Stroskana Północ, szczęśliwe Południe

Chociaż „Północ i Południe” to niezaprzeczalna inspiracja dla twórców sztuki, jedna z najpopularniejszych powieści wiktoriańskich i zdecydowanie najwybitniejsze dzieło Elizabeth Gaskell, przez czytelników nie jest wcale pochlebnie oceniana. Przed przeczytaniem książki naczytałam się mnóstwa negatywnych opinii, które oczywiście spowolniły mój zapał do czytania, ale nie na tyle, aby go kompletnie zahamować. Książce zarzuca się, że wcale nie jest podobna do wspomnianej na okładce „Ziemi obiecanej”, humorowi i klimatowi dzieł Jane Austen czy sióstr Bronte nie dorasta do pięt, a i mylnie ją zdefiniowano – bo to przecież wcale nie romans. A jednak „Północ i Południe” to marka, klasyka, obok której nie można przejść obojętnie, książka, którą trzeba przeczytać, bez względu na to czy dobra, czy nie.

Tajemnica czasu dociera do młodych, gdy po raz pierwszy zauważą zmianę w czymś, co wydawało się niezmienne.

północMłodziutka Margaret Hale przenosi się razem ze swoją rodziną z uroczego, zielonego Helstone, arkadii i matecznika do okrytego wieczną chmurą dymu i przepełnionego ludźmi nieufnymi i szorstkimi Milton. Margaret nie jest głupia, wie, że na początku będzie jej ciężko, a tęsknota nie będzie chciała opuścić jej serca przez długi czas. Jednak jej najśmielsze oczekiwania nie przedstawiły jej obrazu tak potężnej i wszechobecnej biedy, wyzysku, lęgowiska chorób i nieustannych, bezsensownych prób związania końca z końcem. Margaret zaprzyjaźnia się z rodziną Higginsów, pracujących dla Johna Thorntona – przemysłowca, kierownika jednej z fabryk – dzieli z nimi ich troski i problemy, stara się pomagać – słowami otuchy i uśmiechem wnosi w ich szare, zadymione życie trochę słońca. Niedługo po przyjeździe do Milton ciężko choruje matka Margaret, a w fabryce Thorntona wybucha powstanie. Dziewiętnastolatka staje przed trudnym wyborem – poprzeć zmęczonych zarabianiem na chleb robotników czy może stanąć po stronie Johna, dzięki któremu przecież mogą pracować? Margaret nie waha się ani chwili, ale w dramatycznej sytuacji to właśnie Thorntona, który wydaje się być zimnym, surowym ekonomistą, będzie musiała wspomóc. Co jeszcze wydarzy się w życiu Margaret? Czy pokocha szare Milton? Jak daleko posunie się jej relacja z mężczyzną, którego ciężko jest jej obdarzyć sympatią?

Och ty moje biedne serduszko! Bądź radosne i dzielne! Jesteśmy zdani, ty i ja, tylko na siebie, skoro nas odrzucono i zostawiono samych sobie.

„Północ i Południe” być może nie ma dowcipu i ironii dzieł Jane Austen, ale ciężko, aby miało, skoro ta książka porusza inną, o wiele poważniejszą tematykę. Podczas gdy panna Austen rozwodzi się nad zamążpójściem, nie szczędząc czytelnikom doskonałych opisów, charakterystyk postaci i ciętego, ironicznego języka, Elizabeth Gaskell rezygnuje z tych ozdobników na rzecz oddania tragicznych losów mieszkańców robotniczego Milton i realistycznego opisu zadymionych fabryk i pogrążonego w szarościach miasta. Nie jest to też typowy romans, za jaki możemy uznać „Dumę i uprzedzenie”, „Rozważną i romantyczną” czy „Opactwo Northanger” – miłość jest raczej ozdobą, tłem dla przyczyn, a następnie konsekwencji strajku w fabryce Thorntona. „Północ i Południe” to niesamowita powieść obyczajowa, która porusza ważne dla społeczeństwa problemy, nie obejmując jednocześnie żadnego stanowiska. Elizabeth Gaskell przedstawia racje i problemy zarówno robotników, jak i kierowników fabryk, ukazując troski i trudy codzienności obojga. Autorka doskonale opisuje różnice pomiędzy klasami i ich wzajemne stosunki. O, jest tutaj na przykład krótka rozprawa o słowie „dżentelmen”:

Dla mnie „dżentelmen” to słowo, które opisuje jednostkę w relacjach z innymi ludźmi. A gdy mówię o „człowieku”, to chodzi mi o kogoś nie tylko w odniesieniu do otoczenia, ale przede wszystkim w odniesieniu do siebie, do życia, do czasu, do wieczności. Samotny rozbitek jak Robinson Crusoe, więzień zamurowany w lochach do końca życia, nawet święty Jan – wszyscy oni mają wytrwałość, siłę, wiarę, a najlepsze dla nich określenie to „człowiek”. Czuję się zmęczony tym słowem „dżentelmeński”, które wydaje mi się często niewłaściwie stosowane, a do tego jeszcze jest nadmiernie rozszerzane i przez to zniekształcane. Natomiast pełen prostoty rzeczownik „człowiek” i przymiotnik „ludzki” pozostają niedocenione. Stąd skłonny jestem uważać całe to „dżentelmeństwo ” za frazes naszych czasów.

Swoją drogą ładny ten frazes ich czasów, może warto by się zastanowić, co jest frazesem naszych czasów? 🙂 „Północ i Południe” to klasyk, ale nie ten, który męczy, a raczej dzieło z najwyższej półki, które czyta się z przyjemnością. Miłość, przyjaźń, a także wiara w Boga, które są tłem dla tej klimatycznej panoramy XIX wieku jest wisienką na torcie. Dopełnieniem doskonałości.

Uważaj… Jeśli mnie nie powstrzymasz… w swoim zadufaniu uznam, że do mnie należysz… Jeśli chcesz bym odszedł, to odeślij mnie teraz, zaraz!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s