Beatlesi z Oslo

Hey Jude, All you need is love, Love me do, Strawberry fields forever, Lucy in the shy with diamonds, Let it beczy jest ktoś, kto nie zna przynajmniej jednej z tych piosenek? Kiedy tylko usłyszymy nazwę „The Beatles” już w uszach brzęczy nam melodia, którą kojarzymy z tym zespołem. Był taki okres w moim życiu, w którym bardzo fascynowałam się Beatlesami, do tego wręcz stopnia, że wszystko co robiłam, przeplatałam z ich muzyką. Rozkochana w Yesterday biegałam do tej piosenki, uzupełniając ją Michelle, kiedy się kończyła. Później zwolniłam nieco tempo, porzucając czwórkę z Liverpoolu na rzecz muzyki bardziej współczesnej, ale zespół na zawsze zakorzenił się w moim sercu. Kiedy zobaczyłam więc w księgarni książkę „Beatlesi” wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
Historia niby zwyczajna – o czwórce młodych chłopców z Oslo, zakochanych w muzyce Beatlesów i marzących o założeniu własnego zespołu. Zachwalana przez Knausgårda w niemalże każdej części „Mojej walki”. Norweg nazwał powieść Christensena biblią swoich młodzieńczych lat wraz z którą dojrzewał. Przekonywał, że bez tej książki nic nie byłoby takie samo… Opowieść niby dość pospolita i banalna, ale kiedy zaczniemy ją czytać już od pierwszej strony wiemy, że prawdy w tym stwierdzeniu jest niewiele.

Kim, Gunnar, Seb i Ola to czwórka bohaterów, z którymi będziemy wspólnie przeżywać osiem powieściowych lat. W momencie, kiedy ich poznajemy są młodymi chłopakami, zakochanymi w czwórce z Liverpoolu, słuchającymi ich piosenek w każdej wolnej chwili, marzącymi o założeniu własnego zespołu. Ich życie przebiega tak, jak życie setek innych chłopaków – grają w piłkę, chodzą do szkoły, piszą nudne wypracowania i trochę też rozrabiają, bo kradną znaczki z markowych samochodów. Jednak najważniejsza jest muzyka, nowy winyl Beatlesów jest dla nich na wagę złota, utożsamiają się z zespołem do tego stopnia, że nazywają siebie ich imionami. Jesteśmy Beatlesami – mówią, śmiejąc się do siebie nawzajem – Będziemy Beatlesami. Wierzą w siłę swoich marzeń i są przekonani, że upływ czasu tylko ich do tego przybliża. Razem z nimi kroczymy krętą ścieżką ich młodości – towarzyszymy w najtrudniejszych życiowych decyzjach, wspieramy, kibicujemy i przede wszystkim z zapartym tchem oczekujemy powstania The Snafus. Obserwujemy, jak kształtuje się ich charakter, jak rozwijają się ich zainteresowania, jak przeżywają swoje pierwsze miłosne rozczarowania, jak dokonują wyborów, które później będą miały wpływ na ich przyszłość… Jednak już w połowie książki uświadamiamy sobie, że życie chłopaków z The Snafus nie pójdzie tym samym torem, co tych z The Beatles. Marzenia w starciu z rzeczywistością okazują się być zbyt kruche i ulotne, często roztrzaskane o bruk okazują się jedyną rzeczą, która jeszcze łączy nas z przeszłością…

W momencie, kiedy w powieści po raz pierwszy pada stwierdzenie, że zespół The Beatles się rozpada,  uświadamiamy sobie, że i nasi Beatlesi z Oslo prawdopodobnie się rozpadną, że ich marzenia znikną, jak butelki wódki i dym papierosowy. Życie zmusi każdego z nich, aby wybrał inną drogę, ani jednego nie oszczędzając.


„Beatlesi” to napisana z rozmachem powieść o młodości i naiwności, która cechuje ten krótki okres. Kim, Ola, Seb i Gunnar nie dopuszczają do siebie myśli, że coś w ich życiu może pójść nie tak, jak sobie wyobrażają, chociaż na co dzień nie brak im dowodów, że świat bywa okrutny. Każdy z chłopaków w końcu wybiera własną drogę życia, angażującą, pochłaniającą, często też niebezpieczną… Dorosłe życie okazuje się na tyle zajmujące i czasochłonne, że brakuje już chwil, by realnie myśleć o The Snafus.  Jedyne, co im pozostaje, to bezradne obserwowanie, jak marzenie wymyka im się z rąk niczym ptak lub motyl. Bo w życiu nie wszystko jest tak – ostrzegają ich rodzice – jak sobie wyobrażamy. Nie zawsze możemy być tym, kim chcemy.
Ważną rolę w powieści odrywa też rozwój i przemiana Beatlesów. Dla młodych hippisów nie zabrakło miejsca w powieści. Odwzorowana w ten sposób Norwegia lat 60′ i 70′, okazuje się cichą bohaterką książki, ukazującą  nam młodych ludzi pogrążonych w samotności, niezrozumieniu, desperackim wręcz pragnieniu wolności i miłości. Przemiany historyczne i polityczne wywierają wpływ i skutkują konkretnymi konsekwencjami w dalszym życiu Kima, Seba, Gunnara i Oli. Doskonale poprowadzony został tutaj wątek wojny w Wietnamie – konflikt zupełnie nie ich wpływa na świadomość młodzieży do tego stopnia, że w swoich poglądach politycznych przyjmują skrajne poglądy, za które gotowi są przelać krew.
Lars Saabye Christensen stworzył powieść mocno osnutą dymem i suto zakrapianą alkoholem, poświęconą młodym ludziom, szukających swojej ścieżki życiowej. Ludziom zagubionym i zdezorientowanym, łapiących się jak tonący brzytwy ostatniej deski ratunku, którą są ich marzenia.
Ogromnym atutem książki są nazwy rozdziałów zatytułowane tak, jak albumy Beatlesów, które wychodziły w tamtym czasie. Wspólnie więc z bohaterami słuchamy muzyki i dajemy się zachwycić tak mocno odczuwalnemu klimatowi powieści.

Przeczytajcie! To jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję poznać. Wycisnęła ze mnie łzy i sprawiła, że Beatlesi na zawsze będą mi się kojarzyć z czwórką małolatów z Oslo, z którymi spędziłam osiem intensywnych lat.  Podobnie jak Knausgård jestem zdania, że to powieść, która zmienia człowieka. Wielokrotnie będę do niej wracać, chociaż nie jestem pewna, czy dam radę jeszcze raz dojść do końca – raz złamane serce to i tak o raz za dużo, prawda?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s