Nieznośność dojrzewania

Pierwsza część mojej walki to swoista eksplozja życia Karla Ovego – bohatera poznajemy od dzieciństwa, poprzez dojrzewanie, aż do trudów codziennego życia dorosłego mężczyzny, ojca, pisarza. Drugi tom poświęcony jest przede wszystkim literaturze, w dużej części jest to autotematyzm, czyli pisanie o procesie pisania (tworzenia książki), pojawiają się więc wzloty i upadki, męka tworzenia i utęskniony sukces, ale jest też żona, awantury o to, kto ma wynieść śmieci i dzieci, wiecznie potrzebujące opieki i uwagi. Trzecia księga to spojrzenie na świat oczami niewinnego, maltretowanego dziecka, chłopca w swoim najbardziej „chłopięcym” wieku, odkrywającego świat i żądnego przygód. I w końcu najnowsza, czwarta część „Mojej walki” to ta najbardziej zaskakująca i, mimo wszystko, najdziwniejsza.

moja walka 4Karl Ove w wieku osiemnastu lat wyjeżdża na północ Norwegii, zatrudniając się w jednej z wiosek jako niewykwalifikowany nauczyciel. Ma tam spędzić rok, zarobić trochę grosza i przeżyć przygodę – szczególnie zależy mu na tym „pierwszym razie”, żeby tylko mieć to już za sobą. W końcu czuje się naprawdę wolny i szczęśliwy – z dala od ojca, od matki, od Yngvego, z dala od rodzinnego miasta i wszystkich, powracających jak złe duchy, wspomnień. Z początku do swojej pracy przykłada się sumiennie, lecz już po kilku tygodniach do jego życia wkrada się rutyna. Wydawało mu się, że praca będzie bardzo łatwa, pochodził do niej wręcz z lekceważącym stosunkiem, mając na uwadze, że jego ojciec też jest nauczycielem, ale szybko odkrywa, że wychowywanie dzieci i młodzieży to ciężki kawałek chleba. Zewsząd otaczają go problemy – to podkochuje się w nim uczennica, to mały nielubiany grubasek chce chodzić z nim po boisku za rękę. Sytuacji nie polepsza fakt, że w tak małej miejscowości panują inne zasady, co więcej – każdy każdego zna na wylot.

Poza podziwianiem malowniczych krajobrazów archipelagu Lofoten, jeździ na dyskoteki, podrywa dziewczyny i upija się do nieprzytomności. Ale przede wszystkim pisze, bo jego przeznaczeniem jest zostać kimś wielkim, zostać pisarzem.

W księdze czwartej Knausgard jest pełen sprzeczności – z jednej strony jest dość nieśmiały, z drugiej zaś, zaraz po wypiciu wódki puszczają mu wszelkie moralne hamulce, budzi się w miejscach, których nie zna, często z obawą, że zrobił coś złego. Pali haszysz, kradnie papierosy, dokucza młodszym i słabszym. Wielokrotnie podkreśla swoją miłość do matki, ale tak naprawdę jest egoistyczny i niepokorny, swój interes stawiając ponad dobro wszystkich innych. Pełen obaw co do swojej przyszłości, ale zarazem przekonany o swej wyjątkowości i wielkości. Mogący poderwać prawie każdą dziewczynę, jaka mu się zamarzy, ale zaliczający jedną po drugiej porażkę erotyczną. Chwalący się swoimi wyczynami w łóżku, ale tak naprawdę pozostający prawiczkiem. I właśnie to jest motywem przewodnim czwartego tomu – pragnienie przejścia ze stanu chłopięcości w męski świat, w dorosłość. Wszystkie jego myśli są okiełznane przez tę jedną – chęć przespania się z jakąś dziewczyną.
Mnóstwo tu prawdziwych i szczerych opisów – od upojenia alkoholowego, poprzez pływające w wymiocinach książki, aż po zbyt szybko opadający członek i leżące na sobie, spragnione siebie nagie ciała. Ale bywają też opisy piękne i wzruszające – jak te fragmenty, w których Karl Ove opisywał swoje uczucia do Hanne, swoją największą miłość i zarazem obsesję z młodych lat, podkochiwanie się w uczennicy, rozmowy z uczniami, czy powracające widmo ojca, który mimo że odszedł, wciąż jest obecny. Te fragmenty mają w sobie niewinność i wrażliwość, kontrastują z surowymi i bezkompromisowymi rozważaniami młodego Knausgarda.

