13 ciekawostek o pisarzach #2

Z początkiem tego roku przygotowałam dla Was wpis, przedstawiający 13 ciekawostek o słynnych pisarzach. Miałam zamiar powtórzyć tę serię, dlatego przez parę miesięcy sumiennie zbierałam dla Was kolejne anegdotki, aż w końcu nazbierało się ich tyle, by móc poświęcić temu osobny post. Chociaż mogą uchodzić za nudnych czy wywyższających się, tak naprawdę są ludźmi pełnymi humoru, zabawnymi i energetycznymi ludźmi. A co więcej – wśród swoich znajomych musieli uchodzić za niezłych wariatów. Mimo to z ręką na sercu przyznaję, że nie pogardziłabym takim wariatem wśród grona swoich znajomych.
Która z tych ciekawostek jest Waszą ulubioną?


1. Sienkiewicz kujonem nie był
Jak się okazuje, mistrzowi polskiego pióra wcale w szkole tak dobrze nie szło. Na jego świadectwie maturalnym widniały tylko trzy „piątki”: z języka polskiego, historii Polski i Rosji oraz geografii powszechniej. Z reszty miał… tróje!

2. Strachliwy King
Jeśli myślicie, że króla grozy nic nie jest w stanie przerazić, to jesteście w ogromnym błędzie! Nawet Stephen King, którego powieści straszą czytelników na całym świecie, też ma swoje bolączki. Jedną z nich jest strach… przed liczbą – czyli tzw. triskaidekafobia. W jednym z wywiadów przyznał nawet, że kiedy przychodzi mu pokonać trzynasty stopień na schodach, to przeskakuje jednocześnie – dwunasty i trzynasty.

3. Zakompleksiony Hemingway
Mimo iż jestem pewna, że w gronie czytelników mojego bloga znajdzie się na pęczki takich, którzy czytali Hemingwaya, on sam nie doceniał swojej twórczości. Podobno przez całe życie cierpiał na kompleks Turgieniewa, pragnąc pisać tak dobrze, jak Rosjanin. Twierdził, że sam nigdy nie dorośnie do jego poziomu. Podobno powiedział nawet, że „Wojna i pokój” Tołstoja to wielkie dzieło, byłoby zaś jeszcze lepsze, gdyby napisał je… Turgieniew – bo któż by inny!

4. Bunt Stevensona
Robert Louis Stevenson, autor takich powieści jak „Wyspa skarbów” czy „Doktor Jekyll i pan Hyde”, zgodnie z rodzinną tradycją miał zostać inżynierem latarnictwa. To właśnie jego rodzina odpowiada za wszystkie 97 latarni zbudowanych na wybrzeżu Szkocji w latach 1790-1940. Pomimo zyskanej sławy i bogactwa, w rodzinie pozostał czarną owcą – zbuntował się i zniszczył tradycję od tak dawna podtrzymywaną przez wszystkich mężczyzn z rodu Stevensonów.

5. Zaginiona Christie
Wieczorem, 3 grudnia 1926 roku Agatha Christie pojechała swoim samochodem do… nie wiadomo dokąd. Była już wtedy sławną pisarką, więc poszukiwania rozpoczęto na szeroką skalę. Podobno w śledztwo zaangażował się nawet sam Arthur Conan Doyle, który oddał rękawiczki Christie jednemu z londyńskich wróżbitów.
Sama Agatha twierdzi, że nic nie pamięta z dni, kiedy jej nie było – uważa, że straciła pamięć. Jej samochód znaleziono rozbity w pobliżu posiadłości Christie’ch w Berkshire. Odnalazła się dopiero po 11 dniach, kiedy zauważył ją jeden z muzyków w hitelu w Harrogate. Okazało się, że Christie zameldowała się jako Theresa Neele i twierdziła, że przybyła właśnie z południowej Afryki.
Na temat zniknięcia pisarki prowadzono liczne spekulacje – czy autorka faktycznie straciła pamięć czy może było to działania wymierzona w wiarołomnego męża? A może próba morderstwa?


6. Arthur Conan Doyle i wiara w zaświaty
Pod koniec lat 80′ XIX wieku, Arthur Conan Doyle odnalazł w sobie pasję okultystyczną i spirytystyczną. Wykonując zawód lekarza uczestniczył w seansach spirytystycznych, a w 1893 roku dołączył do British Society for Psychical Research, towarzystwa starającego się metodami naukowymi sprawdzić istnienie zjawisk paranormalnych. Eksperymentując doszedł do wniosku, że telepatia jest możliwa. Z tym wiąże się swoista historia o dwóch nastolatkach, które zrobiwszy sobie zdjęcie sfabrykowały je tak, że wygląda, jakby na fotografii znajdowały się wróżki – niewielkie istoty ze skrzydłami. Ponoć Conan Doyle był zdania, że zdjęcie jest całkowicie prawdziwe.
Oprócz kryminałów na jego koncie znajduje się od groma książek naukowych (pseudonaukowych), związanych z jego pasja.

7. Tuwim podrywacz
Choć sposobów na flirt jest mnóstwo, Tuwim – jak to miał w zwyczaju – popisał się oryginalnością. Ponoć zagadując do jakieś kobiety nie używał wyświechtanych zwrotów jak „bolało, gdy spadłaś z nieba?” lecz od razu, bezprecedensowo oznajmiał „żałuję, że nie poznałeś Pani dwadzieścia kilo wcześniej”.

