nietzschego, dziękuje Camus za to, co mu „tak pięknie napisał” – książki są dla niego wszystkim. Czyta, bo książki otwarły mu oczy na wiele rzeczy, ale też dlatego, że chce w nich odnaleźć jakąś prawdę, samego siebie, coś, co by go zmieniło. Haňťa to też jednak człowiek wewnętrznie rozdarty – z jednej strony kocha literaturę ponad wszystko, z drugiej strony jego pracą jest niszczenie książek. Każda paczka sprasowanego papieru jest dla Haňťi dziełem sztuki, które ma w swój charakter, myśl. Haňťa kocha książki, a zarazem posyła je na śmierć.

Dzięki książkom i z książek dowiedziałem się, że niebiosa wcale nie są humanitarne i że człowiek humanitarny nie jest, nie żeby nie chciał, lecz dlatego, że byłoby to sprzeczne z poprawnym myśleniem.

Każdy z nas czytywał te książki w naiwnej nadziei, że pewnego razu przeczytamy coś , co zmieni nas jakościowo.

Całym życiem Haňťa są książki i jego maszyna, na której pracuje całymi dniami. Haňťa nigdy nie miał wakacji, zawsze pracował więcej, niż powinien – zawsze z sercem. Po odejściu z pracy zamierzał nawet swoją maszynę zabrać i postawić w ogrodzie, aby codziennie móc robić jedną paczuszkę. Zachowanie Haňťi wcale nie jest dziwne – tak samo zachował się jego wuj, któremu koledzy po przejściu na emeryturę zbudowali w ogrodzie mini trasę kolejową, razem z budką i szlabanem – w ten sposób, co sobotę wuj mógł znów być szczęśliwym, poświęcając się swojej pracy. Bo praca to nie tylko przykry obowiązek, ale szczęście, całe życie.

(…) ja w ogóle kochałem zmrok, to była jedyna chwila, kiedy miałem wrażenie, że może się stać coś wielkiego, że po zmierzchu, o zmroku wszystkie rzeczy są piękniejsze, wszystkie ulice, wszystkie place, że wszyscy ludzie wieczorem, gdy tak idą, są piękni niczym bratki, miałem nawet wrażenie, że ja również jestem pięknym młodym mężczyzną, o zmroku lubiłem przeglądać się w lustrze, lubiłem widzieć swoje odbicie w szybach wystaw sklepowych, nawet kiedy po zmierzchu dotykałem palcami twarzy, stwierdzałem, że nie mam ani jednej zmarszczki, ani koło ust, ani na czole, że z nadejściem zmroku w codziennym życiu nastąpiła ta pora, której na imię piękno.

„Zbyt głośna samotność” jest to jednak książka o przemijaniupo pierwsze mamy tutaj do czynienia z przemijaniem epoki słowa pisanego, kiedy to książki są niszczone, po drugie z przemijaniem człowieka, jako narzędzia pracy, a więc jego nieprzydatnością, bezużytecznością – bo gdy w skupie makulatury na Bubnach działa już automatyczna prasa, maszyna tak wielka, że zastępuje pięć maszynek wielkości tej, na której pracował, Haňťa, stary, słaby mężczyzna, nie jest już potrzebny do pracy – po trzecie z przemijaniem człowieka, czyli jego starzeniem się.
„Zbyt głośna samotność” została wydana trzy razy – dwa poprzednie wydania, z których jedno było poematem, nie zachwyciły jednak autora. „Zbyt głośna samotność” została wydana w 1976 roku, kiedy Hrabal powoli oswajał się już ze swoją starością, był znanym twórcą, a rozgłos przyniosły mu głównie „Pociągi pod specjalnym nadzorem” i ich oskarowa adaptacja, której Hrabal był współscenarzystą.
Na kształt książki wpływ jednak miały wydarzenia polityczne z lat 70′ – Hrabal funkcjonował w dwóch obiegach – tym oficjalnym, czyli legalnym i samizdatowym, czyli związanym z działaniem opozycji politycznej. Hrabal mógł czuć się niezrozumiany, kiedy to zawsze będący poza polityką, teraz był ważną częścią historii, w której uczestniczyć nie chciał.

