Piękno, czyli nieszczęście

Piękno potrafi być źródłem nieszczęścia – szczególnie w świecie rządzonym przez mężczyzn. Potrafi być największą zgubą i pułapką kobiety. Dewi Ayu przekonała się o tym na własnej skórze, kiedy wojna odebrała jej wszystko, co miała – bliskich, przyjaciół, rodzinny dom i majątek, aż w końcu nawet prawo do własnego ciała. W tym świecie brutalności i ulic zapełnionych krwią istnieje tylko jedno miejsce, o które dbają obie walczące strony: burdel. Z tych jednonocnych (chociaż niejednorazowych) przygód w jej brzuchu poczęły się trzy nowe życia – po kolei: Alamanda, Adinda i Maja Dewi – a każda jedna z sióstr była piękniejsza od drugiej. Podobnie zresztą jak ich matka, która cieszyła się sławą najpiękniejszej prostytutki w Halimundzie. Doprawdy, świat nie widział nigdy cudowniejszych kobiet.

piekno

Ale jak się okazuje, piękno to bolesna rana, bo zamiast dobrobytu, ich uroda obdarzała ich tylko zapełnionymi po brzegi workami nieszczęścia. Dlatego kiedy w wieku pięćdziesięciu lat Dewi Ayu zaszła w ciążę po raz czwarty, spróbowała wszelkich sposobów, aby pozbawić dziecko życia, a kiedy i to zawiodło (potomkini okazała się bowiem niesamowicie silną istotką), posunęła się do ostateczności i… rzuciła na nie klątwę. Chciała, aby jej czwarte dziecko urodziło się brzydkie, bo jak twierdziła: nie ma gorszego przekleństwa od rodzenia ładnych kobiet w świecie mężczyzn zajadłych jak goniące się psy. Kiedy mała w końcu się urodziła, nawet na nią nie spoglądając, Dewi Ayu ochrzciła ją imieniem „Piękna”, przekonana o porażce swojego zaklęcia, i wyzionęła ducha. O tym, jak wygląda życie Pięknej przekonała się dopiero po dwudziestu jeden latach, kiedy specjalnie w tym celu wstała z grobu. A wyglądało tak, że Piękna, jak na ironię losu, wcale piękną nie była. Wręcz przeciwnie – urodziła się potworem; nos niczym wtyczka do kontaktu, popielata skóra, jak spalone kawałki papieru, włosy podobne do strąków. Nigdy ziemia nie nosiła tak brzydkiej kobiety, od której wzrok z odrazą odwracały nawet psy.
Dewi Ayu doskonale wiedziała, że piękno to bolesna rana, ale nie spodziewała się, że jego brak nie przeszkadza w znalezieniu miłości…

Powieść Eki Kurnawiana, to napisana z rozmachem, epicka historia o życiu czterech kobiet, wiecznych zakładniczek męskiego pragnienia. Bohaterowie gonią za nimi z wywieszonymi jęzorami, niczym psy, usiłując zmusić każdą z nich do miłości. Ich związki z indonezyjskimi bojownikami wiele mówi nam o historii tego kraju i jego losach. Jest tutaj wrażliwy, choć zmieniający kobiety jak rękawiczki Kliwon, który rzuci się potem w ramiona komunizmu, indonezyjski preman, zbir i przywódca gangu, Maman Gendeng, najsilniejszy mężczyzna w kraju, odporny na strzały z pistoletu czy ostrze noża i w końcu zdesperowany Shodancho, wojskowy, który dla zaspokojenia pragnienia gotów iść po trupach. Ale wyrastają też nowe pokolenia, naznaczone tą samą klątwą nieuleczalnej miłości.
Wszystko to otulone jest fragmentami iście baśniowymi – poznajemy tu indonezyjskie przypowieści i legendy, których fabuła przeplata się z akcją książki, a nawet tworzy jej część. Jest też realizm magiczny: ktoś wstaje z grobu, ktoś rozpływa się w nicości, jeszcze inny bohater okazuje się duchem, który trochę w tej powieści namiesza. Elementy te przenikają się ze sobą tak bardzo, że w końcu nie sposób odróżnić, co wydarzyło się naprawdę, a co jest tylko wymysłem i fantazją postaci. To, podobnie jak u Marqueza, tworzy tę książkę piękną i wyjątkową. Zresztą nasycenie fabuły realizmem magicznym nie jest jedynym podobieństwem – związki między postaciami, słabość do osób z tej samej rodziny (ot, na ten przykład, ciotki), a nawet swego rodzaju mistyczność „Halimundy” to przecież cechy, które upodabniają prozę Kurnawiana do „Stu lat samotności”.
Zaryzykowałabym nawet stwierdzeniem, że „Piękno to bolesna rana” jest połączeniem części prozy Marqueza z powieściami chińskiego Noblisty, Mo Yana. To brutalny świat przepełniony zmysłowością i cielesnością, namacalną wręcz seksualnością, ale i duchowością. To książka o miłości i pożądaniu, w których tle odgrywają się jednak ważne dla historii Indonezji wydarzenia – wojna, komunizm, przewroty wojskowe w nowej erze kraju, zupełnie tak jak u dwóch wyżej wymienionych pisarzy.
„Piękno to bolesna” rana trafiła do moich rąk zupełnie przypadkiem (przez pomyłkę wydawnictwa), ale szczerze mogę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie tego roku bez tej książki – to absolutne arcydzieło, które wstrząsnęło mną i wbiło w fotel podczas czytania. To bardzo piękna, poruszająca, magiczna powieść. Aż ciężko mi uwierzyć, że Kurniawan napisał tę powieść w wieku zaledwie 25 lat, szukając pomysłu na swoje życie. Chciałabym, aby spod pióra każdego pisarza wychodziły takie dobre rzeczy.

– Miłość sprawia mi tylko niewysłowiony ból – wyznał preman.
– Cóż, możesz mnie kochać – odrzekła Dewi Ayu – ale nie oczekuj za wiele w zamian, bo liczenie na wzajemność ma niewiele wspólnego z miłością.
– Ale jak można kogoś kochać, nie licząc na wzajemność?
– Nauczysz się, twardzielu.
By przypieczętować umowę, Dewi Ayu wyciągnęła rękę, a Maman Gendeng pocałował ją w koniuszki palców.

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Piękno, czyli nieszczęście

  1. No skąd wiedziałaś, że właśnie ostrzę sobie na tę książkę zęby i zastanawiam się, czy jej nie kupić? Akurat się zastanawiałam, czy się nią nie rozczaruję. Ale jak tak patrzę to myślę, że zaryzykuję 😛

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s