Nie znasz jej, ale ona zna Ciebie

Czy kiedykolwiek, patrząc na zupełnie obcego Wam człowieka, zastanawialiście się jak wygląda jego życie? Dobieraliście mu imię, wiedzieliście, że każde dziesięć minut wczesnego poranka spędza na piciu czarnej mocnej kawy i czytaniu porannej gazety? Wiedzieliście, że nienawidzi deszczu, bo wtedy niszczy się jego idealnie skrojony garnitur? Jeżeli już o garniturze mowa, to z pewnością dobraliście mu zawód prawnika, bo któż na co dzień ubierałby tak drogie i idealnie skrojone ubrania do pracy? Czy wyobrażaliście sobie tembr jego głosu, dotyk jego dłoni i zapach wody po goleniu? Być może widzieliście go, jak wchodzi do domu i myśleliście o tym, co tam zastanie – ciepłe wnętrze, piękna żona, dwójka dzieci w wieku szkolnym. Idealne życie, dla idealnego człowieka. Z pewnością chociaż raz, patrząc na nieznajomego stojącego przed Wami w sklepie, ojca chłopca, z którym przyjaźni się Wasz syn, kobietę, która mieszka obok Was, czy choćby zwykłego pijaka, który nie potrafi ułożyć sobie życia, spędzając zdecydowaną jego większość na ławce w parku pomyśleliście o nich, o ich życiu, zwyczajach, rodzinie. W takiej sytuacji znajduje się też Rachel, główna bohaterka „Dziewczyny z pociągu”, która żyje życiem innych ludzi.

dziewczynaRachel każdego ranka dojeżdża tym samym pociągiem do pracy. Spotyka tych samych ludzi, zajmuje to samo miejsce, patrzy w to samo okno, mija te same domy. Najpierw mija dom Jasona i Jess, na którym się skupia, aby odwrócić swoją uwagę od mieszczącego się zaledwie parę domów dalej budynku, który kiedyś był jej domem. Kiedyś – w dawnym życiu, życiu, które już dawno odeszło. Mężczyzna nie ma oczywiście na imię Jason, a kobieta nie nazywa się Jess. Rachel nadała im takie przydomki, bo jak twierdziła, pasują do siebie tak bardzo, jak oni – nieodłączne dwie połówki siebie. Rachel każdego dnia widzi tylko kilka sekund z ich życia, bo kiedy pociąg rusza ze stacji, obraz się zmienia, widzi kolejne podobne, acz całkiem inne, nudne domy. Widzi, jak Jason kładzie dłonie na ramionach Jess, jak całuje ją w czubek głowy i mówi coś do niej cicho. Wyobraża sobie dotyk jego dłoni, ton jego głosu. Wydaje jej się, że ich zna, bo przecież spotyka ich codziennie w taki sposób, że potrafi przewidzieć co w danej chwili zrobi Jason, jak zachowa się Jess, o której godzinie przyniesie kawę na taras, w którą sekundę postoju pociągu na stacji on ją pocałuje. Co więcej, wydaje jej się, że i oni ją znają – widzą codziennie tą samą zmęczoną, pijaną twarz w szybie, a nawet się do niej uśmiechają. Pewnego dnia Rachel zauważa jednak coś, co burzy wyidealizowany obraz życia tej nieznanej jej rodziny, wzbudza w niej niepokój i karze wejść, bez pukania i pozwolenia w ich życie – tak po prostu zabrudzić je błotem ze swoich butów. Kiedy Jess, a właściwie Megan znika, Rachel wie, że musi pomóc Jasonowi, czyli Scottowi, w rozwiązaniu tej zagadki. Opowiada o tym, co widziała, ubarwia, koloryzuje, czyniąc siebie jedną z bohaterek ich życia – czuje, że musi wykorzystać swoje pięć minut, chce odegrać jakąś rolę.
Jak dalekie od jej oczekiwań okaże się prawdziwe życie Megan i Scotta? Kim okażą się bohaterowie jej wyidealizowanej wizji? Jaką rolę odegra w tym wszystkim Rachel?

Są tacy, jakimi pięć lat temu byliśmy Tom i ja. Są tym, co straciłam, wszystkim tym, czym chcę być.

„Dziewczyna z pociągu” to zdecydowanie jedna z najgłośniejszych książek 2015 roku, a przynajmniej jego końcówki – pytanie tylko – czy rzeczywiście na to zasługuje? Rekomendacja Stephena Kinga na okładce zdecydowania zachęca do przeczytania, ale nie aż tak, jak fakt, że co 6 sekund ktoś w Stanach Zjednoczonych kupuje tę książkę! „Zaginiona dziewczyna” Gillian Flynn okazała się absolutnym bestsellerem, dlatego po tak pochlebnych porównaniach można twierdzić, że i „Dziewczyna z pociągu” okaże się jedną z najlepszych książek roku… Tymczasem jest to książka naprawdę przeciętna. Czyta się ją szybko, ale akcja wcale tak bardzo nie wciąga, jak sugeruje Król, to nie tak, że nie można się od książki oderwać.
Główna bohaterka, Rachel, ze swoją samotnością i alkoholowym problemem wzbudza w czytelniku poczucie żalu, co powoduje, że mamy ochotę brnąć przez tę historię do samego końca, aby dowiedzieć się, czy w końcu ułożyła sobie życie. Z drugiej strony jej nieustannie upadanie, podnoszenie się i znów upadanie potrafi niesamowicie czytelnika zmęczyć, zniechęcając go do całej powieści i jej fabuły. O ile jednak fabuła jakoś się ciągnie, komplikuje i rozwiązuje, tak zakończenie okazuje się niesamowicie słabe. Po porównaniach do bestselleru Flynn nie oczekiwałam, że zakończenie „Dziewczyny z pociągu” okaże się tak banalne i przewidywalne.
Podsumowując, debiutancka powieść Pauli Hawkins jest lekka, przyjemna, czyta się ją niesamowicie szybko, a jej fabuła prawdopodobnie równie szybko, o ile nie szybciej, wyleci czytelnikowi z głowy – ale czy lekkość, szybkość i przyjemność jest priorytetem? Czy nie lepiej byłoby w tym czasie przeczytać jakiś naprawdę dobry thriller?
Mocne 5/10

Reklamy

10 uwag do wpisu “Nie znasz jej, ale ona zna Ciebie

  1. Oj, ja bym jej raczej nie nazwała przyjemną, bo cały czas miałam nieprzyjemne wrażenie przeżywania kaca razem z Rachel. To nie było miłe 😉 Ale według mnie to całkiem niezły powieść psychologiczna. Nie thriller.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Identycznie oceniliśmy tę książkę. Przypadek? Nie sądzę!
    Co do tych rekomendacji to niedługo całkowicie przestanę na nie zwracać uwagę, bo coraz więcej z nich po prostu nijak ma się do książek. No ale wiadomo… jest kasa, jest pozytywna rekomendacja 😀

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s