Arcydzieło życia Charlotte Brontë

Zanim przejdę do recenzowania „Villette” Charlotte Brontë, zobowiązana jestem, do opowiedzenia Drogim Czytelnikom, jak to cudeńko wpadło w moje ręce; podobno nie ocenia się książki po okładce, lecz gdybym tego nie zrobiła, prawdopodobnie nigdy w życiu nie sięgnęłabym po „Villette”. Poprzednia okładka przygotowana przez Wydawnictwo MG – ta nieco tajemnicza i mroczna – jakoś mnie do przeczytania nie zachęcała, z kolei ta nowa – notabene przypominająca absolutnie cudowne penguinowskie wydania – swym wdziękiem, powabem i urokiem zmusiła mnie wręcz, by w tempie natychmiastowym z książką się zapoznać.
W te ostatnie upalne, sierpniowe dni przeniosłam się zatem do nieco mglistej i deszczowej Francji razem z młodą Angielką, Lucy Snow.

Nikt nie puszcza się na rwące, zmącone wody miłości, jeśli nie przyświeca mu gwiazda nadziei.

Lucy w wyniku ciągu nieszczęśliwych wydarzeń straciła niemalże wszystko: rodzinę, dach nad głową, przyjaciół, jej serdecznych opiekunów i wszelakie środki finansowe, dzięki którym mogłaby jakoś przeżyć ten „najbliższy czas”. Pod wpływem impulsu decyduje się na podróż swojego życia – rozważywszy wszystkie „za” i „przeciw” jest pewna jednego: nie ma już nic, co mogłaby stracić, nijak nie ryzykuje. W akcie desperacji, niczym tonąca brzytwy, czepia się nadziei, że podróż morska do Francji zdoła odmienić jej życie. Tam ma zacząć wszystko od nowa.


Po przybyciu do Francji Lucy trafia do małej, malowniczej miejscowości o dźwięcznej nazwie „Villette”. Los postanawia wynagrodzić jej wszystkie nieszczęścia, które wcześniej jej zgotował i tam, w obcym zupełnie państwie, prowadzi ją za rękę. Szukając dachu nad głową Angielka poznaje Madame Beck, która ostatecznie daje jej pracę na prowadzonej przez siebie pensji dla dziewcząt. Zaczyna od drobnych zadań, by w końcu – po przyswojeniu sobie dźwięcznego francuskiego – stać się tam nauczycielką języka angielskiego. Stawia czołom młodym, nieposkromionym i rozbrykanym dziewczętom, nieustannie sprzecza się z Monsieur Paulem Emanuelem, znosi jego zmieniające się z chwili na chwilę humory, w końcu co raz bardziej zagłębia się w toczące się tam, w szkole Madame Beck, życie towarzyskie. Stara się żyć skromnie, cicho i spokojnie, skupiając się na pracy… lecz nie zawsze wszystko toczy się w taki sposób, w jaki sobie wymyśliła. Z czasem Lucy zaczyna coraz więcej znaczyć dla szkoły, mimowolnie zostaje wplątana w szereg różnych, dziwnych zdarzeń, odkrywa tajemnice, rzeczy wcześniej dla niej niezrozumiałe. Odnajduje tych, których straciła przed laty i powoli, powoli otwiera swoje serce na uczucia drugiej osoby. Mimo iż powtarza, że lepiej być całe życie samotną, niż mieć złamane serce, w końcu i ona sama wpada w szpony miłości – miłości trudnej, patetycznej i – do pewnego czasu – również platonicznej.

