Mała dziewczynka i straszny, ogromny cień

Czy kiedykolwiek jako dziecko zastanawialiście się, kim jest „ to coś”, co chodzi za Wami dzień w dzień, noga w nogę? Nie odpuszcza nawet wtedy, kiedy temperatura sięga powyżej 30 stopni, ani kiedy na zewnątrz zapada zmrok. Nie straszny mu las, ani pusta ulica… Nie boi się nawet Waszego psa! Hortensja, mała, bystra dziewczynka z ogromnym i jakże dobrym serduszkiem, postanowiła się z tym czymś zmierzyć… Postanowiła stawić czoła własnemu cieniowi!

Hortensja była dobra i pomocna, i chociaż cieszyła się swoim życiem, coś wiecznie nie dawało jej spokoju. Bała się odwrócić za siebie, bała się iść sama przez ciemny las, bo cień nieustannie wlókł się za nią. Najgorsze dla dziewczynki były te dni, kiedy rósł w jej oczach, wydłużał się i wydłużał, stawał się coraz większy, większy nawet niż Hortensja, a później wchłaniał w swój mrok jej postać…

Pewnego razu, Hortensja powiedziała sobie, że tak dłużej być nie może, o nie! Postanowiła dzielnie stawić czoła cieniowi, w końcu się od niego uwolnić. Szczerze go nienawidziła! Zaczęła ganiać po ogrodzie, a później nagle wskoczyła przez okienko i raz na zawsze odcięła od siebie swój cień… Cień jęczał i wił się zza szybą, ale dziewczynka była uradowana, że raz na zawsze się od niego uwolniła…

Jednak pewnej nocy, gdy Hortensji groziło niebezpieczeństwo, ktoś przyszedł jej na ratunek. Dziewczynka postanowiła podziękować dzielnemu przybyszowi, a jakże wielkie było jej zdziwienie, kiedy okazało się, że zna się z nim bardzo dobrze!

„Hortensja i cień” to przepiękna bajka o tym, by nie bać się tego, co z pozoru wydaje się straszne i niezrozumiałe. W lesie pełnym wilków tytułowa bohaterka zrozumiała, że dziewczynka bez swojego cienia staje się bardzo, bardzo malutka…

Reklamy

Jak to robią zwierzęta?

Dzieciom wychodzącym ze stadium świadomości, że to bocian przyniósł je w prezencie mamie i tacie, zaczyna się w umysłach kształtować pytanie: jak to jest ze zwierzętami? W jaki sposób się rozmnażają? Czy łączą się w pary na całe życie? Czy się zdradzają, czy czule się sobą opiekują? Czy troskliwie wychowują swoje dzieci i dbają o nie?

„Intymne życie zwierząt” Katheriny von der Gathen zaspokaja ich ciekawość i odpowiada najmłodszym nawet na te najbardziej wstydliwe i nurtujące pytania.

Czy wiedzieliście, że pandy prawie w ogóle nie mają ochoty na seks? (To też zresztą może być odpowiedzą na pytanie, dlaczego jest ich tak mało). Albo że lwy czy małpy bonobo robią to niemal nieustannie, a do tego bardzo długo? W świecie zwierząt, gdzie zazwyczaj to samce mają dominującą pozycję istnieją takie gatunki, w których ród męski w ogóle nie ma znaczenia – zarówno mrówkom jak i pszczołom służy on jedynie do zapłodnienia, a wśród jaszczurek Cnemidophorus w ogóle nie istnieje rodzaj męski. Zwierzęce ciąże też osiągają różne długości trwania – od 2 miesięcznej psiej ciąży, poprzez 22 miesięczną słoni, aż po 36 miesięczną salamander. A to tylko niewielki odsetek z licznych ciekawostek, które zawiera w sobie ta niepozorna książeczka.

Na samym początku książki znajduje się obszerny spis treści, który podpowiada nam, o czym będzie mowa w „Intymnym życiu zwierząt”. Bo intymny jest przecież nie tylko sposób uwodzenia partnera i seks, ale też ciąża, relacje rodzinne, przyjaźń, a nawet homoseksualizm. O tak, tematów jest zdecydowanie sporo, okraszonych dodatkowo ciekawymi ilustracjami i komentarzami na marginesie, które rozbudzą uwagę czytelnika i dostarczą mu dodatkowych informacji. Atutem są 3 rozwijane strony, które niosą ze sobą nie tylko większą ilość anegdotek, co formę urozmaicenia czytania i pobudzenie ciekawości dziecka.



