5 niesamowitych powieści zanurzonych w muzyce

Muzyka i literaturą są mi bardzo bliskie – jedna dlatego, że opisuje świat melodiami, druga, bo mówi o nim słowami. Nigdy nie myślałam o tym, że one obie mogłyby iść razem ze sobą w parze, dopóki nie trafiłam na książkę przesiąkniętą muzyką, aż do samego końca. Dodatkowo, promując tę książkę, wydawnictwo zaproponowało ścieżkę dźwiękową, która miała umożliwić bardziej dogłębne doznania podczas lektury… Od tego czasu każdą książkę, która opowiadała jednocześnie o wielkiej muzyce, traktowałam z zainteresowaniem. W ten też sposób powstał wpis, opowiadający o paru niesamowitych pozycjach z dźwiękami w tle.

1. Pierwszą książką, która w ogóle sprawiła, że zaczęłam doceniać muzykę również i w literaturze było „Wyznaję” Jaume Cabre – od przeczytania jej w 2015 roku, do tej pory jedna z moich ulubionych. Cabre stwarza barceloński, bliski jemu sercu świat, w którym przedstawia nam Adriana Ardevola i Boscha, który sztukę grania na skrzypcach opanował do perfekcji. Może dlatego, że właśnie jego instrument posiada duszę? Vial Ardevola nie jest bowiem zwykłym instrumentem, a skradzionym żydowskiej rodzinie modelem najcenniejszych skrzypiec. Cały utwór jest zresztą stworzony jak symfonia, bowiem gdzieniegdzie zwalnia i przyśpiesza, zdania urywają się w połowie, czasy zmieniają jak melodie, przechodząc z lat 50′ XX wieku, do wieku XIX, by nagle powrócić do roku dwutysięcznego któregoś.
Kto czytał Cabre, ten wie. A tego, kto jeszcze nie zna katalońskiego pisarza zapewniam, że czytanie jego książek jest ucztą dla zmysłów, czego dowód niżej.

2. Na pierwszej książce Cabre nie kończymy, bowiem czas przesunąć się nieco dalej i wspomnieć o powieści, która – znów – zbudowana jak symfonia, jest skomponowana według koncertu skrzypcowego Pamięci Anioła Albana Berga, a poszczególne części książki, są częściami tego koncertu, nazywanymi tak samo, jak nazywa się je w muzyce. Mowa oczywiście o „Cieniu eunucha” Jaume Cabre, którego bohater, Miquel Gensana, staje przed trybunałem pamięci, by rozliczyć się z rodzinną historią. Sam autor książki żartuje na jej temat, że czytelnik poznaje w „Cieniu eunucha” historię tej samej rodziny, ale opowiedzianą przez trzech różnych bohaterów, zatem zamiast jednej, dostaje jej trzy wersje.

3. „Agonia dźwięków” Jaume Cabre, jest trzecią powieścią Katalończyka, tak silnie osadzoną w muzyce. Tym razem akcja powieści dzieje się w zapomnianym przez świat miejscu, w klasztorze La Rapita, któremu przewodzi surowa i pozbawiona humoru matka Dorotea, a gdzie jako spowiednik został zesłany niezwykle utalentowany brat Junoy. Nie mając możliwości cieszenia się muzyką (w klasztorze obowiązuje bowiem perfekcyjna cisza), spowiednik jest zmuszony wraz z dźwiękami przenieść się do świata wyobraźni, który staje się dla niego muzycznym rajem, azylem, jedyną ostoją.

4. Czas na nieco dalszą podróż, bowiem ze słonecznej Katalonii, przedstawianych nam w czasach różnych, przenosimy się do ciężkich Chin, wraz z powieścią „Nie mówcie, że nie mamy niczego” Madeleine Thien. Akcja powieści początkowo dzieje się we współczesnym Vancouver, ale niedługo po jej rozpoczęciu, wraz z główną bohaterką, Marie, przenosimy się do Chin, by odkryć rodzinne tajemnice. Marie bowiem targają pytania o przeszłość jej ojca; dowiedziała się, że był studentem szanghajskiego konserwatorium, ale dlaczego nigdy jej o tym nie powiedział? Dlaczego w domu nigdy nie było fortepianu, mimo że był jego mistrzem? Wraz z bohaterką, w rytm sonet Bacha, odkrywamy co wydarzyło się w Chinach pół wieku temu…

5. A może by się tak troszkę oderwać od klasyki w stronę muzyki bardziej popularnej? Norwegia, druga połowa XX wieku. „Beatlesi” Lars Saabye Christensen. I czterej chłopcy, którzy chcą być jak oni – Beatlesi. Kim, Gunnar, Seb i Ola wsłuchują się w dźwięki Beatlesów i marzą, by być nimi. Kiedy dochodzą do wniosku, że czwórką z Liverpoolu już nie będą, postanawiają stać się kimś podobnym. Założyć zespół, zrobić karierę, żyć tylko muzyką… Ale życie, jak to życie, weryfikuje wszystkie plany i pragnienia. Pojawiają się problemy, z którymi chłopcy, a wkrótce już młodzi mężczyźni, nie potrafią sobie poradzić. Ktoś, kto śledził karierę muzyczną Beatlesów, łatwo będzie potrafił wywnioskować przebieg akcji powieści z nazw rozdziałów – bowiem poszczególne rozdziały książki są zatytułowane tak, jak wydane albumy Beatlesów.

