„Podróż mnie wchłonęła” – rozmowa z Tonym Kososkim

O postaci Tony’ego Kososkiego pisałam przy okazji recenzji jego drugiej książki „Widzieć więcej” – to zwykły chłopak z Oruni, podróżnik, backpacker, autostopowicz, wieczny marzyciel, który wymyślił sobie, by zwiedzić świat. W ślad za tym marzeniem zaczął podążać, próbując życia na własną rękę. Podróżował za darmo, noce spędzając w namiocie, jadając owoce z drzew albo będąc zapraszanym przez lokalnych mieszkańców na posiłki, czasem dzięki ich uprzejmości mógł spędzić w ich domach kilka dni. Na transport nie wydawał ani złotówki, łapiąc „stopa” lub docierając do miejsca swojej destynacji o ile własnych nóg. Zwiedził połowę Ameryki Południowej tylko dlatego, że chciał. Podróż go wchłonęła – jak tłumaczy.
Zapraszam Was serdecznie na rozmowę z tym fascynującym człowiekiem!


Kasia: Tony, niedawno wróciłeś z ogromnej i dalekiej podróży, a znów po raz kolejny jesteś w drodze. Podróżowanie uzależnia?

Tony Kososki: Do niedawna tak mi się jeszcze wydawało, lecz teraz myślę, że backpackerstwo to okres w życiu, który fajnie przeżyć. W tę podróż, teraz, dookoła świata i na Spotkanie ze Snoop Doggiem wyjechałem bardziej dlatego, że zrozumiałem iż jestem w stanie tego dokonać. A jej wspomnienia będą mnie podnosić na duchu do końca życia.

K: Zostając dłużej w Ameryce Południowej po zakończeniu Mistrzostw, byłeś po prostu ciekaw świata, chciałeś wykorzystać okazję czy może przekroczyć nie tylko terytorialne, ale i własne granice?

T.K: Zdecydowanie chciałem „jedynie” zwiedzić i zobaczyć co dalej, porobić zdjęcia… Nie sądziłem, że podróż potrafi aż tak dużo wnieść do życia i tak bardzo zmienić człowieka.

K: Kiedy w Twojej głowie zrodził się pomysł na podróżowanie? Zwiedzałeś świat z rodzicami, czy wręcz przeciwnie – z kanapy śledziłeś przygody Cejrowskiego, Wojciechowskiej i Halika?

T. K: Nikogo! Po prostu zawsze chciałem wyjechać z Polski na jakiś czas, po to, aby sprawdzić czy w naszym kraju faktycznie jest tak źle jak to mamy w zwyczaju narzekać. Na Erasmusie w Portugalii zaczął się autostop i jakby klapki spadły mi z oczu. „Czyli co – ja też mogę? Łał no to teraz będę robił to do końca życia!”

„Złowiłem piranię!”

K: Wracając do Halika… Jak jego postać ma się do Twojego pseudonimu? Celowy zabieg czy kompletny zbieg okoliczności?

T. K: Przypadek. Pseudonim wymyślają znajomi. Ten powstał w wakacje przed studiami i wtedy nawet nie wiedziałem kto to jest Tony Halik :D. A że poznawałem nowych znajomych i w tym samym czasie założyłem facebooka to w nowym środowisku Tony się po prostu przyjął. W Portugalii też wszystkim było z tym łatwiej, wszak Przemek, czy Przemysław to nie takie łatwe do przeczytania.

K: Wolisz, gdy znajomi nazywają się „Tonym” czy Przemkiem? Z kim bardziej się utożsamiasz – z Tonym podróżnikiem, czy Przemkiem, chłopakiem z Oruni?

T. K: Tony to będzie taki etap w moim życiu. A jak przedstawiam się Polakom, to zawsze mówię, że jestem Przemek. Nie lubię robić z siebie dziwaka :D. A że nie uważam abym robił cokolwiek czego nie może zrobić ktokolwiek inny to oczywiście utożsamiam się ze zwykłym chłopakiem.

K: Podróżując tak daleko bardzo rzadko bywasz w domu… co na to Twoi rodzice? Jak zareagowali, kiedy po raz pierwszy postanowiłeś wyjechać na drugi koniec świata?

T. K: Wszystko działo się jakoś stopniowo. Ja też nagle nie wskoczył bym w samolot do Brazylii. Erasmus był pierwszy. Teoretycznie tylko pół roku, później przedłużyło się to do 2 lat i wtedy kolejnym krokiem była Brazylia, która była moim ogromnym marzeniem.

Tony ze swoją pierwszą książką.

K: Dlaczego akurat autostop? Kiedy wpadłeś na ten pomysł i jak wyglądała Twoja pierwsza podróż?

T. K:
Hmm. Pierwsza podróż to cały dzień stopowania, 8-10 km w pełnym słońcu po rozgrzanym asfalcie bez butów i przejechane jedynie 30 km. Wraz z pozostałymi znajomymi spotkaliśmy się 40 km dalej i spaliśmy na dworcu. W krótkich spodniach, bez śpiworów… Nikt nie był do niczego przygotowany, ale na szczęście temperatura nocą w Portugalii w sierpniu jest bardzo akceptowalna.

K: Boisz się czasem? W „Widzieć więcej” opisujesz, jak Cię okradli czy grozili Ci nożem, a jednak wsiadasz do samochodów zupełnie obcych ludzi. Czy to tak, że po którymś razie jechania autostopem, strach już znika?

T. K: Chyba od razu po pierwszym :D. w jego miejsce pojawia się ogromna radość z sukcesu!

K: Podróżowanie za darmo brzmi jak kompletna abstrakcja – przecież w dzisiejszym świecie nic nie jest za darmo. Ty udowodniłeś, że jeżeli bardzo się chce, to się da. Ale to chyba nie zabawa dla wszystkich? Co trzeba w sobie mieć, by taką podróż przetrwać i czerpać z niej przyjemność?

T. K: Trzeba chcieć 🙂

K: Miewałeś chwile zwątpienia? Był taki moment, że chciałeś kupić bilet powrotny, wrócić do domu, zjeść porządne śniadanie i wyspać się w swoim łóżku?

