Gdynia, miasto zmian

Z Tobą życie było piękne, Krzysztof.

Gdynia z przełomu lat 20′ i 30′ była miastem możliwości, miastem cudów. Nowoczesna, otwarta na świat, dająca możliwości życia na poziomie, ponadto piękna i kulturalna. To miasto, w którym żyli niesamowici ludzie, radośni, inteligentni, młodzi, pełni życia i pomysłów na nie. To właśnie tam, podczas letnich przejażdżek autobusem czy pieszych wędrówek do Zoppotu, dansingów w Wolnym Mieście Gdańsk (nie tak znowu wolnym) poznaliśmy młodziutką Łucję, jej dwóch adoratorów – Adama Grabskiego i Krzysztofa Wilczyńskiego – oraz Konstantego, Kota, który zawsze chodził swoimi ścieżkami.
Zakończenie książki sugeruje jednak jasno: takie chwile są zbyt piękne, by mogły trwać w nieskończoność. Nadejdzie wojna, a z nią… kto wie?
Jak kostki domina – tak właśnie runęły najpiękniejsze i najważniejsze budynki Gdyni, po agresji hitlerowskiej na Polskę, i jak domino potoczyły się losy Łucji i Kota, ale o tym przeczytamy już w „Dominie”, kontynuacji „Dżokera”.

dominoJest rok 1969, Łucja pisze list do Krzysztofa, po jej mieszkaniu przechadza się Kot, gdzieś jest też już dorosła córka Anusia. Wszystko się zmieniło: Gdynia się zmieniła, rządy się zmieniły, ludzie się zmienili. W sklepach trzeba kupować na kartki, w głośnikach nie śpiewa już Kiepura, a gdzie Witkacy, gdzie Gombrowicz? Dzieci dorosły i Łucja się zestarzała – jest inna, niż kiedyś. Już nie pogodna, wesoła, optymistyczna, nie rozkwitająca, jak kwiat, a zrzędliwa i krytyczna, mająca swoje najlepsze lata za sobą. Wracająca ciągle do przeszłości, pisząca do męża. Nie ma już sklepu z towarami kolonialnymi Wilczyńskich, Łucji przyszło zamieszkać w najmniejszym mieszkaniu ich kamienicy, o dawnym luksusie nie odważy się nawet marzyć. Kot też się zestarzał, już nie rzuca iskier swoim spojrzeniem jak kiedyś, nie buntuje się tak i nie miesza w bójki. Jest cichy i wycofany, jak to kot, chodzi swoimi ścieżkami.
Anusia, Antoni i Franciszek nie mający zbyt wielu wspomnień z okresu przed wojną przywykli do szarej rzeczywistości, jaką malowała im Polska Republika Ludowa. Z życiem radzili sobie w różny sposób – Anusia zapisała się do partii (a Łucja zwykła ją nazywać komunistką), Franciszek wstąpił do zakonu (ku rozpaczy Łucji), a Antoni? Antoni wybrał drogę jeszcze inną…
Ale przede wszystkim nie ma już Krzysztofa, zginął podczas wojny, chociaż prawie nikt nie wie, co tak naprawdę się przydarzyło. Łucja wie, ale trzyma usta zamknięte na klucz.
Wojna, choć przeminęła, cały czas jest obecna – o, na przykład w myślach Kota, które mamy okazję poznać. Bo właśnie na niego Piedziewicz kieruje prawie całą swoją uwagę. O ile wcześniej Konstanty krył się w blasku postaci Krzysztofa, teraz staje się bohaterem pierwszoplanowym. Właściciel pensjonatu Majami postanawia wstąpić do armii i walczyć o Polskę, tam, w żołnierskich okopach poznaje Dzidzię, z którą połączy go uczucie i Mieczysława, przyjaciela i rywala.
Wraca też Adam Grabski, który spędziwszy lata w Harwich zaczyna tęsknić do malowniczej Gdyni i postanawia odnowić stare znajomości – więc pisze do Łucji, ale jak się okazuje, nic tu w Polsce po nim.

