Dygot istnienia

Literatura niejednokrotnie pokazała nam, że polska prowincja wyróżnia się na tle innych tym, że często nie wybacza popełnionych kiedyś błędów. Odrzuca to, co inne i nieznane, nie próbując nawet owej rzeczy poznać. Bywa więc niewyrozumiała i pamiętliwa, często złośliwa i zawsze, paradoksalnie, ciekawska, ale w tym ogromie cech jest niesamowicie barwna i klimatyczna. Pełna nie byle jakich postaci, dla których pierwszorzędnymi wartościami są Bóg i praca rąk ludzkich. Bo przecież najsłodszy na świecie ból, to łamanie w krzyżu po całym dniu ciężkiej pracy na polu, prawda?
Taki obraz wsi znamy choćby z powieści Myśliwskiego („Nagi Sad”, „Kamień na kamieniu”) czy „Chłopów” Reymonta… Ale dlaczego o tym wszystkim mówię? Otóż „Dygot” Jakuba Małeckiego jest swoistym zapisem polskiej codzienności i zbiorem toposów od wieku XX aż po okres PRL-u, od prowincji aż po miasto.

dygot

Dwie rodziny – Łabendowiczowie i Geldowie – mieszkają niemalże, że po sąsiedzku, tyle tylko, że ci pierwsi uprawiają swój kawałek ziemi i z tego żyją, ci drudzy zaś prowadzą sklep w mieście. Rodziny całkiem do siebie podobne, chociaż nie takie same, ale obydwie dotknięte ogromną tragedią. Łabendowiczowie uciekają przed przekleństwem Niemki, Geldowie zaś przed klątwą Cyganki. Zarówno Janek, jak i Bronek odmawiają pomocy, kiedy się tego od nich oczekuje – Janek nie odprowadza bezpiecznie, uciekającej przed Armią Czerwoną Niemki do jej kraju, Bronek zaś odgania żebrzącą Cygankę, jak muchę czy niechcianego psa. Ale klątwy się spełniają… Niemalże kilka tygodni później Irena Łabendowiczówna, żona Jana, rodzi odmieńca – chłopca o skórze białej jak śnieg, córeczka Bronka zostaje zaś poparzona, kiedy w mieszkaniu sąsiadów wybucha granat. To poczucie odmienności i dziwności połączy obie rodziny w niespodziewany i zaskakujący sposób. Ale czy tragedia, do której dojdzie, wystarczy, by odmienić stosunek mieszkańców do inności?

Zawsze zawstydzony, zawsze jakby obok ludzi, obok życia, obok samego siebie. No dobrze, był biały, był inny, ale wcale nie aż tak biały i nie aż tak inny. Poradziłby sobie. Mógł normalnie. Mógł wszystko normalnie.
Ale nie. On musiał mówić po swojemu, łazić po swojemu, myśleć po swojemu. Musiał dawać się bić tym pieprzonym łobuzom, którym gdyby chciał, mógłby łby poukręcać. Musiał cierpieć, męczyć się, unikać dziewczyn, unikać kolegów, unikać wszystkiego, czego da się unikać. Musiał być jakiś zasranym jękiem świata, jakby ten świat potrzebował jeszcze jednego jęku, jakby nie miał ich już wystarczająco dużo.

Zdaję sobie sprawę z tego, że streszczanie fabuły w przypadku „Dygotu” Małeckiego jest dosyć bezsensowne, bo o wiele ważniejsze są uczucia, jakich doznajemy podczas lektury i refleksja, która nam po niej zostanie – owy dygot, który przenika całą tę powieść; dygot przed zmierzeniem się z własną cielesnością, dygot przed spotkaniem się z jutrem, dygot, który wprawia w drżenie całe nasze istnienie, nasz byt. Ważna jest też tutaj pętla czasu, która pojawia się za każdym razem, kiedy bohaterom przydarza się coś ważnego – jak spotkanie Ireny Łabendowiczównej z Bronkiem Geldą, spełnienie się przekleństwa Niemki i kolejne etapy dokonywania się przepowiedni Cyganki, kształtowanie się przyszłości Kazika i węzeł historii, który łączy następne pokolenia z poprzednimi.

Jesteś krzyk, jesteś dygot, jesteś kropla w rzece.

Jak już wspomniałam na początku, sporo tutaj analogii, które znajdziemy w klasycznym dziele literatury polskiej – „Chłopach”. Pojawia się dziwaczka, którą wszyscy uważają za wariatkę, ale ona wie więcej i widzi więcej niż każdy inny mieszkaniec, bo prowadzi koczownicy tryb życia – ciągle wędruje, śpi na polach wśród źdźbeł żyt i pszenicy, sypia w stodołach. Miejscowi nazywają ją „Dojką”, bo doi krowy w zamian za kubek mleka. Ona nie tylko przypomina Agatę Reymonta, ale przywodzi mi na myśl również Kociary, które pojawiły się w „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator. Śmierć Jana Łabendowicza przypomina przecież śmierć starego Boryny – na polu, wśród zbóż. W „Dygocie” jest jednak pozbawiona metafizyki, pozostaje przyziemną i ludzką. Źdźbła nie wołają swojego gospodarza, nie kładą się przed nim, nie widzi on też Boga, a jednak pragnienie śmierci dokonanej na swoim kawałku ziemi jest taka sama. Reakcje mieszkańców na odmienność Wiktora, jego bladą skórę przypominają nieco szał, któremu uległy kobiety wobec Jagny – obie społeczności cechuje nie tylko złorzeczenie, ale po serii przykrych wydarzeń również pragnienie zemsty, wykonania krzywdy, a nawet śmierci. Z czasem, kiedy powieść brnie do przodu i bohaterowie żyją w szarym, nijakim czasie rządów Gomułki, czy są świadkami śmiałych inwestycji Gierka pojawia się bohater, Sebastian, który niesamowicie przypomina mi Jędrka z „Innej Duszy” Łukasza Orbitowskiego – ot, typowy dresiarz, który całymi dniami leży na kanapie, a pieniądze zarabia „na lewo”.

Nie sposób też nie zauważyć, że to powieść nieco oniryczna, posiadająca również te cechy, które wskazują na realizm magiczny.
A jednak nie przypinałabym „Dygotowi” łatki ambitnej i trudnej literatury. Owszem, jest ona naszpikowana toposami i odniesieniami do innych znanych nam klasycznych powieści, ale jest też po prostu dobrą powieścią, która może być czytana, co więcej – przeżywana – bez zaplecza kanonicznego. Wiele osób uważa, że to książka i historia niesamowicie pokręcona, wręcz nierealna, ale czy nie takie jest nasze życie – dziwne i nieprzewidywalne?
To historia o życiu w bólu, o inności i dziwności, o miłości i nieznanym, o drodze, którą pisze dla nas los. To powieść o takich jak my – bardzo delikatna i bardzo ważna.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Dygot istnienia

  1. Pingback: Podsumowanie lata | Niebieska Papużka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s