T. K: Raczej nie. Do domu wróciłem, ponieważ musiałem obronić Pracę Inżynierską. Po 16 miesiącach czułem się z tym neutralnie, ale myślę, że gdyby nie ten bodziec to pewnie jeszcze trochę bym został. Podróż mnie wchłonęła. Fajne uczucie 😛


K: Współcześnie backpakerzy, jak uświadomili mi to czytelnicy mojego bloga, często odbierani są bardzo negatywnie. Uważa się, że do podróżowania potrzebne są jakieś pieniądze, a nie „żerowanie” na dobroczynności innych. Co o tym sądzisz? Można podróżować tak, by nie wykorzystywać innych?

T. K: Ja mówiąc za siebie mogę powiedzieć, że nigdy nie czułem abym na kimś żerował. Ludzie którzy mówią takie rzeczy podróżują głównie od lodówki przez kanapę do biurka i nie mają pojęcia o tym jakie są realia podróży. Ludzie mi pomagali bo chcieli, bo byli zafascynowani tym co robię, bo nie wierzyli, że tak się da. A nie dlatego, że ich do tego zmuszałem.

K: Twój kolejny cel to podróż jachtostopem do USA. Masz jakiś plan, wizję podróży?

T. K: Tak jestem na St. Maarten i chcę spotkać się ze Snoop Doggiem i w międzyczasie uczyć się grac na konsoli, żeby za kilka lat zostać dj!

K: Twój rok cały składa się z podróżowania? Znajdujesz trochę czasu na inne rzeczy, pasje?

T. K: Staram się 🙂

K: Niejedna osoba zapewne Ci zazdrości – robisz to, co lubisz i jeszcze na tym zarabiasz… ale czy faktycznie jest tak kolorowo, jak może się wydawać? Czy to nie tak, że to wszystko tylko ładnie brzmi natomiast w rzeczywistości jest o wiele trudniejsze?

T. K: Co zarabiam? Chyba oszczędzam. Polecam pochodzić trochę głodnym i zobaczymy jak wszyscy będziecie chcieli podróżować.

K: Interesuje Cię Zachód (obie Ameryki). Czy na wschód, do krajów azjatyckich, lub na południe, do Afryki też Cię ciągnie?

T. K: Zdecydowanie najbardziej do Azji.

„Nie próbujcie tego w domu!”

K: Co zrobi Tony Kososki, gdy zwiedzi już wszystkie kraje, które go interesowały?

T. K: Pewnie ich nie zwiedzi, ale wtedy zacznie się realizować na innych płaszczyznach.

K: Twój nadgarstek zdobi wytatuowana Ameryka Południowa. Będziesz sobie robił taką pamiątkę po zwiedzeniu innych kontynentów? A może masz inne cele i marzenia?

T. K: Wątpię. Ta podróż mam wrażenie była tą która pozostanie we mnie do końca życia. Dlatego postanowiłem ją uwiecznić.

K: W takim razie życzę wielu udanych podróży, ciekawych reportaży i zawsze pełnego brzucha! 😉


A na dokładkę, dzięki uprzejmości Wydawnictwa MUZA mam konkurs, w którym do wygrania jest najnowsza książka Tony’ego.
Co trzeba zrobić, by wygrać?
1. Polub profil Niebieskiej Papużki na Facebooku,
2. Udostępnij informację o konkursie,
3. Napisz w komentarzu (NA FACEBOOKU POD POSTEM KONKURSOWYM) słowo klucz związane z wakacjami.

Konkurs trwa od momentu, w którym się zgłosicie, aż do 7 sierpnia. Powodzenia!

Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest blog Niebieska Papużka
2. Sponsorem konkursu jest Wydawnictwo MUZA
3. Nagrodą jest najnowsza książka Tony’ego Kososkiego  „Widzieć więcej”
4. Czas trwania: 24.07.2017 r. – 7.08.2017 r. (do północy)
5. Wyniki: 7.08.2017 r.
6. Wysyłka tylko na terenie Polski
7. Dane do wysyłki należy przesłać mi w wiadomości prywatnej na tym fan page’u, po wyłonieniu zwycięzcy
8. Organizator zobowiązuje się nie udostępniać danych teleadresowych podanych przez zwycięzcę.
9. Organizator oświadcza, że konkurs nie jest w żaden sposób sponsorowany, popierany ani prowadzony przez serwis facebook.com ani z nim związany. Facebook nie ponosi żadnej odpowiedzialności za działania Organizatora oraz żadnych konsekwencji przeprowadzania konkursu na łamach serwisu.
10. Konkurs nie podlega przepisom ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr4, poz. 27 z późn. zm.

Jak czytać, żeby nie żałować?

Każdy książkocholik wie, że życie jest za krótkie, by przeczytać wszystkie te powieści, które nas interesują, a co dopiero, by marnować je na złe książki. Dobór odpowiednich lektur jest więc warunkiem kluczowym, by w ogóle proces czytania wprawić w ruch. Ale jak uniknąć rozczarowań? Czy to nie tak, że czyhają one na nas gdzieś po drodze naszej samotne wędrówki przez świat książek?
Jako blogerka książkowa i – przede wszystkim – czytelniczka, rozczarowań miewam bardzo mało, jak na liczbę książek, które czytam w roku. Chociaż osiągam liczbę około 80 powieści przeczytanych w czasie od pierwszego stycznia do ostatniego grudnia, liczbę słabych książek mogłabym policzyć na palcach jednej ręki… Czy więc możliwe jest całkowite uniknięcie czytelniczych fars i poświęcenie się tylko i wyłącznie dobrej, wartościowej i ambitnej literaturze? Niestety odpowiedź na to pytanie brzmi „nie”, ale z pewnością do stanu idealnego można się zbliżyć… tylko jak?


1. Sugeruj się okładką
Na początek dość kontrowersyjnie i na przekór powiedzeniu, że nie ocenia się książki po okładce, radzę ją jednak przez pryzmat jej szaty graficznej oceniać. Okładka, wbrew pozorom, mówi nam bardzo wiele o wnętrzu książki (nie biorąc oczywiście pod uwagę spektakularnych wpadek GREGA). Z doświadczenia nauczyłam się, że cudowne oprawy kryją pod sobą niesamowite historie i szczerze mówiąc… większość książek, które kupuję, najpierw urzekły mnie okładką, a dopiero później zaintrygowały fabułą.
To nie zmienia oczywiście faktu, że ogromna ilość literackich perełek wydana jest bardzo skromnie, ale przez to też przechodzi w literackim świecie bez echa.