Podobno jeszcze „Oberki do końca świata” Wita Szostaka są przesiąknięte muzyką, ale do przeczytania tej książki wciąż się zabieram.

A Wy, znacie jakieś książki zatopione w muzyce?

Reklamy

20 książek, które przeczytam w 2018 roku

Tak, wiem. Styczeń… Otwierasz notes i wpisujesz: do końca roku schudnę 10 kg, będę ćwiczyć regularnie, odżywiać się zdrowo. A później przychodzi luty i wszystkie postanowienia szlag trafił, bo wcinasz batoniki jeden po drugim, a komputer z pewnością nie służy Ci do tego, żeby troszkę przed ekranem poćwiczyć z Ewką Chodakowską…

W zeszłym roku obiecałam sobie, że przeczytam co najmniej 12 książek w języku angielskim (na każdy miesiąc przynajmniej jedna książka) i zobaczę 12 filmów po włosku bez lektora i napisów. Miałam zresztą swoją naukę włoskiego już zakończyć, bo zamierzałam opanować naprawdę wysoki poziom. No cóż… wyszło jak wyszło. Przeczytałam 5 książek (jedną kończę jeszcze dziś) i zobaczyłam dwa filmy. Włoski odłożyłam, bo brakło mi czasu. Ćwiczyłam, jak ćwiczyłam, bo nie potrafiłam się zmotywować, żeby kleknąć na dywaniku przed komputerem i ruszać nóżką w tę i z powrotem. Jednak całe lato biegałam, może nie oszałamiająco dużo, ale ok. 5-6 km udało mi się zrobić prawie każdego dnia. Poza tym miałam naprawdę ciężki rok, ale było w nim nieco spontaniczności – otworzyłam się na poznanie nowych osób, przeczytałam 100 książek i dostałam się na staż w wydawnictwie SQN. To tak z przymrużeniem oka 😉 Bo były też dobre rzeczy.

Postanowienia noworoczne są beznadziejne. Oczywiście, to nic odkrywczego, bo przecież każdy sobie coś obiecuje, ale nie przelicza sił na zamiary. Chcemy nauczyć się języka w rok, osiągnąć super figurę super modelki (modela) w rok, zmienić wszystkie swoje przyzwyczajenia, które pielęgnowaliśmy przez całe życie W ROK!!! A może by tak spojrzeć na to wszystko nieco bardziej realnie?
Nie nastawiam się na to, że w 2018 roku znów uda mi się przeczytać 100 książek, jak obecnie, bo wiem, że to będzie dla mnie rok wielkich zmian, być może i przełomowy w moim dotychczasowym życiu. Co więcej, postanowiłam to czytanie trochę ograniczyć – chcę przyjmować mniej egzemplarzy recenzenckich, aby więcej czasu poświęcić swoim lekturom. Z tego też powodu stworzyłam listę 20 książek, które koniecznie chciałabym poznać w 2018 r.


Przed Wami lista 20 książek, które zawsze chciałam przeczytać, na które nie potrafiłam znaleźć czasu, a które przeczytam (prawdopodobnie) w 2018 roku:

1. Tomasz Mann „Czarodziejska góra” – jedna z najwspanialszych książek w literaturze, wstyd jej nie znać.

2. Lew Tołstoj „ Anna Karenina” – literaturę rosyjską lubię i cenię, ale „Anna Karenina” jakoś mnie skutecznie zniechęcała. Czas poznać i Tołstoja.

3. J.R.R. Tolkien „Władca pierścieni” – bo to klasyka fantastyki, ale fantastyki w ogóle nie czytam. Czas najwyższy nadrobić.

4. Julio Cortazar „Gra w klasy” – Marquez wciągnął mnie w literaturę iberoamerykańską. Cortazara czytałam jedynie „Tango raz jeszcze”, a to przecież „Gra w klasy” jest jedną z najpopularniejszych książek tamtejszego świata.

5. Ota Pavel „Jak tata przemierzał Afrykę” – „Jak poznałem się z rybami. Śmierć pięknych saren” to zbiór opowiadań, który oczarował mnie dwa lata temu. Sama historia życia pisarza Oty Pavla jest zresztą na tyle ciekawa, że z chęcią poznam go bliżej.

