Hałaśliwy wróbel

Każdy z nas zna takiego sąsiada, któremu przeszkadza dosłownie wszystko. Plotkujesz na podwórku z przyjaciółką? Źle! Nucisz pod nosem, pieląc rabatkę? Źle! Śmiejesz się głośno, bo właśnie ktoś opowiedział Ci zabawny dowcip? Źle! Ptaki mieszkające na drzewie też miały takiego sąsiada, którego drażnił najcichszy wydawany przez nie odgłos…

Pan Wróbel pretensje miał do dzięcioła, bo stukał w drzewo. Słowika oskarżył o fałszowanie, a kruka o zbyt głośne krakanie. Kukułki denerwowały go swoimi pogaduszkami, a sowa nuceniem pod nosem. Do każdego więc podchodził i krzyczał, by się uciszyli, bo potrzebne mu cisza i spokój. Nie zorientował się, że sam, tym uspokajaniem każdego, był najgłośniejszy. Ptaki dzielnie znosiły marudnego sąsiada, ale w końcu przyleciał ten jeden, który uznał, że miarka się przebrała.

Sroka przy wszystkich upomniała wróbla, mówiąc mu, że jego zachowanie jest nieprawidłowe – to nieładnie krzyczeć na sąsiadów i każdego z nich oskarżać. To w końcu wspólne drzewo i każdy z nich ma do niego takie samo prawo, jak wróbel. Nikt nie może nikomu czegoś zabraniać, kierując się tylko i wyłącznie swoją wygodą – prawiła sroka. A zamiast zająć się marudzeniem i strofowaniem każdego, poleciła wróblowi, by sam zaczął ćwierkać.


„Wróbel, co oćwierkał sąsiadów, to kolejna książka Pana Poety, która bardzo przypadła nam do gustu. Zabawna, z morałem, wypełniona pięknymi ilustracjami bawi i uczy dzieci. Jeżeli nie znacie innych książek tego autora, serdecznie polecamy, by się z nimi zapoznać!

Reklamy

Kacze niezdecydowanie

Wszystkie kobiety lubią się stroić – stać przed szafą, wybierać i przymierzać ciuszki. A może różowa sukienka i kremowe buty zamiast dżinsów i bluzki? Albo lepiej: czarne szpilki? A gdyby do tego dodać kapelusz? Mała torebka czy większa? Korale czy perły? A może zwykły naszyjnik? Ale to przecież nie wszystko, bo jeszcze makijaż trzeba zrobić i fryzurę ułożyć… A czas? Ten się przecież nie rozciąga!
No dobrze, może troszkę przesadzam, bo pewnie jednak większości z nas ten problem przedstawiony w aż tak ogromnej hiperboli nie dotyczy, jednak z pewnością istnieją takie kobiety, dla których codziennie wyjście z domu wygląda właśnie w ten sposób… A przynajmniej są takie kaczki.


Drogie Dzieci i Kochani Rodzice, tym razem Pan Poeta pragnie Wam opowiedzieć o kaczce, która przebrała miarkę. Miała przed sobą bardzo ważny dzień, kto wie, być może i najważniejszy w jej życiu. Na taką okazję – na randkę z kaczorem – musiała wybrać odpowiedni strój. Toż to przecież bardzo poważna sprawa i może od niej zależeć jej przyszłe życie… Wybierała, przebierała, grymasiła. Dziwiła się sama swojemu odbiciu w lustrze, stroiła, rozmyślała. Próbowała nawet zasięgnąć porad, dlatego też zadzwoniła do swojego przyjaciela Adama, łabędzia, który na modzie znał się jak mało kto. I to on właśnie uświadomił ją, że na randkę jest już za późno, bowiem wybieranie ubrań zajęło jej tyle czasu, że przegapiła własną randkę!



Jak zwykle z morałem, pięknymi ilustracjami i rymem Pan Poeta przekazuje dzieciom wartości, o których należy pamiętać, ucząc i jednocześnie bawiąc. „Kaczka, co przebrała miarkę” uczy nas, aby nie skupiać zbyt wiele uwagi na sprawach błahych, bowiem cel może nam śmignąć sprzed nosa, jak kaczce randka. A jeżeli wybieranie ubrań zajmuje nam aż tyle czasu, to może warto byłoby o tym pomyśleć wcześniej? I przede wszystkim: nie skupiajmy całej uwagi na sobie! Przecież w tym wszystkim, to biedny kaczor został najbardziej poszkodowany, bowiem wystawiono go do wiatru.
Czytając „Kaczkę, co przebrała miarkę” bawiliśmy się wyśmienicie!