2. Zastanów się dwa razy
Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po „Miłość w czasach zarazy” byłam ogromnie rozczarowana tą powieścią i odłożyłam ją na półkę już po kilku stronach. Miałam wtedy jakieś trzynaście lat i niszowe pojęcie o prozie Marqueza i o literaturze samej w sobie. Kiedy wróciłam do tej książki kilka lat później, zakochałam się w opowieści i zawierzyłam swoje czytelnicze serce iberoamerykańskiemu piórowi Gabo… Książki, tak jak ludzie, pojawiają się w naszym życiu w odpowiednim czasie… Niekiedy potrzebny jest dobry moment, by jakaś powieść nas zachwyciła, urzekła, rozkochała w sobie. Ta sama książka czytana w różnych okresach życiowych może być odbierana zgoła inaczej, dlatego zanim sięgniesz po jakąś opowieść, dokładnie zapoznaj się z jej tematyką i zastanów się, czy to na pewno odpowiedni okres.

3. Daj się zachwycić tytułowi
Tytuł to bardzo ważny element każdej książki – coś, co zaraz po okładce najbardziej rzuca się w oczy. Na podstawie samego tytuły wybrałam powieść „My, topielcy” i po dzisiejszy dzień jestem nią oczarowana; nutka tajemnicy, odrobina grozy, coś misternego, magicznego, a jednocześnie bardzo realistycznego, wręcz naturalistycznego…

4. Stawiaj na jakość, a nie na ilość
Najważniejsze jest to, co książka ze sobą niesie, jakie ma przesłanie i co pamiętasz po jej skończeniu. Najbardziej wartościowe książki to takie, które pozostaną w Twojej pamięci przez długie lata i od czasu do czasu będą Ci o sobie przypominać w różnych sytuacjach życiowych. Czasem o wiele lepiej jest przeczytać jedną wartościową książkę w ciągu miesiąca, niż kilka prostych powieści, o których zapomnisz zaraz po odłożeniu na półkę.

5. Rób listy
Sporządzenie listy książek, które chcesz przeczytać lub kupić sprawi, że skrupulatnie będziesz omijać wszelkie promocje, a dzięki temu „przypadkowe” książki nie trafią w Twoje ręce – co oczywiście zmniejsza ryzyko rozczarowania.

6. Nie bierz wszystkiego, co Ci dają
Jeśli jesteś blogerem książkowym, to prawie każdego dnia borykasz się z podjęciem trudnej decyzji – recenzować czy nie recenzować? Ciężko oprzeć się książkom, które dostaje się w propozycjach wydawniczych – posiadanie jej, a także możliwość otrzymania na długo przed premierą często okazują się zbyt pociągające, nawet dla osób posiadających silną wolę.
Na początku mojej przygody z blogowaniem sięgałam raczej po każdą książkę, którą proponował mi wydawca. Z czasem nauczyłam się, że warto szanować swój czas i nie recenzować na siłę wszystkiego, o co tylko mnie poproszą. Od tego czasu wybieram tylko te powieści, na które już wcześniej miałam oko. Czasem eksperymentuję, ale poruszam się raczej w bezpiecznych granicach swojego gatunku.

7. Zdaj się na innych
Z pewnością w kręgu Twoich znajomych albo rodziny jest chociaż jedna osoba o podobnym guście literackim, co Twój – zaufaj jej! Ja na tyle dobrze poznałam się z moim przyjaciółkami z Kameralnego Klubu Książki, że wszystkie w trójkę wiemy, że jeżeli jednej z nas jakaś powieść się nie spodoba, to nie ma sensu po nią sięgać. Oczywiście z pewnością pomyśleliście sobie, że postępując w ten sposób może mnie ominąć fantastyczna literacka przygoda, ale takie decyzje poparte są zazwyczaj wielogodzinną dyskusją na temat jakieś powieści, są więc zawsze uzasadnione.

8. Nie ufaj mediom
Jeśli już chcesz sugerować się czyjąś (powszechnie szanowaną) opinią, sprawdź do jakich nagród książka była nominowana i kto ją polecał. Nie ufaj „polecajkom” amerykańskich dzienników, a i ostrożnie podchodź do naszych rodzimych dziennikarzy. „Shantaram” przez Marcina Mellera uznawany za „czytelniczy święty Graal” większości czytelników nie przypadł jednak do gustu (a przynajmniej nie tak dobrze, jak prowadzącemu „Dzień dobry TVN”)…

ale co najważniejsze…

9. Baw się literaturą
Dotarliśmy do końca… Tych 9 prostych kroków nie zagwarantuje, że każda książka, po jaką sięgniesz będzie wybitnym arcydziełem, zapadających w pamięć, ale zdecydowanie zminimalizuje szanse, na trafienie na „gniota”, którego długo będziesz odchorowywać. Pamiętaj, że w czytaniu chodzi przede wszystkim o przyjemność. Baw się literaturą, odkrywaj ją, bądź wybredny, umawiaj się na randki z konkretnymi pisarzami (pisarkami?), a jeżeli tylko będzie za sztywno, to udawaj, że musisz się zająć chorym psem (no chyba, że nie masz psa, wtedy uciekaj przez okno w toalecie). Krytykuj, śmiej się, dyskutuj, poznawaj opinie innych i dziel się swoimi – wtedy, nawet jeśli trafiłbyś na wybitnie słabą książkę – na pewno nie będziesz żałować. Ale przede wszystkim pamiętaj – rozczarowań, tak w życiu, jak i w literaturze – nie da się uniknąć. Czerp z nich naukę i wiedzę, bo każda przeczytana książka czyni Cię mądrzejszym człowiekiem i bardziej wymagającym czytelnikiem.

Miłej lektury!