6. Orhan Pamuk „Dziwna myśl w mej głowie” – Pamuka czytałam jedynie „Rudowłosą” i „Cevdeta Beja i synów”, urzeczona tą ostatnią książką obiecałam sobie, że wkrótce sięgnę po najbardziej znane dzieło pisarza.

7. Aldous Huxley „Nowy wspaniały świat” – bo antyutopie warto znać, a obok „Roku 1984” Orwella to najpopularniejsza książka tego gatunku.

8. Ernest Hemingway „Komu bije dzwon” – Hemingwaya czytałam jedynie „Starego człowieka i morze”, a to przecież jeden z najpopularniejszych pisarzy amerykańskich.

9. Stephen King „Lśnienie” – obiecałam sobie, że przeczytam ją w wakacje. Nie wyszło (kolejne niespełnione postanowienie). W 2018 r. już musi się udać!

10. Andrea Wolf „Człowiek, który zrozumiał naturę” – dostałam ją od znajomej z grupy „Przeczytaj i podaj dalej” w ramach wymiany książkowej. Grubasek, po którego nie miałam czasu sięgnąć, bo priorytet miały zawsze recenzenckie.

11. Lars Saabye Christensen „Półbrat” – książka, którą dostałam pod choinkę. Przeczytałam już genialnych „Beatlesów” i średni „Odpływ”, „Półbrat” jest podobno najgenialniejszy, więc nie mogę się doczekać lektury.

12. Carlos Ruiz Zafon „Cień wiatru” – podobno najpiękniejsza książka o książkach. Ciężko ją dostać w księgarniach, w bibliotece są na nią zapisy, ale obiecuję, że w tym roku w końcu ją dorwę.
13. Erin Morgenstern „Cyrk nocy” – od dawna na mojej liści, od dawna też niezdobyty. Nie wiem o tej książce nic, poza tym, że ją zachwalają.

14. Eric Maria Remarque „Na zachodzie bez zmian” – a i przy okazji odświeżę sobie lekturę „Łuku triumfalnego”, wszak tam tak pięknie mówią o miłości!

15. John Folwes „Mag” – bo klasykę trzeba znać.

16. Justyna Kopińska „Polska odwraca oczy” – dość głośna książka, a jakoś nie wpadła w moje łapki. Jestem jej bardzo ciekawa.

17. Marek Hłasko „Pierwszy krok w chmurach” – bo polecone przez znajomą, a czytałam jedynie „Pięknych dwudziestoletnich”. Pokochałam Hłaskę po tej jednej, autobiograficznej książce. Jestem pewna, że pokocham go bardziej po zapoznaniu się z innymi dziełami.

18. Ursula Le Guin „Ziemiomorze” – już od dawna czaiłam się na Le Guin, ale właśnie – nie dość, że fantastyka, to jeszcze grubasek. W tym roku już postaram się z nią zapoznać.

19. Mario Vargas Llosa „Gawędziarz” – kolejna z książek, która miała być przeczytana w lato, co mówi samo za siebie.

20. Agatha Christie… – i tu już zdam się na los. Nie wpisuję żadnego tytułu. Wezmę, co mi kto poleci 😉

Tak prezentuje się lista tych książek, które bardzo, ale to bardzo pragnę przeczytać w roku 2018. Wcale nie jest ich tak dużo, bo to nieco mniej niż 2 książki miesięcznie, więc nawet przy dużej licznie egzemplarzy recenzenckich to liczba realna to osiągnięcia.
Poza tym postawiłam sobie kilka realnych celów (nieksiążkowych), aby ten rok był dla mnie lepszy.


1. Każdego dnia wieczorem będę w notesiku zapisywać co było w tym dniu dobrego, aby pod koniec móc wyciągać wnioski i zmieniać swoje życie na lepsze.

2. Do śniadania będę pić tylko zieloną herbatę bez cukru, bo dobrze działa na organizm, a parzona odpowiednio długo działa energetyzująco.

3. Nie będę się przejmować rzeczami, na które nie mam wpływu.

4. Będę częściej mówiła ludziom „nie”, co z pewnością rozwiąże parę kłopotów.

5. Założę (właściwie już założyłam) planer, aby lepiej zarządzać blogiem.

6. Postaram się zaoszczędzić jakąś niewielką kwotę, aby móc w wakacje pojechać na kilka dni nad jezioro.

7. Dzień będę rozpoczynać uśmiechem, niezależnie od pogody i okoliczności.

A Wy? Jakie macie postanowienia? Ile chcecie przeczytać książek? Bierzecie udział w jakimś wyzwaniu?

