Wzdłuż własnego widnokręgu

Wiesław Myśliwski to moje literackie odkrycie tego roku. Pisarz, którego nazwisko wciąż obijało mi się o uszy, a jakoś nie miałam ani chęci, ani okazji, żeby bliżej zapoznać się z jego twórczością. Ciągle gdzieś za mną chodził „Traktat o łuskaniu fasoli”, który to w końcu wypożyczyłam, po tym jak sprawdziłam autora w Wikipedii – Literacka Nagroda im. Stanisława Piętaka, Literacka Nagroda Nike – w tym dwa razy za „Widnokrąg” i raz za „Traktat o łuskaniu fasoli”, Nagroda Literacka Gdynia, Nagroda Złote Berło Fundacji Polskiej, Nagroda Literacka m. st. Warszawy, Order Ecce Homo, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski itd., itd, bo wymieniać moglibyśmy prawie aż w nieskończoność. I tak z nieznanego, po przeczytaniu „Traktatu o łuskaniu fasoli”, Myśliwski stał się jednym z moich ulubionych autorów. Jednak nie było wcale aż tak prosto, bo po drodze trafił mi się „Pałac” i jego literacki debiut „Nagi Sad”. Chociaż „Nagi Sad” dość mnie wynudził, to była to dobra książka, za to „Pałac” kompletnie mnie zawiódł, o czym pisałam już tu: https://niebieskapapuzka.wordpress.com/2015/06/28/arcydzielo-czy-niewiarygodna-opowiesc-parobka-o-palacu-w-mysliwskiego-slow-kilka/. Jednak wielu z Was, a przede wszystkim Tanayah Czyta polecali mi inne powieści Myśliwskiego – „Kamień na Kamieniu”, „Ostatnie rozdanie”, czy w końcu „Widnokrąg”. Zaczęłam od „Widnokręgu” i nie żałuję.

Widnokrag_Wieslaw-Mysliwski,images_big,21,978-83-240-0837-7Na początku zacznę od tego, że ja, smark, nie powinnam w ogóle wypowiadać się na temat Myśliwskiego. Co ja wiem o literaturze, w porównaniu do jej mistrza? Dzięki „Widnokręgowi” nabrałam trochę pokory i chociaż dalej nie podoba mi się „Pałac”, jestem zdania, że Myśliwski świetnie pisze na każdy temat, podobnie, jak Marquez, którego „Jesień Patriarchy” ostatnio recenzowałam. Właśnie podobnie z Myśliwskim mam, jak z Marquezem. Marqueza nie podobały mi się, a może mi się podobały, tyle że mniej „Rzecz o mych smutnych dziwkach” i „O miłości i innych demonach”, a Myśliwskiego z kolei „Nagi Sad” i „Pałac”. Ale „Widnokrąg” absolutnie mnie zachwycił i zamknął buzię na kłódkę. I chociaż może nie powinnam się wypowiadać o takim geniuszu, jakim jest Myśliwski, to spróbuję, bo chcę, żebyście i Wy mogli czytać tak piękne książki.

Słowa przecież rosną dopiero w człowieku razem z nim. Wytapiają się jak z rudy z jego trosk, udręk, łez. Nikt nie otrzymuje ich w darze tylko dlatego, że się urodził, gdzie, kiedy. Ceną słów jest nasz los.

Bo cóż ważniejsze jest od słów, wszystko się ze słów bierze, i nawet najkrwawsza bitwa toczy się o słowa, które po niej zostaną


O „Widnokręgu”, tak jak o”Traktacie o łuskaniu fasoli” nie jest łatwo opowiedzieć w kilku zdaniach, bo to też nie jest książka, z którą usiądziemy przy telewizorze i przeczytamy dla rozrywki. Nie.
„Widnokrąg” ma nas zmusić do refleksji, myślenia, melancholii i tęsknoty za czymś, co odeszło, a co już nie powróci. Bo podobnie, jak Jarosław Iwaszkiewicz w „Pannach z Wilka”, Myśliwski pokazuje nam, że do przeszłości nie da się wrócić – ona odchodzi raz na zawsze, a każda próba przywrócenia jej kończy się dla człowieka bolesną porażką.
Narratorem powieści jest Piotr, którego poznajemy od dzieciaka, poprzez gimnazjalistę, aż w końcu jako dorosłego mężczyznę, ojca.
Tak, jak widnokrąg, czyli zbliżona do okręgu granica styczności nieba z ziemią, Piotr zatacza koło, skupiając się na fotografii przedstawiającej ojca z synem. Na pierwszej fotografii, tej rozpoczynającej opowieść, jest on wraz z ojcem Zygmuntem, na drugiej, kończącej opowieść, on i jego syn, Pawełek. To właśnie od fotografii zaczynamy, jakby po linii widnokręgu, iść razem z Piotrem przez życie, i na fotografii tę wędrówkę kończymy. Miejsca powieści są zasadniczo dwa – wieś i miasto. Już na samym początku książki Myśliwski wprowadza nas w wiejski świat za pomocą zuniwersalizowanej chłopskiej mowy, poruszając przy tym chłopskie problemy, doświadczenia, mentalność. Myśliwski pokazuje nam świat niesamowicie barwny, z mnóstwem charakterystycznych postaci – porywczy wujek Władek, zazdrosna o szal z lisa wujenka Jadwinia, dziadek, głowa rodziny czy babcia, gospodyni, która zawsze przydziela sobie najmniejsze porcje na dzielny obiad oraz świat żydowski, który w czasie drugiej wojny światowej gdzieś tam przebija się przez karty powieści – chodząca bez majtek Sulka, której nikt nie rozumie, jej ojciec Szmul, żydowskie sklepy i warsztaty, a zarazem świat przecież wcale nieodległy, nasz świat, polski świat, Polskę. Z drugiej strony, jak już wspomniałam, widzimy świat miejski, czyli oficera, ojca Piotra, chorującego na nerwy, wiecznie wpatrzonego w sufit lub okno, prawie w ogóle się nie odzywającego, posiadającą ten lisi szal matkę Piotra, profesora, który otwiera umysł chłopca, niezwykle barwne Panny Ponckie, wiecznie zasłuchane w tangach czy samego Piotrusia, który od nauki przechodzi w stan pierwszego upojenia alkoholowego, rozczarowania miłością, miłość, studia, rodzinę.
Myśliwski doskonałym zmysłem obserwacji analizuje, a następnie przedstawia nam polskość, pokazuje kim jesteśmy, skąd się wywodzimy, jakie mamy problemy, o co się martwimy, jak mówimy, jak myślimy. Myśliwski zgłębia osobowość Polaków, wyciągając na wierzch piękno i szpetotę naszego narodu. Jednocześnie posługuje się wieloma metaforami, które ukazują nasz wewnętrzny lęk, niepokój, żal, tęsknotę. Jedną z tych metafor jest pies Kruczek i nie mogący pogodzić się z jego losem wuj Władysław, pasący razem z Piotrkiem krowy Fredzio czy wyobcowana, niezrozumiana Sulka. Z książek Myśliwskiego przenika swojskość, która niejednokrotnie jest odpowiedzią na wszystkie pytania i problemy. Myśliwski w doskonały sposób przedstawia żal, tęsknotę do przeszłości, do nieznanego, wyobcowanie, niezrozumienie.