8. I tak powstał Harry Potter…
Podobno każdy skrawek, na którym można zapisać i utrwalić swój pomysł jest dobry – nieważne, czy to kawałek papieru czy… worek na wymiociny – bo właśnie na nim, podczas lotu samolotem J.K. Rowling zapisała nazwy wszystkich domów Hogwartu.

9. Pisanie do bólu
Podobno John Steinbeck wszystkie swoje pierwsze wersje powieści pisał ołówkami. Na jego biurku zawsze musiało się znaleźć 20 idealnie naostrzonych ołówków. Z czasem był zmuszony przerzucić się na okrągłe, bo te kanciaste powodowały bolesne odciski na palcach, uniemożliwiające dalsza pracę.

10. Pisarz – asceta
Victor Hugo żeby dokończyć jedno ze swoich dzieł na czas, pozbył się wszelkiego odzienia wierzchniego. Okrywszy się kupionym na tę okazję szalem i nie będąc przez nic rozpraszanym, skończył książkę.

11. Pokolorowana książka

James Joyce wszystkie swoje książki pisał kolorowymi kredkami na kartonie, leżąc na brzuchu. Przyczyną była ogromna wada krótkowzroczności.

12. Rozmowy zza grobu
Pięć dni po śmierci Conan Doyle’a przeprowadzono seans mediumiczny, dzięki któremu, rzekomo, udało się kontaktować ze zmarłym pisarzem.

13. Kamień z serca
Pewnego dnia Mark Twain otrzymał od szkolnego kolegi list z Chicago, z informacją, że powodzi mu się doskonale. W kilka tygodni później ten sam kolega otrzymał odpowiedź od Twaina. Kiedy listonosz wręczył mu ciężką paczkę, bez wahania zapłacił za odbiór, ciekawy tego, co skrywa w środku. Kiedy otworzył, jego oczom ukazał się wielki kamień z karteczką: Drogi kolego! Śpieszę Ci donieść, iż taki wielki kamień spadł mi z serca, gdy dowiedziałem się, że w Chicago powodzi Ci się doskonale. Twój dawny przyjaciel – Mark Twain.

Wiecie co? Tak sobie myślę, że mimo iż wszyscy wyżej wymienieni pisarze są postaciami szalenie ciekawszymi, z pewnością skrywali jeszcze pełne kieszenie tajemnic. Chcecie poznać ich więcej?

Reklamy

Podsumowanie lata 2017 r.

Chociaż broniłam się przed jesienią rękami i nogami, odpędzałam ją niczym natrętnego komara wieczorami, nadszedł ten moment, kiedy pokonana muszę schylić głowę i pokornie zgodzić się na jej nadejście. Kochani, lato się skończyło, jest już jesień: czas suchych liści, palonych wieczorami świec, wrzosów na parapetach, grubych, klasycznych opowieści i nieco cieplejszych ubrań. Czas zaopatrzyć się w spory zapas grubych swetrów, nieprzemakalnych butów, parasolek, szalików i tabliczek czekolady. Już nie będziemy czytać wieczorem na werandzie, ale w łóżku pod kocykiem z ciepłą herbatką. Na początku naiwnie nie chciałam do tego dopuścić, ale ostatecznie, myśląc o tym bardziej intensywnie, uznałam, że wcale nie taka ta jesień straszna, jak ją malują. Lato to moja najbardziej ulubiona z pór roku, jednak każdą za coś cenię. Również i jesień za tą melancholię i nostalgię, którą niesie ze sobą.


Tegoroczne lato uznaję z jednej strony za najpiękniejsze, jakie dotychczas było mi dane przeżyć, z drugiej zaś za najtrudniejszy okres w moim życiu. Sporo było w tym czasie stresu i przykrych sytuacji, mnóstwo problemów i nieporozumień. Ale też bardzo dużo szczęścia. Wiosną poznałam miłość mojego życia, latem to nasze uczucie zaczęło kiełkować, by u jego schyłku rozkwitnąć, niczym najpiękniejszy słoneczny kwiat. To właśnie on dawał mi siłę każdego dnia, dla niego walczyłam. Gdyby w tym czasie nie było obok mnie tak bliskiej mi osoby nie wiem, czy uporałabym się z wszystkimi tymi kłopotami. Ale co najważniejsze (a raczej najbardziej Was interesujące) w końcu miałam kogoś, kto bez zająknięcia się wysłuchiwał moich książkowych monologów, poznawał książkowych bohaterów, dzielił się wrażeniami i… kupował mi książki!

Latem 2017 roku udało mi się przeczytać aż (aż?) 28 pozycji. Ustaliłam sobie swoją wakacyjną listę lektur, jednak zdołałam zapoznać się jedynie z połową ich. Naiwnie sądziłam, że w tym czasie wydawnictwa przyhamują z ilością interesujących nowości, więc będę miała czas na swoje lektury. Tak się nie stało, ale nie żałuję. Poznałam mnóstwo fantastycznych książek, a niektóre z nich zazębiały się z moją listą (co prawda dalej nie przeczytałam „Lśnienia”, ale Krzysztof podarował mi „Cmentarz zwierząt”, a zamiast „Dziwnej myśli w mej głowie” przeczytałam najnowszą powieść Pamuka – „Rudowłosą”). Poniżej przedstawię Wam pełną listę moich wakacyjnych lektur. Wybiorę najlepsze i najgorsze. Powiem, które mnie zachwyciły i które zmarnowały mój czas. Gotowi? No to do dzieła!