„Villette” jest powieścią snującą się powoli, markotnie, leniwie. Brak tu wielu zwrotów akcji, które napędzałyby fabułę – liczą się słowa, uczucia, myśli, rozważania i rozterki bohaterów. Przez tę jej powolność czytelnik jest w stanie bardziej wczuć się w cudowny, spokojny i deszczowy francuski klimat. Niewątpliwym atutem powieści jest fakt, że Brontëoparła ją na motywach autobiograficznych. W rzeczywistości pod nazwą miasteczka Villette skrywa się Bruksela, a zakazaną miłością – Constantin Héger. W 1842 roku dwie siostry – Charlotte i Emily Brontë– wyjeżdżają do Brukseli, by podjąć nauczania w szkole prowadzonej przez Mr’a i Mrs Héger. Chcą podszkolić swój język, stać się bardziej biegłymi. Charlotte ma uczyć angielskiego, Emily zaś podejmuje się nauczania muzyki. Ich pobyt tam szybko się jednak kończy, kiedy po śmierci ich matki, opiekę nad dziewczętami przejmuje ich ciotka. Nie minie rok, zanim Charlotte ponownie nie wyjedzie do Brukseli… jej drugi wyjazd okaże się jednakże fatalny w skutkach, bowiem nieszczęśliwie zakochana w Constantinie Charlotte będzie znosić najgorsze i najsilniejsze udręki serca, jakich zaznać może kobieta. To stanie się inspiracją do napisania słów: lepiej całe życie być samą, aniżeli mieć złamane serce. Miłość do dyrektora szkoły i nauczyciela, Hégera, stanie się inspiracją do napisania „Villette” i „Profesora”.

„Villette” to piękna, pełna mądrości i uczucia książka o miłości – ale nie tylko. Pośród – na przemian – złamanych i uradowanych serc, sporo tutaj ludzkiej niedoli, pechu i radości, zrywów szaleństwa i rozwagi. To klasyka literatury angielskiej, jedno z największych jej arcydzieł. Doskonała na zbliżające się wieczory – długie, jesienne dni, podczas których książka cieszy najbardziej.

Reklamy

Wrześniowe zapowiedzi

Dla Wielu z nas słodki i wyjątkowy czas wakacji dobiegł już końca. Nadszedł wrzesień, a wraz z nim szkoła i pierwsze oznaki jesieni. Zmiany nadchodzą też w naszych czytelniczych planach, bowiem wydawnictwa przybywają z kolejną porcją nowości. Sprawdźcie koniecznie, co warto czytać we wrześniu!


1. Bill Bass „Trupia farma”

Zapraszamy w leśne ostępy Tennessee. Na niewielkim obszarze leżą tu ludzkie zwłoki: zakopane w ziemi lub zanurzone w wodzie, zatopione w bagnach oraz ukryte w bagażnikach samochodów. To słynna Trupia Farma, wyjątkowy projekt naukowy Billa Bassa, który bada, co dzieje się z ludzkimi ciałami po śmierci, gdy natura bierze sprawy w swoje ręce. Jak blisko trzeba być rozkładającego się ciała, żeby je poczuć?
Gdzie ciało rozkłada się dłużej: w ciężarówce czy na tylnym siedzeniu samochodu?
W jaki sposób ślady małych owadów przyczyniły się do wysłania na krzesło elektryczne pewnego „morderczego” staruszka?
Bill Bass zabiera nas w przyprawiającą o ciarki na plecach podróż po zakątkach Trupiej Farmy, miejsca, które zrewolucjonizowało współczesną medycynę sądową. Nie tylko odkrywa przed nami fascynujące tajemnice ludzkich zwłok, ale też opowiada o swych najbardziej pasjonujących śledztwach.
Książka dla miłośników seriali „CSI: Kryminalnych zagadek” oraz „Kości”.
Data premiery: 4 września 2017 r.
Wydawnictwo: Znak Literanova
Cena: 39,90 zł

2. Helmut James von Moltke „Listy na pożegnanie”

Listy te związane są z jego śmiercią i moim dalszym życiem. Były dla mnie podstawą przetrwania, a więź, której są wyrazem, utrzymuje się do dziś. Mieliśmy prawie cztery miesiące, by się ze sobą pożegnać jako mąż i żona. To zwieńczenie, a jednocześnie najtrudniejszy czas naszego wspólnego życia.“ Freya von Moltke, 1991
Helmuth James i Freya von Moltke – dwoje młodych ludzi, opozycjonistów w nazistowskich Niemczech. On był jednym z twórców Kręgu z Krzyżowej. Ona – gospodynią tajnych obrad w dolnośląskim majątku rodzinnym. On w więzieniu oczekuje na proces i egzekucję, ona trwa przy nim do końca. Ten zbiór nigdy wcześniej nie publikowanych po polsku listów jest dokumentem miłości pokonującej więzienne mury i śmierć. Oraz świadectwem głębokiej wiary.

