„Chodzenie” we włoskich szpilkach boli

„Włoskie szpilki” bolą. Bolą tym bardziej, że czytamy o krzywdzie dziecka. A dziecko to przecież istota, która powinna być szczęśliwa, która po latach powinna wspominać okres swojego dzieciństwa niczym okres arkadyjski, niczym utraconą doskonałość do której chce tęsknić. „Włoskie szpilki” bolą, bo wiemy, że opisana w nich krzywda miała miejsce naprawdę. Miała miejsce w naszym świecie, świecie ludzkim, świecie, w którym powinniśmy sobie pomagać, okazywać uczucia. Miała miejsce, a nikt jej nie zapobiegł.
Magdalena Tulli nie ukrywa, że bohaterką tych zaledwie stu pięćdziesięciu stron jest ona sama, ale też jej rodzina. Właśnie to potęguje uczucie smutku i cierpienia, jakiego doznajemy, czytając tych kilka opowiadań. Bohaterka nie jest nam w końcu obca – w jakiś sposób ją znamy, być może nawet niektórzy mieli okazję czytać inne jej książki. Podczas czytania zastanawiało mnie to, czy pisząc jeszcze bardziej cierpiała, po raz drugi przypominając sobie o krzywdach, czy może był to pewien rodzaj terapii, sposób uporania się z przeszłością. Bo i taka terapia przecież istnieje.
tulli_wloskie[1]Magdalena Tulli urodziła się jako córka Polki i Włocha. Z tego powodu nieustannie podróżowała pomiędzy światem surowej Polski, światem smutnym, szarym, nijakim, który jeszcze odbudowywał się po wojnie, a światem pięknej Italii – słońcem, kawą ze śmietanką, ciasteczkami, mediolańską legendą jej ojca. Ogromny wpływ na rozwój dziewczynki miała jej matka, była więźniarka Auschwitz. Magdalena Tulli dorastała praktycznie sama – sama prała sobie ubrania, sama je prasowała. Matka jej nie zauważała, a kiedy już się to zdarzyło, to tylko po to, aby ją zbesztać, pogonić spać. Choć była o wiele lepiej przyodziana niż jej rówieśnicy, stała się odrzutkiem. Była inną ze względu na nazwisko, które się nie odmienia, ze względu na trudności w nauce, w liczeniu, w nawiązywaniu kontaktów. Tak całymi dniami błąkała się po mieście bez klucza do domu, szukając jakiegoś czułego spojrzenia, które by się nią zainteresowało. Próbowała nawiązać kontakt z rówieśnikami, ale niemalże od razu była odrzucana, wyśmiewana.
Dopiero kiedy matka Tulli zachorowała na Alzheimera, dziewczyna, a właściwie już dorosła kobieta poznała przeszłość swoją i swoich przodków. Matka, cofając się w czasie, wcale nie będąc tego świadomą, pozwalała poznać córce, jak naprawdę wyglądało jej życie. Wtedy zrozumiała, że dla jej matki istniał kiedyś zupełnie inny świat, że wojna, to doświadczenie, które niszczy człowieka. W jakim świecie żyjemy, skoro niektórzy ludzie nagle znikają, przestają istnieć, bo ktoś tak po prostu chciał? Tulli również stała się ofiarą wojny. Wojny okrutnej, wojny, na którą my, ludzie pozwoliliśmy.
Nie można oceniać matki Tulli jako wyrodnej, złej, która nie interesowała się losem swojego dziecka. Nie wolno nam tego robić, nawet jeżeli przeżyliśmy wojnę. Nie wolno, bo jak powiedział Gustaw Herling – Grudziński „Człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach”.
„Włoskie szpilki” to gratka dla prawdziwych humanistów, wszystkich, którzy nieustannie trwają z nosem w książce. To kopalnia motywów – odnajdziemy tu krzywdę, motyw szkoły, która odrzuca i ogranicza, ale też trudne dojrzewanie, bolesną przeszłość.
Język jest przystępny, zrozumiały do każdego, łatwy i przyjemny w czytaniu. Nie znajdziemy tu patosu, czy rzęsistego płaczu nad swoim losem. Tulli opowiada z precyzją o tym, czego doznała, czego się dowiedziała, jak wyglądało jej życie.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “„Chodzenie” we włoskich szpilkach boli

  1. Pingback: Moje #52 book challenge | Niebieska Papużka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s