Ameryka z innej strony

Zbigniew Białas czytelnikom Wydawnictwa MG znany jest dzięki trylogii sosnowieckiej (której pierwszą częścią jest „Korzeniec”, bezpośrednią kontynuacją „Puder i pył”, wydany zaś w 2015 roku „Tal” zamyka trylogię). W 2001 roku profesor Zbigniew Białas wyjechał na dziewięć miesięcy do Nebraski. Przez te trzy czwarte roku miał zajmować się studiami nad relacjami z ekspedycji Meriwethera Lewisa i porucznika William Clarka, a także wypraw Alexandra von Humboldta, brać udział w konferencjach, prowadzić zajęcia na uniwersytecie, a w wolnym czasie poznawać Amerykę od zupełnie innej strony. Bo Nebraska, podobnie jak na przykład Teksas, to stan zupełnie inny, niż reszta Ameryki, choć znajdujący się w samym sercu Stanów.

Nebraska oznacza po prostu chwytającą za gardło surowość, pozorną pustkę i pozorny banał, przemoc i ból, nastrój płaskiej nostalgii.

nebraskaTo, że Białas na cel swoich badań wybrał Nebraskę było nie tylko wielkim zaskoczeniem, ale i ogromną przeszkodą. No pomyślcie sami – kto normalny, stający przed szansą rozwoju swojej kariery naukowej wybiera Nebraskę, zamiast , powiedzmy, Nowego Jorku? Spowodowało to szereg pytań, kilkakrotne wywiady przed udzieleniem bohaterowi wizy. W końcu jednak się udało – bo też nie było żadnych powodów, aby wizy nie dostać – i profesor spotkał się w Omaha ze swoim amerykańskim przyjacielem, Gregiem. Ten, oryginalnie pochodzący właśnie z Nowego Jorku, pomagał Polakowi urządzić się i zorganizować swoje życie za oceanem, w największym mieście stanu Nebraska. Wspólnie szukali mieszkania na wynajem, samochodu, mebli, materaca do łóżka.
Pierwsze zapiski jego dziennika obfitują w wiele wrażeń i zabawnych sytuacji, co powoli pomagało mu przystosować się do nowego miejsca, przyzwyczaić się do amerykańskich standardów życia. W uczelnianym pokoju, w którym spędził kilka początkowych nocy, powiesiła się zakonnica, o północy zaś rozbrzmiewało regularne, chociaż nasilające się stukanie w kaloryferach. To jednak nie zniechęciło polskiego anglisty, który wszystkie niespodzianki, ciemne i jasne strony Nebraski brał z przymrużeniem oka.
Wszystko nie wyglądało jednak tak kolorowo i banalnie, jak mogłoby się po moim opisie wydawać – aby móc się w Ameryce poruszać samochodem trzeba mieć amerykańskie prawo jazdy, a więc podejść do egzaminu. Amerykanie na taki egzamin przyjeżdżają swoim samochodem. Dość wielką przeszkodą dla Europejczyka może się okazać brak automatycznej skrzyni biegów… Do zamieszkania gdziekolwiek potrzebny jest zaś security number, a to oznacza wizyty w amerykańskich urzędachAle jak mówią – pierwsze koty za płoty – i później było już tylko łatwiej… No, przynajmniej ciekawiej.
Spotkania towarzyskie, rozmowy, anegdoty, dygresje, a także cytaty z dziennika Lewisa i Clarka dominują w zapiskach z pierwszych kilku miesięcy. Białas z utęsknieniem wyczekiwał letnich miesięcy, bo to oznaczało amerykańskie wakacje z rodziną. Kiedy w Nebrasce pojawił się jego syn Nati i żona, wspólnie rozpoczęli eksplorację Stanów, a tam: sklep monopolowy w Graceland, gdzie klient od sprzedawcy odgrodzony jest kuloodporną szybą, złote umywalki Presleya, burdel zamieniony na hotel, domek Tomka Sawyera, miasteczko Meadville w 2001 roku zamieszkane tylko przez… cztery (cztery!) osoby, pustynia Mojave i Vegas pełne przepychu…

„Nebraska” to skrupulatnie prowadzony dziennik, poświęcony temu, jak Stany, ale przede wszystkim jeden z nich – Nebraska – wyglądały w roku 2001. Jest ciekawy i dość trafny, chociaż czuję żal, że autor nie zdecydował się swojego dziennika wydać wcześniej, bo większość informacji jest już pewnie nieaktualnych (ale też piętnaście lat to znowu nie tak dużo, abyśmy wspominali rok 2001 z jakąś nostalgią, czułością, tęsknotą). Poza tym nie jest to jednak praca reporterska – to sztandarowy dziennik – więcej jest tu zatem opisów codziennych czynności i uczuć autora do swojego syna, aniżeli rzeczywistego poznawania stanów. Z pewnością czytałabym „Nebraskę” z o wiele większym zainteresowaniem, gdybym autora bardzo dobrze znała, co więcej – lubiła, ale poza tym, że wydał trylogię sosnowiecką (której zresztą nie znam), nie wiedziałam o nim nic.
Niemniej jednak polecam tym, którzy chcą poznać Amerykę od tej drugiej, nieznanej Europejczykowi, strony, bo to rzec napisana w sposób niezwykle zabawny i ironiczny, która umila wolny czas.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s