Czterej muszkieterowie

Przy moim pierwszym spotkaniu z prozą Dumas zachowywałam pewną dozę niepewności i dystansu, obawiając się ponad tysiąca nużących stron „Hrabiego Monte Christo”, ale już po kilkudziesięciu odkryłam, że to powieść absolutnie wspaniała, doskonale skonstruowana i wciągająca. Pochłonęła mnie do reszty i nie pozwoliła zajmować się niczym innym w wolnym czasie, niż jej czytaniem. Historię zemsty młodego żeglarza, Edmunda Dantes, postawiłam na półce wśród moich ulubionych książek, a niedługo potem dołączył do niej kolejny tytuł – drugie monumentalne dzieło genialnego Francuza.


„Trzej muszkieterowie” to najsłynniejsza powieść płaszcza i szpady w dorobku klasycznej literatury francuskiej. Akcja osadzona jest w pierwszej połowie XVII wieku, kiedy królem Francji jest młodziutki Ludwik XIII, a faktycznym władcą kardynał Richelieu. Głównym bohaterem powieści – wbrew tytułowi – jest osiemnastoletni d’Artagnan, który przybywa do Paryża z zamiarem wstąpienia do elitarnej grupy muszkieterów królewskich. Z pewnością poszłoby mu jak z płatka, gdyby nie fakt, że polecający go list skierowany do kapitana muszkieterów, pana de Tréville’a, zostaje mu skradziony. Dla większości bohaterów powieść kończyłaby się już w tym miejscu, bowiem załamani swoim nieszczęściem nie potrafiliby wykrzesać z siebie dość energii, aby brnąć przez gęste i lepkie błoto złudnych marzeń. Ale nie dla D’Artagnana. Kiedy opuszczał rodzinny dom ojciec nakazał mu nigdy nie tracić odwagi, walczyć o swoje, o nic nie prosić, na wszystko sobie zapracować i pojedynkować się z każdym, kto go obrazi. Poza tym gdzieś na dnie kieszeni jego płaszcza znajdowała się maść matki na wszelakie obrażanie, dlatego zranienie szpadą było mu niestraszne.
D’Artagnan udaje się więc do de Tréville’a, chociaż nie posiada przy sobie najważniejszego dokumentu, mając nadzieję, że swoją odwagą i męstwem zapracuje sobie na to, by w przyszłości stać się muszkieterem. Tam, wedle rady ojca, nie pozwala sobie wejść na głowę, i już pierwszego dnia ma się pojedynkować z trzema najdzielniejszymi muszkieterami – Atosem, Portosem i Aramisem. Los uśmiecha się do czwórki młodych mężczyzn chytrze, bowiem już chwilę później okazuje się, że wspólnymi siłami będą zmuszeni stawić czoło wrogowi, a dzięki tej walce staną się dla siebie najwierniejszymi przyjaciółmi. Z biegiem czasu coraz więcej zapalnych punktów wspólnych będzie pojawiać się na drodze czterech przyjaciół, a ci, zawsze nierozłączni i oddani sobie będą zmuszeni się wspierać i ratować jeden drugiego z opresji.

Rysunek Maurice’a Leloira (1894) (źródło: wikipedia)

Ciężko opowiedzieć o fabule „Trzech Muszkieterów” bez streszczania jej, bowiem powieść jest tak naszpikowana wydarzeniami, zwrotami akcji i charakternymi postaciami, że nie sposób opowiedzieć o jednym wydarzeniu, nie poruszając drugiego. Pełna zagadek i intryg fabuła splata losy czterech bohaterów, a miłostki i żądze tworzą z nich niemalże jeden organizm. Jeden wątek zazębia się z drugim, a każdy bohater, który staje na drodze muszkieterom wpływa na dalszy przebieg fabuły. Tym sposobem tych czterech odważnych będzie musiało walczyć nie tylko z hugenotami, Anglią, kardynałem Richelieu, usiłującym co chwila znaleźć na nich jakiś hak, ale i z powabną Milady, kobietą, która okazuje się być diabłem w owczej skórze.

