Śmierć zapowiedziana

Gabriel Garcia Marquez w „Kronice zapowiedzianej śmierci” po raz kolejny wciąga nas w świat karaibskiej mentalności. Jego powieści zawsze emanują ciepłem, słońcem, namiętnością… ale czy i tym razem tak będzie, skoro „Kronika zapowiedzianej śmierci” to kryminał?
„Kronika zapowiedzianej śmierci” to kryminał, owszem, ale nietypowy, bo pisany jakby od tyłu. Już od samego początku znamy zabójcę, ofiarę i motyw. To jednak nie przeszkadza Marquezowi, aby ukazać nam Karaiby takie, jakie już dzięki jego powieściom znamy. Na Santiago Nasara czyha dwóch mężczyzn, gotowych go zabić. Bliźniacy Vicario starannie szykują się do zapowiedzianej rzezi – zapowiedzianej, bo wie o niej każdy, oprócz biednego Santiago. Nikt w miasteczku nie pomyślał o tym, aby go ostrzec, bo nikt zwyczajnie nie wierzył w to, że bracia Vicario byliby zdolni kogoś zabić. A już tym bardziej, że mogliby zabić Santiago Nasara. Nikt tej śmierci zresztą nie chce – ani mieszkańcy miasteczka, ani sami przyszli zabójcy.

– To poważna sprawa – powiedział jej Cristo Bedoya – szukają go, żeby go zabić.
Victoria Guzman zapomniała o naiwności.
– Ci biedni chłopcy nikogo nie zabiją – odrzekła.
– Piją bez przerwy od soboty – powiedział Cristo Bedoya.
– Właśnie dlatego – wyjaśniła – Nie ma pijaka, który by zjadł własne gówno.

okladka-200Ale jednak. Pablo Vicario i Pedro Vicario zawijają naostrzone noże w gazety i idąc przez miasto wypytują, czy aby na pewno ktoś nie widział Santiago Nasara, bo idą go zabić. Nie kryją się ze swoim zamiarem, ogłaszają go nawet z dumą, pewni, że to, co zamierzają zrobić jest wymierzeniem sprawiedliwości, zmyciem hańby z ich siostry… bo kiedy Bacardio San Roman podczas nocy poślubnej odkrywa, że jego żona nie jest dziewicą, oddaje ją rodzinie. Biedna Angela Vicario zmuszona przez matkę razami wyznaje braciom, że tym, który pozbawił ją niewinności był Santiago Nasar. Pedro i Pablo ruszają więc na polowanie.

Największe okno balkonowe przylegało do sypialni Santiago Nasara. Pedro Vicario spytał Clotilde Armenta, czy widziała światło w tym oknie, a ona odpowiedziała, że nie, ale ciekawość ta wydawała jej się dość dziwna.
– Stało się mu coś? – zapytała.
– Nie, nic – odpowiedział jej Pedro Vicario – Tylko chcemy go zabić.

Chociaż nikt w to nie wierzył, do morderstwa jednak dochodzi. Niewinni bracia Vicario zabijają Santiaga, za cichym pozwoleniem mieszkańców miasteczka. Wszyscy zresztą, dowiedziawszy się o powodzie, uważają, że zbrodnia była dokonana w słusznej sprawie, że nic innego nie można było zrobić. Ale czy Santiago naprawdę był winien pozbawienia ich siostry dziewictwa? Tego się już nie dowiemy, ale możemy swoje przypuszczać.

Nigdy nie było śmierci bardziej zapowiedzianej. Po ujawnieniu przez siostrę imienia winnego, bliźniacy Vicario udali się do chlewu, gdzie trzymali komplet narzędzi rzeźniczych i wybrali dwa najlepsze noże: jeden do ćwiartowania, o długości dziesięciu cali i szerokości dwa i pół cala, drugi zaś do czyszczenia, o długości siedmiu cali i szerokości pół cala.

