Zabójstwo w Lesie Zielonoświątkowym

Nanna ucieka. Łudzi się nadzieją, że kilka dużych kroków pozwoli znaleźć jej się w domu. Jej niebieskie oczy rozglądają się dookoła po ciemnym Lesie Zielonoświątkowym. Myśli o swoim ojcu, o jego silnych ramionach, o tym, jak mógłby jej teraz pomóc. Ale nie może. Zimno jej, drży. Jej potargana koszulka niezdarnie oplata goliznę. Nanna biegnie, korzenie drzew, krzewy i rośliny ranią jej łydki. Stopy grzęzną w gęstym błocie. Nanna biegnie. On patrzy.

Jak on wyglądał?
Zwyczajnie. Przestępcy nie należeli do jakieś osobnej rasy, naznaczonej bliznami i dziwnymi fizycznymi przypadłościami. Odrębnej niż ta, z której wywodziły się ich ofiary. Należeli do tej samej rasy. Obcy w autobusie. Mężczyzna w sklepie, który co rano mówi „Witam”.
Albo nauczyc
iel, który codziennie przychodzi do tej samej szkoły, robi na wszystkich wrażenie swoją uczciwością, słynie ze swojej oczywistej przyzwoitości w świecie powszechnego zobojętnienia.

dochodzenieZabójstwo młodej dziewczyny wywraca wydział kryminalny kopenhaskiej komendy do góry nogami. Z pozoru sprawa wydaje się łatwa – dziewczyna wielokrotnie zgwałcona, wrzucona do bagażnika samochodu, zatopiona w wodzie. Piękna, młoda, niewinna. Któż mógłby takiej zrobić krzywdę? Sprawa wydaje się oczywista – zazdrosny chłopak albo starszy, nachalny kochanek. Komisarz Sara Lund i podkomisarz Jan Meyer razem z czytelnikiem podążają w ślad za przestępcą. Ona w grubych, wełnianych swetrach, najczęściej czarno-białych, bystra, cwana, twarda, sarkastyczna, całkowicie oddana swojej pracy. On, z charakterystycznymi dużymi uszami, chorym żołądkiem, nie tak bystry jak ona, ślepy na większość tropów. Zabójstwo Nanny Birk Larsen ma odebrać każdemu z tej dwójki, a nawet trójki, bo mowa tutaj też o czytelniku, kawałek ich dotychczasowego życia. Sarah poświęci sprawie swój związek, a także dobre relacje z mamą i synem. Co straci Jan Meyer? Jak książka wpłynie na czytelnika?

Rodziny mają swoje codzienne rytuały, oczywiste, a tak bolesny, kiedy nagle znika ich przyczyna.

Już wkrótce po rozpoczęciu śledztwa okazuje się, że sprawa wcale nie jest tak łatwa, na jaką by wyglądała. Rodzice Nanny nie potrafią pogodzić się ze stratą córki, ciągle chcą wyjaśnień, nowych tropów, chcą wiedzieć, kto zabił i dlaczego. Czy ich córka cierpiała, i jak długo. Czy kiedykolwiek jeszcze ułożą sobie życie. Czy będą mogli zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Czy zrobili coś źle. Czy zapomną. O zapomnienie jednak nie tak łatwo, kiedy w zabójstwo Nanny okazują się zamieszani politycy, a szczególnie kandydujący na stanowisko burmistrza Kopenhagi – Troels Hartmann. Krąg potencjalnych zabójców stale się rozrasta, jednocześnie się zacieśniając.
Znikające kasety z tragicznego wieczoru, plączące się ze sobą zeznania, coraz to nowi podejrzani,
przesadnie lubiany przez uczniów nauczyciel-imigrant i mroczna przeszłość ojca Nanny zdecydowanie nie ułatwiają policjantom zadania. Pytanie jest jedno i powraca do wszystkim niczym bumerang: Kto zabił? Na to jednak nie łatwo jest odpowiedzieć.

„Dochodzenie” z początku czytało mi się ciężko. Kiedy już na pierwszy stronach pojawił się wątek polityczny, westchnęłam i pomyślałam: „O nie! Tylko nie to!”, ale starałam się nie zniechęcać tak od razu. Ciężkie do zapamiętania i wymówienia duńskie nazwiska nie pomagały mi w zagłębieniu się w lekturę. Jednak już po kilkunastu stronach, nie mogłam się od powieści oderwać. To książka, w której ŻADEN czytelnik nie domyśli się rozwiązania, aż do ostatniej strony. Fałszywe tropy, mgliste wskazówki, znikające dowody, ludzie, którzy nie chcą mówić, kłamstwa, stłumione emocje, zrozpaczeni rodzice. Ten kryminał zawiera sobie wszystko to, co książka tego gatunku powinna mieć. Klasyczna forma, w której czytelnicy razem z detektywami podążają tropem przestępcy rodzi, zdaje się, jeszcze więcej pytań, na które nie ma odpowiedzi. Kiedy czytelnikowi wydaje się, że jest już o krok od rozwiązania zagadki następuje nagły zwrot akcji, przez co ciężko się od książki oderwać. Nic nie jest do końca pewne, każdy, o ile nie kłamie, to skrywa swoją tajemnicę, nikomu nie można ufać – taki jest właśnie klimat „Dochodzenia”.
To rewelacyjna powieść sensacyjna, o ile nie najlepsza, z tego gatunku. Gwarantuję, że ciężko o lepszą, bardziej mroczną, bardziej zawiłą. A prawda wydaje się przerastać ludzkie pojęcie.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Zabójstwo w Lesie Zielonoświątkowym

  1. Pingback: Sprawa przepołowionych nieśmiertelników | Niebieska Papużka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s