„Trzej muszkieterowie” to powieść, która nigdy się nie znudzi. Przyznam szczerze, że Dumas postawił mnie w horrendalnie ciężkiej sytuacji, bo gdybym miała teraz wskazać swoją ulubioną książkę, nie potrafiłabym – w ostatecznych rozrachunku – wybrać pomiędzy Hrabią a Muszkieterami. Nie wspominając już o tym, że moje czytelnicze serce nie potrafi zdecydować się, którego muszkietera lubi najbardziej – słodkiego i dobrego Aramisa, któremu nie brakuje odwagi, chociaż zdecydowanie bardziej woli się modlić niż wymachiwać szpadą, próżnego Portosa, który bawił mnie niezmiernie, Atosa, rozważnego, mądrego, opanowanego, męskiego i zranionego przez kobietę, czy w końcu D’Artagnana, nieprzeciętnie inteligentnego, posiadającego odwagę za czterech, sprytnego i namiętnego?
By stworzyć powieść tak wielowątkową, wciągającą, interesującą i wciąż żywą po ponad dwóch stuleciach, niewątpliwie trzeba być geniuszem. I dla mnie – dzięki tym dwóm niezwykłym powieściom – Dumas nim jest. Po lekturze „Trzech muszkieterów” czuję ogromny niedosyt, ale pocieszam się myślą, o kontynuacji losów tych czwórki w powieściach „Dwadzieścia lat później” i „Wicehrabia de Bragelonne”.

Pragnienie zemsty – od serca, aż po umysł

Życie wielokrotnie płata nam figle; gdy myślimy, że wszystko układa się jak z płatka, że będzie po naszej myśli, świat wywraca się do góry nogami i nic nie jest tak, jak być powinno. Wręcz przeciwnie – los rzuca nam pod nogi kłody, a na ścieżce, którą kroczymy napotykamy same przeciwności. Sama tego niejednokrotnie doświadczyłam i Wy, czytelnicy, zapewne też przynajmniej kilka razy znaleźliście się w takiej sytuacji. Co gorsza, w takich ciemnych sprawunkach lubią maczać palce osoby trzecie, a jak wiadomo zazdrość i zawiść to potężni przeciwnicy, trudni w walce, wielokrotnie wręcz niepokonani. A żeby osiągnąć sprawiedliwość, trzeba zapłacić – i to cenę wcale nie niską.

hrabia12
Po śmierci kapitana trójmasztowca o pięknej i antycznej nazwie „Faraon”, który zachorował w czasie rejsu, dowództwo na statku przejmuje młody, bo zaledwie dziewiętnastoletni Edmund Dantes. Jego losy poznajemy, gdy wraz z załogą przybija do marsylskich brzegów, gdzie czekają już na niego dwie ukochane i najdroższe osoby w życiu: ojciec, którego słodkim towarzystwem cieszy się, ze względu na pracę, jakiej się podjął, nieczęsto i piękna Mercedes, z którą niebawem ma wziąć ślub. Chłopak ma wrażenie, że rozpościera się przed nim pasmo samych sukcesów – zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Cechuje go radość i energia, chęć życia i młodzieńcza naiwność, która każe mu sądzić, że wszyscy są mu przyjaciółmi. Niestety niedługo po zejściu na ląd kończy się beztroska Edmunda. Zgubę przynosi mu list, o którego dostarczenie do adresata prosił przed śmiercią kapitan. Zaadresowany do niejakiego Pana Noirtier, znanego bonapartysty, staje się początkiem i końcem życia chłopaka. Sprytni Danglars, członek załogi „Faraona”, który od zawsze zazdrościł Edmundowi sprytu i umiejętności dowódczych, łasy na wódkę i pieniądze Caderousse oraz Katalończyk Fernand, który od jakiegoś czasu nieumiejętnie stara się zdobyć serce Mercedes, postanawiają położyć kres szczęściu Dantesa i oddać go w ręce prokuratora królewskiego. Wtrącony do więzienia na długie lata jako przestępca polityczny Edmund bliski jest wielu stanom: szaleństwu, rezygnacji, a w końcu śmierci samobójczej. Z czasem odkrywa jednak, że nic innego, jak tylko żądza zemsty przepełnia go całego – od serca, aż po umysł.
To właśnie w pierwszym tomie „Hrabi Monte Christo” obserwujemy, jak zasadzone w duszy młodego chłopaka ziarenko kiełkuje, by później zebrać swój obfity owoc. Edmund tylko czeka na stosowny moment, aby sprawiedliwości uczynić zadość.