1. Loius Gallet „Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac”, czyli zupełnie nowa klasyka od wydawnictwa MG. 4/6

2. C.D. Payne „Buntownicza młodość” uważana za śmieszną, dla mnie była żenująca. Zdecydowanie nie polecam. Najgorsza książka, jaką czytałam w tym roku. 1/6

3. Paweł Zgrzebnicki „Tam, gdzie kończy się świat” to podróż do rdzennego świata Papui Nowej Gwinei. Na lato idealna. 4+/6

4. Peter Wohlleben „Duchowe życie zwierząt”, czyli rzecz jeszcze lepsza niż „Sekretne życie drzew”. O zwierzętach z uznaniem i uczuciem. 5/6

5. Lars Saabye Christensen „Odpływ” – moje drugie spotkanie z prozą Norwega, jednak nie tak udane, jak pierwsze. 3+/6

6. Hugh John Lofting „The story of Doctor Dolittle”, czyli jedno klasyczne, angielskie popołudnie. 6/6

7. Tony Kososki „Widzieć więcej” fenomenalny reportaż nie tylko podróżniczy, lecz przede wszystkim o spełnianiu swoich marzeń. 6/6

8. Stephen King „Cmętaż zwierząt” czyli pierwsza książka, jaką dostałam od ukochanego i fenomenalne dzieło Kinga. Bardzo mnie wciągnęło. 6/6

9. Jarosław Iwaszkiewicz „Matka Joanna od Aniołów” to opowieść o demonach, zakonnicach, księżach i polskości. Dla mnie nieco trudna. 4/6

10. Michał Piedziewicz „Dakota” – trzecia część fenomenalnej gdyńskiej trylogii. Nie tak dobra jak poprzednie dwie, ale dotrzymująca im tempa. 4/6

11. Arkadiusz Podlaski „Marketing społecznościowy. Tajniki skutecznej promocji w Social Media”. Pozwólcie, że nie będę komentować (to do licencjatu)… aczkolwiek już mało aktualna pozycja. 3/6

12. Sy Montgomery „Dobra świnka, dobra” to historia niesamowitego prosiaka Christophera, który zbliżył się do ludzi bardziej, niż oni sami do siebie. 5/6

13. Claire Guest „Psi dar”, czyli o psach zdolnych ratować ludzkie życie. 5/6

14. Tove Jansson „Lato” – niewątpliwie książka tego lata. O czym? O lecie! Nostalgicznie, delikatnie, pięknie! 6/6

15. Piotr Biłos „Powieściowe światy Wiesława Myśliwskiego”, czyli ciężka, akademicka analiza prozy mistrza. 5/6

16. Maurice Maeterlinck „Życie pszczół” to kolejna po „Inteligencji kwiatów” cudnie wydana perełka wydawnictwa MG. Jeśli jesteście ciekawi jak żyją pszczoły i jak zmieniają nasze życie, zajrzyjcie! 5/6

17. Tomasz Lipiński „Juventus Turyn”. Chociaż Lipińskiego jako komentatora cenię, tak ta książka nie jest raczej przeznaczona dla fanów, lecz ogólnie dla kibiców. 3/6

18. Jung Chang „Dzikie łabędzie” to fenomenalna opowieść o trzech pokoleniach chińskiej rodziny, osadzona w tragicznej, smutnej historii. 6/6

19. Jakub Żulczyk „Wzgórze psów”. Moje pierwsze spotkanie z Żulczykiem i chociaż tak dalece zachwalana, mnie nie zachwyciła, a nawet troszkę zmęczyła. O połowę za długa. 3/6

20. Orhan Pamuk „Rudowłosa” – drugie spotkanie z Pamukiem, gorsze niż pierwsze, ale całkiem interesujące. 4/6

21. Charlotte Bronte „Vilette” czyli opowieść oparta na faktach. O miłości i poświęceniu, trudach życia, jednakże okraszona humorem i ironią. 5/6

22. Kornel Filipowicz „Moja kochana dumna prowincja” po którą sięgnęłam z ciekawości po przeczytaniu „Listów”. Opowiadania pisane przepięknym językiem. 6/6

23. Philiph Roth „Kiedy była porządną dziewczyną”, czyli w końcu udany (po „Teatrze Sabata”) powrót do Rotha. Świetna przekrój amerykańskiego prowincjonalnego społeczeństwa. 5/6

24. Michel Houeelebecq „Interwencje 2” – trzeba czytać z przymrużeniem oka. To literatura inteligentna, ale kontrowersyjna. 5/6

25. Jakub Ćwiek „Drobinki nieśmiertelności” – moje pierwsze udanie z Ćwiekiem (niefantastycznym), bardzo udany zbiór opowiadań sięgających sedna amerykańskiej popkultury. 5/6

26. Jacek Fedorowicz „W zasadzie tak” czy survivalowy poradnik o PRL-u; jak przeżyć, żeby nie zwariować? 6/6

27. Jakub Małecki „Rdza”. Połknęłam w pociągu. Dosłownie. Fenomenalna i genialna powieść. Zaryzykuję stwierdzeniem, że to przyszłość polskiej literatury, najlepsza polska książka roku. Trzymam mocno kciuki za „Nike” dla Małeckiego. 6/6

28. Anna Kańtoch „Niepełnia” to moje pierwsze spotkanie z autorką. Z jednej strony wciągające i fascynujące, z drugiej dziwne i niezrozumiałe. 3/6

Trzy najlepsze powieści tego lata to zdecydowanie:

Najgorszych poza „Buntowniczą młodością” na moje szczęście nie miałam.