15 książek, które przeczytam w wakacje

Chociaż czasy pięknych, absolutnie wolnych dwóch miesięcy, prawie w całości przeznaczonych na czytanie minęły bezpowrotnie, trzeba przyznać, że wakacje (lato!) tuż-tuż, a to oznacza tylko jedno… obowiązek zrobienia wakacyjnej listy lektur! Nic nie jest lepszym ratunkiem na upalne dni i nic nie umila tak ciepłych nocy, jak właśnie książka. Na plaży czy pod jabłonką, w namiocie, przy ognisku, czy na ogrodzie w blasku odlatujących świetlików – książka na lato jest przedmiotem obowiązkowym.


Z tej okazji – okazji zbliżającej się najpiękniejszej pory w roku – przygotowałam dla Was zestawienie 15 lektur, po które sama sięgnę latem, chcąc Was tym samym podpytać o Wasze podpowiedzi, polecajki i listy książek, jakie będziecie czytać. Macie coś na uwadze? Czy jest coś szczególnie godnego zwrócenia uwagi?

1. Fannie Flagg „Smażone zielone pomidory”
Od momentu kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po tę książkę, nie ma dla mnie lata, bez „Smażonych zielonych pomidorów”. Bo lato najbardziej kojarzy mi się właśnie z pomidorami – moja siostra, która jest wielką pasjonatką ogrodnictwa, przygotowuje się do tej chwili już na początku wiosny, skrupulatnie planując, gdzie posadzi jakie rośliny.
Poza tym to opowieść pełna ciepła, humoru i słów pokrzepienia. Zakochałam się w niej od pierwszego czytania.

2. Peter Wohlleben „Duchowe życie zwierząt”
Po „Sekretnych życiu drzew” musiałam sięgnąć po kolejną książkę niemieckiego leśnika. Zakupiłam już jakiś czas temu, z braku czasu jeszcze nie sięgnęłam. Tę przyjemność pozostawiłam sobie na lato.

3. Lars Saabye Christensen „Odpływ”
Sytuacja identyczna, jak wyżej. Zachwycili mnie gorąco rekomendowani przez Knausgarda „Beatlesi”, dlatego z ufnością sięgnę po „Odpływ”, a w planach mam już „Półbrata”

4. Andrea Wolf „Człowiek, który zrozumiał naturę”
O tej książce marzyłam od chwili, kiedy ujrzałam ją w Empiku. Byłam już gotowa ją sobie sprezentować, kiedy Gosia (bardzo Ci Gosiu dziękuję!), postanowiła mi ją odłożyć na Wielkiej Wymianie Książkowej organizowanej przez Madzię z bloga Save the Magic Moments i Ewelinę Mierzwińską. A że to cegiełka, to czas znajdę dopiero w wakacje – chociaż ta perspektywa przedłużania sobie przyjemności przed przeczytaniem książki bardzo mnie, z drugiej strony, satysfakcjonuje.

5. Marek Hłasko „Pierwszy krok w chmurach”
Nie wiem, dlaczego nie sięgnęłam po utwory Hłaski, skoro tak bardzo zachwycili mnie „Piękni dwudziestoletni”. „Pierwszy krok w chmurach” to zbiór debiutanckich opowiadań autora, gorąco przyjęty zarówno przez krytyków, jak i czytelników.

6. Jarosław Iwaszkiewicz „Matka Joanna od Aniołów”
Będąc jeszcze w liceum pokochałam niektóre z opowiadań Iwaszkiewicza – a to wszystko przez Jacka Dehnela, który prowadził dla nas warsztaty z jego poezji socrealistycznej. Może uda mi się w lato przeczytać jeszcze wybrane krótsze teksty, ale przepiękne wydanie „Matki Joanny od Aniołów” zmusza mnie, by zakupić i zapoznać się najpierw z tą pozycją.

7. Bohumil Hrabal „Miasteczko, w którym czas się zatrzymał”
Z Hrabalem jest u mnie tak, i owak. Raz dobrze, raz źle. Sięgam co jakiś czas po jego książki, żeby w końcu wyrobić sobie opinię, ulegać tym wzniosłym zachwytom i bolesnym rozczarowaniom.

8. Agatha Christie „Niespodziewany gość”
Co jak co, ale wstyd nie znać stylu Królowej Kryminału. Na listę wpisałam „Niespodziewanego gościa”, ale nie jestem pewna, czy nie sięgnę po kolejne jej książki. Już od dawna chciałam przeczytać jakiś kryminał, a Christie wydaje się być kandydatką idealną.

9. Stephen King „Lśnienie”
Zdecydowanie więcej Kinga czytałam w okresie licealnym, później nieco go opuściłam na rzecz innych pisarzy. „Lśnienie” wydaje się być pozycją idealną – trochę strachu w końcu się mi przyda – tak dla rozładowania wszystkich emocji!

10. Margaret Mitchell „Przeminęło z wiatrem”
Kultowa książka, gorący romans i marzenie wszystkich dziewczyn – kiedy, jeżeli nie w wakacje?

11. Orhan Pamuk „Dziwna myśl w mej głowie”
Zeszłego roku zachwyciła mnie saga pt. „Cevdet Bej i synowie”, tym latem planuję zakochać się w kolejnej książce Pamuka.

12. Mario Vargas Llosa „Gawędziarz”
Chociaż literaturę z tej części świata cenię sobie bardzo, z twórczością tego autora (wiem, wstyd) jeszcze się nie poznałam. Mam nadzieję, że książka, którą wybrałam na początek, będzie odpowiednia.

13. Sue Monk Kidd „Sekretne życie pszczół”
Chociaż niepochlebne opinie nieco mnie od książki odciągają, wolę się przekonać na własnej skórze. Wypożyczyć z biblioteki miałam już rok temu, tak się jednak złożyło, że wszystkie trzy egzemplarze mijały się ze mną przez cały wakacyjny okres.

14. Kornel Filipowicz „Moja kochana dumna prowincja. Opowiadania”
Po przeczytaniu „Listów” Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza, bardzo czułej i emocjonalnej prozy epistolarnej, zapragnęłam poznać też twórczość Filipowicza. „Moją kochaną dumną prowincję” wybrałam – szczerze mówiąc – przez wzgląd na okładkę, bo stylem odpowiada „Listom”.