Czytelniczy 2017

W ubiegłym roku przeczytałam 83 książki i uważałam, że to całkiem dobra liczba. Każdą wolną chwilę spędzałam z książką. Literatura była dla mnie lekarstwem na wszystko – na smutki i złość, melancholię i nostalgię, a nawet na radość i szczęście działała jeszcze bardziej krzepiąco. Teraz udało mi się przeczytać 100 książek, a pod względem czytelniczym wrzuciłam bardziej „na luz”. Nie wiem jak to zrobiłam, ale dobrnęłam do liczby, o której zawsze marzyłam, chociaż wydawało mi się to niemożliwe – nawet jeśli znałam osoby, które przeczytały tych książek w ciągu roku jeszcze więcej. W weekendy czytałam mniej, bo po pierwsze po dziesięciu godzinach spędzonych na uczelni zwyczajnie nie miałam siły sięgać po książkę, a w okresie wakacyjnym niemalże każdą sobotę poświęcałam widywaniu mojej miłości. A że wyszło tak, że początkowo odległość pozwalała nam się spotykać tylko w weekendy, to jakoś sobie radziliśmy… Nie zmuszałam się do czytania, nie czytałam każdego dnia. Sięgałam po książkę kiedy miałam na to ochotę… i właśnie to jest przepis na szczęście! Bo chyba właśnie tym sposobem udało mi się ich przeczytać setkę. W związku z tym – i w związku z końcówką roku – warto byłoby zrobić jakieś podsumowanie, choć muszę przyznać, że podchodziłam do niego, jak do jeża.


Ten rok był dla mnie bardzo nierówny. Zaczął się właściwie nijako, choć od fenomenalnej powieści – bo w styczniu mogłam cieszyć się przygodami „Hrabiego de Monte Christo” Aleksandra Dumas. Spędzałam wieczory samotnie w łóżku, zapraszając do siebie jedynie co lepszych bohaterów książek… Wszystko zmieniło się w kwietniu, kiedy poznałam miłość mojego życia. Dzieliła nas odległość i chociaż byłam pewna, że to nas pokona, to tylko dodała nam ona skrzydeł. Tym piękniej, że to historia właśnie jak z tych najbardziej ulubionych książek. Mój chłopak twierdzi, że zakochał się we mnie już po kilku dniach korespondencyjnej znajomości… a ja się z niego śmiałam, przez cały ten czas wyśmiewałam jego uczucie. Później, w maju przyjechał, chociaż nie wierzyłam, że będzie mu się chciało pokonać kilometry tylko dla mnie. Początkowo spotykaliśmy się na mieście, w lipcu oficjalnie zostaliśmy parą. Choć nikt nie wróżył nam przyszłości, dalej pisaliśmy do siebie listy, rozmawialiśmy długie godziny wieczorami i spotykaliśmy się niemalże każdej soboty. Ciężkie to były dni, kiedy komuś z nas w weekend coś wypadało i musieliśmy czekać kolejny tydzień, by znów chwycić się za ręce i przespacerować się po mieście… Żeby nie zanudzać Was bardziej moimi uczuciami powiem tylko, jaki był finał tej historii. W październiku przeprowadził się do mojego miasta. Rzucił wszystko dla mnie, wyjechał z dnia na dzień, nie będąc nawet pewnym, czy znajdzie mieszkanie i pracę. Wszystko się udało, pani wynajmująca mieszkanie przyjęła go od razu, na rozmowę kwalifikacyjną poszedł zaraz na drugi dzień. Teraz jesteśmy razem każdego dnia, a mimo to i tak bardzo tęsknię, kiedy na parę dni wraca w rodzinne strony.

Oprócz tej naszej pierwszej randki, która była też naszym pierwszym spotkaniem w prawdziwym świecie, w maju dostałam się również na staż w wydawnictwie SQN. To niewątpliwie dodało mi skrzydeł, pozwoliło uwierzyć w swoje możliwości, poznać pracę w książkach od środka i nauczyć się wielu wspaniałych rzeczy. Staż ten był jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie przydarzyły mi się w tym roku, która tym bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że w przyszłości chcę być panią, która „robi w książkach”.

Końcówka roku, jak cały ten 2017, była dla mnie tak samo nierówna. Raz z górki, raz pod górkę. Zrobiłam kurs prawa jazdy, ale jeszcze nie udało mi się zdać egzaminu. Nie mniej jednak jestem z siebie dumna, że odważyłam się, by wsiąść do „L-ki”, wyjechać na drogę, podejść do egzaminu… Jeżeli w 2018 roku pójdę do dentysty – nie zmuszona przez ból – chyba pokonam wszystkie swoje strachy w życiu.

Przy okazji przygód z książkami, miałam też okazję „rozwinąć” się nieco fotograficznie. Co prawda nie mogę się porównywać do tych najlepszych blogerów, jednak sama siebie muszę pochwalić, bo zdjęcia robię o wiele ładniejsze i lepiej skomponowane, niż w roku ubiegłym. Zaczęłam też fotografować naturę, do czego zainspirowała mnie budząca się do życia przyroda po długim zimowym śnie.

