Opowieści o Afryce Łukasza Orbitowskiego

W tym roku odkryłam, że bardzo lubię książki podróżnicze – opisujące zwyczaje danych krajów, życie tubylców i zwierząt, faunę i florę, mity i legendy, opowieści tchnące tropikalną kulturą i naznaczone specyficznym klimatem odległego (albo całkiem bliskiego) nam kraju. Jest w takich książkach coś, co pobudza w człowieku chęć do życia, i to do życia intensywnego – zwiedzania i poznawania, zgłębiania świata i ludzkich charakterów, co bardzo mi się podoba, bo to w końcu uczucia niezwykle pozytywne. Jednak obok „Zapisków nosorożca” Łukasza Orbitowskiego prawdopodobnie przeszłabym w księgarni obojętnie, gdyby nie fakt, że przemiły pan ze stoiska wydawnictwa Sine Qua Non podczas tegorocznych Warszawskich Targów Książki tak usilnie namawiał mnie do kupna tej książki (kupi pani trzy książki, a zapłaci za dwie!), że w końcu postanowiłam ulec. Kupiłam trzy książki (bo wzięłam jeszcze „Wigilijne psy” i „Szczęśliwą ziemię”), zapłaciłam za dwie, zdobyłam podpis na spotkaniu, a nawet pogawędziłam z autorem, ale dopiero teraz zabrałam się za przeczytanie „Zapisków nosorożca”. Tak bardzo, jak bałam się Orbitowskiego w tej – jednakże – nowej roli, tak wysoce czuję się zaskoczona – i to pozytywnie.

zapiski[0]Chociaż na początku było ciężko, bo Orbitowski potrafi w jednym zdaniu użyć trzech wulgaryzmów, a w dodatku (ot tak, jako wisienkę na torcie) opisać kopulację zwierząt, całość oceniam bardzo pozytywnie. Mając zamiar przeczytać tę książkę należy też pamiętać, że nie jest ona przewodnikiem po Czarnym Lądzie, nie jest też typową książką podróżniczą, bo znaczą ją głównie subiektywne myśli i odczucia autora. Orbitowski opowiada „na luzie”, jak to on, we właściwym sobie stylu, już nie zakrytym szatą literacką, o tym co widziałam, co poczuł, co udało mu się zapamiętać.
Wszystko zaczyna się w Johannesburgu i tam też się kończy. Orbitowski wraz ze swoją przyjaciółką przemierza Republikę Południowej Afryki poznając jej smaki, zapachy, kolory, mity i legendy, ale przede wszystkim staje twarzą w twarz z jej prawdziwym obliczem. W ten sposób tworzy dla nas Afrykę, jaką sobie wyobrażamy, jaką chcielibyśmy zobaczyć, ale której też się obawiamy, która nas odpycha. Bo to Afryka widziana jak zza szkła – dzikie zwierzęta w parku, chłodne i deszczowe dni, ludzie w wełnianych czapkach, miasta wyglądające niczym centrum Europy i pełne turystów ulice. Ale również bogactwo smaków i barw – kolorowych chust i pięknych dziewczyn, mnogość kontrastów i podobieństw do Południa Afryki, o jakim słyszeliśmy…
Pomiędzy opowieści o słoniach, których skóra wygląda jak świeżo rozwieszone pranie, małpach, które kradną jedzenie i wspomnieniach nocy, po których boli głowa i nic się nie pamięta wkradają się tytułowe legendy afrykańskie, a wśród nich znane nam reinterpretacje Europejskich motywów (jak bajka o Czerwonym Kapturku u nas i afrykańska legenda o Czarnym Kapturku czy opis stworzenia świata). Są to momenty, których czytelnik wyczekuje z zapartym tchem, bowiem tak pięknie, poetycko są napisane. To właśnie one stanowią o sile tej książki. W tych króciutkich parabolach bohaterami są głównie zwierzęta, które widzą i wiedzą więcej, ustanawiają jakąś hierarchię na świecie i porządek, którego natura ściśle przestrzega, ale również i człowiek – dobry, zbłąkany, grzeszny i sprawiedliwy – znajduje sobie swoje miejsce. To opowieści bardzo ludzkie i bardzo naturalne, ale z pogranicza fantastyki i spirytyzmu, metafizyki.

Łukasz Orbitowski stworzył rzecz niebanalną, którą czyta się z ogromnym zaciekawieniem, bez cienia znużenia. Czytelnik ma ochotę poznać więcej przygód – nawet jeżeli jest to opisane już wdepnięcie w kupę – jednocześnie czując niedosyt, kiedy wspólna z autorem podróż dobiega końca. To literatura, która przenosi na chwilę do innego świata – świata magicznego, baśniowego, w którym mnóstwo jest fascynujących rzeczy, ale też nie brakuje czającego się po kątach zła. To bogactwo miesza się z biedą, upały z chłodem, drapieżność zwierząt z ich łagodnością, ich panowanie nad tym lądem z ich niewolnictwem wymierzonym z rąk ludzkich… „Zapiski nosorożca” są idealną lekturą na lato, kiedy marzy się o wyjeździe w egzotyczne, ale niebanalne miejsce, kiedy ma się apetyt na tak niewiarygodne, jak i prawdziwe opowieści.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Opowieści o Afryce Łukasza Orbitowskiego

  1. Pingback: Podsumowanie lata | Niebieska Papużka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s