hrabia2
Jednak dopiero druga część powieści pokazuje jej esencję – to, co jest w niej najważniejsze – absolutną metamorfozę, której uległ bohater. Ten chłopak o gołębim sercu, gotów pomóc każdemu, nie widzący zła i chciwości, które go otaczają, staje się bogatym hrabią, krok po kroku realizującym swą zemstę. Przyjmuje różne imiona, a każde z nich go kształtuje – już nie przyznaje się do bycia Edmundem, jest przede wszystkim Hrabią Monte Christo, ale czytelnik poznaje go także pod imieniem Sindbada Żeglarza, Lorda Wilmore’a, włoskiego księdza Busoniego. Lata kształtowania swojego wizerunku wzbogaciły go o wiedzę, która jest niezbędna, aby pokonać wrogów. Jego inteligencja, spryt, błyskotliwość i szybkość reakcji pozwalają mu realizować plan zemsty krok po kroku, nie zważając na przeciwności. Przeszkody, które ograniczają jego swobodę w dokonywaniu zemsty, usuwa skrupulatnie, doprowadzając tych, co go najpierw zgubili do uczuć skrajnych – od rozpaczy i utraty sensu życia, aż po pragnienie śmierci. W końcu jednak nastaje w powieści taki moment, w którym główny bohater musi odpowiedzieć sobie na pytania: czy zemsta jest wystarczającą karą? Czy to, co przeżywają jego wrogowie, jest dla niego wynagrodzeniem? Czy jedyną formą rewanżu jest odpłacenie złem za zło? I przede wszystkim: czy może żyć z tym, co uczynił? Czy jeszcze kiedykolwiek będzie szczęśliwy?

Na tym świecie nie istnieje ani szczęście, ani nieszczęście – porównujemy tylko stan obecny z tym, w jakim byliśmy. Tylko ten, kto doznał najokropniejszych niepowodzeń, zdoła odczuć najwyższe szczęście. Kto chciał umrzeć (…), wie, jakim skarbem jest życie.

Całkiem niedawno pisałam o tym, czy warto czytać klasykę. Dziś z czystym sumieniem i sercem mogę powiedzieć, że „Hrabia Monte Christo” zapisuje się w każdym z punktów poruszonych w tym wpisie. Ta powieść o zemście i zazdrości stała się jedną z moich ulubionych książek. Chociaż powieść tak obszerna, bogata i zawiła niejednokrotnie powinna znużyć, Dumas pobudza nas tylko do większej czytelniczej aktywności. W końcu brniemy przez kolejne strony zauroczeni nie tylko samą fabułą, ale i postacią Hrabiego. A zaletą tej powieści jest – warto o tym wspomnieć – bogate tło, które pokazuje nam nie tylko specyficzne obyczaje i konwenanse społeczeństwa paryskiego, ale wprowadza nas też w kulturę Wschodu, karmi ciekawostkami na tematy medyczne (jak np. sposoby przyrządzania trucizn), zachwyca opowieściami o gangsterskim życiu niejakiego Luigiego Vampy, młodego Włocha, pokazuje archetypy i toposy przeróżnych postaci. Postać hrabiego owiana jest tajemnicą, magią i mistyką, a całości dopełnia opowieść o Czarnoksiężniku z Krainy Oz, tak silnie kojarzona z jego osobą. Nikt nie wie, skąd się wziął, dlaczego wszedł w posiadanie maluteńkiej wysepki Monte Christo, skąd wziął swoje bogactwo. Ciekawość francuskich dam często kojarzy go z byciem wampirem, a sam Hrabia tworzy wokół siebie aureolę baśniowości. Aż ciężko uwierzyć, że ten bladolicy, piękny mężczyzna, którego niewolnica przyobleczona jest w diamenty narodził się w twierdzy If – więzieniu dla przestępców politycznych…
To lektura doskonała pod każdym względem, chociaż muszę tutaj uwzględnić też swoje czytelnicze niezadowolenie – zbyt krótka. Co prawda w obu tomach liczy sobie ponad 1300 stron, ale to taka książka, od której nie można się oderwać, a więc czyta się też bardzo szybko.
Podchodziłam do tej powieści z ogromną rezerwą, bo francuską klasykę kojarzę z tekstami niejednokrotnie trudnymi (jak np. pisarstwo Stendhala), ale dałam się uwieść „Hrabi Monte Christo”. Drugi tom jest jeszcze bardziej ekscytujący, główny wątek o wiele bardziej widoczny, a sama postać dojrzalsza.
To absolutne arcydzieło literatury. Książka, którą każdy powinien przeczytać.