„Rozcinam pomarańczę bólu…”

Chcę być piękna, a tymczasem to kot jest piękny, chociaż wcale się o to nie stara. Łazi po śmietnikach po nocy, po śniegu, po płocie. Ma zielone oczy i wąsy. Ja nie mam takich wąsów, a oczy mam takie same, tylko brzydsze.

haśkaZnamy ją jako Halinę, chociaż tak naprawdę na imię miała Helena. Mówimy „Poświatowska”, choć przez dziewiętnaście z trzydziestu dwóch lat nosiła nazwisko „Myga”. Dumna i odważna, optymistyczna i radosna, chociaż powodów do rozpaczy miała nie mało. Wysoka brunetka, która zawsze dbała o swój wygląd. Piękna. Wrażliwa. Niesamowita. Każdy Polak zna jej wiersze – najpiękniejsze wiersze o miłości, jakie ujrzały światło dzienne – ale co skrywa się za słowami? Bo wiersze Poświatowskiej zdecydowanie nie są tylko słowami, a ogromnym kawałkiem jej jakże słabego serca. Nieustannie towarzyszyła jej walka z chorobą, cień śmierci, która wielokrotnie się o Halinę upominała. Jak naprawdę wyglądało życie kobiety, jednej z najważniejszych polskich poetek, która „umiała tylko kochać”? Co mówią o niej: Wisława Szymborska, ks. Józef Tischner, Stanisław Grochowiak, przyjaciel Ireneusz Morawski i inni? Kim naprawdę była Halina Poświatowska (Helena Myga)?

Czemu zadajesz śmieszne pytania; samotność nie jest zależna od liczby boyfriendów, samotność po prostu jest i właśnie dlatego trzeba skarżyć się wierszom.

Halina wyszła za mąż w wieku 19 lat, przejmując nazwisko „Poświatowska”, wdową została 2 lata później. Choć miała serce słabe, to przepełnione miłością. Miłością i cierpieniem, a skazana była na samotność, tęsknotę i nieustanną walką o życie. Chorowała od wczesnych lat dzieciństwa i żyła z wyrokiem, oczekując na ten ostatni dzień, chociaż tak bardzo pragnęła żyć. „Haśka. Poświatowska we wspomnieniach i listach” to zbiór opowiadań o tym, jaka była. Rozmowy Poświatowskiej z Wisławą Szymborską, listy do matki, Ireneusza Morawskiego i Tadeusza Śliwiaka – niezwykle intymne i bolesne wyznania Haliny Poświatowskiej – słowa o miłości, sensie istnienia, samotności i tęsknocie nie mniejszej niż ocean, który dzielił ją od ukochanej Polski. Dlaczego próbowała popełnić samobójstwo? Jak rozpoczęła się jej kariera? Jak przebiegały operacje w Stanach i jak bardzo cierpiała?

To przecież nieprawda, że kiedykolwiek jesteśmy dorośli i że nas stać na samotność.

Strach poetki zdaje się krzyczeć przez karty tej książki, zdaje się przez nie przedzierać i ogarniać czytelnika. Dokładnie opisuje swoją pierwszą podróż do Stanów, kiedy to była całkowicie sama, młoda i niegotowa, by umierać. Tak samo o jej ostatniej podróży piszą jej przyjaciele – o tym, jak wciąż była wystraszona, wciąż młoda i wciąż niegotowa na śmierć. Że ludzki los jest niesprawiedliwy, tego każdy może doświadczyć na własnej skórze… Ale dlaczego odbiera ludziom zawsze to, co najcenniejsze? Dlaczego odbiera… życie?

W świecie naszych bardzo względnych wartości trzeba bardzo ostrożnie uprawiać emocje, trzeba je pod światło, albo pod elektronowy mikroskop.

A jednak pomimo choroby i cierpienia Poświatowska potrafiła żyć, mogła by być wzorem do naśladowania dla każdego z nas. Halina próbowała wycisnąć ze swojego życia wszystko, co najlepsze, przeżyć je tak, aby niczego nie żałować. Nie unikała oczywiście momentów, w których cierpienie było jedynym bliskim jej uczuciem, smutku i łez, ale niejednokrotnie wspomina o spacerach w deszczu, pijanych rozmowach z przyjaciółmi i ulotności tych chwil, w których tłumaczyła z nimi poezję. Wspomina o tym, jak poznała swojego męża i jak go pożegnała, jak kochała i jak się przyjaźniła.
„Haśki” nie da się streścić, nie da się napisać w kilku słowach o czym jest. Mariola Pryzwan w ponad trzystu stronicowej książce zawarła całe życie poetki, jej strach i miłość, co jest przecież nie łatwym zadaniem. „Haśka” jest o Haśce, cóż więcej można powiedzieć? Nietypowa biografia, która pozwala czytelnikowi zaprzyjaźnić się ze względnie odległą poetką, zrozumieć jej cierpienie i poczuć je na własnej skórze. Niesamowita, absolutnie genialna. Jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję przeczytać w ostatnim czasie.

halina
rozcinam pomarańczę bólu
połową bólu karmię twoje usta

głodni tak dzielą chleb
spragnieni wodę

uboga jestem – mam tylko ciało
usta ściągnięte tęsknotą
ręce – jesienne liście
wyglądające odlotu

rozcinam pomarańczę bólu
sprawiedliwie na pół
gorzkim ziarnem karmię twoje usta

Reklamy

8 uwag do wpisu “„Rozcinam pomarańczę bólu…”

  1. W tym poscie zawarte są myśli, które krążą gdzieś wokół tekstu i mówią: to może być naprawdę dobre, powinieneś zmierzyć sięz tym tematem…
    Muszę przeczytać tę książkę, choćby dlatego, że Poświatowska zawsze mnie intrygowała…

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję Ci, to wiele dla mnie znaczy! 🙂 Poświatowska pisała wspaniałe wiersze o miłości i chociaż ja troszkę „romantyczna” jestem, to od takich rzeczy uciekałam daleko (np. Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej nie lubię), ale Haśka mnie uwiodła – tym bardziej kiedy poznałam jej życie.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Pingback: Podsumowanie grudnia | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s