Kiedy Inve zadzwonił do mnie owego wieczoru jesienią 1998 roku, powiedział, że przez moment był pewien, że tata żyje i jedzie za nim autostradą.
– A ja siedziałem w samochodzie pełnym jego rzeczy – opowiadał mi. – Wyobrażasz sobie, jak by się rozzłościł, gdyby to odkrył? To kompletny absurd, ale byłem pewien, że on za mną jedzie.
– Ze mną jest tak samo – wyznałem. – Za każdym razem, kiedy zadzwoni telefon albo dzwonek do drzwi, wydaje mi się, że to on.

„Moja walka 4” to też swoisty zapis popadania ojca w alkoholizm. Knausgard przedstawia nam jego sumiennie prowadzony dziennik, który jest  świadectwem jego staczania się, zapisem wypitych kieliszków i wielkości ochoty na kolejny.

O ile końcówka całkowicie mnie zawiodła – bo już po tych kilku ostatnich stronach byłam zdania, że nazwę tę książkę „piękną”, natomiast to ostatnie zdanie zamknęło mi usta siarczystym policzkiem – tak jestem świadoma, że to celowy zabieg autora. Knausgard obnaża nam całego siebie, zdejmuje szaty, które przyodział w poprzednich częściach i pokazuje siebie nagiego – próżnego, niepokornego, buntowniczego, samolubnego, któremu bardzo daleko do doskonałości. Pokazuje, że jest taki, jak my wszyscy, chociaż jeszcze bardziej przeciąga strunę na swoją niekorzyść, odsłaniając wszystkie swoje braki, które najwyraźniej zakorzeniły się głęboko w jego psychice i wspomnieniach. Po raz kolejny autor pokazuje, że nie ma przed nami nic do ukrycia. Z prostotą i szczerością mówi o sprawach, na myśl których nie jednemu z nas wystąpiłyby rumieńce na policzki.
To księga bardzo klimatyczna, wypełniona bowiem muzyką Davida Bowiego i Beatlesów, uzupełniona ulubionymi lekturami autora i fascynacjami literackimi. To fotografia tego, czym w okresie swojego dojrzewania się fascynował, co było dla niego ważne i wpływało na jego rozwój.

Nazwałam tę część najdziwniejszą i zaskakującą, bo dla mnie była ona ogromnym szokiem. Przeczytawszy opis i pierwsze kilkadziesiąt stron sądziłam, że będzie ona cała utrzymana w podobnej tonacji – łagodnych wspomnień wypełnionych tęsknotą, pewnego rodzaju smutkiem, ale i ogromną ulgą, że ten etap pozostawił już za sobą. Natomiast poszukiwanie swojej męskości, bolesne porażki Knausgarda, kiedy odkrywał, że to znów nie ten moment, kazały mi się zastanowić nad całością. Nie potrafię tej książki ocenić jednolicie. Z jednej strony jest ona dla mnie piękna, przez wzgląd na wszystkie plastyczne i wzruszające momenty z jego życia, które postanowił nam Karl Ove przedstawić, z drugiej strony bywa obrzydzająca (zakończenia to mu chyba nigdy nie wybaczę 😉 ) i żenująca. Ale czy taki właśnie nie jest etap naszych porażek i błędów – ciążący na sercu niczym kamień, nieznośny dla sumienia i wstydliwy dla rozumu? Knausgard pokazuje siebie, jak już wspomniałam wcześniej, poprzez rozmaite kontrasty i niezgodności jednej jego części, tej wrażliwszej, z tą drugą, bardziej cielesną. I myślę, że właśnie to jest siłą jego prozy.

Reklamy

8 uwag do wpisu “Nieznośność dojrzewania

  1. Tego to ja się na pewno nie spodziewałam po „Mojej walce”. Coraz bardziej intryguje. Tu, ze względu na motyw nauczania i wychowywania dzieci, doświadczenia szkolne.
    Może jak dojdzie do ostatniej części, to nareszcie przeczytam 😉 Albo chociaż spróbuję pierwszą 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • A jakoś mam przeczucie, że spodobałaby Ci się – przynajmniej ta księga. Wiesz, Irvingowi też się dziwiłam, a Ty go w końcu bardzo lubisz, a on też bardzo dużo pisał o stosunkach damsko – męskich 🙂

      Polubienie

  2. Pingback: Podsumowanie lata | Niebieska Papużka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s