No to by było na tyle, wygadałam się do woli! Pochwalcie się w komentarzach, jakie lektury umilały czas Wam.

„Podróż mnie wchłonęła” – rozmowa z Tonym Kososkim

O postaci Tony’ego Kososkiego pisałam przy okazji recenzji jego drugiej książki „Widzieć więcej” – to zwykły chłopak z Oruni, podróżnik, backpacker, autostopowicz, wieczny marzyciel, który wymyślił sobie, by zwiedzić świat. W ślad za tym marzeniem zaczął podążać, próbując życia na własną rękę. Podróżował za darmo, noce spędzając w namiocie, jadając owoce z drzew albo będąc zapraszanym przez lokalnych mieszkańców na posiłki, czasem dzięki ich uprzejmości mógł spędzić w ich domach kilka dni. Na transport nie wydawał ani złotówki, łapiąc „stopa” lub docierając do miejsca swojej destynacji o ile własnych nóg. Zwiedził połowę Ameryki Południowej tylko dlatego, że chciał. Podróż go wchłonęła – jak tłumaczy.
Zapraszam Was serdecznie na rozmowę z tym fascynującym człowiekiem!


Kasia: Tony, niedawno wróciłeś z ogromnej i dalekiej podróży, a znów po raz kolejny jesteś w drodze. Podróżowanie uzależnia?

Tony Kososki: Do niedawna tak mi się jeszcze wydawało, lecz teraz myślę, że backpackerstwo to okres w życiu, który fajnie przeżyć. W tę podróż, teraz, dookoła świata i na Spotkanie ze Snoop Doggiem wyjechałem bardziej dlatego, że zrozumiałem iż jestem w stanie tego dokonać. A jej wspomnienia będą mnie podnosić na duchu do końca życia.

K: Zostając dłużej w Ameryce Południowej po zakończeniu Mistrzostw, byłeś po prostu ciekaw świata, chciałeś wykorzystać okazję czy może przekroczyć nie tylko terytorialne, ale i własne granice?

T.K: Zdecydowanie chciałem „jedynie” zwiedzić i zobaczyć co dalej, porobić zdjęcia… Nie sądziłem, że podróż potrafi aż tak dużo wnieść do życia i tak bardzo zmienić człowieka.

K: Kiedy w Twojej głowie zrodził się pomysł na podróżowanie? Zwiedzałeś świat z rodzicami, czy wręcz przeciwnie – z kanapy śledziłeś przygody Cejrowskiego, Wojciechowskiej i Halika?

T. K: Nikogo! Po prostu zawsze chciałem wyjechać z Polski na jakiś czas, po to, aby sprawdzić czy w naszym kraju faktycznie jest tak źle jak to mamy w zwyczaju narzekać. Na Erasmusie w Portugalii zaczął się autostop i jakby klapki spadły mi z oczu. „Czyli co – ja też mogę? Łał no to teraz będę robił to do końca życia!”

„Złowiłem piranię!”

K: Wracając do Halika… Jak jego postać ma się do Twojego pseudonimu? Celowy zabieg czy kompletny zbieg okoliczności?

T. K: Przypadek. Pseudonim wymyślają znajomi. Ten powstał w wakacje przed studiami i wtedy nawet nie wiedziałem kto to jest Tony Halik :D. A że poznawałem nowych znajomych i w tym samym czasie założyłem facebooka to w nowym środowisku Tony się po prostu przyjął. W Portugalii też wszystkim było z tym łatwiej, wszak Przemek, czy Przemysław to nie takie łatwe do przeczytania.

K: Wolisz, gdy znajomi nazywają się „Tonym” czy Przemkiem? Z kim bardziej się utożsamiasz – z Tonym podróżnikiem, czy Przemkiem, chłopakiem z Oruni?

T. K: Tony to będzie taki etap w moim życiu. A jak przedstawiam się Polakom, to zawsze mówię, że jestem Przemek. Nie lubię robić z siebie dziwaka :D. A że nie uważam abym robił cokolwiek czego nie może zrobić ktokolwiek inny to oczywiście utożsamiam się ze zwykłym chłopakiem.

K: Podróżując tak daleko bardzo rzadko bywasz w domu… co na to Twoi rodzice? Jak zareagowali, kiedy po raz pierwszy postanowiłeś wyjechać na drugi koniec świata?

T. K: Wszystko działo się jakoś stopniowo. Ja też nagle nie wskoczył bym w samolot do Brazylii. Erasmus był pierwszy. Teoretycznie tylko pół roku, później przedłużyło się to do 2 lat i wtedy kolejnym krokiem była Brazylia, która była moim ogromnym marzeniem.