15. Lucy Moud Montgomery „Ania z Zielonego Wzgórza”
Jako dziecko nigdy nie czytałam książek dla dzieci. Już jako dwunastolatka odważnie podbierałam lektury mamie, dlatego teraz, kiedy sama mogę do woli zaczytywać się w ambitniejszej literaturze uważam, że przyszedł czas, aby nadrobić cudowności, których poskąpił mi czas. „Ania” to jedna z takich książek.

A Wy macie jakieś plany na wakacje? Jakie książki spakujecie do walizki? Ile zamierzacie przeczytać? Podzielcie się ze mną w komentarzach! 🙂

13 ciekawostek o pisarzach

Chociaż wiele pisarzy, to w życiu codziennym zwykli nudziarze, większość z nich mogłaby się podzielić równie fascynującymi historiami, jakie opisują w swoich powieściach. O tym, że Hłasko był buntownikiem, wiadomo nie od dziś, ale sporo za uszami miał też Charles Dickens, Franz Kafka czy Hans Christian Andersen…  Dlatego dziś o literackich kotkach i homarach, kilku pornograficznych zdjęciach, opakowaniach zjedzonych tabletek, przyjaźniach i rozstaniach – słowem: przed Wami 13 ciekawostek z życia sławnych literatów!

13-ciekaowstek
1. Kochliwy Charles
To, że Dickens był kobieciarzem, nie jest żadną tajemnicą. Doskonale czuł się w towarzystwie pań i co rusz zabiegał o atencję tych piękniejszych. Podrywał, flirtował, żartował, a wszystko po to, aby za chwilę znudzić się wybranką i zmienić obiekt swojej uwagi. Jego charakter doskonale poznała kobieta, która wyszła za niego za mąż – Catherine. Uprzejmy, szarmancki i elegancki Charles po ślubie zmienił się w mężczyznę, który robił wszystko, aby poniżyć żonę i wskazać jej swoje miejsce w szeregu. W końcu doszło też do tego, że wyrzucił żonę z domu, kiedy ich najmłodsze dziecko było zaledwie niemowlęciem. Największą krzywdą jednak, jaką wyrządził swojej żonie, zdaje się jego słabość do jej młodszej siostry. Spośród wszystkich kobiet upodobał sobie właśnie ją. Kiedy jako piętnastolatka upadła i w wyniku obrażeń zmarła, oszalał. Ogarnęła go tak wielka rozpacz, że do końca życia nosił jej pierścionek i obcięty pukiel włosów.
Tej historii dedykowana jest nominowana do Nagrody Bookera „Dziewczyna w błękitnej sukience”. Co prawda autorka zmieniła imiona wszystkich bohaterów, ale nie potrzeba wiele, aby domyślić się do kogo prowadzi nas swoimi słowami.

2. Literacka Kotka
Dobrą stroną Dickensa była zdecydowanie jego kotka, która już od samego początku była kotem literackim. Podobno zwierzę potrafiło wyczuć zmęczenie swojego opiekuna i gasiło łapką świecę, gdy zbliżała się godzina snu pisarza.

3. Dobry aktor Hłasko
Jako lekoman i hipochondryk Marek Hłasko często prosił znajomych i rodzinę o leki, twierdząc, że jest chory. Przeszedł jednak samego siebie, udając w aptece atak serca, aby zdobyć kolejne opakowania lekarstw.

4. Podróżniczka Agatha
Zastanawialiście się kiedyś, skąd Agatha Christie posiada tak szeroką wiedzę z dziedziny medycyny? Otóż okazuje się, że podczas obu wojen światowych pracowała w… aptece, zdobyła nawet Certyfikat Towarzystwa Aptekarzy w Londynie. Jednak farmakologia nie była jedyną pasją pisarki. Oprócz pisarstwa i zgłębiania wiedzy lekarskiej Christie uwielbiała podróżować. Zwiedziła Południową Afrykę, Australię, Nową Zelandię, Grecję, Włochy, Hawaje, Kanadę, USA, Syrię, Egipt. Orient Expressem dotarła aż do Bagdadu. Zimy lubiła spędzać na wykopaliskach w Iraku.

5. Największy fan Sienkiewicza
Podobno Witold Gombrowicz był ogromnym fanem twórczości Henryka Sienkiewicza, do tego stopnia, że powiesił w domu jego portret. Cenił pisarza przede wszystkim za jego patriotyzm, a kończące „Ferdydurke” słowa koniec i bomba, a kto czytał ten trąba! są parafrazą słów jego mistrza.

6. Uzależniony Dostojewski
Chociaż Dostojewski sprawia wrażenie dystyngowanego i uczonego starszego pana, tak naprawdę miał kilka wad – jedną z nich było uzależnienie od hazardu. „Gracz”, będący historią Aleksego Iwanowicza, opowiada o nim samym. Oprócz kąśliwych uwag na temat Polaków sporo tam oddanych uczuć względem hazardu. To zarazem książka, którą Dostojewski napisał bardzo szybko, bo pod przymusem. Honorarium z „Gracza” miało spłacić jego karciane długi.

7. 10 przykazań Sienkiewiczowskich
„Oto dziesięcioro przykazań Sienkiewiczowskich, danych narodowi na raucie jubileuszowym dn. 22 r. 1900. Jam jest Henryk Sienkiewicz. Wielka Wielkość Twoja, którym Cię wywiódł na pole sławy wszechświatowej.
1) Nie będziesz miał Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego i innych nade mnie.
2) Nie będziesz używał wielkiego Imienia Mego nadaremno.
3) Pamiętaj, abyś Dzień Jubileuszu Mego świecił.
4) Czcij Skrzetuskiego, Zagłobę, Wołodyjowskiego i Baśkę Jego, a mnie nade wszystko, bom nieporównany jest.
5) Nie śmiej używać na utworach moich.
6) Nie używaj dzieł moich na podpałkę.
7) Nie popularyzuj dzieł Moich bez dodatkowej opłaty na ręce moje.
8) Nie fałszuj myśli mojej, gdyż lojalność jej murem stoi.
9) Nie pożądaj żony Skrzetuskiego, albowiem Kniaziówną jest.
10) Ani Oblęgorka, ani pióra brylantowego, ani zaprzęgów, ani jarzma na woły nie będziesz pożądał, ani pragnął, gdyż narodowym darem jest!
Będziesz miłował każdego literata w miarę możności i chęci osobistej, a mnie bez żadnych zastrzeżeń.”
Te przykazania zostały podarowane Sienkiewiczowi przez przyjaciół w dniu jego 25 jubileuszu pracy.

