Śladami starożytnych Majów

O życiu współczesnych Majów wiemy niewiele – tyle, ile przeczytamy w prasie, zobaczymy w telewizji, czy ewentualnie na którymś z kanałów Youtube. Kojarzą nam się z przeszłością, z osiągnięciami architektonicznymi, liczbami, pismem hieroglificznym, mordami rytualnymi, pilnowaniem czasu, aż wreszcie – z końcem świata. To w 2012 roku świat miał się skończyć, a Europę ogarnęła wtedy mania – jedni roztrwaniali majątek, chcąc zakosztować ostatnich przyjemności na tym świecie, inni zbierali zapasy, przygotowując się do survivalu. Nikt jednak nie zapytał Majów, co w ich rozumieniu oznacza koniec świata – czy ziemię odwiedzą jeźdźcy apokaliptyczni, wystąpi wąż o dwóch głowach, a zwierzęta będą pożerać ludzi… czy to po prostu zamknięcie jednego kręgu i przejście do drugiego?
Weronika Mliczewska wyruszyła w ponad półroczną podróż do krainy Majów, aby zgłębić sekret ich duchowości, uczestniczyć w rytuałach i zadać mnóstwo pytań, jak ciekawe świata dziecko – również to o koniec świata. Studiując w Los Angeles i Londynie, zgłębiając swoją wiedzę na ulicy, jedząc z freeganami, nie straszna jej była samotna podróż na – prawie – kraniec świata i zetknięcie się z kulturą całkiem odmienną od naszej.
Bilet kupiła w jedną stronę, nie wiedząc, kiedy wróci. Tak naprawdę nie wróciła nigdy, bo podróż ją zmieniła, sprawiła, że inaczej postrzega świat, jest bardziej świadoma, doświadczona, mądrzejsza, choć to nie zawsze jest wygodne. Wysłuchała setki opowieści, z których większość nagrała na dyktafon, ale książkę skończyła dopiero po pięciu latach od powrotu z Mundo Maya. To, co tam przeżyła potrzebowało czasu, aby w niej dojrzeć i móc być opowiedziane w całości.

na-poczatku-jest-koniec
Chcę, aby wszyscy ludzie z Europy i Ameryki wiedzieli, że rok 2012 nie oznacza końca świata. Jest to czas przemiany świadomości, czas końca jednego cyklu i początku kolejnego. Kończy się czas piątego słońca, jest to czas wielkich zmian, w świecie i w nas samych, czas decyzji, czas podstawowych pytań o sens i priorytety,  a także czas powrotu do źródeł.

Mundo Maya ma dwie twarze – tę prawdziwą i tę wystawioną na podziw turystów.
Weronika Mliczewska zetknęła się z obiema, chcąc przeżyć z Majami Nowy Rok. Najpierw trafiła na paradę, fiestę zorganizowaną dla turystów ze Stanów (swoją drogą specjalnego rodzaju turystów, bo wróżek, czarodziei, magików), z wystawą o ich duchowości i rytuałach, z kolorowymi wycinkami z prasy, ze świecącymi strojami, przyjaznymi szamanami i przede wszystkim filmowanym rytuałem, odprawionym na potrzeby telewizji dzień wcześniej i… szczegółowo omawianymi czynnościami i odpowiadaniem na pytania dziennikarzy pomiędzy modlitwami! Chwilę potem, uciekając od tej medialnej szopki, dotarła do celu – stała się świadkiem, a nawet uczestnikiem rytualnego witania Nowego Roku, który nijak się miał do swojego „turystycznego” odpowiednika. Obserwowała ludzi i pytała ich o wszystko, prosząc też ogień o spełnienie swojego życzenia. Wsłuchiwała się w szeptane modlitwy i bacznie śledziła każdy ruch zdystansowanych, pogrążonych w duchowości szamanów.
Patrzyła na świat Majów uważnym i czujnym okiem antropologa, odkrywając co raz więcej skandalów i absurdów, dziwiąc się temu, ale też próbując to zrozumieć. Bo, jak już napisałam, świat Majów ma dwie twarze, a obok tej pobożnej, skupionej na modlitwie podczas rytuałów ujawnia się często ta druga – pijana, bo święta i parady często oznaczają picie już od rana.

zdj1
Reportaż Weroniki Mliczewskiej jest podróżą przez najbardziej odległe i najmniej znane życiowe ścieżki Majów. Autorka nie pokazuje zabytków i nie opowiada o nich – prowadzi w nas najbardziej odległe, ale najprawdziwsze ścieżki Majów.
Już na początku swojej podróży pytała ludzi, czy są Maya, ale nikt nie chciał się do tego przyznać. Majowie żyją tam, dalej, za tą górą, w kolejnej wiosce, za rzeką – mówili wszyscy, bo bycie Majem, to przekleństwo, to bycie traktowanym gorzej od psa, dlatego niektórzy potomkowie starożytnych Majów odcinają się od swoich korzeni. To życie w głodzie obok opływających w dostatki Latynosów i turystów. To konsekwencje wojny domowej w latach 80′ XX wieku w Gwatemali. To opowiedziane szeptem historie kobiet, które podobnie jak głos, straciły mężów, a ich poćwiartowane ciała znajdowały podczas przechadzki w lesie… To historia, do której nikt już nie chce wracać, otwierać starych ran, które jeszcze do końca się nie zagoiły i wciąż ropieją.
Aby lepiej zrozumieć majańską historię i majańskich ludzi, Weronika zatrudniła się jako wolontariuszka w więzieniu, poznając cenę bycia w gangu i zadarcia z gangiem. Wysłuchała kobiet, które przeszły więcej niż nie jeden mężczyzna i więcej też w tym egzotycznym świecie znaczyły. Przemierzyła wioski całkowicie odcięte od cywilizacji, zaprzyjaźniając się z tubylcami, ofiarując im swoje zaufanie i w zamian oczekując tego samo…

Książka Weroniki Mliczewskiej jest zagłębieniem się nie tylko w majańskie dusze, ale i wewnątrz siebie. To przypatrywanie się czemuś, czego nie widać i próba poznania tajemnic świata. To szukanie miejsca dla tradycji w nowoczesnym, nastawionym na zysk i komercję świecie, gdzie wszystko, co ważne, odbywa się z przytupem i hukiem, zamiast w ciszy i głębi serca. To przedstawienie ludów Maya takimi, jakimi są, bez prób upiększania ich i dopowiadania prawdy za nich.
To fascynująca książka, dająca wiele do myślenia, napisana przyjemnym językiem, wielokrotnie zabawna, ale przede wszystkim – ważna.

zdj2
zdj3

*wszystkie zdjęcia są własnością autorki.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Śladami starożytnych Majów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s