No dobrze, ale gdzie te konkrety? Chyba czas już przejść do podsumowania? Z pewnością wyobrażacie sobie, że niełatwo jest wybrać z tej setki swoje ulubione i mniej ulubione książki. Zacznę jednak od literatury polskiej, żeby było nieco łatwiej, bo w końcu wybór tu znacznie węższy.

Dwiema książkami, które mnie zachwyciły są:
1. „Rdza” Jakub Małecki
2. „Jaka piękna iluzja” Magdalena Tulli, Justyną Dąbrowską


Literatura zagraniczna, która mnie porwała, to:
3. „Beatlesi” Lars Saabye Christensen
4. „Niksy” Nathan Hill
5. „Ekspedycja” Bea Uusma
6. „Amerykańska sielanka” Philiph Roth
7. „Dżentelmen w Moskwie” Amor Towles
8. „Agonia dźwięk
ów” Jaume Cabre


Dwa klasyki, które skradły moje serce w pierwszej połowie tego roku:
9. „Hrabia Monte Christo” Aleksander Dumas
10. „Trzej muszkieterowie” Aleksander Dumas

Dodatkowo wyśmienicie bawiłam się dzięki tym powieściom:
1. Tove Jansson „Lato”
2. Stephen King „Cmętarz zwieżąt”
3.  Philiph Roth „Kiedy była porządną dziewczyną”

Nie obyło się również bez tych nieudanych przygód z literaturą… Na szczęście w całej tej setce książek znalazły się tylko dwie, które mnie nie przekonały:
1. „Buntownicza młodość” C.D. Payne
2. „Teatr Sabata” Philiph Roth

Zamykając ten rok nie sposób nie wspomnieć o najpiękniejszych okładkach. Było ich wiele – jak co roku. Zachwyca oczywiście seria EKO wydawnictwa Marginesy czy klasyki wydawane przez MG. Ciężko było wybrać kilka, które w jakiś sposób mnie urzekły. Przed Wami 4 z nich, które mnie oczarowały… nie ma wśród nich „Ekspedycji”, która zasłużyła na pierwsze miejsce za całe graficzne opracowanie – bo to nie tylko książka o podróży, lecz podróż dzięki tej książce.

Sami widzicie, że przynajmniej czytelniczo rok 2017 był bardziej równy i udany. Mam nadzieję, że 2018 mu dorówna… a plany na ten nadchodzący Nowy Rok? O tym w kolejnym wpisie.
A może pochwalicie się w komentarzach, co udało się przeczytać Wam? 🙂

13 ciekawostek o pisarzach #2

Z początkiem tego roku przygotowałam dla Was wpis, przedstawiający 13 ciekawostek o słynnych pisarzach. Miałam zamiar powtórzyć tę serię, dlatego przez parę miesięcy sumiennie zbierałam dla Was kolejne anegdotki, aż w końcu nazbierało się ich tyle, by móc poświęcić temu osobny post. Chociaż mogą uchodzić za nudnych czy wywyższających się, tak naprawdę są ludźmi pełnymi humoru, zabawnymi i energetycznymi ludźmi. A co więcej – wśród swoich znajomych musieli uchodzić za niezłych wariatów. Mimo to z ręką na sercu przyznaję, że nie pogardziłabym takim wariatem wśród grona swoich znajomych.
Która z tych ciekawostek jest Waszą ulubioną?


1. Sienkiewicz kujonem nie był
Jak się okazuje, mistrzowi polskiego pióra wcale w szkole tak dobrze nie szło. Na jego świadectwie maturalnym widniały tylko trzy „piątki”: z języka polskiego, historii Polski i Rosji oraz geografii powszechniej. Z reszty miał… tróje!

2. Strachliwy King
Jeśli myślicie, że króla grozy nic nie jest w stanie przerazić, to jesteście w ogromnym błędzie! Nawet Stephen King, którego powieści straszą czytelników na całym świecie, też ma swoje bolączki. Jedną z nich jest strach… przed liczbą – czyli tzw. triskaidekafobia. W jednym z wywiadów przyznał nawet, że kiedy przychodzi mu pokonać trzynasty stopień na schodach, to przeskakuje jednocześnie – dwunasty i trzynasty.

3. Zakompleksiony Hemingway
Mimo iż jestem pewna, że w gronie czytelników mojego bloga znajdzie się na pęczki takich, którzy czytali Hemingwaya, on sam nie doceniał swojej twórczości. Podobno przez całe życie cierpiał na kompleks Turgieniewa, pragnąc pisać tak dobrze, jak Rosjanin. Twierdził, że sam nigdy nie dorośnie do jego poziomu. Podobno powiedział nawet, że „Wojna i pokój” Tołstoja to wielkie dzieło, byłoby zaś jeszcze lepsze, gdyby napisał je… Turgieniew – bo któż by inny!