Kto ukradł orzechy?

Zimą nie wszystkie zwierzęta zapadają w długi sen… niektóre przecież gromadzą na ten czas zapasy, by jakoś przetrwać chwile, w których brak zieleni i roślin nie pozwoli im na swobodne buszowanie w naturze i podjadanie tego, czym ich obdarowuje. Brr! Poza tym jest przecież okropnie zimno, więc chyba nikt w lesie nie ma ochoty wyściubiać nosa ze swojej dziupli?
Na pewno nie komisarz Gordon, który – od kiedy tylko wypędzono z lasu chytrego, złego lisa – może swobodnie wyciągnąć nogi na biurko komendy policyjnej i zajadać ciastka odpowiednio do pory: waniliowe z truskawkową marmoladą na rano, owsiane z kandyzowanymi kawałkami jabłka na popołudnie i czekoladowe z dżemem agrestowym na wieczór. Jednak zanim komisarz spróbuje wieczornego ciastka i położy się spać do komendy wbiegnie roztargniona i zrozpaczona wiewiórka, której jakiś nędzny złodziej wykradł orzeszki z zapasów.


Gordon jest już starą ropuchą, bowiem liczy sobie aż 19 lat! Nie ma siły, na prowadzenie śledztwa. Nie wspina się po drzewach, nie może więc zobaczyć spiżarni wiewiórki. Poza tym bardzo szybko marzną mu stopy na śniegu i co chwilę zasypia ze zmęczenia, jednak wie, że to jedno śledztwo musi jeszcze poprowadzić. Idzie pod wiewiórzą dziuplę i spogląda na ślady. Obserwuje spiżarnię i chwilę czeka… nagle w pobliżu pojawia się mała myszka, która szybko wskakuje do dziupli i ucieka z dorodnym orzechem. „Stać w imieniu prawa” – krzyczy, jednak mysz się nie zatrzymuje. Wtem Gordon odkrywa, że przymarzł do miejsca, w którym stał od jakiegoś czasu. Prosi o pomoc, a mała myszka nieśmiało przychodzi i pomaga starej ropusze. Po krótkiej rozmowie na komisariacie policjant odkrywa, że myszka nie jest prawdziwym złodziejem, bowiem to głód spowodował, że ośmieliła się zabrać nie swoje pożywienie. Kto zatem mógł ukraść wiewiórce orzechy?
Komisarz Gordon i Paddy – bowiem to właśnie ona, ta mała myszka, która zabrała orzeszek z dziupli, bo kręciło jej się w głowie i bolał ją brzuszek, staje się oficjalną asystentką szefa policja – wyruszają, by tropić złodzieja!



„Pierwsza sprawa” Ulfa Nilssona to wspaniała, przygodowa książeczka, która rozbudzi wyobraźnię dzieci i przekaże im cenne wartości. Bowiem to właśnie Paddy, ta malutka i skromna myszka, na każdą akcję chce zabierać pistolet. Komisarz Gordon stale jednak powtarza: to niebezpieczne! I przekazuje Paddy zasady i normy, których sam się nauczył podczas swojej policyjnej posługi. Nie warto wymierzać kar – najlepszą sytuacją jest to, kiedy przestępcy sami je sobie wymierzają. Poza tym trzeba patrzeć uważnie i słuchać, a także nie oceniać kogoś pochopnie, nie osądzać tylko dlatego, że kiedyś coś zrobił, albo że wygląda podejrzenie, czy że się go boimy. Sprawiedliwość, a także okazywanie serca i zrozumienia drugim, żyjącym obok nas istotom to najważniejsze cechy, które każdy z nas powinien posiadać.
Książka jest przepięknie ilustrowana, a w jej środku znajduje się mapka, która pozwala na śledzenie razem z bohaterami przestępców, snucie własnych domysłów i szukanie odpowiedzi na stawiane w tekście pytania.



Na tylnej okładce pojawiła się informacja, że pojawią się jeszcze dwie kolejne śledztwa Gordona i Paddy i powiem szczerze, wprost nie mogę się doczekać!

Słodkie ptaszki czy pradawne potwory?