Za dużo pamiętam (…). Nie powinno się tyle pamiętać. Człowiek nie beczka. Nie wszystko się w nim zmieści. A najgorsze, kiedy zacznie się przelewać.

Do miłości wiedzie cierniowa droga. Miłość to nie poryw. Nie otrzymuje się jej ot, tak w darze, i to na pierwszej lepszej zabawie, do tego szkolnej. Miłość trzeba wytęsknić, wycierpieć, wypłakać. A i tak nie ma pewności, czy się zjawi.

Pojawia się tutaj również archetyp kochającej matki, której oznaką miłości do innych jest gromadzenie przepisów, aby karmić tą miłością wszystkich wokół.
Archetyp ojca, który jest dla swojego syna albo bohaterem, albo rozczarowaniem, a w każdym razie najważniejszym widnokręgiem. Bo widnokrąg to metafora wędrówki, kształtowania, a następnie odnajdywania siebie, a żeby stworzyć cokolwiek, trzeba mieć przed oczami wzór, instrukcję. Taką instrukcją do młodego chłopaka może być ojciec – i tak, jak napisana jest ta instrukcja, tak złożony będzie mebel, tudzież syn, który stanie się ojcem. Dzięki dobrze napisanej instrukcji, pięknemu widnokręgowi syn w końcu stanie się wspaniałym ojcem, jeżeli natomiast instrukcja jest niedokładna, a widnokrąg zamazany, niewidoczny, syn prawdopodobnie będzie powielał błędy swojego ojca, usiłując wrócić do przeszłości, do tych chwil szczęścia, które jego dziecku okażą się zupełnie obce i odległe, niezrozumiałe. Taką postać przedstawia właśnie Piotr, który zachowuje się tak samo, jak swój ojciec, niejednokrotnie wypowiada nawet te same zdania, patrzy na syna tym samym wzrokiem, staje się ze swoim ojcem jedną osobą.

To nie takie jednak proste spojrzeć, gdy się spojrzeniem dotyka bólu.

Jednak oprócz dogłębnej i niezwykle szczegółowej analizy polskości, Myśliwski analizuje istotę śmierci, miłości, żalu, smutku, tęsknoty. Zdaje się, jakby autor już to wszystko przeżył i teraz daje nam wskazówki na lepsze, więcej warte życie. Myśliwski zdaje się być nie tyle filozofem, co po prostu mądrym chłopem, który gawędziarskim, chłopskim stylem w prosty sposób ukazuje nam prawdę o świecie, o nas samych.

Nieraz całą drogę szukasz i nie znajdziesz, aż dopiero przy końcu. Czy człowiek był szczęśliwy, też się dowiaduje dopiero przed śmiercią.

Podobno „Widnokrąg” to powieść z elementami autobiograficznymi, a więc bardzo odważna, otwarta. Nie sposób jej więc nie przeczytać, skoro autor wychodzi do nas z otwartymi rękami, wita się, chce nam o sobie opowiedzieć. Czy jest ktoś, kto pogardziłby taką szansą?
Myśliwskiego trzeba znać, to pisarz wręcz obowiązkowy. I chociaż słowo „obowiązek” może kojarzyć się Wam źle, nie zniechęcajcie się.
To lektura warta poświęconego czasu, lektura piękna, doskonała, wręcz arcydzieło. A zarazem niesamowicie wrażliwa, dotykająca swoimi dłońmi naszego bijącego serca, czasem je ściskająca, lektura mądra, z której wiele się nauczymy, która nie wyleci z naszej głowy w tydzień po przeczytaniu jej. To jedna z tych książek, które można by czytać bez przerwy, które chce się skończyć, ale i chce się wciąż w niej trwać.
Czytajcie, bo:

Tego, co Ty widzisz, nikt inny nie widzi. Choćby widział dużo więcej.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Wzdłuż własnego widnokręgu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s