Zabić drozda, czyli zgrzeszyć

Całkiem niedawno myślałam o tym, w jaki sposób zamknę czytelniczy grudzień (czy uda mi się przeczytać tyle książek, ile w 2015 roku? Jakie recenzje pojawią się w tym miesiącu jeszcze na stronie? Jak będzie wyglądało podsumowanie?) i o planach na styczeń. Wśród nich obok jednego wywiadu pomyślałam o wpisie, który podsumowałby mój „stosik hańby”, czyli książki sławne i cenione, przez wielu uwielbiane, przeze mnie jednak jeszcze nieprzeczytane. Chciałam zrobić podsumowanie z listą takich książek, powodem dla którego tych pozycji nie przeczytałam i planach względem danej powieści. Skończyło się jednak tak, że dopadła mnie czytelnicza nuda, a jak wiadomo, to najgorsza rzecz, która może spotkać czytelnika… Na półkach nie stało nic, co miałabym ochotę przeczytać – jedynie jakieś dwa kryminały – więc udałam się do biblioteki, a tam… w ręce wpadła mi kultowa powieść amerykańskiej autorki Harper Lee – „Zabić drozda”. Tym sposobem sama sobie skróciłam materiał do styczniowego wpisu, a Wam przygotowałam recenzję. 🙂

zabicdrozdaAkcja powieści dzieje się w latach 30′ XX wieku, na kilka lat przed wybuchem drugiej wojny światowej. W małym amerykańskim miasteczku w stanie Alabama mieszkają Jem Finch i jego młodsza siostrzyczka Jean Louise, zwana Skautem. Są wakacje, dlatego dzieciaki całe dnie spędzają na zabawie na świeżym powietrzu. Tym, co spędza im nie tylko sen z powiek, ale zajmuje też myśli podczas całego dnia, jest Boo Radley – tajemniczy mężczyzna, który od kilkunastu lat nie wystawił nogi poza próg domu. Na temat rodziny Radleyów krążą różne plotki – na przykład ta, jakoby sam dom był nawiedzony, a Boo żywił się pająkami, z domu wychodził tylko ciemną nocą, aby podglądać przez okno sąsiadkę. Wyobraźnia wszystkich żyjących w miasteczku sięga granic, które przekraczają jednak dzieciaki, jak to zwykle bywa, bo – jak wiemy – bardzo ciężko skutecznie uciszyć dziecięcą odwagę. Od niewinnych zabaw Jem i Skaut przechodzą w końcu do… próby wybawienia Boo z domu.
W tym samym czasie w życiu Atticusa Fincha – szanowanego obywatela Maycomb i głowy rodziny – zachodzą ogromne zmiany. Kiedy młody Murzyn Tom Robinson zostaje oskarżony o zgwałcenie białej dziewczyny – Mayelli Ewell – Atticus od razu podejmuje się jego obrony. Sprawa jest… można by rzecz, niełatwa, ale to określenie nieprawidłowe. Obrona Toma Robinsona z góry skazana jest na porażkę, bowiem nie ma takiej możliwości, żeby czarny człowiek wygrał z białym. Nawet sądownie, gdzie każdy jest wobec każdego równym. Chcąc zadać kres niesprawiedliwości i ludzkiej krzywdzie, Atticus walczy, chociaż wie, że to nierówny pojedynek. Prosta sądowa sprawa z powodu wszechpanującego rasizmu, urasta do rangi symbolu. Pytanie o to, gdzie przebiegają granice ludzkiej tolerancji powracają do nas niczym echo. Jem i Skaut przyglądają się wszystkiemu i są zmuszeni sami znaleźć odpowiedzi na te głębiące ich pytania.

„Zabić drozda” to powieść dwojaka – z jednej strony wzbudzająca w człowieku jakieś resztki nadziei, które jak płomień tlą się na dnie serca, z drugiej strony pozbawiająca wszelkich złudzeń i oczekiwań względem przyszłości. No bo tak: wiemy, że czarnych w Ameryce się już nie prześladuje, ale za to napiętnowaniu wciąż podlegają lub zaczynają podlegać inne grupy społeczne (jak np. homoseksualiści). Postać Toma Robinsona jest przecież tylko – albo aż – metaforą, a na świecie wciąż mnóstwo jest narodów, które wciąż o swoje prawa walczą. I będą walczyć, bo tak już jest ten świat zbudowany – na sile jednych i słabości drugich. Ale w oczy rzuca się również drugi bohater, chociaż nieco bardziej drugoplanowy – Boo Radley. To też przykład postaci metaforycznej, jednak tak doskonale wykreowanej, że nawet nie potrzebne było jego istnienie w książce (Arthur pojawia się w powieści przecież tylko raz!), aby móc mówić o wyobcowaniu, eskapizmie, cierpieniu, chorobie, miłości. To postać, która mówi nam wszystko o świecie w jakim żyli mieszkańcy Maycomb, ale jeszcze więcej o tym, w którym żyjemy dziś my.
Harper Lee w kilku słowach mówi nam wszystko o tym, czym jest akceptacja drugiego człowieka, zrozumienie oraz zwykła ludzka dobroć. Pokazuje nam świat, w których tych cech brakuje i podkreśla, że ten świat jest przecież naszym światem.
Nie wiem, dlaczego tak długo odkładałam w czasie lekturę tej książki… to fascynująca opowieść, do której powrócę zapewne nie raz, bardzo wzruszająca i ciepła, a jednocześnie smutna i delikatna. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku, o ile nie jedna z tych, jakie dane mi było przeczytać w ogóle.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Zabić drozda, czyli zgrzeszyć

  1. To także jedna z moich ulubionych powieści, zachwycająca wrażliwością i empatią. I żałuję, że dorobek pisarski Harper Lee jest tak skromny – choć, jak mi właśnie przypomniałaś, wciąż jeszcze nie przeczytałam „Idź, postaw wartownika”, o której było jakiś czas temu tak głośno. Muszę to wreszcie nadrobić.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s