Data premiery: 4 września 2017 r.
Wydawnictwo: Znak
Cena: 36,90 zł

3. Christoph Galfard „Wszechświat w twojej dłoni”

Gdy wieczorami patrzysz w niebo, widzisz tylko tajemniczą i niepokojącą przestrzeń.
Granatowa otchłań przetykana mrugającymi gwiazdami stanowi zagadkę, nad którą pewnie się zastanawiasz. Jednak naukowy język, którym zwykle opisuje się Wszechświat, sprawia, że zamiast zgłębiać teorię Wielkiego Wybuchu, czujesz, że zaraz wybuchnie ci głowa.
Właśnie dlatego musisz przeczytać tę książkę. Christophe Galfard, uczeń samego Stephena Hawkinga, zabierze cię na niezwykłą wyprawę 10 milionów lat świetlnych od Ziemi, pokaże powierzchnię gasnącej gwiazdy lub zmniejszy cię do rozmiarów atomu. Dzięki sile wyobraźni, bez trudnych definicji i skomplikowanych obliczeń odkryjesz prawdziwe piękno Wszechświata.
Data premiery: 4 września 2017 r.
Wydawnictwo: Otwarte
Cena: 39,90 zł

4. Hampton Sides „Ogier piekielny ściga mnie”

W kwietniu 1968 roku James Earl Ray przyjechał do Memphis. Wynajął obskurny pokój ze świetnym widokiem na motel Lorraine, kupił karabin snajperski i wziął na cel historię. Po oddaniu śmiertelnego strzału do Martina Luthera Kinga porzucił broń, wsiadł do białego mustanga i spokojnie odjechał. Policja, która już parę minut po zabójstwie pojawiła się na miejscu zdarzenia, minęła się z nim o kilka chwil. Śledztwo wkrótce przejęło FBI, rozpoczynając największy pościg w historii Ameryki, w którym udział wzięło ponad trzy i pół tysiąca agentów, który kosztował prawie dwa miliony dolarów i który zakończył się daleko poza granicami USA.
Sides stworzył pasjonujący thriller non-fiction, konstruując równoległe portrety dwóch bardzo różnych mężczyzn, ofiary i zabójcy: charyzmatycznego lidera ruchu na rzecz walki z dyskryminacją rasową i zaburzonego samotnika z zagmatwaną i brutalną przeszłością, którego motywy były równie mętne jak jego tożsamość.
Książka nominowana do Nagrody Edgara, dorocznej nagrody wręczanej przez Mystery Writers of America.
Data premiery: 6 września 2017 r.
Wydawnictwo: Czarne
Cena:

5. Amor Towles „Dżentelmen w Moskwie”

Wszystko zmienił jeden wiersz… To przez niego hrabia Rostow musiał zamienić przestronny apartament w Metropolu, najbardziej ekskluzywnym hotelu Moskwy, na mikroskopijny pokój na poddaszu, z oknem wielkości szachownicy. Dożywotnio.
Taki wyrok wydał bolszewicki sąd.
Rostow wie, że jeśli człowiek nie jest panem swojego losu, to z pewnością stanie się jego sługą. Pozbawiony majątku, wizyt w operze, wykwintnych kolacji i wszystkiego, co dotychczas definiowało jego status, stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Z pomocą zaprzyjaźnionego kucharza, pięknej aktorki i niezwykłej dziewczynki na nowo buduje swój świat. Gdy za murami hotelu rozgrywają się największe tragedie dwudziestego wieku, hrabia udowadnia, że bez względu na okoliczności warto być przyzwoitym. A największego bogactwa nikt nam nie odbierze, bo nosimy je w sobie.
„Dżentelmen w Moskwie” to przede wszystkim hołd złożony drugiemu człowiekowi, ale też pieśń miłosna o Rosji – kraju wielkich artystów i szlachetnych ludzi. Powieść uznana została za jedną z najlepszych książek 2016 roku przez najważniejsze
media anglosaskie.
Data premiery: 18 września 2017 r.
Wydawnictwo: Znak Literanova
Cena: 49,90 zł

6. Martin Durrani, Liz Kalaugher „Kudłata nauka. Mądrość w świecie zwierząt”

DLACZEGO ZWIERZĘTA SĄ MĄDRZEJSZE OD NAUKOWCÓW?