Tony ze swoją pierwszą książką.

K: Dlaczego akurat autostop? Kiedy wpadłeś na ten pomysł i jak wyglądała Twoja pierwsza podróż?

T. K:
Hmm. Pierwsza podróż to cały dzień stopowania, 8-10 km w pełnym słońcu po rozgrzanym asfalcie bez butów i przejechane jedynie 30 km. Wraz z pozostałymi znajomymi spotkaliśmy się 40 km dalej i spaliśmy na dworcu. W krótkich spodniach, bez śpiworów… Nikt nie był do niczego przygotowany, ale na szczęście temperatura nocą w Portugalii w sierpniu jest bardzo akceptowalna.

K: Boisz się czasem? W „Widzieć więcej” opisujesz, jak Cię okradli czy grozili Ci nożem, a jednak wsiadasz do samochodów zupełnie obcych ludzi. Czy to tak, że po którymś razie jechania autostopem, strach już znika?

T. K: Chyba od razu po pierwszym :D. w jego miejsce pojawia się ogromna radość z sukcesu!

K: Podróżowanie za darmo brzmi jak kompletna abstrakcja – przecież w dzisiejszym świecie nic nie jest za darmo. Ty udowodniłeś, że jeżeli bardzo się chce, to się da. Ale to chyba nie zabawa dla wszystkich? Co trzeba w sobie mieć, by taką podróż przetrwać i czerpać z niej przyjemność?

T. K: Trzeba chcieć 🙂

K: Miewałeś chwile zwątpienia? Był taki moment, że chciałeś kupić bilet powrotny, wrócić do domu, zjeść porządne śniadanie i wyspać się w swoim łóżku?

T. K: Raczej nie. Do domu wróciłem, ponieważ musiałem obronić Pracę Inżynierską. Po 16 miesiącach czułem się z tym neutralnie, ale myślę, że gdyby nie ten bodziec to pewnie jeszcze trochę bym został. Podróż mnie wchłonęła. Fajne uczucie 😛


K: Współcześnie backpakerzy, jak uświadomili mi to czytelnicy mojego bloga, często odbierani są bardzo negatywnie. Uważa się, że do podróżowania potrzebne są jakieś pieniądze, a nie „żerowanie” na dobroczynności innych. Co o tym sądzisz? Można podróżować tak, by nie wykorzystywać innych?

T. K: Ja mówiąc za siebie mogę powiedzieć, że nigdy nie czułem abym na kimś żerował. Ludzie którzy mówią takie rzeczy podróżują głównie od lodówki przez kanapę do biurka i nie mają pojęcia o tym jakie są realia podróży. Ludzie mi pomagali bo chcieli, bo byli zafascynowani tym co robię, bo nie wierzyli, że tak się da. A nie dlatego, że ich do tego zmuszałem.

K: Twój kolejny cel to podróż jachtostopem do USA. Masz jakiś plan, wizję podróży?

T. K: Tak jestem na St. Maarten i chcę spotkać się ze Snoop Doggiem i w międzyczasie uczyć się grac na konsoli, żeby za kilka lat zostać dj!

K: Twój rok cały składa się z podróżowania? Znajdujesz trochę czasu na inne rzeczy, pasje?

T. K: Staram się 🙂

K: Niejedna osoba zapewne Ci zazdrości – robisz to, co lubisz i jeszcze na tym zarabiasz… ale czy faktycznie jest tak kolorowo, jak może się wydawać? Czy to nie tak, że to wszystko tylko ładnie brzmi natomiast w rzeczywistości jest o wiele trudniejsze?

T. K: Co zarabiam? Chyba oszczędzam. Polecam pochodzić trochę głodnym i zobaczymy jak wszyscy będziecie chcieli podróżować.

K: Interesuje Cię Zachód (obie Ameryki). Czy na wschód, do krajów azjatyckich, lub na południe, do Afryki też Cię ciągnie?

T. K: Zdecydowanie najbardziej do Azji.

„Nie próbujcie tego w domu!”

K: Co zrobi Tony Kososki, gdy zwiedzi już wszystkie kraje, które go interesowały?

T. K: Pewnie ich nie zwiedzi, ale wtedy zacznie się realizować na innych płaszczyznach.

K: Twój nadgarstek zdobi wytatuowana Ameryka Południowa. Będziesz sobie robił taką pamiątkę po zwiedzeniu innych kontynentów? A może masz inne cele i marzenia?

T. K: Wątpię. Ta podróż mam wrażenie była tą która pozostanie we mnie do końca życia. Dlatego postanowiłem ją uwiecznić.

K: W takim razie życzę wielu udanych podróży, ciekawych reportaży i zawsze pełnego brzucha! 😉


A na dokładkę, dzięki uprzejmości Wydawnictwa MUZA mam konkurs, w którym do wygrania jest najnowsza książka Tony’ego.
Co trzeba zrobić, by wygrać?
1. Polub profil Niebieskiej Papużki na Facebooku,
2. Udostępnij informację o konkursie,
3. Napisz w komentarzu (NA FACEBOOKU POD POSTEM KONKURSOWYM) słowo klucz związane z wakacjami.