Ptaki od dawna mnie fascynują. Odkąd pamiętam w domu, w klatce, trzymaliśmy jedną albo dwie papużki. Jakoś tak się złożyło, że później bez ćwierkającego towarzysza nie wyobrażałam sobie domu. Teraz też mam w niebieskiej klatce moją Niebieską Papużkę, obrażoną na mnie od kiedy tylko pamiętam, wredną i złośliwą, chichoczącą z moich błędów, hałaśliwą i głośną, grubą i niezdarną, ale przy tym wszystkim jakoś dziko fascynującą. Z tej fascynacji (a częściowo również i z mody na takie książki) wzięło się zainteresowanie tematyką świata fauny i flory. Ptaki już poznawałam w dwóch książkach – „W rzeczy o ptakach” i w „Geniuszu ptaków”, które w pewien sposób się uzupełniały. I choć mogłabym powiedzieć, że wiem już wystarczająco dużo i nasyciłam swoją rządzę wiedzy, że odczuwam wręcz przesyt, to jeszcze nie powiedziałam sobie „STOP”. Odkąd tylko dowiedziałam się, że nakładem wydawnictwa Marginesy ma się ukazać „Ptakologia” Sy Montgomery, z każdym miesiącem wyczekiwałam jakiejkolwiek nowinki, wieści o tej książce. Warto było, bo „Ptakologia” jest jeszcze bardziej inna, niż „Geniusz (…)” i „Rzecz (…)”, a zarazem bardzo dobra.


Dlaczego „Ptakologia” i co właściwie znaczy ta fikuśna nazwa? Otóż ptakolog to ktoś – w przeciwieństwie do ornitologa – kto interesuje się ptakami, jest nimi zainteresowany, ale nie posiada wykształcenia w tym kierunku. W słowniku tej definicji nie znajdziecie, ale gra słów jest tutaj, można powiedzieć, dość przyjemna.
Główną rzeczą, która odróżnia „Ptakologię” od tych dwóch pozycji jest inne sklasyfikowanie rozdziałów i swoiste uporządkowanie gatunków. Sy Montgomery nie skupia się na badaniach, ani cechach ptaków, nie rzuca ciekawostkami, tu i ówdzie przytaczając wyniki badań, za to dzieli swoją książkę na siedem rozdziałów, z których każdy poświęca osobnym ptakom. Zaczyna od kur, bo są jej najbliższe i stanowią dla autorki pierwszy, najłatwiejszy i najbliższy kontakt ze światem ptactwa. Na podstawie swoich, hodowanych od lat, Dam, które przybiegają na zawołanie i inteligentnie wyznaczają sobie granice podwórka, od czasu do czasu nieco je rozszerzając, wyprowadza czytelnika z błędu, kwestionując tezę, iż drób jest po prostu głupi. Następnie opowiada o fascynujących, pierwotnych, dzikich kazuarach, które przedstawia jako „współczesne dinozaury”, o łapach pokrytych łuskami i wyposażonych w ostry, niczym sztylet, pazur, potrafiący w migu przeciąć tętnicę rywala. Przedstawia je jako z jednej strony ptaki bardzo płochliwe, bowiem ciężko się na nie natknąć (co zresztą sama udowadnia), z drugiej zaś strony niebezpieczne, bowiem to one z całego swojego gatunku zabiły najwięcej ludzi. Trzecie w kolejce są kolibry, latające bąbelki powietrza, bardzo wrażliwe na wszelkie zmiany, delikatne i z każdym dniem walczące o życie. Następnie Sy Montgomery opowiada nam o swojej fascynacji ptakami myśliwskimi, zabierając nas w świat dzikich orłów, myszołowów, kiedy to sama uczyła się być sokolnikiem. Wraz z nią czytelnika wnika do umysłu ptaka, uczy się zachowań, większej tolerancji i zrozumienia. W rozdziale piątym autorka skupia się na gołębiach – bo przecież nie mogło ich zabraknąć w takiej publikacji. Jednak bardziej niż na badaniach, Sy skupia się na wyścigach gołębi, ukazując ich niesamowite zdolności orientacji w terenie. Końcówkę książki stanowią papugi, uwielbiane przez ludzi, i wrony, nienawidzone z całego serca.