Zwierzęta, aby przeżyć muszą liczyć na swoje ciało, zmysły, spryt, swoich partnerów i członków stada, ale przede wszystkim na naukę.
Od gęsto owłosionych kotów i psów po bezwłose homary czy kałamarnice – fizykę wykorzystują wszystkie stworzenia. Węgorz zabijał kraba za pomocą prądu znacznie wcześniej, niż wynaleziono paralizator. Słoń wyczuwał niebezpieczeństwo, odbierając wibrującje poduszkami u stóp, zanim stworzono aparat słuchowy.
Jak kotu udaje się pokonać grawitację?
Dlaczego węże udają wężyce, a ssaki sikają 21 sekund?
Po co reniferom światło ultrafioletowe przy poszukiwaniu jedzenia?
To jedyna książka, dzięki której poznasz sztuczki i przekręty zwierząt oraz zrozumiesz ich zachowanie w walce o przetrwanie. Odkryj świat pełen naukowych praw i eksperymentów, o których badacze nie mieli wcześniej pojęcia.
To cudowna, mądra, dzika i naukowa podróż po świecie zwierząt.
Data premiery: 18 września 2017 r.
Wydawnictwo: Znak
Cena: 39,90 zł

7. Jean Hatzfeld „Więzy krwi”

Francuski reporter Jean Hatzfeld, autor trylogii o rwandysjkim ludobójstwie, kilkanaście lat po bratobójczej wojnie wraca do Rwandy, by oddać głos drugiemu pokoleniu traumy – dzieciom ocalałych Tutsi i uwięzionych Hutu.
„Więzy krwi” to poruszające świadectwa tych, którzy choć odziedziczyli bolesne wspomnienia, starają się pogodzić z losem. W miejscu, „gdzie mądrość ucierpiała z powodu braku starszych pokoleń”, a podświadoma chęć zemsty miesza się z dziecięcą naiwnością, Hatzfeld ukazuje, że wspólne przepracowanie przeszłości pomaga z nadzieją spoglądać w przyszłość tym, którzy nie mieli wpływu na traumatyczną historię.
Data premiery: 20 września 2017 r.
Wydawnictwo: Czarne
Cena: 39,90 zł

8. Aleksandra Boćkowska „Księżyc z peweksu. O luksusie w PRL”

W kraju, w którym ludzie gnieździli się z maleńkich mieszkaniach, a z roku na rok półki sklepowe robiły się coraz bardziej puste, słowo „luksus” nabrało specyficznego znaczenia. Ale nawet ten luksus nie był dla wszystkich. Bo był to także kraj równych i równiejszych. Sprytnych i sprytniejszych.
Aleksandra Boćkowska tropiła niczym detektyw, podążała śladem tego, co w PRL-u uchodziło za luksusowe. Szukała kontaktów. „Luksus w PRL to jest bardzo smutna opowieść” – mówili jedni, a drudzy dorzucali: „Luksus w PRL? To brzmi jak ironia”.
Bo z luksusem w PRL jest trochę jak z przynależnością do partii: wszyscy kogoś znali, ale sami nie mieli nic wspólnego.
Dziesiątki rozmów – z marynarzami i ich rodzinami, dyrektorami i bywalcami hoteli, prywaciarzami, sekretarzami partii, słowem, ludźmi, którzy jeśli nie mieli, to przynajmniej mogli więcej – pozwoliły przybliżyć definicję ówczesnego luksusu. Nie tylko materialnego. Luksusem mogła być polędwica, szwedzkie gwoździe albo dżinsy – kupowane w peweksie za dolary zdobywane na czarnym rynku. Albo telefon – na doprowadzenie linii czekało się latami. Zegarki, wille, zachodnie samochody – oczywiście. Ale także wolność i poczucie bezpieczeństwa.
Z rozmów, lektur i podróży po całej Polsce powstał pasjonujący reportaż o tym, o czym kiedyś większość Polaków mogła tylko pomarzyć. I fascynująca historia bardzo ważnej części życia Polaków przed ’89 rokiem.
Data premiery: 27 września 2017 r.
Wydawnictwo: Czarne
Cena 44,90 zł