4. Bunt Stevensona
Robert Louis Stevenson, autor takich powieści jak „Wyspa skarbów” czy „Doktor Jekyll i pan Hyde”, zgodnie z rodzinną tradycją miał zostać inżynierem latarnictwa. To właśnie jego rodzina odpowiada za wszystkie 97 latarni zbudowanych na wybrzeżu Szkocji w latach 1790-1940. Pomimo zyskanej sławy i bogactwa, w rodzinie pozostał czarną owcą – zbuntował się i zniszczył tradycję od tak dawna podtrzymywaną przez wszystkich mężczyzn z rodu Stevensonów.

5. Zaginiona Christie
Wieczorem, 3 grudnia 1926 roku Agatha Christie pojechała swoim samochodem do… nie wiadomo dokąd. Była już wtedy sławną pisarką, więc poszukiwania rozpoczęto na szeroką skalę. Podobno w śledztwo zaangażował się nawet sam Arthur Conan Doyle, który oddał rękawiczki Christie jednemu z londyńskich wróżbitów.
Sama Agatha twierdzi, że nic nie pamięta z dni, kiedy jej nie było – uważa, że straciła pamięć. Jej samochód znaleziono rozbity w pobliżu posiadłości Christie’ch w Berkshire. Odnalazła się dopiero po 11 dniach, kiedy zauważył ją jeden z muzyków w hitelu w Harrogate. Okazało się, że Christie zameldowała się jako Theresa Neele i twierdziła, że przybyła właśnie z południowej Afryki.
Na temat zniknięcia pisarki prowadzono liczne spekulacje – czy autorka faktycznie straciła pamięć czy może było to działania wymierzona w wiarołomnego męża? A może próba morderstwa?


6. Arthur Conan Doyle i wiara w zaświaty
Pod koniec lat 80′ XIX wieku, Arthur Conan Doyle odnalazł w sobie pasję okultystyczną i spirytystyczną. Wykonując zawód lekarza uczestniczył w seansach spirytystycznych, a w 1893 roku dołączył do British Society for Psychical Research, towarzystwa starającego się metodami naukowymi sprawdzić istnienie zjawisk paranormalnych. Eksperymentując doszedł do wniosku, że telepatia jest możliwa. Z tym wiąże się swoista historia o dwóch nastolatkach, które zrobiwszy sobie zdjęcie sfabrykowały je tak, że wygląda, jakby na fotografii znajdowały się wróżki – niewielkie istoty ze skrzydłami. Ponoć Conan Doyle był zdania, że zdjęcie jest całkowicie prawdziwe.
Oprócz kryminałów na jego koncie znajduje się od groma książek naukowych (pseudonaukowych), związanych z jego pasja.

7. Tuwim podrywacz
Choć sposobów na flirt jest mnóstwo, Tuwim – jak to miał w zwyczaju – popisał się oryginalnością. Ponoć zagadując do jakieś kobiety nie używał wyświechtanych zwrotów jak „bolało, gdy spadłaś z nieba?” lecz od razu, bezprecedensowo oznajmiał „żałuję, że nie poznałeś Pani dwadzieścia kilo wcześniej”.

8. I tak powstał Harry Potter…
Podobno każdy skrawek, na którym można zapisać i utrwalić swój pomysł jest dobry – nieważne, czy to kawałek papieru czy… worek na wymiociny – bo właśnie na nim, podczas lotu samolotem J.K. Rowling zapisała nazwy wszystkich domów Hogwartu.

9. Pisanie do bólu
Podobno John Steinbeck wszystkie swoje pierwsze wersje powieści pisał ołówkami. Na jego biurku zawsze musiało się znaleźć 20 idealnie naostrzonych ołówków. Z czasem był zmuszony przerzucić się na okrągłe, bo te kanciaste powodowały bolesne odciski na palcach, uniemożliwiające dalsza pracę.

10. Pisarz – asceta
Victor Hugo żeby dokończyć jedno ze swoich dzieł na czas, pozbył się wszelkiego odzienia wierzchniego. Okrywszy się kupionym na tę okazję szalem i nie będąc przez nic rozpraszanym, skończył książkę.

11. Pokolorowana książka

James Joyce wszystkie swoje książki pisał kolorowymi kredkami na kartonie, leżąc na brzuchu. Przyczyną była ogromna wada krótkowzroczności.

12. Rozmowy zza grobu
Pięć dni po śmierci Conan Doyle’a przeprowadzono seans mediumiczny, dzięki któremu, rzekomo, udało się kontaktować ze zmarłym pisarzem.

