Natura silniejsza niż człowiek

„Uznałem, że wolałabyś mieć żywego osła niż martwego lwa” – tymi słowami Ernest Shakelton wyjaśnił żonie dlaczego nie udało mu się dotrzeć na Antarktydę, chociaż znalazł się najdalej na południe, a od celu wyprawy dzieliło go zaledwie sto pięćdziesiąt sześć kilometrów. Nie był jednak jedyny. O ich względy – bo mowa tu zarówno o dalekiej Północy, jak i Południu – zabiegali mężczyźni z całego świata. Niczym najpiękniejsze i najpowabniejsze kobiety każdy chciał je nie tylko zobaczyć, ale i zdobyć, a liczyło się przede wszystkim to, aby być zawsze o krok lub dwa przed rywalem. Wielu przez nie poległo, mrąc po drodze z głodu czy z zimna, opuszczając piękny świat w najdziwniejszym miejscu na ziemi, gdzie władzę sprawują zwierzęta, chłodne wody i strzeliste lodowce. Wielu przekroczyło swoje własne granice, posuwając się do skrajności – przypadki kanibalizmu, kiedy to nogę swojego przyjaciela zjadało się jako kanapkę podczas wyczerpującego marszu do celu, czy homoseksualizmu, tej niezaspokojonej i zwierzęcej żądzy bliskości z drugą osobą, nie są jedynymi rzeczami, które TAM się przydarzyły. Co jeszcze skrywają za swoimi lodowcami Arktyka i Antarktyda? Jaką prawdę o człowieku noszą w sobie ponad sześciuset kilogramowe serca wielorybów i zawsze czujne oczy niedźwiedzi polarnych?

ekoChociaż upały go męczą, a zimno odpręża, to nie zamiłowanie do chłodu było głównym powodem wybrania białych rejonów za miejsce swojej pracy. Na początku była miłość do „zwierzołków” – tych mniejszych, jak apodyktyczny wróbel Kuba, i większych, jak poddany Kubie pies Bilbo. Dopiero na studiach Mikołaj Golachowski, autor książki „Czochrałem antarktycznego słonia” zaczął rozmyślać o wyjeździe w arktyczne strony. I dopiero tam odnalazł naprawdę siebie, choć nie wiadomo, czy kiedykolwiek by tam trafił, gdyby nie zabrakło etatów na Uniwersytecie Warszawskim.
Kiedy po raz pierwszy dotarł na Antarktykę, oczarowało go jej piękno. Ufne zwierzęta wylegiwały się tuż przy przechadzających się obok ludziach i tylko patrzyły z zainteresowaniem. Po dwóch tygodniach chciał uciekać, kiedy wiatr silniejszy od huraganu Katrina porwał w powietrze pingwiny i… dach stacji badawczej im. Henryka Arctowskiego. Kolejnym problemem okazały się słonie morskie, z których to za pomocą specjalnej szczotki do czochrania miał pobrać materiał DNA do badań – jako że te z reguły niegroźne zwierzęta na lądzie widzą słabo, wyprostowanego człowieka mogłyby wziąć za napastnika czy rywala, czołgającego się zaś za obiekt do… zgwałcenia. Bo słonie morskie dzielą się właściwie na dwa rodzaje – są samce, które w swoim haremie mają aż po sto samic, ale bywają też sprytniejsi, którzy zamiast walczyć o partnerki, gwałcą je po kryjomu.
Pingwiny, chociaż przesłodkie i przeurocze, też mają swoje za uszami, tak samo jak brutalne petrele, czy mające najsmutniejsze dzieciństwo na świecie pochwodzioby (jeżeli kiedyś będzie Wam z jakiegoś powodu smutno, przypomnijcie sobie o tych ptakach!).

Ponieważ lubię chłód, kiedy we czterech ułożyliśmy się w namiocie, zająłem jedną ze skrajnych pozycji. Już się położyliśmy, już słyszałem pochrapywanie współtowarzyszy i sam zasypiałem, gdy nagle poczułem, że ktoś się do mnie przytula! I nie był to żaden z osamotnionych i rozdartych polarnymi tęsknotami kolegów. Przytulało się coś z zewnątrz – i miało długość mojego ciała. Tak oto spędziłem noc z dużym samcem uchatki, który postanowił schronić się przy naszym namiocie i podzielić ze mną ciepłem. Rano, gdy wstałem, spojrzałem mu w oczy i obaj zdecydowaliśmy, że zachowamy ten incydent dla siebie. Nigdy więcej się nie spotkaliśmy i nie piszemy do siebie, ale do tej pory czasem go wspominam.