Konkurs trwa od momentu, w którym się zgłosicie, aż do 7 sierpnia. Powodzenia!

Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest blog Niebieska Papużka
2. Sponsorem konkursu jest Wydawnictwo MUZA
3. Nagrodą jest najnowsza książka Tony’ego Kososkiego  „Widzieć więcej”
4. Czas trwania: 24.07.2017 r. – 7.08.2017 r. (do północy)
5. Wyniki: 7.08.2017 r.
6. Wysyłka tylko na terenie Polski
7. Dane do wysyłki należy przesłać mi w wiadomości prywatnej na tym fan page’u, po wyłonieniu zwycięzcy
8. Organizator zobowiązuje się nie udostępniać danych teleadresowych podanych przez zwycięzcę.
9. Organizator oświadcza, że konkurs nie jest w żaden sposób sponsorowany, popierany ani prowadzony przez serwis facebook.com ani z nim związany. Facebook nie ponosi żadnej odpowiedzialności za działania Organizatora oraz żadnych konsekwencji przeprowadzania konkursu na łamach serwisu.
10. Konkurs nie podlega przepisom ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr4, poz. 27 z późn. zm.

Jak czytać, żeby nie żałować?

Każdy książkocholik wie, że życie jest za krótkie, by przeczytać wszystkie te powieści, które nas interesują, a co dopiero, by marnować je na złe książki. Dobór odpowiednich lektur jest więc warunkiem kluczowym, by w ogóle proces czytania wprawić w ruch. Ale jak uniknąć rozczarowań? Czy to nie tak, że czyhają one na nas gdzieś po drodze naszej samotne wędrówki przez świat książek?
Jako blogerka książkowa i – przede wszystkim – czytelniczka, rozczarowań miewam bardzo mało, jak na liczbę książek, które czytam w roku. Chociaż osiągam liczbę około 80 powieści przeczytanych w czasie od pierwszego stycznia do ostatniego grudnia, liczbę słabych książek mogłabym policzyć na palcach jednej ręki… Czy więc możliwe jest całkowite uniknięcie czytelniczych fars i poświęcenie się tylko i wyłącznie dobrej, wartościowej i ambitnej literaturze? Niestety odpowiedź na to pytanie brzmi „nie”, ale z pewnością do stanu idealnego można się zbliżyć… tylko jak?


1. Sugeruj się okładką
Na początek dość kontrowersyjnie i na przekór powiedzeniu, że nie ocenia się książki po okładce, radzę ją jednak przez pryzmat jej szaty graficznej oceniać. Okładka, wbrew pozorom, mówi nam bardzo wiele o wnętrzu książki (nie biorąc oczywiście pod uwagę spektakularnych wpadek GREGA). Z doświadczenia nauczyłam się, że cudowne oprawy kryją pod sobą niesamowite historie i szczerze mówiąc… większość książek, które kupuję, najpierw urzekły mnie okładką, a dopiero później zaintrygowały fabułą.
To nie zmienia oczywiście faktu, że ogromna ilość literackich perełek wydana jest bardzo skromnie, ale przez to też przechodzi w literackim świecie bez echa.

2. Zastanów się dwa razy
Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po „Miłość w czasach zarazy” byłam ogromnie rozczarowana tą powieścią i odłożyłam ją na półkę już po kilku stronach. Miałam wtedy jakieś trzynaście lat i niszowe pojęcie o prozie Marqueza i o literaturze samej w sobie. Kiedy wróciłam do tej książki kilka lat później, zakochałam się w opowieści i zawierzyłam swoje czytelnicze serce iberoamerykańskiemu piórowi Gabo… Książki, tak jak ludzie, pojawiają się w naszym życiu w odpowiednim czasie… Niekiedy potrzebny jest dobry moment, by jakaś powieść nas zachwyciła, urzekła, rozkochała w sobie. Ta sama książka czytana w różnych okresach życiowych może być odbierana zgoła inaczej, dlatego zanim sięgniesz po jakąś opowieść, dokładnie zapoznaj się z jej tematyką i zastanów się, czy to na pewno odpowiedni okres.

3. Daj się zachwycić tytułowi
Tytuł to bardzo ważny element każdej książki – coś, co zaraz po okładce najbardziej rzuca się w oczy. Na podstawie samego tytuły wybrałam powieść „My, topielcy” i po dzisiejszy dzień jestem nią oczarowana; nutka tajemnicy, odrobina grozy, coś misternego, magicznego, a jednocześnie bardzo realistycznego, wręcz naturalistycznego…

4. Stawiaj na jakość, a nie na ilość
Najważniejsze jest to, co książka ze sobą niesie, jakie ma przesłanie i co pamiętasz po jej skończeniu. Najbardziej wartościowe książki to takie, które pozostaną w Twojej pamięci przez długie lata i od czasu do czasu będą Ci o sobie przypominać w różnych sytuacjach życiowych. Czasem o wiele lepiej jest przeczytać jedną wartościową książkę w ciągu miesiąca, niż kilka prostych powieści, o których zapomnisz zaraz po odłożeniu na półkę.

5. Rób listy
Sporządzenie listy książek, które chcesz przeczytać lub kupić sprawi, że skrupulatnie będziesz omijać wszelkie promocje, a dzięki temu „przypadkowe” książki nie trafią w Twoje ręce – co oczywiście zmniejsza ryzyko rozczarowania.