13. Kamień z serca
Pewnego dnia Mark Twain otrzymał od szkolnego kolegi list z Chicago, z informacją, że powodzi mu się doskonale. W kilka tygodni później ten sam kolega otrzymał odpowiedź od Twaina. Kiedy listonosz wręczył mu ciężką paczkę, bez wahania zapłacił za odbiór, ciekawy tego, co skrywa w środku. Kiedy otworzył, jego oczom ukazał się wielki kamień z karteczką: Drogi kolego! Śpieszę Ci donieść, iż taki wielki kamień spadł mi z serca, gdy dowiedziałem się, że w Chicago powodzi Ci się doskonale. Twój dawny przyjaciel – Mark Twain.

Wiecie co? Tak sobie myślę, że mimo iż wszyscy wyżej wymienieni pisarze są postaciami szalenie ciekawszymi, z pewnością skrywali jeszcze pełne kieszenie tajemnic. Chcecie poznać ich więcej?

Podsumowanie lata 2017 r.

Chociaż broniłam się przed jesienią rękami i nogami, odpędzałam ją niczym natrętnego komara wieczorami, nadszedł ten moment, kiedy pokonana muszę schylić głowę i pokornie zgodzić się na jej nadejście. Kochani, lato się skończyło, jest już jesień: czas suchych liści, palonych wieczorami świec, wrzosów na parapetach, grubych, klasycznych opowieści i nieco cieplejszych ubrań. Czas zaopatrzyć się w spory zapas grubych swetrów, nieprzemakalnych butów, parasolek, szalików i tabliczek czekolady. Już nie będziemy czytać wieczorem na werandzie, ale w łóżku pod kocykiem z ciepłą herbatką. Na początku naiwnie nie chciałam do tego dopuścić, ale ostatecznie, myśląc o tym bardziej intensywnie, uznałam, że wcale nie taka ta jesień straszna, jak ją malują. Lato to moja najbardziej ulubiona z pór roku, jednak każdą za coś cenię. Również i jesień za tą melancholię i nostalgię, którą niesie ze sobą.


Tegoroczne lato uznaję z jednej strony za najpiękniejsze, jakie dotychczas było mi dane przeżyć, z drugiej zaś za najtrudniejszy okres w moim życiu. Sporo było w tym czasie stresu i przykrych sytuacji, mnóstwo problemów i nieporozumień. Ale też bardzo dużo szczęścia. Wiosną poznałam miłość mojego życia, latem to nasze uczucie zaczęło kiełkować, by u jego schyłku rozkwitnąć, niczym najpiękniejszy słoneczny kwiat. To właśnie on dawał mi siłę każdego dnia, dla niego walczyłam. Gdyby w tym czasie nie było obok mnie tak bliskiej mi osoby nie wiem, czy uporałabym się z wszystkimi tymi kłopotami. Ale co najważniejsze (a raczej najbardziej Was interesujące) w końcu miałam kogoś, kto bez zająknięcia się wysłuchiwał moich książkowych monologów, poznawał książkowych bohaterów, dzielił się wrażeniami i… kupował mi książki!

Latem 2017 roku udało mi się przeczytać aż (aż?) 28 pozycji. Ustaliłam sobie swoją wakacyjną listę lektur, jednak zdołałam zapoznać się jedynie z połową ich. Naiwnie sądziłam, że w tym czasie wydawnictwa przyhamują z ilością interesujących nowości, więc będę miała czas na swoje lektury. Tak się nie stało, ale nie żałuję. Poznałam mnóstwo fantastycznych książek, a niektóre z nich zazębiały się z moją listą (co prawda dalej nie przeczytałam „Lśnienia”, ale Krzysztof podarował mi „Cmentarz zwierząt”, a zamiast „Dziwnej myśli w mej głowie” przeczytałam najnowszą powieść Pamuka – „Rudowłosą”). Poniżej przedstawię Wam pełną listę moich wakacyjnych lektur. Wybiorę najlepsze i najgorsze. Powiem, które mnie zachwyciły i które zmarnowały mój czas. Gotowi? No to do dzieła!



1. Loius Gallet „Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac”, czyli zupełnie nowa klasyka od wydawnictwa MG. 4/6

2. C.D. Payne „Buntownicza młodość” uważana za śmieszną, dla mnie była żenująca. Zdecydowanie nie polecam. Najgorsza książka, jaką czytałam w tym roku. 1/6

3. Paweł Zgrzebnicki „Tam, gdzie kończy się świat” to podróż do rdzennego świata Papui Nowej Gwinei. Na lato idealna. 4+/6

4. Peter Wohlleben „Duchowe życie zwierząt”, czyli rzecz jeszcze lepsza niż „Sekretne życie drzew”. O zwierzętach z uznaniem i uczuciem. 5/6