1

Opowieści o „zwierzołkach”, mimo że interesujące, często zabawne, a przede wszystkim pouczające, nie stanowią jednak najobszerniejszej części książki. Pozostałości osad wielorybniczych, kilkudziesięciometrowych zbiorników na olej z ich wątrób i ogromne, już naznaczone upływem czasu rury są okropnym świadectwem ludzkiej chciwości i próżności. I chociaż na początku był strach, przed większymi od ich statków, wylegującymi się w morzu potworami morskimi, nic nie tłumaczy bezsensownych i krwawych rzezi, których nasz gatunek dopuścił się względem tej najpiękniejszej z natur. To właśnie na ten problem – bezustannej ludzkiej ingerencji w środowisko –  autor książki zwraca największą uwagę. W tak delikatnym i surowym arktycznym klimacie ważne jest, aby szczególnie uważać na swoje czyny, bo nawet jeden nierozważny gest może być bolesny, o ile nie śmiertelny dla flory i fauny Północy i Południa.

Oprócz zabawnych i wzruszających sytuacji, były też te przepełnione momentami grozy. Ilekroć jechał na stację, zawsze tracił jednego z kolegów, ale nigdy z winy zwierząt. Powód był zawsze ten sam – w pewnym momencie ludzie poczuli się zbyt pewnie, zapomnieli, że koniec końców, to natura rozdaje karty, a my jesteśmy tylko jej gośćmi i jedyne co możemy zrobić, to łaskawie zgodzić się na jej reguły gry. Również i sam autor książki znalazł się oko w oko ze śmiercią. Kiedy wpadał do szczeliny lodowca pomyślał tylko o jednym – aby umrzeć szybko. Miał jednak szczęście i wyszedł z tej niebezpiecznej sytuacji zdrów jak ryba.
Trzeba pamiętać, że taka praca to też ogromne wyrzeczenie i ciężka próba charakteru. Kiedy ocean zamarza, nie ma sposobu, aby powrócić do domu. Mikołaj Golachowski sam doświadczył tej bolesnej rozłąki kiedy dowiedział się, że jego mama od dłuższego czasu choruje na nowotwór i pozostało jej raptem kilka miesięcy…

slon

„Czochrałem antarktycznego słonia” to opowieść o najbardziej tajemniczej, najbardziej zaskakującej i najpiękniejszej krainie, jaka znajduje się na ziemi. Jako ekolog, biolog, doktor nauk przyrodniczych, a także podróżnik i przewodnik, Mikołaj Golachowski regularnie odwiedza Arktykę i Antarktydę, coraz więcej obcując z naturą, coraz lepiej ją rozumiejąc. Jego książki to świadectwa piękna, których wielu „zwyczajnych” ludzi nie jest w stanie doświadczyć. Aż ciężko pomyśleć, że w naszym małym świecie istnieje jeszcze miejsce, w którym zwierzęta nie boją się ludzi, a i ludzie (poza skrajnymi przypadkami), nie mają powodów, by bać się ich.
To nie tylko opowieść o białej Arktyce i Antarktyce, które w końcu zdobyte przez człowieka stały się zapomniane, bo dziś o wiele bardziej w cenie jest słoneczna Hiszpania czy tłoczny Egipt, ale przede wszystkim klimatyczna opowieść o historii ludzi i zwierząt. To poradnik dla pasjonujących się islandzką kulturą, jak i śmiałych czytelników, którzy spragnieni są wiedzy o odkryciach geograficznych. To spora dawka nie zawsze dobrej, ale prawdziwej historii, zapomnianych, wypartych przez Europejczyków kultur i najprawdziwsze, najprostsze życie najcudowniejszych zwierząt.
Co najbardziej podobało mi się podczas lektury, to obok bogatego w piękne zdjęcia wydania, osobiste opowieści Mikołaja, który dzieli się swoimi wrażeniami nie tylko na temat dwóch najbardziej skrajnych kontynentów na świecie, ale swojego pobytu w tundrze, w Kanadzie, Grendlandii, Islandi czy krajach Ameryki Południowej.
Chociaż Mikołaj powiedział, że jedyne czego pragnie, abyśmy po przeczytaniu jego książki zapamiętali jest to, że nigdy żaden niedźwiedź nie zjadł pingwina, bo dzieli ich od siebie cały świat (wszak pingwiny mieszkają na południu, a białe misie na północy), myślę, że wyniesiecie z tej lektury dużo więcej – chęć zmiany świata na lepsze.

4

* Zdjęcia są własnością autora i pochodzą ze strony wydawnictwa

Reklamy

9 uwag do wpisu “Natura silniejsza niż człowiek

  1. Właśnie kilka dni temu pobrałam tą książkę na swój czytnik! 😀 Idealnie trafiłam na Twoją recenzję i dziękuję Ci za nią, teraz wiem, że będę się świetnie bawić 😀 No, ale chyba jednak poczytam ją na tablecie – przynajmniej zdjęcia będą lepiej wyglądać 😀

    Polubione przez 1 osoba

  2. Właśnie napisałam swoją recenzję 🙂 Zdecydowanie nie umiałam sobie poradzić z nadużywaniem słów „absolutnie”, „zachwycająca” 😉 Uwielbiam takie książki i tak bardzo się cieszę, że są ludzie, którzy je piszą 🙂 A poczucie humoru Mikołaja rozwaliło mnie na łopatki 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s