9. Dorota Masłowska „Dramaty”

Dwa najważniejsze (jak dotąd) dramaty Doroty Masłowskiej Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku i Między nami dobrze jest pokazują, że autorka nie tylko znakomicie operuje językiem, jest niezwykle wyczuloną obserwatorką naszej codzienności, ale też doskonale czuje scenę.
Data premiery: 28 września 2017 r.
Wydawnictwo: Literackie

Dziewięć absolutnie przecudownych wrześniowych zapowiedzi umili nam pierwsze chwile po wakacjach i pozwoli na chwilkę zapomnieć, że już tuż-tuż, małymi kroczkami zbliża się do nas jesień. Wpadło Wam coś w oko? A może polujecie na inne książki? Pochwalcie się w komentarzach!

* Wszystkie opisy i streszczenia fabuły pochodzą ze stron wydawnictw i oficjalnych notek książkowych.

Turecki Edyp

Orhan Pamuk oczarował mnie swoim pisarstwem latem zeszłego roku. Czytając rodzinną sagę, zatytułowaną „Cevdet Bej i synowie” byłam tak pochłonięta lekturą, że nie zważałam na otaczającą mnie rzeczywistość; godziny upływały, mijały dnie, lato drobnymi kroczkami się ode mnie oddalało, ale absolutnie na mnie to nie obchodziło, bowiem w tym czasie chciałam tylko jednego – niekończącego się trwania w tej historii.
Obiecałam sobie, że w tegoroczne wakacje przeczytam „Dziwną myśl w mej głowie”, jednak jak to często bywa, rzeczywistość zdeptała moje plany i oczekiwania. Z wielką radością sięgnęłam więc po oferowaną mi nowość – „Rudowłosą” – wydaną nakładem wydawnictwa Literackiego.

Mit o Edypie zapamiętałam niesamowicie dobrze, przez spektakularną gafę, jaką popełniłam na maturze ustnej. Wylosowawszy temat „człowiek jako marionetka w rękach Boga” bez zastanowienia palnęłam, że Edyp był synem wieśniaków, zapominając jakby o Jokaście – rzeczywistej jego matce i późniejszej kochance. Resztę historii dopowiedziałam już prawidłowo, jednak dopiero na korytarzu zorientowałam się, czego dotyczył grymas na twarzy egzaminatora. Siedziałam więc zestresowana i drżałam, że będę musiała przyszykować się do poprawki, bo to przecież błąd z rodzaju tych najbardziej karygodnych. Na szczęście wszystko potoczyło się dobrze, egzaminator puścił do mnie oczko i przyznał maksymalną ilość punktów. Tym sposobem dobrze zapamiętałam Edypa, a jakiekolwiek adaptacje tegoż mitu czytam z ogromną ochotą.


Cem to szesnastoletni chłopak, na którego spada obowiązek utrzymania rodziny. Chcąc zarobić trochę pieniędzy na studia postanawia podjąć się dość pewnej, chociaż niesamowicie ciężkiej pracy – ma pomóc mistrzowi w wykopaniu studni. Nieprzygotowany na tak ogromny wysiłek fizyczny z chłopca wkrótce staje się mężczyzną, a spędzając całe dnie z mistrzem, zbliża się do niego. Mozolnie przekopując każdy metr jałowej ziemi, w poszukiwani kropli wody, odkrywa, że mistrz Mahmut pomimo rygoru ciężkiej i sumiennej pracy, jaką na niego nakłada, staje się dla niego czymś więcej niż pracodawcą i współpracownikiem – zastępuje mu brakującego ojca. Mistrz pragnie wychować chłopaka na dobrego człowieka i spadkobiercę jego wiedzy, przekazuje mu więc tajniki pracy, darzy go przypowieściami i mitami, przestrzega przed losem i każe zawsze wykazywać się rozumem i spokojem. Wzajemnie opowiadając sobie historie, Cem i Mahmut pokazują, jak różni się od siebie ich sposób postrzegania świata.