Łatwo można zauważyć, że obok różnic pojawią się też podobieństwa względem innych tego typu pozycji – jest Śnieżek, tańczący kakadu i Alex, żako prowadzący z ludźmi sensowne konwersacje. Są gołębie wędrowne, których absolutnie nie może zabraknąć w żadnej tego typu publikacji, bowiem to właśnie one, choć już wymarłe, były jednymi z pierwszych, udowadniających ludziom, że „pojęcie ptasi móżdżek” jest nie tylko krzywdzące, co zadufane i bezpodstawne.
Do każdego rozdziału Sy Montgomery podchodzi z osobistego punktu widzenia – jak w przypadku Dam, kur, wszystkie te ptaki miały dla niej jakieś znaczenie – niegdyś wkręciła się w śledzenie z przyjacielem wyścigu gołębi, zapragnęła być sokolnikiem, ratowała małe kolibry, będąc wolontariuszką w klinice, tropiła w lasach deszczowych kazuary, a w dniu swoich pięćdziesiątych pierwszych urodzin tańczyła ze Śnieżkiem do utworów Backstreet Boys.
Wszystkie ptaki, które miały to szczęście, by stać się bohaterami „Ptakologii”, były zarazem obiektami dzikiej fascynacji autorki, jej ukrytych pragnień czy żądz.
Zadziwia mnie i jednocześnie zachwyca kompletne oddanie się Sy Montgomery naturze – gotowa rzucić i poświęcić wszystko tylko po to (aż po to!), by zbliżyć się do tej pierwotności istnienia, zrozumieć choć część z tego, co ptaki nam przekazują, poczuć coś, czego „normalny”, przechodzący obok cudu istnienia obojętnie, człowiek, nie doświadczy nigdy.

Gdybym miała wybrać, która z tych książek – „Ptakologia” Sy Montgomery czy „Rzecz o ptakach” Noah Stryckera podoba mi się bardziej, nie potrafiłabym. Obie ukazują tę część natury, która żyje w bliskości z ludźmi, jest do nich podobna, myśli, odczuwa różne emocje – czasem jest szczęśliwa, czasem załamana, smutna, przestraszona, obrażona. Właśnie tak, bo papugi mogą się obrazić nawet na całe życie o to, że właściciel wyjechał na wakacje, zakochać się w jego córce i odczuwać smutek oraz złość z powodu odrzucenia zalotów (i tym samym okazywać to nieprzeciętną złośliwością), odwdzięczyć się temu, który uratował ich życie, wspierając go w chorobie, uspokajając i powtarzając, że go nie opuszczą. Małe kolibry mogą się bać tych większych, z którymi walczą o pożywienie, tak samo zresztą jak uczące się polowania sokoły, które drżą na widok stada wron.

Ptaki, jak pokazuje Sy Montgomery, to wciąż dzikie zwierzęta, nawet jeżeli udomawiane od setek lat. Istoty bardzo skomplikowane i złożone. Niesprawiedliwie dyskwalifikowane jako głupie, a przecież piękne, pierwotne, tajemnicze.

O szpaczku, co musiał nosić okulary

Przygody Kajtka, szpaczka, który musiał nosić okulary poznawaliśmy od drugiej części, a mianowicie od „Kajtek nie umie fruwać”. To tylko udowodniło nam, że są to książeczki, których nie trzeba czytać po kolei, by móc w pełni czerpać przyjemność z opowiedzianej historii. Mój siostrzeniec zachwycił się historiami, ale jeszcze bardziej upodobał sobie ilustracje, które są wręcz obłędne. Co więcej, Kajtek to bohater, którego po prostu nie da się nie lubić!


Jak myślicie, gdzie Kajtek spędza najwięcej czasu? Oczywiście, w bibliotece! To właśnie tam, czytając książkę odkrywa, że widzi niewyraźnie, ale literki mu się rozmazują… Z pewnością myślałby bardzo długo i radził się wielu zwierząt, gdyby nie to, że odpowiedź znał dzięki książkom! Natychmiast ruszył do okulisty i dostał piękne okulary, dzięki którym świat znów stał się wyraźny! Ale chociaż jego okulary urzekły, napotyka też pewne przeszkody… jego kuzyni śmieją się z niego i wytykają go palcami! Jednak Kajtek się nie daje, bowiem wie, kto, podobnie jak on, nosił też okulary, a byli to między innymi John Lenon, Benjamin Franklin czy Ghandi… czyli same znakomite osobistości!


Jednak jak to on, zafascynowany tym, co teraz, dzięki okularom dostrzega, obserwując wszystko uważnie, Kajtek wpada w tarapaty. Dzięki książkom (i okularom!) po raz kolejny udowadnia, że problem, który da się rozwiązać, to żaden problem!
Wkrótce i stadko jego kuzynów, zafascynowane sprytem Kajtka, postanawia udać się do okulisty i przebadać wzrok. I wiecie co się okazuje? Tak jest, większość z nich musi nosić okulary!


Seria o Kajtku, malutkim, ale niezwykle inteligentnym i błyskotliwym szpaczku, który potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji zachwyca dzieci i dorosłych. Tych mniejszych uczy, by się nie poddawać i być odważnym oraz żądnym wiedzy i literackich przygód, jak Kajtek, tych większych zaś bawi i zadziwia. Kajtek po raz kolejny udowadnia, że bycie molem książkowym nie oznacza, że jest się gorszym, ale wręcz lepszym od innych!