Notatki z Altengrabow

Wraz z początkiem drugiej wojny światowej, po tym jak brał udział w kampanii wrześniowej, Konstanty Ildefons Gałczyński został jeńcem rosyjskim. Chwilę potem przekazano go do niewoli niemieckiej, do hitlerowskiego obozu pracy, gdzie stał się tylko numerem – 5700. Czasy okupacji spędził w stalagu Altengrabow pod Magdeburgiem. Swoje myśli, wspomnienia, uczucia, a nawet modlitwy zapisywał w czystym zeszycie, który dostał od Janka – kolegi, który podzielił jego los. Chociaż z początku podchodził do tego nieco z dystansem, w końcu zaczął sumiennie streszczać obozową rzeczywistość. „Notatnik z Altengrabow” nie jest jednak takim rodzajem pamiętnika, do jakiego przywykliśmy.

Każdego dnia rzucam szyszki na wschód, bo zdaje mi się, że dolecą do Kiry. »O, my daughter!!«

galczynskiNotatnik to gatunek wyjątkowy w pisarstwie Gałczyńskiego, nie tylko ze względu na czas, jakiego dotyka. Gałczyński – jeniec, dostał do rąk pusty, niezapisany zeszyt i uczynił z nim – jak na poetę przystało – co chciał. Od 18 sierpnia 1941, aż do 18 listopada 1941 Die Martis z każdym zapiskiem jawi się swojemu czytelnikowi innym, przekazuje inną myśl, pragnienie, marzenie. Raz pojawiają się modlitwy w łacinie do Matki Boskiej, innym razem zwraca się do silvarum potens Diana, nie wykluczając istnieniem jednej bogini, bytu tej drugiej. To zaś wkleja w języku niemieckim albo francuskim jakiś wiersz, wycinek z gazety, recenzję. Rozważa o teatrze, o Orfeuszu, o swojej sztuce. Pojawiają się też myśli o polityce, demokracji, cywilizacji, a nawet o wielkich systemach filozoficznych. Głowę ma pełną pomysłów, pragnień, marzeń.
Opisuje rzeczywistość w sposób malowniczy: Wróciłem na obiad sam koło sadzawki. Pochmurno i ciepło. Na drugim brzegu sadzawki prawdziwa defilada słoneczników albo w sposób zwięzły i całkowicie prosty: Po południu czyściłem siewnik. Lecz z każdym dniem nie zapomina o Kirze i Natalii – córce swojej i żonie, do których westchnieniem albo prośbą o modlitwę kończy dzień.

Halina Poświatowska w liście do Anny Orłowskiej w styczniu 1958 r. napisała: Jaki śliczny jest Gałczyński, że w obozie pisał tylko liryki do żony, chociaż starszy i więcej widział (…)
To właśnie z tymi lirykami jest najbardziej kojarzony, również przeze mnie. W obozie w Altengrabow powstało jedenaście wierszy adresowanych do żony Natalii, w tym między inny „Dzika Róża”, wiersz bardzo delikatny i subtelny, czy „List jeńca” tak samo piękny i wyjątkowy. Ale poza westchnieniami do dwóch swoich muz w „Notatniku” pojawiają się również przejmujące, chociaż owinięte szalem metafory, opisy głodu i zmęczenia, tęsknoty, samotności, potrzeby rozmowy, niepewności, chwil trwogi i strachu. W obozowej rzeczywistości Gałczyński wzrusza się pejzażem, wzrusza się malowniczą mową Włochów, którzy mówią jakieś bocaccia (Rozumiem piąte przez dziesiąte, bo szwargoce w tej piekielnej mowie sycylijskiej, ale czuję, że to są jakieś boccaccia, czuję tylko, bo uwagi należycie skupić nie mogę: robota jest ciężka).

„Notatnik z Altengrabow” to historia niezwykłego, wielkiego poety, człowieka genialnego, nietuzinkowego, z głową i duszą pełną pomysłów, wypełnionymi po brzegi sztuką i kulturą, bez tych dwóch nie potrafiącego żyć. To bezkresne opisy nostalgii i smutku, melancholii i tęsknoty, ale i wzruszenia, przygotowania, potrzeby przyjaźni, czujności i gotowości. To uczta doskonała, chociaż dość obfita – Gałczyński serwuje nam porcję doskonałego literackiego języka, najznamienitszej polszczyzny, ale ozdobionej srebrnymi nitkami łaciny i złotymi haftami angielskiego, francuskiego, niemieckiego, jednocześnie będąca losem robotnika…
Śmiało mogę rzecz, że „Notatnik” Gałczyńskiego, to jedna wielka modlitwa, to wyznanie człowieka wierzącego, ufającego i oczekującego. To bezkresne zaufanie i powierzenie swojego losu woli Najwyższego, a jednocześnie swoiste oczekiwanie i pewnego rodzaju strach…
To lektura niesamowicie wymagająca, ale zdecydowanie warta zachodu, dostarcza niebanalnych uczuć, pozwala obcować z najznamienitszą literaturą.

Dziś naprawdę chyba jestem pod opieką »silvarum potens Diana«, bo rano sam poszedłem na Birkholz, we mgle, do której można się było przytulić. Czym jest takie półgodzinne przejście się w kochanej, osłaniającej mgle, to zrozumie tylko ten, kto poznał taką jak ja niedolę.

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Notatki z Altengrabow

  1. Pingback: Podsumowanie lata | Niebieska Papużka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s