6. Nie bierz wszystkiego, co Ci dają
Jeśli jesteś blogerem książkowym, to prawie każdego dnia borykasz się z podjęciem trudnej decyzji – recenzować czy nie recenzować? Ciężko oprzeć się książkom, które dostaje się w propozycjach wydawniczych – posiadanie jej, a także możliwość otrzymania na długo przed premierą często okazują się zbyt pociągające, nawet dla osób posiadających silną wolę.
Na początku mojej przygody z blogowaniem sięgałam raczej po każdą książkę, którą proponował mi wydawca. Z czasem nauczyłam się, że warto szanować swój czas i nie recenzować na siłę wszystkiego, o co tylko mnie poproszą. Od tego czasu wybieram tylko te powieści, na które już wcześniej miałam oko. Czasem eksperymentuję, ale poruszam się raczej w bezpiecznych granicach swojego gatunku.

7. Zdaj się na innych
Z pewnością w kręgu Twoich znajomych albo rodziny jest chociaż jedna osoba o podobnym guście literackim, co Twój – zaufaj jej! Ja na tyle dobrze poznałam się z moim przyjaciółkami z Kameralnego Klubu Książki, że wszystkie w trójkę wiemy, że jeżeli jednej z nas jakaś powieść się nie spodoba, to nie ma sensu po nią sięgać. Oczywiście z pewnością pomyśleliście sobie, że postępując w ten sposób może mnie ominąć fantastyczna literacka przygoda, ale takie decyzje poparte są zazwyczaj wielogodzinną dyskusją na temat jakieś powieści, są więc zawsze uzasadnione.

8. Nie ufaj mediom
Jeśli już chcesz sugerować się czyjąś (powszechnie szanowaną) opinią, sprawdź do jakich nagród książka była nominowana i kto ją polecał. Nie ufaj „polecajkom” amerykańskich dzienników, a i ostrożnie podchodź do naszych rodzimych dziennikarzy. „Shantaram” przez Marcina Mellera uznawany za „czytelniczy święty Graal” większości czytelników nie przypadł jednak do gustu (a przynajmniej nie tak dobrze, jak prowadzącemu „Dzień dobry TVN”)…

ale co najważniejsze…

9. Baw się literaturą
Dotarliśmy do końca… Tych 9 prostych kroków nie zagwarantuje, że każda książka, po jaką sięgniesz będzie wybitnym arcydziełem, zapadających w pamięć, ale zdecydowanie zminimalizuje szanse, na trafienie na „gniota”, którego długo będziesz odchorowywać. Pamiętaj, że w czytaniu chodzi przede wszystkim o przyjemność. Baw się literaturą, odkrywaj ją, bądź wybredny, umawiaj się na randki z konkretnymi pisarzami (pisarkami?), a jeżeli tylko będzie za sztywno, to udawaj, że musisz się zająć chorym psem (no chyba, że nie masz psa, wtedy uciekaj przez okno w toalecie). Krytykuj, śmiej się, dyskutuj, poznawaj opinie innych i dziel się swoimi – wtedy, nawet jeśli trafiłbyś na wybitnie słabą książkę – na pewno nie będziesz żałować. Ale przede wszystkim pamiętaj – rozczarowań, tak w życiu, jak i w literaturze – nie da się uniknąć. Czerp z nich naukę i wiedzę, bo każda przeczytana książka czyni Cię mądrzejszym człowiekiem i bardziej wymagającym czytelnikiem.

Miłej lektury!

15 książek, które przeczytam w wakacje

Chociaż czasy pięknych, absolutnie wolnych dwóch miesięcy, prawie w całości przeznaczonych na czytanie minęły bezpowrotnie, trzeba przyznać, że wakacje (lato!) tuż-tuż, a to oznacza tylko jedno… obowiązek zrobienia wakacyjnej listy lektur! Nic nie jest lepszym ratunkiem na upalne dni i nic nie umila tak ciepłych nocy, jak właśnie książka. Na plaży czy pod jabłonką, w namiocie, przy ognisku, czy na ogrodzie w blasku odlatujących świetlików – książka na lato jest przedmiotem obowiązkowym.


Z tej okazji – okazji zbliżającej się najpiękniejszej pory w roku – przygotowałam dla Was zestawienie 15 lektur, po które sama sięgnę latem, chcąc Was tym samym podpytać o Wasze podpowiedzi, polecajki i listy książek, jakie będziecie czytać. Macie coś na uwadze? Czy jest coś szczególnie godnego zwrócenia uwagi?

1. Fannie Flagg „Smażone zielone pomidory”
Od momentu kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po tę książkę, nie ma dla mnie lata, bez „Smażonych zielonych pomidorów”. Bo lato najbardziej kojarzy mi się właśnie z pomidorami – moja siostra, która jest wielką pasjonatką ogrodnictwa, przygotowuje się do tej chwili już na początku wiosny, skrupulatnie planując, gdzie posadzi jakie rośliny.
Poza tym to opowieść pełna ciepła, humoru i słów pokrzepienia. Zakochałam się w niej od pierwszego czytania.

