Knausgård na zimę

Z początkiem września do rąk czytelników z całej Polski trafiła książka, otwierająca nowy cykl Karla Ovego Knåusgarda – „Cztery pory roku”. „Jesień” miała pokazać nam nieznane wcześniej oblicze literackiego wojownika, jako czułego ojca i mężczyzny pełnego refleksji, na którego twarzy czasem nawet gości uśmiech. Rzecz to niespotykana, bo przecież na większości zdjęć Knåusgarda jest niesamowicie chmurny – brwi ściągnięte, usta zaciśnięte, czoło poznaczone gęstą linią zmarszczek, włosy buntowniczo opadające na policzki.

635402612224191734

„Jesień” miała dać nam garść skrawków wyciętych z jego życia, kilka filozoficznych rozważań, miała być też pozycją pokazującą – w końcu po sześciotomowej „Mojej walce” – że Norweg pogodził się z przeszłością, teraźniejszością, a nawet z otwartymi ramionami, ba!, kto wie, może nawet z zaciekawieniem?, czeka na przyszłość.
Przyniosła rozczarowanie.

Całe szczęście, że 10 listopada do księgarń trafiła „Zima” – drugi tom „Czterech pół roku”, która nie jest jednak niczym innym, jak kontynuacją „Jesieni”, osadzoną jednak w nieco innych klimatycznie warunkach.
Tu Knåusgard pisze już mniej filozoficznie, o ile garść tych jego rozważań można było uznać za coś „filozoficznego”. Nie tak często pojawiają się rozważania o plastikowych butelkach, muszlach klozetowych czy termosach. Jest za to pierwszy śnieg i święci Mikołajowie, pierwsze kozaki i koguty, przytulanki i fajerwerki. Jest wszechobecny ojciec Knåusgardaa, jednak już nie tak namacalny i cielesny, jakim jawił się w „Mojej walce”. To widmo, które dawno odeszło, ale obecne jest dalej we wspomnieniach – bo przecież nie tak łatwo wymazać z pamięci kogoś, kto przez całe nasze życie był najważniejszą jego częścią.

Nie mogło zabraknąć części ciała, dlatego osobne teksty są poświęcone uszom czy mózgowi. Są rozważania nad poczuciem sensu, nad seksem, nad nawykami czy jaźnią. Co mnie jednak ogromnie cieszy – takich tekstów jest niewiele, kryją się one w blasku doskonałych, bardzo szczerych i otwartych opowiadań, jakim było na ten przykład to, o o gościach w domu. Właśnie w takich tekstach Knåusgard jawi nam się takim, jakim poznaliśmy go dzięki sześciu księgach powieści autobiograficznej – szczery – do bólu, a jakże, z zaciśniętymi pięściami i łobuzerskim błyskiem w oku, płynący przeciwko nurtowi świata, nie z nim.

zima

W „Zimie” Knåusgard dotyka rzeczy bardziej namacalnych, niejednokrotnie opowiadając nam o osobach, więcej jest też wyimków z jego prywatnego życia, co w „Jesieni” było dość sporadyczne w porównaniu z ogromem banalnych tekstów o, tak naprawdę, niczym.
Pisarz konsekwentnie zwraca się też do swojej córki – dwa listy poświęca dziecku, które jest jeszcze w łonie matki, trzeci dedykuje już nowonarodzonej.

Byłam pełna obaw sięgając po „Zimę”. Bałam się rozczarowania, jakie przyniosła mi „Jesień”, bo tę książkę bardzo odchorowałam, psiocząc na pisarza i poddając w wątpliwość całą jego twórczość. Nie przekonywał mnie pomysł pisania każdego dnia jednego opowiadania, krótkiego tekstu, aby po roku móc wydać książkę. Byłam zła na Knåusgarda za ten banał, którego się dopuścił pisząc o muszlach klozetowych i ramach obrazów… A jednocześnie targała mną ciekawość, prowadziło mnie zaufanie, które skrupulatnie podpowiadało, że może w kolejnych częściach odnajdę coś, co mnie urzeknie.
Muszę przyznać, że „Zima” tego nie dokonała, bo to nie jest wielka literatura, to nie jest ambitna czy porywająca proza, ale to rzecz zdecydowanie lepsza od „Jesieni”. Pod dostatkiem tutaj tekstów, które może nie zachwycają, ale zdumiewają – jak sam Knåusgard. Autorowi udało się uchwycić chwile niesamowicie intensywne, które są obecne w życiu każdego z nas, a jednak nie każdy ma czas, aby je dostrzec. To pozycja niesamowicie klimatyczna, podczas czytania której czytelnik może przenieść się do zimnego Malmö czy w okolice wietrznych fiordów. Jestem pewna, że do niektórych tekstów wrócę, tymczasem pozostaje tylko czekać na część piątą „Mojej walki”, a następnie wypatrywać „Wiosny”, która powinna być jeszcze lepsza.
Kto wie, może „Lato” absolutnie mnie zachwyci?

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Knausgård na zimę

  1. Pingback: Trzecia z pór roku – Knåusgard na wiosnę | Niebieska Papużka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s