10 nie-książkowych ciekawostek o mnie

Zanim założyłam tego bloga miałam taki zamysł, aby pisać jak najbardziej anonimowo. Nie dlatego, że bałam się brania odpowiedzialności za moje słowa, ale wręcz odwrotnie – chciałam, aby to książki zajmowały tutaj pierwsze miejsce, a nie moja osoba. Nie chciałam wspominać o blogu swoim znajomym, ale ostatecznie to od nich się wszystko zaczęło – to oni stali się pierwszymi, może nie czytelnikami, ale z pewnością obserwatorami mojego bloga. Nauczyli Niebieską Papużkę stawiania pierwszych kroków, udostępniając i komentując moje wpisy. To właśnie wtedy się przełamałam i postanowiłam się nie ukrywać, stwarzając zakładkę „O mnie”, gdzie przekazałam Wam garść informacji o mojej osobie i moim życiu. Z czasem doszedł profil na Instagramie, który początkowo miał być moim prywatnym kontem, a stał się połączeniem jednego i drugiego – czyli prywatno-blogowym profilem. Od wpisu do wpisu przez te półtora roku zdążyliście już mnie trochę poznać, ale to wciąż bardzo mało, dlatego dziś za sprawą cudownej Eweliny z Cocteau & co. przekażę Wam 10 ciekawostek o mnie, których nie znajdziecie ani na Facebooku, nie zobaczycie na Instagramie, ani nie wyczytacie między wierszami moich recenzji.
No to co? Do dzieła!

10-ciekaowstekaa

1. Jestem kujonką
O tak, przyznaję się do tego bez bicia! Nigdy nie byłam na wagarach, do wszystkich egzaminów podchodzę w pierwszym terminie i to jak najlepiej przygotowana. Nie opuszczam nawet najnudniejszych zajęć na uniwersytecie i pilnie notuję każde słowo. Wychodzę z założenia, że najpierw praca i obowiązki, a dopiero potem czas na przyjemności – dlatego bywa i tak, że uczę się całymi dniami, czytam mądre akademickie podręczniki, które miewają po 900 stron, żeby zdać kolokwium w pierwszym terminie, a odpoczywam dopiero kiedy kładę się do łóżka. Wiem, że takie rozwiązanie nie zawsze się sprawdza, że czasem powinnam sobie odpuścić i wyluzować, bo zamartwianie się o każdy wynik kosztuje mnie sporo nerwów, ale… nie potrafię! Nie jestem pewna, czy to kwestia mojego charakteru, pewnego obowiązku, który sama na siebie narzuciłam, czy po prostu przyzwyczajenia. Może jeszcze kiedyś uda mi się zwolnić?

2. Nie lubię jeździć na rowerze
O ile kiedyś do jazdy na rowerze zmuszała mnie siostra, tak teraz, kiedy sama wszędzie jeździ samochodem, bo zazwyczaj zabiera ze sobą swojego małego szkraba, nie potrafię się zmotywować. W to lato nie wsiadłam na rower ani razu i czuję się z tego powodu niezręcznie, wiedząc, jak wielką popularnością cieszy się ten środek transportu… A jednak rower jakoś mnie nie przekonuje – tysiąc razy bardziej wolę piesze wędrówki czy nawet bieganie. Skrycie jednak marzę o ślicznym miętowo-białym rowerze miejskim, który może przełamie moje opory i sprawi, że pokocham jazdę na rowerze.

3. Kocham morze
Góry czy morze? Dla mnie odpowiedź jest tylko jedna: morze! Jego widok tak bardzo mnie pochłania, że mogłabym godzinami siedzieć na plaży i wpatrywać się w morską toń. Kiedyś nawet marzyłam o wypłynięciu w morze na jakimś rybackim kutrze, herbacianym szkunerze czy po prostu starym, drewnianym statku – oczywiście z pełną załogą. Mogłabym być na tym statku kucharką czy majtkiem, byle tylko poczuć tę atmosferę i wsłuchiwać się bez końca w marynarskie opowieści. A to wszystko za sprawą cudownej książki, noszącej tytuł „My, topielcy” – bardzo klimatycznej, bardzo skandynawskiej i przede wszystkim bardzo marinistycznej.