Opowieści z intymnego świata zwierząt, znajdujące się w tej książce, wykraczają daleko poza uwodzenia i sposób kopulacji. Autorka opowiada również o gatunkach, które świadomie wybierają życie w związku homoseksualnym (o dziwo, często lwy czy delfiny), brutalnych zachowaniach zwierząt związanych z pożądaniem, a nawet trikach i oszustwach stosowanych wobec partnera.

Andrzej Kruszewic, założyciel i szef „Azylu dla Ptaków” w warszawskim zoo, oraz jego dyrektor, poleca tę książkę jako „sympatyczną, mądrą i dowcipną” i muszę przyznać, że właśnie taka ona jest. Niektóre z uwag autorki mnie śmieszyły (jak np. „jęczą bardzo głośno” o żółwiach podczas kopulacji), niektóre wręcz wprawiały w zażenowanie (w tym ogromna strona, na której przedstawiono genitalia wybranych zwierząt). Starałam się jednak podchodzić do niej z dużym dystansem i poczuciem humoru. Z pewnością jest to pozycja, która nasyci ciekawość dzieci, dostarczy im trochę wiedzy (więcej jednak ciekawostek), zainteresuje i umili czas. Również i dla mnie, chociaż nie wpisuję się w grupę docelową czytelników „Intymnego życia zwierząt” momentami zadziwiła i zainteresowała.

Co się dzieje na budowie?

Wspólnie – razem z moim chrześniaczkiem – byliśmy zauroczeni „Rokiem na wsi”, „Rokiem w lesie”, a także serią o Ulicy Czereśniowej. To książeczki, które tekstu zawierają w sobie bardzo mało bowiem to obrazem przekazują dzieciom historię. Co więcej – nie narzucając nam słów – pozwalają snuć własne domysły, historie, dostrzegać szczegóły i wplatać je w opowieści. Chociaż książka jest jedna, tak naprawdę historii może być nieskończenie wiele, bo wszystko zależy od wyobraźni dziecka.
Po „24 godziny. Coś się dzieje w porcie” nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka, ukazała się książka „24 godziny. Coś się dzieje na budowie”, która może być zarówno jedną z pierwszych książek w życiu dziecka, jak i jedną z najczęściej oglądanych przez jeszcze wiele lat.

Dzieci uwielbiają snuć historie, jeżeli się im tylko na to pozwoli. Oglądając (bo przecież nie czytając) z moim dwuletnim chrześniakiem „Coś się dzieje na budowie” najpierw zwracałam mu uwagę na pewne rzeczy, a później to on pokazywał mi to, czego nie zauważałam – o, że np. na murze jest napis, zające świętują, a borsuk zastygł w cemencie. Każdej godziny na budowie dzieje się coś innego, z każdą chwilą ona postępuje. Dla dzieci to ciekawe doświadczenie, które pozwala im zrozumieć pewne procesy i sprawić przyjemność – tak, jak z budowania klockami własnych budowli, tak obserwowania tego, jak ma się ona w książce.


Dodatkowe pytania, znajdujące się w rogu strony, pomagały i zwiększały tylko naszą frajdę, którą mieliśmy wspólnie z odkrywania tajemnic kolejnych kart.
Ponadto, sama książeczka jest przepięknie wydana, na grubych kartach znajdują się nietuzinkowe ilustracje, które przyciągną uwagę każdego.
Pozwólcie dziecku ćwiczyć swoją wyobraźnie i spostrzegawczość, sięgnijcie po książki z cyklu „24 godziny”, bo naprawdę są tego warte.

P.S. Myślę, że poniższe zdjęcie stanowi najlepszą rekomendację.