Szczerze mówiąc sięgnęłam po „Domino” z zasady – bo skoro już czytałam pierwszą część, to warto też przeczytać kontynuację. Bałam się, że tak mocnym zakończeniem „Dżokera” autor będzie chciał jakoś ugłaskać czytelników, wygładzić to, co pokomplikował, więc już z początku nastawiłam się na to, że „Domino” będzie po prostu słabsze i że będę miała do autora żal, że nie pozostawił w moich myślach bohaterów takimi, jakimi byli w 39′. Ale jakże się myliłam – i jakże słodki jest ten smak rozczarowania! Gdybym miała teraz wybrać jedną z tych dwóch książek i zdecydować, która lepsza, doprawdy, nie potrafiłabym.
„Domino” jest tak samo klimatyczne, jak „Dżoker”. Piedziewicz znów raczy nas zdjęciami z okresu wojny i PRL-u, Gryf i Wicher poszły na dno, to już nie „Kurier Metapsychiczny” cieszy się ogromną popularnością, ale „Stawka większa niż życie”, powszechnie oglądania w telewizji i pochody pierwszomajowe. Nawet podczas wojny zdarzają się piękne chwile, zapadające w pamięć (jak genialna scena, kiedy Kostek tańczy z Dzidzią bez muzyki, nucąc przebój Ordonki Pierwszy znak, gdy serce drgnie. Ledwo drgnie, a już się wie, że to ten właśnie ten, tylko ten.), ale wojna potrafi też coś rozpocząć, coś, co żal po jej skończeniu porzucić – np. uczucie.

Narracja cały czas się zmienia – wspomnienia Kotkowskiego z okresu wojny przeplatają się z narracją Łucji z okresu socjalizmu. Co więcej, każdy z bohaterów ma do wtrącenia swoje trzy grosze, coś mówi, pokazuje, zdradza tajemnice. Najbardziej widoczny jest oczywiście Kot, który dla mnie staje się absolutnym fenomenem „Domina”. Z bólem serca czytałam tę książkę po tym, jak dowiedziałam się, że Krzyś jednak zmarł, ale to właśnie Kostek był w stanie to złamane serce skleić, zastąpić mi go chociaż w części.
Niezmiernie podobała mi się też przemiana Łucji, chociaż z początku miałam ochotę Wilczyńską uderzyć w twarz – a bo to wiecznie niezadowolona, pyskata, mająca ostatnie słowo, nic jej się nie podoba, nikogo nie szanuje. Ale ta nostalgia i smutek, a przede wszystkim listy pisane do Krzysztofa zbudowały tak wrażliwą i emocjonalną sferę tej powieści, że czytałam ją z zapartym tchem. Kostek zdołał mi Krzysztofa zastąpić, ale to właśnie Łucja mi o nim przypominała…

Ilość poruszanych przez autora wątków jest zachwycająca, a sposób, w jaki one się ze sobą łączą i przeplatają skłania do podziwu – np. zestawienie śmierci z początkiem życia w burzliwej szacie historycznej – z jednej strony początkiem wojny, z drugiej zaś ze strajkami stoczniowców.

„Domino” okazało się dla mnie powieścią absolutnie genialną, taką, jakiej już dawno nie przeczytałam, za jaką wyglądałam z wytęsknieniem. Z niesamowitą fabułą, akcją, łączącymi się wątkami, szatą historyczną i uczuciami w tle.
To książka o miłości i zdradzie, strachu i odwadze, o pokoleniu, któremu wojnę wypowiedziała historia, trudnych wyborach, woli przetrwania i niespodziankach, jakie sprawia miłość.
Połknęłam w dwa dni, a czytając, cały czas się wzruszałam i zachwycałam na przemian.
I wiecie co? Mam ochotę na więcej, po stokroć więcej!

A tych z Was, którzy nie czytali jeszcze „Dżokera”, zapraszam do przeczytania mojej recenzji TUTAJ.

domino

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Gdynia, miasto zmian

  1. Pingback: Podsumowanie lata | Niebieska Papużka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s