2. Peter Wohlleben „Duchowe życie zwierząt”
Po „Sekretnych życiu drzew” musiałam sięgnąć po kolejną książkę niemieckiego leśnika. Zakupiłam już jakiś czas temu, z braku czasu jeszcze nie sięgnęłam. Tę przyjemność pozostawiłam sobie na lato.

3. Lars Saabye Christensen „Odpływ”
Sytuacja identyczna, jak wyżej. Zachwycili mnie gorąco rekomendowani przez Knausgarda „Beatlesi”, dlatego z ufnością sięgnę po „Odpływ”, a w planach mam już „Półbrata”

4. Andrea Wolf „Człowiek, który zrozumiał naturę”
O tej książce marzyłam od chwili, kiedy ujrzałam ją w Empiku. Byłam już gotowa ją sobie sprezentować, kiedy Gosia (bardzo Ci Gosiu dziękuję!), postanowiła mi ją odłożyć na Wielkiej Wymianie Książkowej organizowanej przez Madzię z bloga Save the Magic Moments i Ewelinę Mierzwińską. A że to cegiełka, to czas znajdę dopiero w wakacje – chociaż ta perspektywa przedłużania sobie przyjemności przed przeczytaniem książki bardzo mnie, z drugiej strony, satysfakcjonuje.

5. Marek Hłasko „Pierwszy krok w chmurach”
Nie wiem, dlaczego nie sięgnęłam po utwory Hłaski, skoro tak bardzo zachwycili mnie „Piękni dwudziestoletni”. „Pierwszy krok w chmurach” to zbiór debiutanckich opowiadań autora, gorąco przyjęty zarówno przez krytyków, jak i czytelników.

6. Jarosław Iwaszkiewicz „Matka Joanna od Aniołów”
Będąc jeszcze w liceum pokochałam niektóre z opowiadań Iwaszkiewicza – a to wszystko przez Jacka Dehnela, który prowadził dla nas warsztaty z jego poezji socrealistycznej. Może uda mi się w lato przeczytać jeszcze wybrane krótsze teksty, ale przepiękne wydanie „Matki Joanny od Aniołów” zmusza mnie, by zakupić i zapoznać się najpierw z tą pozycją.

7. Bohumil Hrabal „Miasteczko, w którym czas się zatrzymał”
Z Hrabalem jest u mnie tak, i owak. Raz dobrze, raz źle. Sięgam co jakiś czas po jego książki, żeby w końcu wyrobić sobie opinię, ulegać tym wzniosłym zachwytom i bolesnym rozczarowaniom.

8. Agatha Christie „Niespodziewany gość”
Co jak co, ale wstyd nie znać stylu Królowej Kryminału. Na listę wpisałam „Niespodziewanego gościa”, ale nie jestem pewna, czy nie sięgnę po kolejne jej książki. Już od dawna chciałam przeczytać jakiś kryminał, a Christie wydaje się być kandydatką idealną.

9. Stephen King „Lśnienie”
Zdecydowanie więcej Kinga czytałam w okresie licealnym, później nieco go opuściłam na rzecz innych pisarzy. „Lśnienie” wydaje się być pozycją idealną – trochę strachu w końcu się mi przyda – tak dla rozładowania wszystkich emocji!

10. Margaret Mitchell „Przeminęło z wiatrem”
Kultowa książka, gorący romans i marzenie wszystkich dziewczyn – kiedy, jeżeli nie w wakacje?

11. Orhan Pamuk „Dziwna myśl w mej głowie”
Zeszłego roku zachwyciła mnie saga pt. „Cevdet Bej i synowie”, tym latem planuję zakochać się w kolejnej książce Pamuka.

12. Mario Vargas Llosa „Gawędziarz”
Chociaż literaturę z tej części świata cenię sobie bardzo, z twórczością tego autora (wiem, wstyd) jeszcze się nie poznałam. Mam nadzieję, że książka, którą wybrałam na początek, będzie odpowiednia.

13. Sue Monk Kidd „Sekretne życie pszczół”
Chociaż niepochlebne opinie nieco mnie od książki odciągają, wolę się przekonać na własnej skórze. Wypożyczyć z biblioteki miałam już rok temu, tak się jednak złożyło, że wszystkie trzy egzemplarze mijały się ze mną przez cały wakacyjny okres.

14. Kornel Filipowicz „Moja kochana dumna prowincja. Opowiadania”
Po przeczytaniu „Listów” Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza, bardzo czułej i emocjonalnej prozy epistolarnej, zapragnęłam poznać też twórczość Filipowicza. „Moją kochaną dumną prowincję” wybrałam – szczerze mówiąc – przez wzgląd na okładkę, bo stylem odpowiada „Listom”.

15. Lucy Moud Montgomery „Ania z Zielonego Wzgórza”
Jako dziecko nigdy nie czytałam książek dla dzieci. Już jako dwunastolatka odważnie podbierałam lektury mamie, dlatego teraz, kiedy sama mogę do woli zaczytywać się w ambitniejszej literaturze uważam, że przyszedł czas, aby nadrobić cudowności, których poskąpił mi czas. „Ania” to jedna z takich książek.

A Wy macie jakieś plany na wakacje? Jakie książki spakujecie do walizki? Ile zamierzacie przeczytać? Podzielcie się ze mną w komentarzach! 🙂