W tej małej miejscowości pod Stambułem, Cem wpada również na rudowłosą piękność, w której zakochuje się bez pamięci – mimo iż kobieta mogłaby być jego matką. Spędza z nią jedną, upojną noc, podczas której uczy się sztuki miłości po raz pierwszy, po czym przerażony ucieka z powrotem do Stambułu. Wykończony po tak obfitującej w emocje nocy, mimo zaleceń mistrza, by dbać o zdrowy i długi sen przed całym dniem ciężkiej, fizycznej pracy, Cem przez nieuwagę doprowadza do wypadku. Myśląc, że zabił mistrza, szybko zbiera swoje bagaże i wraca na łono rodzinnego domu. Tam z trwogą oczekuje każdego dnia, bojąc się rychłego aresztowania. Dopiero po wielu latach prawda wyjdzie na jaw…

Mit o Edypie posłużył Pamukowi w skonstruowaniu historii o Cemie, który podobnie jak legendarny bohater nie zdołał uciec swojemu przeznaczeniu. Edyp porzucony przez rodziców ucieka śmierci, ale tym samym daje się prowadzić za rękę losowi; zabija swojego ojca, staje się w jego miejsce wielkim władcą i królem Teb, poślubia osamotnioną wdowę, płodzi z nią dzieci, a dowiedziawszy się, że kobieta – żona i matka jego dzieci – to jego własna rodzicielka, przekłuwa sobie oczy i udaje się na wygnanie. Zafascynowany greckim mitem Cem nie dostrzega, że również i jego dosięga tłamsząca ręka przeznaczenia dosięga, że stał się niewolnikiem edypowskiej historii, że podobnie jak bohater za zbrodnię z młodzieńczych lat zapłaci jako już dojrzały mężczyzna.

„Rudowłosa” to powieść pełna alegorii i aluzji do tak greckiego „Edypa”, jak tureckich opowieści, mitów, baśni. Pamuk po raz kolejny konfrontuje Wschód z Zachodem, przeciwstawiając sobie dwie postaci – ojca i syna. Tym samym opowiada o burzliwej młodości, o tureckiej rzeczywistości, latach 80′, zmianach w społeczeństwie i w prawie, o tureckim radykalizmie i europejskiej liberalności. To powieść zupełnie prosta przy jej płytkim odczytaniu – jako historii miłości i zbrodni, przez mnogość wątków i nawiązań do innych literackich dzieł staje się powieścią może w dalszym ciągu nie trudną, ale z pewnością o wiele ambitniejszą i ciekawszą.
Historia Cema i mit o Edypie idealnie się zazębiają. Sama opowieść wydaje się jakby jeszcze raz odgrywanym na scenie dramatem, który niestety, nie jest jedynie sztuką, lecz staje się życiem wszystkich bohaterów. Daleko bardziej podobała mi się rodzinna saga o Cevdecie Beju – też mocno zakorzeniona w europejskiej literaturze, historii, konfrontująca Wschód z Zachodem – nie mniej jednak „Rudowłosa” była ciekawym literackim przeżyciem.

Córy chińskiego terroru

Wychowałam się właściwie na literaturze chińskiej – zamiast powieści młodzieżowych łykałam te, opowiadające o historii Chin. Nie, żebym sama tego chciała – to mama przynosiła takie książki z biblioteki, a ja, nie będąc wtedy jeszcze zapaloną czytelniczką, podkradałam i z ciekawości podczytywałam te powieści. Tak zaczęła się moja czytelnicza „kariera” – od minut spędzonych na gimnazjalnym korytarzu z „Matką” Pearl S. Buck, aż po miłe do tej literatury powroty, czyli sięganie po coś nowego, innego, jak proza Noblisty z 2012 roku, Mo Yana. W tym roku miałam okazję sięgnąć po coś nowego – książkę czytaną na całym świecie, lecz wciąż jeszcze zakazaną w Chinach – po „Dzikie łabędzie” Jung Chang.


