Szumi życie

Z twórczością Magdaleny Tulli zetknęłam się po raz pierwszy podczas lektury „Włoskich Szpilek”. Bardzo długo, bo ponad rok, zwlekałam z przeczytaniem „Szumu”, bo chociaż „Włoskie szpilki” zrobiły na mnie ogromne wrażenie, to nie aż takie, abym od razu miała zamiar przeczytać wszystko, co spod pióra autorki wyszło. Dzisiaj żałuję, że tak długo zwlekałam, bo „Szum” okazuje się być nie tylko inny – inne jest w nim spojrzenie na świat małej Tulli – ale przede wszystkim lepszy, o wiele lepszy.

szumMagdalena Tulli w „Szumie” znów powraca do lat dzieciństwa i okresu dorastania. Znów pojawiają się znane z „Włoskich szpilek” samotne wędrówki po mieście i przejażdżki autobusem, odrzucenie ze strony rówieśników i presja nauczycieli, porażki i trudy dorastania w społeczeństwie, które całkowicie nie akceptuje inności, a co bardziej – bycia gorszym. Brudne ubrania, pusty wielokrotnie żołądek i puste miejsce w szkolnej ławce, które cały czas czeka na przyjaciela.
To wszystko znamy już z „Włoskich Szpilek”, wydanych trzy lata przed „Szumem”, ale pojawiło się również coś nowego, co nie tylko uczyniło tę powieść, swoistą spowiedź autorki, dziełem innym i oryginalnym, ale na wskroś baśniowym i mrocznym.
Poza chytrym Lisem, goszczącym na tylnych kartkach zeszytów, który radzi i podpowiada dziewczynce jak zachować się w danej sytuacji, niejednokrotnie namawiając ją do „buntu” przeciwko apodyktycznej ciotce, pojawia się też świat zmarłych, który również oddziałuje na dziecko w swoisty sposób. Zastrzelony SS-man potrafi pojawić się na środku drogi, wyskoczyć zza krzaków lub czekać na nią za rogiem jakieś ulicy, zawsze o coś prosząc lub namawiając do czegoś. Te dwie postaci – zmarły i zwierzę – nadają codzienności małej dziewczynki swoisty, baśniowy wymiar. Z jednej strony pojawia się ta dobra strona, przyjaciel, który chce ją chronić, z drugiej zaś zmarły – straszydło, upiór, któremu nie do końca można zaufać, ale z którym należy się przyjaźnić, utrzymywać dobre stosunki. Rozmowy dziewczynki z Lisem i SS-manem chociaż należą tylko do świata wyobraźni, wydają się być bardziej realne niż te, które prowadziła z żywymi osobami.

Żadne zwierzę nie jest stworzone do znoszenia upokorzeń (…). Nie nastawiaj się na to, że będziesz je zawsze znosić. Zatrułabyś się na śmierć.

Obraz nieobecnej matki, byłej więźniarki Auschwitz, jest o tyle bardziej wyraźny, że wspomagany przez postać jej siostry i Onego – idealnego kuzyna. Cała ta trójka wyzbywa się jakichkolwiek emocji, jest nienagannie oschła i zimna, niezaskoczona kierunkiem, w jakim zmierza świat, ale krytyczna wobec jakichkolwiek przejawów ludzkości – odrobiny emocjonalności i formy, poza którą mała Tulli próbuje wyjść, a którą jej nadano. „Trzeba być twardym, a nie miękkim”, powtarzają, i to zdaje się być ich mottem życiowym.

Moja matka ukrywała tajemnicę, więc nie lubiła się z niczego tłumaczyć przed obcymi ludźmi. Jej tajemnicą było coś, co przeżyła i czego nie chciałaby przeżyć po raz drugi, nawet we wspomnieniach. Niestety to coś zaczepiało się o każdą z jej codziennych spraw jak kawał kolczastego drutu, nie wiadomo skąd przywleczony.

W „Szumie” prawie w ogóle nie pojawia się włoski ojciec, za to bardziej wyraźny staje się Rudy – pierwszy mąż Magdaleny Tulli i druga miłość jej życia. To on wyciąga ją z tego nasiąkniętego obojętnością środowiska i pozwala stworzyć normalną rodzinę, dom dla dzieci, o którym niegdyś sama marzyła.

„Szum” to powieść o trudzie dojrzewania w rodzinie naznaczonej klęską II wojny światowej. To opowieść o dziewczynce, która przez swój dziecięcy świat musi iść niezmiennie sama lub chociaż ze swoimi wyimaginowanymi przyjaciółmi, która w świat dojrzewania i dorosłych też musi wkraczać sama, bo wokół niej nie ma żadnej ręki, która pomogłaby przekroczyć próg. Dlatego niejednokrotnie się potyka i upada, ale te porażki dają jej naukę na przyszłość.
Jakże się rozczarowałam, czytając opinie na temat tej książki w Internecie – wiele gorzkich słów padło pod adresem Magdaleny Tulli, ale co więcej, zarzucali jej szczęście, którego niejedno dziecko mogłoby pozazdrościć. Ja rozumiem, że każdy na swój sposób przeżywa nieszczęśliwe dzieciństwo i w ogóle dzieciństwo, ale nie nam pozostaje oceniać, kto czuł się bardziej nieszczęśliwy i w jakiej sytuacji. Dreszcze mnie ogarniały, kiedy podczas lektury boleśnie uświadamiałam sobie, że to wszystko działo się naprawdę – to wieczne strofowanie ciotki, wszechogarniająca samotność, samowola, cierpienie i upokorzenie. Jak można zarzucić Tulli, że była szczęśliwa, bo nie dość, że chodziła gdzie chciała (notabene będąc w pierwszych klasach podstawówki) i robiła co chciała, przeżyła dwie miłostki, to jeszcze ma dwójkę szczęśliwych dzieci? Chyba tego nie zrozumiem…
To kawałek bardzo dobrej, ale jakże bolesnej prozy. Czasem nużącej, jak słusznie już zauważono, ale czy nasze życie nie składa się z wielu nużących momentów?
A czym jest właściwie sam tytułowy „szum”? To wszystko, to nasze życie.

-Mam mnóstwo pracy… Właściwie wszystko tu jest takie samo jak tam, tylko bez tego szumu. Bez niego łatwiej rozumiem.
-Co rozumiesz?
-Wszystko – odpowiedziała miękko.
Życie nazwała szumem! Lecz jeśli tak, czym miało być ‚wszystko’?

Reklamy

7 uwag do wpisu “Szumi życie

  1. Pingback: Podsumowanie czerwca | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s