Przepłynąć Amazonkę z Dorotą Sumińską

Amazonia od zawsze mnie fascynowała – bogactwo tamtejszej fauny i flory sprawia, że z jednej strony marzę o podróży w te rejony, z drugiej zaś drżę na myśl o czekających na moje odwiedziny mrówkach i moskitach, których ukąszenie podobno boli tak samo, jak oblanie ciała wrzątkiem, tarantulach wielkości dłoni i pięciometrowych boa dusicielach, które z pewnością chciałyby się ze mną poprzytulać. Dlatego bardzo lubię poznawać wspomnienia ludzi odważniejszych ode mnie, którzy nie uciekają z piskiem przed wielkimi robalami, ba!, są nawet gotowi wziąć je w dłoń i sfotografować. W literacką podróż do Ameryki Południowej udałam się już za pomocą „Podróży różowych delfinów”Sy Montgomery, która rejon tropikalnej dżungli pokazała mi z perspektywy pływających w jej wodach niesamowitych ssaków. Za drugim razem przepłynęłam „Balią przez Amazonkę”, a przewodniczką mi była Dorota Sumińska.

Chociaż najsłynniejsza polska doktor weterynarii zna się na zwierzętach jak mało kto, świat przyrody wciąż skrywa przed nią wiele tajemnic, czego dowodem jest jej wyprawa do Kolumbii. Dorota Sumińska zwykle podróżowała we wschodnim kierunku, co raz lepiej poznając Azję, zachęta przyjaciela sprawiła jednak, że postanowiła wybrać się do Amazonii, by w tamtejszej dżungli„tropić jaguara”. Kolumbia, która była tłem dla wszystkich powieści Marqueza, zachwyciła ją tak bardzo, że w momencie kiedy stała już na lotnisku z biletem powrotnym w dłoni była pewna jednego: na pewno tam jeszcze wróci.
Przemierzając Kolumbię, Brazylię i Peru przyglądała się światu okiem ciekawego dziecka, z dystansem przyrodnika i miłością weterynarza. Niektóre gatunki zwierząt zobaczyła po raz pierwszy w życiu, inne zszokowały ją swoim zachowaniem, zmusiły do przyjaźni albo wyraźnie dały znać, że z człowiekiem nie chcą mieć nic wspólnego. Tropione o trzeciej nad ranem pięciokilogramowe ropuchy, obsiadające sufit tarantule, pożywiające się owadami i kajmany, przemierzające wody Amazonki to tylko niektóre ze stworzeń, o których nam opowiada. Z lekkością i żartem pisze o małpce Pepo, poświęcając jej sporą część swojej książki, która zaufała jej do tego stopnia, że nie chciała opuszczać jej pleców nawet gdy autorka kąpała się w basenie. Skutki tego były dwojakie – z jednej strony zachwyt tym bezkresnym oddaniem i zaufaniem zwierzęcia, z drugiej strony małpie odchody i resztki z obiadu, spływające po plecach człowieka – bo, jak przekazuje nam autorka, małpka nie schodzi ze swojego środka transportu nawet wtedy, kiedy musi załatwić swoje potrzeby fizjologiczne.

Jednak „Balią przez Amazonkę” to nie tylko opowieść o amazońskiej faunie. Odrobina antropologii – takiej, jaką każdy z nas jest w stanie uprawiać – również znajduje tutaj swoje miejsce. Sumińska jak typowa turystka przygląda się Kolumbijczykom i próbuje zgłębić ich mentalność. Obserwując reakcje społeczeństwa towarzyszące pojawieniu się żołnierzy dochodzi do hierarchii wojskowej i atutów płynących ze stacjonowania jednostki wojskowej w mieście. O miejscowych rozmawia, jakby sama mieszkała tam od dawna, dowiadując się tym samym kto cieszy się powodzeniem, a kto szacunkiem, kogo ludzie się boją i kim gardzą. Zachwyca się siłą, pięknem i niezależnością kolumbijskich kobiet, a także wysłuchuje opowieści o teście, jaki muszą zdać wkraczający w dorosły świat chłopcy. Zakładane im na dłonie rękawice wypełnione gryzącymi mrówkami mają sprawdzić ich siłę i męskość, bowiem młodzi mężczyźni nie mogą krzyczeć, płakać, ani pojękiwać, mimo iż ugryzienie jednej takiej mrówki boli tak, jak dłoń polana wrzątkiem. Warto sobie wyobrazić, że w jednej rękawicy tych mrówek jest dziesiątki…

Sumińska spisuje swoje wspomnienia z podróży w sposób bardzo lekki i zabawny, niejednokrotnie dziwiąc się otaczającemu ją światu, ale też krytykując postawę ludzi, którzy zamiast dbać o amazońską florę, nieustannie ją eksploatują. Na tych zaledwie dwustu stronach autorka zawiera wszystko – podziw, oddanie, miłość, gniew i niezrozumienie. Ostrzega i nawołuje do zmiany postawy, ale też zachwyca się mentalnością tubylców, spotkanych Indian z plemion Ticuna i Cocama, ich kreatywności i całkowitemu oddaniu się naturze.
„Balią przez Amazonkę” to historia, której sposób opowiedzenia przywodził mi na myśl „Zapiski nosorożca” Łukasza Orbitowskiego. Sumińska bardziej jawi się w książce w roli podróżniczki, niżeli lekarza weterynarii. Świat, w którym się zagłębia, odkrywa dla niej tajemnice, jak przed innymi turystami. Aby go poznać, sama musi uczynić pierwszy krok.
To opowieść na jeden wieczór, która pochłania i wciąga, niemniej jednak czytając, odnosiłam wrażenie, że czegoś mi w niej brakuje. Pisana bardziej w sposób „pamiętnikowy” niźli naukowy zostawiła we mnie pewien niedosyt. Byłabym w pełni usatysfakcjonowana, gdybym znalazła w tej książce więcej rzeczowych informacji o żyjących w Amazonii gatunkach, zdaję sobie jednak sprawę, że Dorota Sumińska to nie ekspertka od tych rejonów. „Balią przez Amazonkę” to książka, opisująca jej pierwszą podróż do królestwa Południowej Ameryki, na próżno więc szukać tu wiedzy eksperckiej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s