4. Marzę o podróży do Skandynawii
Z moją miłością do morza łączy się pragnienie wyjazdu do Skandynawii. Podczas gdy normalni ludzie chcą rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, ja pragnę odciąć się od świata i udać się w podróż do Norwegii, Szwecji, Finlandii. Ta zimna i ponura twarz morza fascynuje mnie chyba jeszcze bardziej niż jego ciepła, wakacyjna wersja. To Tove Jansson i Karl Ove Knausgard nauczyli mnie kochać Skandynawię, która kiedyś w ogóle nie absorbowała mojej uwagi. Sprawili, że pragnę zobaczyć te wszystkie miejsca, w których sami kiedyś żyli, zamieszkać w czerwonym domku z widokiem na fiordy, swój dom urządzić w szarościach i bielach, a także nauczyć się jednego z tych pięknych języków.
Póki co muszę jednak trochę poczekać ze spełnieniem tego marzenia, bo to wydatek nie na studencką kieszeń.

5. Jestem Italofilką
Chociaż Włochy i Skandynawia to dwa zupełnie inne kierunki, na początku zapałałam miłością do południa. W 2012 roku zaczęłam uczyć się włoskiego, marząc o wyjeździe do tego kraju. Dwa lata później udało mi się dobrze opanować język i wyjechać na wakacje do Rzymu – najpiękniejsze, dodam, wakacje, jakie w życiu miałam. To właśnie wtedy poczułam, że wkuwanie słówek i ślęczenie nad skomplikowaną gramatyką (bo chociaż każdy mówi, że włoski to łatwy język, uwierzcie mi, mało w tym prawdy!) przyniosło swoje efekty. Mówiłam po włosku kiedy tylko mogłam, w morzu poznałam nawet trzech chłopaków z Egiptu, którzy z Rzymie mieszkali już od kilku, kilkudziesięciu lat i przez godzinę z nimi rozmawiałam.
Uwielbiam wszystko co włoskie – od dolce far niente, poprzez spaghetti i pizzę, włoską sztukę i muzykę, aż po okazywanie uczuć podczas partita di calcio (ale o tym za chwilkę). Włochy to moja pierwsza i największa miłość, do tego najbardziej dojrzała, bo przecież nie ma kraju idealnego, a Italia potrafi być krajem, który po namiętnym romansie można od razu znienawidzić. A jednak to tam chciałabym kiedyś zamieszkać – może nie na stałe i nie na długo (bo chyba jednak nawet moja cierpliwość nie jest tak ogromna, aby wytrzymać z Włochami przez długi czas), ale przynajmniej na chwilkę.

img_1019

juve

6. Kibicuję Juventusowi
Piłką nożną nie interesowałam się nigdy. Co więcej, byłam taką typową dziewczyną, która nie wie co to spalony i z ilu metrów strzela się karne. Uciekałam od tego najdalej jak tylko mogłam i broniłam się w każdy możliwy sposób, ale w końcu się poddałam. Kiedy zamieszkałam z siostrą, to szwagier zaraził mnie tą pasją. Co prawda próbował mnie przeciągnąć na tę hiszpańską stronę, bo jest kibicem Barcelony, ale mu się nie udało. Mój związek ze Starą Damą rozpoczął się w czasie trwania Euro 2012. To właśnie wtedy zaczęłam się uczyć włoskiego i kibicowałam Włochom. Podpytywałam szwagra o włoskich piłkarzy i okazało się, że ponad połowa składu do zawodnicy Bianconerich. Niczego więcej już nie potrzebowałam, od września regularnie śledziłam każde rozgrywki, coraz bardziej zakochując się w tej drużynie i dużo się ucząc. Wiele z Juventusem od tego czasu przeszliśmy – klub opuścili moi ulubieni piłkarze, ale doszli też nowi, którzy już teraz piszą jego historię. W 2015 roku miałam okazję zobaczyć Super Mecz w Gdańsku pomiędzy Lechią, a Juventusem. Jestem pewna, że na wyjazd do Turynu przyjdzie jeszcze czas. Może to właśnie tam zamieszkam?

7. Zajmuję się rękodziełem
Obok pasji do literatury drugim wypełniaczem mojego czasu jest wykonywanie ręcznie kartek okolicznościowych. Nauczyłam się tego w gimnazjum na zajęciach dodatkowych, ale jakość tamtych moich prac nie może być porównywalna z tym, co robię teraz. To zajęcie bardzo ciekawe, ale bywa też wyczerpujące. Prawie wszystkie listopadowe popołudnia poświęciłam kartkom świątecznym i byłam naprawdę szczęśliwa, kiedy mogłam w końcu od tego odpocząć. To też hobby potwornie drogie, bo wszystkie papiery i wykrojniki swoje kosztują, ale przyjemność z wykonania czegoś ładnego daje największą satysfakcję.
Zainteresowanych tym tematem odsyłam do mojego drugiego bloga: https://handmadeforyou.wordpress.com/


8. Nie oglądam filmów
No dobra, że nie oglądam, to może przesada, ale z pewnością oglądam ich bardzo niewiele. Spowodowane jest to ograniczoną ilością czasu, a w zestawieniu wieczór z filmem czy z książką, zawsze wygrywa książka.