8. Uzależniony od pornografii?
Franz Kafka był starym kawalerem i do 35 roku życia mieszkał z rodzicami. Podobno tuż po jego śmierci znaleziono w jego domu mnóstwo pornografii. Nawet tej z udziałem… zwierząt.

9. Ciemniejsza strona Andersena
Hans Christian Andersen nazywał sam siebie „brzydkim kaczątkiem”, bo w istocie takie przypominał – nieproporcjonalnie duże dłonie i stopy, nos przysłaniający całą twarz, wysoki wzrost i kościste ciało. W swoim dzienniku niejednokrotnie zaznaczał, że cierpi na samotność, bo żadna kobieta się nim nie interesuje… a jednocześnie sam odczuwał pociąg do mężczyzn, co go przerażało. Jego jedyną aktywnością seksualną była masturbacja, którą zaznaczał w dzienniku plusami, podobno do końca życia pozostał prawiczkiem.
Andersen cierpiał też na liczne fobie; bał się ciemności, cmentarzy i pochowania żywcem, dlatego pod łóżko wkładał zawsze karteczkę z dopiskiem Ja tylko wyglądam jak umarły. Podobnym strachem napawała go podróż statkiem, spóźnienie się na pociąg i … wieprzowina. Co do tej drugiej, nie mam jednak pojęcia dlaczego. Nosił ze sobą też linę, na wypadek pożaru.

10. Wyrachowany Mickiewicz
O przyjaźni Mickiewicza z Puszkinem słyszał już chyba każdy, chociaż ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy to była przyjaźń. Rosyjski poeta niejednokrotnie zarzucał naszemu polskiemu wieszczowi, że jest w swoich uczuciach interesowny i przyjaźni się z nim tylko dlatego, że to pozwala mu na dogodniejsze życie w Moskwie, a w wolnych chwilach pisze przecież „Dziady”, które Rosjanom uwłaczają… Okazuje się jednak, że Mickiewicz wcale nie miał tak złotego charakteru, jak sądzimy. Kiedy przebywał na zesłaniu w Moskwie spędzał przyjemne wieczory w salonie księżnej Zinaidy Wołkońskiej. To właśnie u niej poznał przepiękną Karolinę, córkę niemieckiego profesora, która zaledwie 19-letnia, oczarowała 30-letniego już Mickiewicza nie tylko swoją urodą, ale i inteligencją. Mickiewicz był tak zauroczony dziewczyną, że zaproponował jej korepetycje z polskiego, a ta jego propozycję przyjęła z radością. Podczas lekcji oboje bardzo się do siebie zbliżyli, ale kiedy Mickiewicz dowiedział się, że cudowna Karolina nie może liczyć na posag, który dałby jej utrzymanie przez kolejne lata, wycofał się z obietnicy małżeństwa. Dziewczyna wpadła w rozpacz, więc postawiony pod ścianą był gotów poślubić ją z litości – zarzekł jednak, aby ta zachowywała się normalnie i nie chorowała, „bo chorych nie lubi”. Kiedy Karolina dostosowała się do jego zaleceń, Mickiewicz po raz kolejny wycofał się ze swoich słów, a rozkochana panna ostatecznie wszystko mu wybaczyła.

11. Dumny Słowacki
Chociaż „Kordian” z biegiem czasu stał się narodowym arcydziełem, nigdy nie zdobył miana „bestselleru”. Z początku podejrzewano nawet, że dramat jest dziełem Mickiewicza, co Kordianowi schlebiało. Dobrze wiemy, jak następnie układały się relacje tej dwójki…

12. Na spacer z homarem
Podobno Oscar Wilde przechadzał się po Oksfordzie z homarem na smyczy, a po centrum Londynu spacerował w krótkich spodenkach, w kożuchu i z kwiatkiem w ręku. Kiedy za homoseksualizm został zesłany na dwa lata ciężkich robót, postanowił już na zawsze ukrywać się pod pseudonimem Sebastain Melmoth.

13. Dusza towarzystwa
Pewnego razu, kiedy Dumas wrócił z proszonego obiadu, jego syn zapytał:
– No i jak tam, wesoło było?
– Bardzo – odpowiedział ojciec – ale gdyby mnie tam nie było, to umarłbym z nudów.

A Wy, znacie jakieś ciekawostki o pisarzach? Podzielcie się w komentarzach!

10 najpiękniejszych książek o miłości

Chociaż Walentynki obchodzimy co roku i obdarowujemy się wzajemnie drobiazgami, spędzając we dwójkę romantyczny wieczór, tak naprawdę niewielu z nas wie, jaka jest historia świętego Walentego. A to opowieść niesamowicie piękna, szczególnie dla mężczyzn, którym tak ogromnie się przysłużył. Posłuchajcie tylko:
Legenda świętego Walentego sięga III wieku i granic Cesarstwa Rzymskiego za panowania Klaudiusza II Gockiego. Walenty z wykształcenia był lekarzem, chociaż z powołania został duchownym. Cesarz za namową swoich doradców zabronił młodym mężczyznom w wieku od 18 do 37 lat żenić się, bo, jak wspólnie uważali, lepszymi żołnierzami są ci mężczyźni, którzy nie mają rodzin. Jednak Walenty sprzeciwił się zakazowi cesarza i udzielał ślubów młodym legionistom. Jak się możecie domyślić – szybko został wtrącony do więzienia. To jednak nie koniec historii, bowiem to właśnie tam Walenty odnalazł miłość – zakochał się w niewidomej córce strażnika. Legenda głosi, że ich miłość była tak silna i piękna, że pod wpływem niej dziewczyna odzyskała wzrok. Nieugięty i złowrogi cesarz postanowił zabić Walentego, gdy tylko dowiedział się o cudzie, jakiego dokonało uczucie tej dwójki. W przeddzień egzekucji, tj. 13 lutego, Walenty napisał list do swojej ukochanej, podpisując go „Od Twojego Walentego”. Dlatego dziś zakochani świętują miłość, wysyłając „walentynki” i podpisując się imieniem Walentego. Historia ta ma jednak, poza samą miłością, drugie dno – tragedię i nieszczęście, ból rozdzielenia dwójki ludzi, dla których nie ma nic ważniejszego niż to, co zrodziło się między nimi. Dlatego corocznie 14 lutego świętujemy swoją miłość i pokazujemy drugiej osobie, jak bardzo nam na niej zależy.