Marquez jak zwykle przedstawia nam bohaterów niesamowicie wyrazistych, rysując swoisty portret mężczyzny latynoamerykańskiego. To człowiek silny, chociaż wrażliwy i delikatny, nie mający skrupułów, kiedy życie stawia go pod ścianą, odważny, gotów zrobić wszystko, jeżeli jest doprowadzony do ostateczności, a jednocześnie czuły kochanek, wiecznie nienasycony kobiecym ciałem. Na ten portret składa się oczywiście cała społeczność karaibskich mężczyzn, ale mi rzucają się w oczy dwa typy bohaterów – zabójca i ofiara. Bracia Vicario – delikatni, a zarazem szorstcy i męscy, gotowi pozbawić kogoś życia, aby tylko zmyć plamę hańby ciążącej na kimś, z ich rodziny, zdawałoby się, że są niemalże tak niewinny, jak ofiara. No i oczywiście Santiago Nasar, który nawet po śmierci zachował godność i dumę. Mężczyzna z twarzą anioła, gorący kochanek, którego pragnęła każda kobieta, szanujący swoją matkę. I czy to przypadek, że za każdym razem noże z ciała Santiaga wychodziły czyste?

Zaczęli jeść śniadanie, kiedy zobaczyli wchodzącego Santiago Nasara spływającego krwią i niosącego kiść swoich wnętrzności. (…) Ale Argenida Lanao, starsza córka opowiedziała, że Santiago Nasar szedł tak samo dumnie jak zawsze, stawiając uważnie kroki, a jego twarz Saracena z potarganymi kędzierzawymi włosami była piękna jak nigdy. Przechodząc obok stołu uśmiechnął się do nich i poszedł przez pokoje do tylnego wejścia domu. (…) Moja ciotka Wenefrida Marquez, skrobała rybę na patio swego domu, po drugiej stronie rzeki, i ujrzała go, jak schodził po schodach starego nabrzeża szukając pewnym krokiem drogi do swego domu.
– Santiago, synu! – krzyknęła. – Co ci jest?
Santiago Nasar rozpoznał ją.
– Zabili mnie, ciociu Wene – odpowiedział.
Potknął się na ostatnim schodku, ale wstał natychmiast. „Nawet zadbał o to, by strzepnąć ręką ziemię, która została mu na wnętrznościach” – powiedziała mi moja ciotka Wene.

Oprócz zabójstwa dochodzi tutaj jeszcze do jednego dramatu, który bardzo mną wstrząsnął – dramatu matki, która próbowała uratować swoje dziecko, wystawiając go tym samym prosto w ręce zabójców. Ale nie zdradzam Wam więcej szczegółów – dowiecie się przy czytaniu 🙂 Przy okazji warto się skupić na portrecie matki, jaki przedstawia nam Marquez nie tylko w tej, ale i w innych jego książkach.

„Kronika zapowiedzianej śmierci” to arcydzieło konstrukcji – już na początku dowiadujemy się teoretycznie wszystkiego, ale z drugiej strony, autor powoli ujawnia nam ważne szczegóły, próbując nie tyle zaspokoić, co nasycić naszą dociekliwość. Marquez przemienia się nie tyle w narratora wydarzeń, co kronikarza, reportera. Nie wysuwając na pierwszy plan jednego bohatera – czy to Santiago Nasara, czy Angeli, braci Vicario, policjanta – a przedstawiając nam zbiorowość, zabójstwo Santiaga nie osiąga miana zbrodni, ale rytuału. Każdy mieszkaniec mimowolnie w nim uczestniczy, w pełni świadomy i zapoznany z całym kodeksem zasad, których oczywiście przestrzega.

Doskonała powieść na letnie dni – emanuje ciepłem Karaibów, słońcem, nienasyconą namiętnością bohaterów, mentalnością świata iberoamerykańskiego. Marquez po raz kolejny udowadnia swoją wielkość. Zaraz, zaraz… zapomniałam, że ten pisarz nie musi już niczego udowadniać. Marquez w swojej prostocie, a zarazem skomplikowanej fabule, jaką przedstawił w innych utworach, pokazuje literaturę, którą nie tylko warto czytać, ale którą trzeba czytać. Po której ma się ciągły niedosyt, po której marzą nam się słoneczne Karaiby zawieszone w czasie, tak żywe i prawdziwe, że wydawałoby się, na wyciągnięcie ręki, a zarazem nieuchwytne, ulotne, pozostające tylko marzeniem.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Śmierć zapowiedziana

    • Ja się zastanawiałam, czy teraz by to było możliwe – że zabójca rozpowiada na prawo i lewo o tym, co zamierza zrobić, nie kryje się z tym, a mieszkańcy mu nie wierzą, i doszłam niestety to smutnego wniosku, że tak.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s