9. Nie lubię okazywać swoich uczuć
Często płaczę nad zakończeniami filmów czy książek, ale nigdy w towarzystwie. Kiedy idę z kimś do kina na wzruszający film zawsze obawiam się tego, że puszczą mi emocje i się popłaczę. Podobnie mam z książką – mimo że łzy cisną mi się do oczu staram się za wszelką cenę je powstrzymać, aby tylko nie pokazać, że jakaś fikcyjna historia wywarła na mnie aż takie wrażenie. Bo niestety, przyznaję się bez bicia, jestem bardzo wrażliwa i nazbyt często zdarza mi się płakać nad błahymi i głupimi sprawami. A to przecież bardzo źle, bo jeżeli ma się miękkie serce, to trzeba mieć twardy tyłek, a takiego mi brakuje.
Przy okazji tego tematu zdradzę Wam, że pod koniec „Małego życia” niestety nie wytrzymałam i wybuchłam ogromnym płaczem przy rodzinie. Do dziś dziwią się, że książka aż tak potrafi wpłynąć na człowieka.

10. Zbyt szybko się angażuję
To już ostatnia ciekawostka i chyba najbardziej osobista z wszystkich, które Wam tutaj przedstawiłam. Miewam tak, że angażuję się w różne sprawy z całego serca i poświęcam temu ogrom czasu i emocji. Często niepotrzebnie, bo zdarza się, że pod koniec nic z tego nie wychodzi, a ja z tego wszystkiego, co w daną sprawę włożyłam, nie mam ostatecznie nic. Podobnie mam z ludźmi – to zawsze ja staram się o utrzymanie kontaktu, nawet jeżeli wiem, że nie warto. Staram się zawsze być otwarta, miła i pomocna. Często przejmuję się problemami innych, chociaż przecież swoich mam wystarczająco. Zbyt szybko okazuję też zaufanie, pozwalając drugiej osobie zanadto wkroczyć w moje życie. To, jak się domyślacie, ma swoje skutki – niestety mało pozytywne.
Na szczęście powoli uczę się dystansu, a nawet uczyniłam już ku temu pierwszy krok.

I tym oto pozytywnym akcentem dobrnęliśmy do końca. Wymyślenie tych 10 faktów było nie lada wyzwaniem! Nie miałam pojęcia, że zestawienie zainteresowań z marzeniami i uczuciami okaże się takie trudne – i za to właśnie chcę podziękować Ewelinie, która zmusiła mnie do wyjścia poza swoją „strefę komfortu” i przyznania się do tych rzeczy, które niekoniecznie dobrze o mnie świadczą.
A teraz czas na nominacje – sama z chęcią dowiedziałabym się czegoś zaskakującego o:
Kamilu z bloga Nieortdoksyjny, bo to niezwykle ciekawy z chłopak z nieprzeciętnymi zainteresowaniami,
Dianie z Bardziej lubię książki, bo uwielbiam czytać jej recenzje i podziwiać jej zdjęcia, a w przyszłości mam nadzieję ją poznać,
Rudej Wstążce, bo chociaż jej blog nie jest blogiem czytelniczym, jego autorka bardzo mnie intryguje.
Mam nadzieję, że weźmiecie udział w zabawie i zaspokoicie moją ciekawość! 🙂

Reklamy

7 uwag do wpisu “10 nie-książkowych ciekawostek o mnie

  1. Wygląda na to, że miałam intuicję, przeczuwając że jesteś osobą kreatywną i pisanie o książkach to tylko jedna z Twoich pasji! 🙂 Co do miłości do Italii, całkowicie ją rozumiem i sama coraz częściej zastanawiam się, czy by nie zorganizować małego flirtu z tym krajem (mam nadzieję, że jeśli się uda Francja się nie obrazi :D). W każdym razie, od pewnego czasu jeżdżę tam bardzo chętnie i zawsze udaje mi się odkryć coś interesującego. Niestety, mam tylko bierną znajomość języka i muszę w końcu nauczyć się mówić. Wtedy już nic mnie nie powstrzyma. 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Ja w liceum za to uczyłam się francuskiego, ale niestety przez niskie ambicje grupy nic nie potrafię. Mam zamiar powrócić kiedyś do tego języka, chociaż dystansuje mnie nieco fakt, że nie potrafię naśladować francuskiego akcentu. :/
      Co do Włoch – koniecznie! Mówić nauczysz się szybko, a to kraj niesamowicie barwny i ciekawy 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s