Chociaż każde walentynki spędzam samotnie – zeszłoroczne wyjątkowo spędzałam z Knausgardem, a to chyba nie najlepsze towarzystwo na ten dzień – uwielbiam czytać o miłości. I nie myślę tutaj wcale o książkach Evansa, Sparksa czy Michalak, bo za tymi nie przepadam. Sięgam nieco wyżej, zatapiając się nie w romansach, ale właśnie w książkach, o miłości – czasem filozoficznych, czasem pogmatwanych, jednak zawsze mających głębsze znaczenie i – prawie zawsze – nieszczęśliwe zakończenie.
Dziś przygotowałam dla Was listę 10 najpiękniejszych książek o miłości według mojej subiektywnej oceny.

walentynki

Więc to jest miłość. Odwieczny cud. Potrafi przerzucać tęcze snów ponad szarym niebem faktów i użycza romantycznych blasków nawet kupie łajna. To cud, a jednocześnie piekielne szyderstwo.

Eric Maria Remarque „Łuk triumfalny”
To najpiękniejsza książka o miłości, jaką kiedykolwiek czytałam. Co prawda miałam chyba 16 lat, kiedy po nią sięgnęłam, ale byłam pod wrażeniem jej wrażliwości. Kiedy rozmawiałam z przyjaciółką na jej temat byłam w stanie tylko wykrztusić „Jak oni pięknie mówią o miłości!” – bo przez większą cześć fabuły bohaterowie rozmawiają ze sobą nawzajem o tym, czym jest miłość.
Głównym bohaterem powieści jest Ravic, lekarz, który nielegalnie przeprowadza operacje w cieszącej się dobrą sławą klinice. Pewnego dnia zupełnie przypadkiem poznaje kobietę, która, jak mu się wydaje, wypełni jego puste życie. Jednak los chce też, aby w tym czasie w życiu Ravica ponownie pojawił się gestapowiec, który niegdyś go torturował. Mężczyzna musi rozliczyć się z przeszłością, wyruszając w przymusową, choć niepewną drogę do obozu uchodźców.

Śnij mi się, śnij jak najczęściej, co noc, jeśli możesz. Czy tak dużo wymagam? Nie dręczę cię, żebyś mi odpisywał, ale przynajmniej śnij mi się.

Wiesław Myśliwski „Ostatnie rozdanie”
Mogę powiedzieć, że jestem świeżo po lekturze tej książki, bo skończyłam ją późną jesienią. „Ostatnie rozdanie” było jedyną książką Myśliwskiego, której jeszcze nie poznałam. Wypożyczyłam ją kiedyś z biblioteki, ale przez nadmiar lektury oddałam, przeczytawszy tylko 20 stron, dlatego kiedy w listopadzie po nią sięgnęłam powiedziałam sobie, że nic i nikt nie przeszkodzi mi w jej lekturze.
O samym „Ostatnim rozdaniu” nie ma za wiele co opowiadać, bowiem wszystkie powieści Myśliwskiego są tak samo magiczne i niesamowite, filozoficzne, dotykające prawdy o żyiu i istnieniu człowieka. Poza wieloma sferami życia, o których autor pisze, jest też miejsce na uczucie dwojga ludzi w postaci listów – kobiety porzuconej do ukochanego, który ją porzucił. Z każdym listem jej uczucie, tak samo zresztą jak ona sama, staje się dojrzalsze. Kobieta się starzeje, ale nie starzeje się jej miłość. Jej jedynej nie jest w stanie zmienić czy wyrzec się w swoim życiu.

Jedynym bólem jaki przeraża mnie w śmierci, jest to, że można umrzeć nie z miłości

Gabriel Garcia Marquez „Miłość w czasach zarazy”
Kiedy robi mi się smutno dlatego, że wciąż jestem sama, przypominam sobie postać Fiorentino Arizy z „Miłości w czasach zarazy”. To bękart i poeta, który zapałał gorącym uczuciem do porządnej i ułożonej Ferminy Dazy, a czekać na jej miłość musiał dokładnie… 51 lat, 9 miesięcy i 4 dni. Przedtem bowiem podzieliło ich nie tylko życie, ale również postać innego mężczyzny – Juvenala Urbino. Złączyli się dopiero po jego śmierci, kiedy Fiorentino pomagał Ferminie znieść wdowieństwo.
To najlepsza po „Stu latach samotności” książka Gabriela Garcii Marqueza, która skradła moje serce już w gimnazjum. Obecnie poluję na „białe” wydanie, dlatego bardzo proszę o informację, jeżeli będziecie je widzieć gdzieś dostępne.

Kobiety nie mają litości nad mężczyznami, których nie kochają.

Aleksander Dumas „Dama kameliowa”
Kiedy skończyłam czytać „Damę kameliową”, dosłownie zalałam się łzami. To taka historia, w której nie ma szczęśliwego zakończenia z dopiskiem „i żyli długo i szczęśliwie”. Powieść jest tym bardziej intrygująca, że opowiada o miłości pomiędzy młodym mężczyzną, prawie chłopcem, a dojrzałą, chociaż bardzo piękną kurtyzaną. Klientelą Małgorzaty Gautier są panowie z najwyższych kręgów paryskiego towarzystwa, w jakiś sposób jednego dnia jej kochankiem zostaje również młody blondyn – Armand Duval. Już po pierwszym spotkaniu para zakochuje się w sobie, jednak na drodze ich miłości staje wiele przeszkód – nie tylko ojciec Armanda, ale przede wszystkim gruźlica, na którą choruje Małgorzata…

Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość.