Dzikie łabędzie to trzy córki Chin. Pierwszą i zarazem najstarszą bohaterką tej opowieści jest babka autorki, uchodząca za ogromną piękność. Dzięki cierpieniom, które dzielnie znosiła przez całe życie – krępowanym stopom – nie potrafią się jej oprzeć najbardziej wpływowi mężczyźni w Chinach. Tym sposobem zostaje konkubiną generała… Życie obfitujące w łaski i dobra szybko się jednak dla niej kończy, bowiem generał ciężko chory w końcu umiera. Zostając sama z córeczką i nosząc miano byłej konkubiny – a więc kobiety w jakiś sposób nieczystej, zhańbionej – musi zaplanować przyszłość w taki sposób, by była łaskawa i dobra przede wszystkim dla dziecka.

Kiedy kończy się II wojna światowa, a Japończycy pokonani przez ZSRR doznają teraz głębokich represji z rąk Chińczyków, do władzy dochodzi Kuomintang. Szybko jednak okazuje się, że lepsze czasy wcale nie nadchodzą, dlatego co raz większą rolę w kraju odgrywają komuniści, walczący z represjami Kuomintangu.
To właśnie matka autorki, drugi chiński łabędź tej powieści, będzie razem z partią budować „lepszą” przyszłość dla ukochanej ojczyzny. Dzięki komunizmowi – temu systemowi „idealnemu” poznaje swojego przyszłego męża. Szybko jednak dostrzega, że bycie „towarzyszką” okazuje się uciążliwe, tym bardziej, że partia nie wspiera, a wręcz neguje wartość jakichkolwiek więzi rodzinnych. Kobieta musi nauczyć się tego, co to znaczy „zakreślić granicę” i odizolować się od swoich bliskich, by nie przekładać miłości nad znaczenie ojczyzny. Po latach razem z mężem dostrzega terror i okrucieństwo Mao. Publiczna krytyka dyktatora sprowadza nieszczęście na całą rodzinę Chang i zwiastuje czasy bardzo niepewne, zmierzające w tym gorszym kierunku. Niegdyś przodownicy partii, teraz torturowani i zesłani do obozów pracy, gdzie nie pamięta się o ich zasługach.

Jung Chang z Czerwoną Książeczką pod pachą usiłuje się dostać do Czerwonej Gwardii. Jej rówieśnicy uważają jednak, że jest za „miękka”, bo brzydzi się przemocą. Na nic zresztą jej starania, skoro z czerwonej – czyli dzięki pozycji swojego ojca najbardziej zasługującej na miejsce w Gwardii, staje się powoli szarą – tą nijaką, obawiając się nadejścia najgorszego – stania się czarną, kiedy każdy będzie nią pomiatać, znęcać się i bić do nieprzytomności, o ile nie śmierci…

Wraz ze śmiercią Mao sytuacja polityczna w Chinach uspokaja się odrobinę i nadchodzi względna stabilizacja, chociaż oczywiście nie za długo. Dzięki swojej ciężkiej pracy, uporze, ale przede wszystkim szczęściu Jung Chang może – w końcu – wyjechać za granicę, do Wielkiej Brytanii… a tam w spokoju opisać i opowiedzieć milion czytelników współczesną historię Chin na przykładzie losów jej rodziny. Po wyjeździe w obce, neutralne miejsce w rodzinie Chang pęka skorupa, którą historia kazała im wyhodować. Pod tym grubym pancerzem partyjnych form i zasad skrywa się wrażliwość zwykłego człowieka – delikatnych, chociaż niesamowicie silnych kobiet, które mimo czasów, w jakich przyszło im żyć, wciąż pozostały wrażliwymi, kochającymi istotami.
„Dzikie łabędzie” to poruszająca historia, którą mimo iż czyta się jak powieść, jest tak naprawdę prawdziwym i ogromnie ważnym świadectwem. Historię Chin poznałam dzięki takim książkom, jak „Żaby” czy „Bum!” Mo Yana albo „Matka” Pearl S. Buck, jednak książka Jung Chang poruszyła mnie do głębi. To prawdziwa historia prawdziwych ludzi, opowiedziana w prosty, jak najwierniejszy sposób, a zarazem powieść, która wciąga i zapełnia wolne chwile.

