Amerykańskie studium upadku

Moje relacje z jednym z najważniejszych współczesnych, amerykańskich pisarzy – Philiphem Rothem – można określić jako „skomplikowane”. Czytać zaczęłam go od „Amerykańskiej Sielanki”, która nie dość, że mnie pochłonęła i zachwyciła, to od ponad połowy roku nie pozwala przestać o sobie myśleć. Taka to powieść: wielowymiarowa, niebanalna, aktualna; słowem fantastyczna! Z rozkochania się w niej zobaczyłam też film, a chwilę później sięgnęłam po „Konające zwierzę”. I tu już pojawił się pierwszy zgrzyt. Nie mam nic przeciwko miłości pomiędzy studentkami a profesorem, miłości wolnej i dzikiej, niepohamowanej, zachłannej, ale szczegółowe opisy ich seksualnych aktów przyprawiały mnie o wymioty. Z niepokojem sięgnęłam więc po „Teatr Sabata”, który okazał się tysiąc razy odważniejszy. To właśnie w niej, w ulubionej własnej powieści Rotha, zacierały się granice pomiędzy przyzwoitością a… pornografią. Wszystkie bariery dobrego smaku zostały już dawno złamane. Książkę doczytałam z przymusu. Kiedy więc kilka tygodni temu zauważyłam zapowiedź „Kiedy była porządną dziewczyną”, książkę przyjęłam z podziękowaniem, ale jednocześnie byłam pewna, że to już moje ostatnie spotkanie z Rothem. Spodziewałam się po raz kolejny odważnych momentów, seksu i zbrukanej cielesności człowieczej. Jakże się myliłam! Zatrzymam jednak swoje zachwyty i słowa uznania do końcowego etapu tej recenzji; teraz słów parę o fabule.


Marzeniem Lucy, nieco buntowniczej nastolatki, jest by wieść życie zgoła inne od tego, jakie prowadzili jej rodzice – ojciec pijak i matka, która „z miłości” zgadzała się na największy wstyd i upokorzenia. Z czasem Lucy stara się wziąć sprawy w swoje ręce i – widząc bierność matki i dziadków – usiłuje wyrzucić ojca z ich życia. Nie pyta nikogo o zdanie, po prostu pewnego dnia zamyka mu drzwi przed nosem, a ten ze wstydu nie pojawia się w domu przez kilka lat. Aby dostać się na wymarzone studia – co da jej szansę lepszego życia w przyszłości i otworzy dotychczas zamknięte drzwi – dziewczyna każde popołudnie spędza w barze, pracując jako kelnerka. Odkłada każdy grosz, odmawia sobie drobnych przyjemności, w których pławią się jej rówieśniczki. Nie wie jednak, że to wszystko – ta ciężka praca, masa wyrzeczeń i sprzeciw, jaki okazała ojcu – ma pójść na marne.
Tuż przed końcem roku szkolnego Lucy poznaje Roya, byłego żołnierza, aspirującego fotografika. Z początku Roy robi zdjęcia jej przyjaciółce Ellie, ale z czasem docenia niebanalną urodę Lucy – i tak od sesji do sesji, od jednego ujęcie do drugiego, spojrzenia i uśmiechu na zdjęciach w końcu zaczynają się umawiać. Ale Roy, jak każdy młody chłopak pragnie czegoś więcej, poza uczuciem – chciałby włożyć rękę pod jej halkę, dotknąć białej piersi, przylgnąć ustami do ciepłego, niewinnego łona. A może jest po prostu zdesperowany? Wszak mimo przechwałek o swoich seksualnych podbojach Roy, dwudziestolatek, jeszcze nie spał z dziewczyną. Pragnie Lucy, zakochuje się w niej, szepcze jej do ucha „Aniele” i „zaufaj mi”. Powtarza jej to, „zaufaj mi”, niemalże nieustannie. Mówi „zaufaj mi” i wkłada rękę pod spódnicę. „Zaufaj mi” i przygniata drobną dziewczynę swoim umięśnionym ciałem. „Zaufaj mi”… i w końcu Lucy postanawia zaufać. Ufa mu wielokrotnie, aż do czasu, gdy poczuje rosnące w jej łonie dziecko. Wtedy rozumie, że jej cały świat się skończył.

Małżeństwo z Royem, czułym i kochającym, ale jednocześnie słabym człowiekiem, marzycielem, który nie robi nic, by choć jedno z tych swoich marzeń spełnić doprowadza do tragedii. Czy nastolatka jeszcze kiedykolwiek będzie miała szansę by żyć życiem, o jakim marzyła?

Lucy Nelson jest bohaterką, z jaką może się utożsamić większość z nas – przynajmniej z początku. To dziewczyna niedowartościowana, miewająca kompleksy na punkcie swojego wyglądu, nie dostrzegająca swoich zalet, a jednocześnie pragnąca nieprzeciętności, wyrwania się z domu i wspaniałego, bajkowego życia. Nie łudzi się jednak i nie czeka na gwiazdkę z nieba czy księcia na samym koniu, o nie, ona sama bierze sprawy w swoje ręce. Pracuje po godzinach, uczy się, haruje jak wół na to swoje „piękne życie”, bo wie, że przecierpiała już dosyć i na nie zasługuje… ale jednocześnie, jak każda z nas, kobiet, pragnie nieco uczucia, czułości, męskiej miłości. Niespodziewanie wpada w jej wir, nad czym nie potrafi już później zapanować.
Lucy to bohaterka tragiczna, bowiem każdy jej wybór, w sytuacji w której się znalazła, skończyłby się katastrofą. Jej klęska była nieuchronna, bowiem to właśnie przez trudne dzieciństwo dziewczyna, a chwilę później już kobieta, nie potrafiła zapanować nad swoim życiem. Przez chęć wybicia się ponad amerykańską przeciętność, upadła o wiele niżej, gdzie nie było już dla niej ratunku.
„Kiedy była porządną dziewczyną” to fantastyczny obraz drobnomieszczańskiego społeczeństwa amerykańskiego, Roth nie jest litościwy względem swoich bohaterów, poddaje ich analizie oraz ocenie sprawiedliwej, aczkolwiek surowej. Każda postać jest żywa, każda emocjonalna, a jednocześnie pisarz nie przejaskrawia cech charakteru swoich bohaterów, pozwalając czytelnikowi samemu interpretować i domyślać się prawdy… To właśnie na tym polega geniusz tej książki – na jej autentyczności i uniwersalności. Ta historia mogłaby się dziać wszędzie, niezależnie od czasu –
jest boleśnie prawdziwa, wręcz przeszywająca.

To właśnie takiego Rotha chcę czytać. I wiecie co? Mam ochotę na więcej!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s