Dakota, czyli nadchodzi nowe

Najpierw „Dżoker”, a później „Domino” – te dwie powieści wstrząsnęły mną do głębi. „Dżokera” czytałam dwa lata temu, w świąteczny, bożonarodzeniowy czas i sięgnęłam po niego tylko dlatego, że powieść tę zaproponowało mi wydawnictwo, a nie miałam na ten czas żadnej innej lektury. Już po kilkudziesięciu stronach rozkochałam się w Krzysztofie – głównym bohaterze, choć po prawdzie mówiąc nie wiedziałam, czy kocham bardziej jego – Wilczyńskiego, lubiącego być w centrum uwagi, czy jego przyjaciela – Kostka Kotkowskiego, który jak na Kota przystało, chadzał własnymi ścieżkami. Z tym większą radością i zaangażowaniem sięgnęłam więc po kontynuację – „Domino”. To wtedy przepadłam do głębi… spędziłam z powieścią dwa fantastyczne, letnie wieczory, czytając w ogrodzie i dziwiąc się coraz bardziej fabule. Piedziewicz nauczył mnie jednak cierpliwości, bo na „Dakotę”, ostatnią część trylogii, musiałam poczekać kolejny rok.


Chociaż najbliższe są mi dwie pierwsze części – „Dżoker” ze względu na to niezwykłe życie, przedwojenną Polskę, fabułę naszpikowaną kulturą i sztuką, ogromnymi marzeniami unoszącymi się w powietrzu niczym latawiec – niby odległymi, a jednak możliwymi do schwytania i przybliżenia ich ku ziemi, oraz „Domino”, bo w końcu wszystkie te marzenia lgną w gruzach, niczym raz ruszone kostki domina, co wywiera ogromny wpływ na bohaterach – to „Dakota” jest dla mnie częścią wyjątkową i najbardziej wyczekiwaną.
Zachwycona „Dominem” odważyłam się poprosić autora o krótką rozmowę, dzięki której uzyskałabym odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Ten zgodził się, a w rezultacie powstał kilkustronicowy wywiad, w którym zapytałam o wszystko i na każde, nawet najbanalniejsze moje pytanie, została mi udzielona odpowiedź. „Dakota” miała być częścią bardziej autobiograficzną, bliższą autorowi – czyli dla czytelnika ciekawszą.

Trzecia część trylogii poświęcona jest już nie Łucji i Kotowi, lecz przede wszystkim córce Anusi, a wnuczce Łucji – Asi. Babcia – bo właśnie nią staje się Łucja – jest już coraz starsza i bardziej zmęczona życiem. Trzyma się dzielnie, jak na tak zawzięty charakter przystało. Gorzej z Kotem, który czuje się coraz słabszy, częściej narzeka na obolałe starością ciało, mniej pamięta, aż w końcu w swoim „kocim” stylu przechodzi na tę drugą stronę – po cichu, niemalże niezauważalnie. Dni Łucji też zdają się być policzone, lecz póki co jeszcze trzyma rękę na pulsie i stara się kontrolować życie rodziny. Codziennie prosi wnuczkę, by ta uporządkowała piwnicę, w której Łucja trzyma pamiątki po przeszłości z Krzysztofem – stare pamiętniki, ich miłosne listy, hitlerowski bagnet, a nawet zrabowany przez Kostka obraz. Dziewczyna zwleka z zajęciem każdego dnia i zabiera się za nie dopiero wtedy, gdy w jej życie wkracza, a właściwie wbiega, przystojny gitarzysta. Nieśmiało spędza z nim czas w piwnicy babki, aż w końcu sama wstępuje do zespołu i zostaje w nim wokalistką. Życie jednak nieco komplikuje jej losy, bo w ciągu kilkudziesięciu kolejnych lat Asię czeka jeszcze mnóstwo zwrotów i zawirowań, a jej przyszłość wcale nie będzie wyglądać tak, jak podejrzewała.
W cieniu Asi jest też Marek, jej młodszy brat. Nieco gburowaty i przygnębiony, nieszczęśliwie zakochany, też dosadnie potraktowany przez los. W przeddzień swojego ślubu, Marek będzie zmuszony zmienić wszystkie plany życiowe, do czego przyczyniła się – a jakże – kobieta.
Rodzeństwo, jednocześnie bliskie sobie i dalekie – z mijającymi latami na przemian oddalające się znów, na przekór, zbliżające się ku sobie, połączy jeszcze nie jeden szew, którego nici często będą sięgały korzeniami ich przeszłości, lat ’80, kiedy życie wyglądało zupełnie inaczej.


W „Dakocie”, jak w poprzednich częściach trylogii przeszłość nieustannie miesza się z teraźniejszością, chociaż wraz z bohaterami przechodzimy przez ich życie w porządku chronologicznym. Pojawiają się wspomnienia i tęsknota, smutek i nostalgia na myśl o minionym, niemożliwym już do odzyskania życiu. Suma wyborów składa się na przyszły los bohaterów, co niekoniecznie kończy się „happy endem”, bo przecież nie wszystkie decyzje były dobre, nie zawsze udało się przejść przez to życie bezproblemowo… Wydarzenia się zapętlają, przeszłość wielokrotnie jeszcze powraca, by uśmiechnąć się do Asi i Marka szerokim, lecz szyderczym uśmiechem.
W trzeciej części trylogii nie cieszymy się zbytnio postacią Łucji. Staruszka pojawia się jedynie na pierwszych kilkudziesięciu stronach powieści, czasem o sobie przypominając, lecz już coraz ciszej i słabiej – bo czas ustąpić miejsca młodzieży.
W „Dakocie” jest wszystko to, do czego przyzwyczaił nas Piedziewicz poprzednimi częściami – jest kultura i sztuka charakterystyczna dla danego okresu, przez co całość jest bardzo klimatyczna i mocno osadzona w ramach czasowych; jest sport i polityka, są plotki, są swoiste znaki czasu, zmiany i bardzo mocni, wyraziści bohaterowie.

To bardzo dobra książka, choć moim zdaniem nie tak wciągająca, jak poprzednie części. Nadszedł ten czas, którego bardzo nie chciałam i którego ogromnie się obawiałam – Kot i Łucja są już za starzy, by wnieść do powieści coś nowego, ich czas wygasa, a na przeszłości i minionych wspaniałych latach z Krzysztofem, kiedy Wilczyńscy posiadali kamienicę na własność, nie może bazować każda z części trylogii. „Dakota” jest więc pod tym względem nowa – opowiada o czasie pełnym kontrastów, o świecie zarówno nowym, jak i starym, o szalonym tempie, jakie życie narzuciło bohaterom a ci, żeby jakoś sobie poradzić, musieli nauczyć się dotrzymywać mu kroku, nawet gdy to gwałtownie przyśpieszało.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Dakota, czyli nadchodzi nowe

  1. Ech, co powiedzieć? Lubiłem komplementy dla poprzednich tomów. Ale bardzo też lubię tę recenzję! Dawna Łucja, dawny Krzysztof, dawny Kot, dawna Gdynia, dawna Polska… wszystko to mogło nam się podobać – bo było pocztówką z przeszłości. A im dalej w las, tym gorzej – to już nasze czasy i musimy się nad nimi zastanawiać, a w każdym razie Aśkę lub Marka lubimy mniej. Co poradzić?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s