(…) ale taki już jestem, stale proszę o wybaczenie, i zdarzało się nawet, że prosiłem sam siebie, bym sam sobie wybaczył to, czym byłem, co tkwiło w mej naturze…

Czytałam wcześniej trzy książki Hrabala – „Pociągi pod specjalnym nadzorem”, „Postrzyżyny” i „Taka piękna żałoba” – i szczerze mówiąc, żadna z nich mnie nie zachwyciła. Książki mi się podobały, ale nie widziałam w nich tego „czegoś”. Ludzie mówili, ze Hrabal jest słodko-gorzki, a ja nie miałam pojęcia o co im chodzi, bo dla mnie Hrabal był tylko gorzki, a zestawianie komizmu z przykrymi sytuacjami, jak obcinanie psu ogona („Postrzyżyny”) było dla mnie straszne i niezrozumiałe. Z entuzjazmem sięgałam jednak po „Zbyt głośną samotność” mając nadzieję, że w końcu uda mi się zrozumieć choć odrobinę z tego, co inni nazywają fenomenem czeskiego pisarza.
No i zrozumiałam. Hrabal jest rzeczywiście słodko-gorzki, bo obok obrazu sprasowanych przez maszynę myszy, kawałków mięsa, które zabrudza kartki z latającymi dookoła niego ścierwicami, obok obrazu jego pięknej, aczkolwiek zbyt głośnej samotności, obok obrazu starości, Hrabal przedstawia Jezusa, wygrywającego w Wimbledonie, slalom gigant, dom na Grobli wieczności, który był starą kuźnią przerobioną na mieszkanie, zdawać by się mogło jednym z najpiękniejszych momentów w życiu Hrabala, Cyganki, dzban piwa. Hrabal jest słodko-gorzki i jakże to pięknie boli na duszy, kiedy się czyta to, co napisał, do tego tak pięknym, wręcz poetyckim, prawdziwym językiem. Gorycz, żal, melancholia, smutek, ale też nutka dobrego humoru, która jakby symbolizuje starego człowieka, któremu nie pozostało już nic, jak być takim właśnie słodko-gorzkim, przygnębionym swoją starością, swoim słabnięciem i przemijaniem, przemijaniem rzeczy, epok, ludzi, ale nie dającym się temu uczuciu owładnąć, z błyskiem w oku żartującemu, śmiejącemu się, patrzącemu na świat zamglonymi, załzawionymi oczami. Bezsilnemu. To arcydzieło, którego absolutnie nie można zapomnieć, powieść wielowarstwowa, pełna znaczeń. Jestem pewna, że przy powtórnym, i powtórnym, i powtórnym czytaniu odnalazłabym mnóstwo szczegółów, które mi umknęły. Już teraz mogę zacząć wyliczać ilu rzeczy nie wspomniałam w tej recenzji, jak choćby walki szczurów.
Zbyt głośna samotność” jest cudowna, delikatna, niesamowicie ważna, dotykająca serce. Myślę, że gdybym od razu na tę książkę trafiła, przy pierwszym czytaniu Hrabala, dzisiaj byłabym zachwycona wszystkimi jego książkami. Teraz natomiast mogę jedynie zrozumieć to, czego nie zrozumiałam wcześniej i czytać dalej. Bo jeżeli natknę się jeszcze na coś tak pięknego, jak „Zbyt głośna samotność”, to jestem w stanie oddać za to wszystko.

Chyba nie pójdę nigdzie, starczy mi bym zamknął oczy, a wszystko wyobrażę sobie jeszcze dokładniej, niż jest w rzeczywistości.

Reklamy