Zerkając do ula

Wszelakie bzyczące stworzenia zachwyciły mnie, gdy za sprawą Wydawnictwa Marginesy zagłębiłam się w „Żądła rządzą” Dave’a Goulsona. Do tej pory nie miałam pojęcia, że o trzmielach można pisać tak ciekawie i to w dodatku przez przeszło 300 stron. Goulson stworzył z tych owadów prawdziwych bohaterów książek, nadając im to drapieżnego, to łagodnego charakteru, przedstawiając wręcz z reporterską wnikliwością realia ich życia. Rzecz ma się zupełnie inaczej z Mauricem Maeterlinckiem, którego „Inteligencja kwiatów” zachwyciła czytelników Wydawnictwa MG, bo w jego „Życiu pszczół” przyrodnicze realia idą w parze z… poezją. Jego prace to swoiste peany na cześć Matki Natury, oddające jej największy hołd i cześć.

Odkrywając poza nami ślad prawdziwej inteligencji, doznajemy czegoś w rodzaju wzruszenia, jakie ogarnęło Robinsona, kiedy znalazł odbicie ludzkiej stopy na piasku swej wyspy. Czujemy się mniej samotni na Ziemi niż sądziliśmy.


Wydaje nam się, że o życiu pszczół wiemy już względnie dużo – ludzi od wieków fascynuje swoista hierarchia w ulu, ład i porządek, które tam panują, autorytet królowej i absolutne poddaństwo robotnic. Maurice Maeterlinck poetycko opisuje jednak szereg innych sytuacji z życia apis, karmiąc czytelników bogactwem słów, obfitością metafor i epitetów, aż w końcu ogromną ilością przyrodniczych ciekawostek. Kto z Was wiedział o ogarniającej ul żądzy mordu, wymierzonej w trutnie? Albo o późniejszym pogrzebie ciał poległych, ucieczce i następnie gwałtownej i bolesnej śmierci tych, którzy mieli „łut” szczęścia? Zaskakujące wydają się również fakty, jako że robotnice kłaniają się przed przechodzącą wśród nich królową, do końca życia pozostają dziewicami, a królowa miłości kosztuje tylko jeden jedyny raz w życiu, kiedy łączy się z jednym z trutniów. Pszczoły, podobnie jak inne zwierzęta, gromadzą zapasy i są przygotowane na nadejście „ciężkich” czasów. Wiedzą też, jak zapobiegać katastrofie naturalnej, kiedy przyrost urodzin w ich ulu gwałtownie zacznie spadać… Niemalże na każdym kroku przejawiają swoją wolę życia, inteligencję i umiejętność przewidywania przyszłości.


Życie owadów okazuje się być o wiele bardziej fascynujące od tego, które zdołamy obserwować. Osiadającą to na jednym, to na drugim kwiatku, zbierającą z niego nektar pszczołę widzimy tylko przez jakiś czas. Nie mamy pojęcia, jako obserwatorzy, lecz wciąż amatorzy przyrody, dokąd zanosi swoje zbiory, co się z nimi później dzieje, jak nasza wybrana pszczoła zachowuje się wśród swoich rówieśniczek i jaką pozycję w ulu zajmuje. A ul jest niczym pałac, gdzie wszystko odbywa się według określonych zasad, kiedy ich nieprzestrzeganie grozi surową karą.

Maurice Maeterlinck opowiada o pszczołach w taki sposób, że zachwyci tak początkujących „przyrodników”, jak i badaczy pszczelego środowiska, ich pasjonatów. Łącząc naukę z poezją tworzy coś na wzór uniwersalnego dzieła, które nie traci na wartości wraz z upływem lat. Obcowanie z „Życiem pszczół” to nie tylko gratka dla wielbicieli tematów „eko”, lecz również wyjątkowa książka dla wszystkich tych, którzy cenią sobie piękne wydania. Tak bogato zdobione przepięknymi ilustracjami „Życie pszczół” jest dziełem z najwyższej półki.