5. Lars Saabye Christensen „Odpływ” – moje drugie spotkanie z prozą Norwega, jednak nie tak udane, jak pierwsze. 3+/6

6. Hugh John Lofting „The story of Doctor Dolittle”, czyli jedno klasyczne, angielskie popołudnie. 6/6

7. Tony Kososki „Widzieć więcej” fenomenalny reportaż nie tylko podróżniczy, lecz przede wszystkim o spełnianiu swoich marzeń. 6/6

8. Stephen King „Cmętaż zwierząt” czyli pierwsza książka, jaką dostałam od ukochanego i fenomenalne dzieło Kinga. Bardzo mnie wciągnęło. 6/6

9. Jarosław Iwaszkiewicz „Matka Joanna od Aniołów” to opowieść o demonach, zakonnicach, księżach i polskości. Dla mnie nieco trudna. 4/6

10. Michał Piedziewicz „Dakota” – trzecia część fenomenalnej gdyńskiej trylogii. Nie tak dobra jak poprzednie dwie, ale dotrzymująca im tempa. 4/6

11. Arkadiusz Podlaski „Marketing społecznościowy. Tajniki skutecznej promocji w Social Media”. Pozwólcie, że nie będę komentować (to do licencjatu)… aczkolwiek już mało aktualna pozycja. 3/6

12. Sy Montgomery „Dobra świnka, dobra” to historia niesamowitego prosiaka Christophera, który zbliżył się do ludzi bardziej, niż oni sami do siebie. 5/6

13. Claire Guest „Psi dar”, czyli o psach zdolnych ratować ludzkie życie. 5/6

14. Tove Jansson „Lato” – niewątpliwie książka tego lata. O czym? O lecie! Nostalgicznie, delikatnie, pięknie! 6/6

15. Piotr Biłos „Powieściowe światy Wiesława Myśliwskiego”, czyli ciężka, akademicka analiza prozy mistrza. 5/6

16. Maurice Maeterlinck „Życie pszczół” to kolejna po „Inteligencji kwiatów” cudnie wydana perełka wydawnictwa MG. Jeśli jesteście ciekawi jak żyją pszczoły i jak zmieniają nasze życie, zajrzyjcie! 5/6

17. Tomasz Lipiński „Juventus Turyn”. Chociaż Lipińskiego jako komentatora cenię, tak ta książka nie jest raczej przeznaczona dla fanów, lecz ogólnie dla kibiców. 3/6

18. Jung Chang „Dzikie łabędzie” to fenomenalna opowieść o trzech pokoleniach chińskiej rodziny, osadzona w tragicznej, smutnej historii. 6/6

19. Jakub Żulczyk „Wzgórze psów”. Moje pierwsze spotkanie z Żulczykiem i chociaż tak dalece zachwalana, mnie nie zachwyciła, a nawet troszkę zmęczyła. O połowę za długa. 3/6

20. Orhan Pamuk „Rudowłosa” – drugie spotkanie z Pamukiem, gorsze niż pierwsze, ale całkiem interesujące. 4/6

21. Charlotte Bronte „Vilette” czyli opowieść oparta na faktach. O miłości i poświęceniu, trudach życia, jednakże okraszona humorem i ironią. 5/6

22. Kornel Filipowicz „Moja kochana dumna prowincja” po którą sięgnęłam z ciekawości po przeczytaniu „Listów”. Opowiadania pisane przepięknym językiem. 6/6

23. Philiph Roth „Kiedy była porządną dziewczyną”, czyli w końcu udany (po „Teatrze Sabata”) powrót do Rotha. Świetna przekrój amerykańskiego prowincjonalnego społeczeństwa. 5/6

24. Michel Houeelebecq „Interwencje 2” – trzeba czytać z przymrużeniem oka. To literatura inteligentna, ale kontrowersyjna. 5/6

25. Jakub Ćwiek „Drobinki nieśmiertelności” – moje pierwsze udanie z Ćwiekiem (niefantastycznym), bardzo udany zbiór opowiadań sięgających sedna amerykańskiej popkultury. 5/6

26. Jacek Fedorowicz „W zasadzie tak” czy survivalowy poradnik o PRL-u; jak przeżyć, żeby nie zwariować? 6/6

27. Jakub Małecki „Rdza”. Połknęłam w pociągu. Dosłownie. Fenomenalna i genialna powieść. Zaryzykuję stwierdzeniem, że to przyszłość polskiej literatury, najlepsza polska książka roku. Trzymam mocno kciuki za „Nike” dla Małeckiego. 6/6

28. Anna Kańtoch „Niepełnia” to moje pierwsze spotkanie z autorką. Z jednej strony wciągające i fascynujące, z drugiej dziwne i niezrozumiałe. 3/6

Trzy najlepsze powieści tego lata to zdecydowanie:

Najgorszych poza „Buntowniczą młodością” na moje szczęście nie miałam.

No to by było na tyle, wygadałam się do woli! Pochwalcie się w komentarzach, jakie lektury umilały czas Wam.