Bolesław Prus „Lalka”
Tej książki nie trzeba nikomu przedstawiać, chociaż uważam, że warto powiedzieć o niej kilka słów, bo jest niedoceniona. Jej piękno, wrażliwość i mądrość ulatują wielu czytelnikom tylko dlatego, że nadano jej miano lektury szkolnej, a to przecież niesprawiedliwe.
„Lalka” to genialna powieść polska, konfrontacja pozytywistycznego idealizmu z realizmem. To historia źle ulokowanych uczuć, zdrady i złudzeń. To w końcu dramat – bo nie każda miłość może być miłością spełnioną, szczególnie jeżeli obiektem uczuć jest kobieta tak wyrafinowana, jak Izabela Łęcka.

Miłość nie wyraża się w pragnieniu spółkowania (to pragnienie dotyczy przecież niezliczonej ilości kobiet), ale w pragnieniu wspólnego snu (to pragnienie dotyczy tylko jednej kobiety).

Milan Kundera „Nieznośna lekkość bytu”
Miłość jest przypadkiem. O tym, w kim się zakochujemy, decyduje przypadek. To, że decydujemy z daną osobą zamieszkać też jest dziełem przypadku. Nasze życie mogłoby się zmienić pod tym jednym i prostym, a jak wiele znaczącym słowem – przypadek. Tomasz spotyka Teresę – a jakże – przypadkiem. Jest akurat w knajpie, w której kobieta kelneruje. Daje jej swój numer telefonu i mówi, że gdyby była kiedyś w Pradze, chętnie by się z nią spotkał. Teresa przyjeżdża do niego przy najbliższej okazji z „Anną Kareniną” pod pachą i burczącym z głody brzuchem. Z wstydem, że przed tak idealnym mężczyzną pokazuje swoją słabość, jaką jest fizjologia człowieka. Sytuację pogarsza fakt, że dostaje gorączki i Tomasz zmuszony jest się nią opiekować. Teresa leży na kanapie i, chociaż wcześniej żadna kobieta nie nocowała u Tomasza, zostaje na noc. Zostaje już na zawsze. Spotkanie miłości swojego życia nie przeszkadza jednak mężczyźnie w posiadaniu licznego grona kochanek i stałego powiększania go o nowe osoby, bowiem jak sądzi, miłość i seks to dwie odrębne sprawy.

Chcę przed panią otworzyć całe moje serce i przekonać panią, że chociaż zawsze byłem głupcem, nie zawsze byłem łotrem.

Jane Austen „Rozważna i romantyczna”
Jane Austen przez całe życie była singielką i chyba tylko dzięki temu możemy czytać wszystkie klasyczne romanse, które wyszły spod jej pióra. „Rozważna i romantyczna” to moja ulubiona książka Angielki, najbliższa mojemu sercu i postrzeganiu świata. Kiedy po śmierci męża pani Dashwood przeprowadza się z córkami do posiadłości w Barton nie wie jeszcze, jak bardzo odmieni się ich życie… Uczuciowa i impulsywna Marianna marzy o mężczyźnie szarmanckim, wrażliwym, lubiącym te same lektury co ona, zaś łagodna i rozważna Eleonora zamierza oddać serce jedynie człowiekowi spokojnemu i odpowiedzialnemu. Niestety świat, którym – zamiast prawdziwych uczuć – rządzi pozycja społeczna i pieniądz, może boleśnie rozczarować te pełne uroku, ufne kobiety…

Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony.

Jane Austen „Duma i uprzedzenie”
Klasyk, którego nie mogło zabraknąć na tej liście. Któż nie wzdycha do pana Darcy’ego? Która dziewczyna nie chciałaby być chociaż przez chwilę Elizabeth Bennet?
Niewątpliwie największą zaletą tej powieści jest ukazanie równości pomiędzy kobietą a mężczyzną, tego, że kobieta może nie tylko dorównywać mu sprytem, błyskotliwością, a nawet wiedzą, ale często biją mężczyzn na łeb.

On się nigdy nie dowie, jak bardzo go kocham. Wcale nie dlatego, że jest przystojny, ale dlatego, że jest bardziej mną niż ja sama. Nasze dusze są jednakowe, niezależnie od tego, co w nich tkwi.

Emily Bronte „Wichrowe wzgórza”
Klasyki ciąg dalszy, bo to ona właśnie w najpiękniejszy i najbardziej dogłębny sposób opowiada o miłości.
Mały chłopiec, Heathcliff, jako osierocone dziecko trafia do domu Earnshawów. Wychowując się w tej zamożnej rodzinie, obdarza odwzajemnioną miłością Katarzynę, córkę swoich przybranych rodziców. Prześladowany przez przyszłego dziedzica Hindleya, poznaje też smak nienawiści. Gdy przekonuje się, że konwenanse mogą pokonać nawet najsilniejszą miłość, znika na trzy lata, aby powrócić jako dysponujący fortuną niewiadomego pochodzenia, demoniczny i bezwzględny mściciel. Od tego momentu nikomu w rodzinie nie będzie łatwo znaleźć własne szczęście.

Jak pociągająca jest kobieta nieświadoma swojej urody.

Malania Mazzucco „Vita”
Na sam koniec zostawiłam prawdziwą perełkę, opowiadającą o miłości dzieci, która przetrwać może całe życie. W 1903 roku dwunastoletni Diamante przybija do brzegów Nowego Jorku jako jeden z licznych włoskich emigrantów. Jedyne rzeczy, które są jego własnością to majtki po ojcu i zaszyte w nich dziesięć dolarów. Dziesięć dolarów na rozpoczęcie nowego życia. Razem z nim w Ameryce pojawia się Vita, dziewięciolatka, którą ma się opiekować. Chociaż kręci trochę nosem, w roli opiekuna sprawuje się fantastycznie – gotów jest oddać jej swoją porcję jedzenia, aby dziewczynka nie była głodna. Oboje muszą przetrwać w pełnym przejmującej nędzy świecie terroryzowanym przez gangsterów z Mano Nera. Czy znajdzie się tu miejsce na ich nieśmiałą miłość? Czy spełni się marzenie Vity, by byli po prostu happy?

To wszystkie moje ulubione książki o miłości. Do każdej z nich z chęcią wróciłabym kolejny raz, a a w tym roku planuję jeszcze odświeżyć sobie lekturę „Miłości w czasach zarazy”, „Łuku triumfalnego” i „Vity”.
Pochwalcie się w komentarzach, jakie romanse Wy lubicie czytać. Może uda mi się coś ciekawego wyłapać?