Hałaśliwy wróbel

Każdy z nas zna takiego sąsiada, któremu przeszkadza dosłownie wszystko. Plotkujesz na podwórku z przyjaciółką? Źle! Nucisz pod nosem, pieląc rabatkę? Źle! Śmiejesz się głośno, bo właśnie ktoś opowiedział Ci zabawny dowcip? Źle! Ptaki mieszkające na drzewie też miały takiego sąsiada, którego drażnił najcichszy wydawany przez nie odgłos…

Pan Wróbel pretensje miał do dzięcioła, bo stukał w drzewo. Słowika oskarżył o fałszowanie, a kruka o zbyt głośne krakanie. Kukułki denerwowały go swoimi pogaduszkami, a sowa nuceniem pod nosem. Do każdego więc podchodził i krzyczał, by się uciszyli, bo potrzebne mu cisza i spokój. Nie zorientował się, że sam, tym uspokajaniem każdego, był najgłośniejszy. Ptaki dzielnie znosiły marudnego sąsiada, ale w końcu przyleciał ten jeden, który uznał, że miarka się przebrała.

Sroka przy wszystkich upomniała wróbla, mówiąc mu, że jego zachowanie jest nieprawidłowe – to nieładnie krzyczeć na sąsiadów i każdego z nich oskarżać. To w końcu wspólne drzewo i każdy z nich ma do niego takie samo prawo, jak wróbel. Nikt nie może nikomu czegoś zabraniać, kierując się tylko i wyłącznie swoją wygodą – prawiła sroka. A zamiast zająć się marudzeniem i strofowaniem każdego, poleciła wróblowi, by sam zaczął ćwierkać.


„Wróbel, co oćwierkał sąsiadów, to kolejna książka Pana Poety, która bardzo przypadła nam do gustu. Zabawna, z morałem, wypełniona pięknymi ilustracjami bawi i uczy dzieci. Jeżeli nie znacie innych książek tego autora, serdecznie polecamy, by się z nimi zapoznać!

Kacze niezdecydowanie

Wszystkie kobiety lubią się stroić – stać przed szafą, wybierać i przymierzać ciuszki. A może różowa sukienka i kremowe buty zamiast dżinsów i bluzki? Albo lepiej: czarne szpilki? A gdyby do tego dodać kapelusz? Mała torebka czy większa? Korale czy perły? A może zwykły naszyjnik? Ale to przecież nie wszystko, bo jeszcze makijaż trzeba zrobić i fryzurę ułożyć… A czas? Ten się przecież nie rozciąga!
No dobrze, może troszkę przesadzam, bo pewnie jednak większości z nas ten problem przedstawiony w aż tak ogromnej hiperboli nie dotyczy, jednak z pewnością istnieją takie kobiety, dla których codziennie wyjście z domu wygląda właśnie w ten sposób… A przynajmniej są takie kaczki.


Drogie Dzieci i Kochani Rodzice, tym razem Pan Poeta pragnie Wam opowiedzieć o kaczce, która przebrała miarkę. Miała przed sobą bardzo ważny dzień, kto wie, być może i najważniejszy w jej życiu. Na taką okazję – na randkę z kaczorem – musiała wybrać odpowiedni strój. Toż to przecież bardzo poważna sprawa i może od niej zależeć jej przyszłe życie… Wybierała, przebierała, grymasiła. Dziwiła się sama swojemu odbiciu w lustrze, stroiła, rozmyślała. Próbowała nawet zasięgnąć porad, dlatego też zadzwoniła do swojego przyjaciela Adama, łabędzia, który na modzie znał się jak mało kto. I to on właśnie uświadomił ją, że na randkę jest już za późno, bowiem wybieranie ubrań zajęło jej tyle czasu, że przegapiła własną randkę!



Jak zwykle z morałem, pięknymi ilustracjami i rymem Pan Poeta przekazuje dzieciom wartości, o których należy pamiętać, ucząc i jednocześnie bawiąc. „Kaczka, co przebrała miarkę” uczy nas, aby nie skupiać zbyt wiele uwagi na sprawach błahych, bowiem cel może nam śmignąć sprzed nosa, jak kaczce randka. A jeżeli wybieranie ubrań zajmuje nam aż tyle czasu, to może warto byłoby o tym pomyśleć wcześniej? I przede wszystkim: nie skupiajmy całej uwagi na sobie! Przecież w tym wszystkim, to biedny kaczor został najbardziej poszkodowany, bowiem wystawiono go do wiatru.
Czytając „Kaczkę, co przebrała miarkę” bawiliśmy się wyśmienicie!