„Sońka” – czyli opowieść o miłości Polki do esesmana

„Sońka” przez wielu definiowana jest jako powieść kresowa. Akcja książki dzieje się bowiem na kresach wschodnich, a w języku tytułowej Sońki, napotkamy wtrącenia białoruskich słów. Niektórzy doszukują się w „Sońce” realizmu magicznego, niczym u Marqueza, metafor, drugiej możliwości odczytu historii, a ja myślę, że najlepiej „Sońkę” interpretować jak najprościej.
Zanim zaczniecie czytać, chciałabym Was przestrzec przed błędem, który zrobiłam ja. Kiedy kupiłam nową książkę Karpowicza, tak nie potrafiłam się doczekać czytania jej, że chwyciłam egzemplarz do ręki, pogłaskałam okładkę, otworzyłam na pierwszej stronie, następnie na kolejnej, kolejnej, aż w końcu doczytałam ostatnie zdanie, zamknęłam książkę i odłożyłam na półkę z niejasnymi uczuciami. Nie wiedziałam co o tej książce sądzić. Bardzo długo jej wyczekiwałam, a kiedy w końcu miałam możliwość przeczytania jej, historia przeleciała mi przez palce w mgnieniu oka. Czy mi się podobało? Owszem, podobało mi się, ale czułam, że to jeszcze nie to. Uczucie, jakie pozostawiła we mnie po sobie „Sońka” wcale mnie nie satysfakcjonowało. Czułam, że czegoś mi brakuje. Musiało minąć kilka dni, aby zrozumiała co się stało.
sonkaDo przeczytania najnowszej pozycji Karpowicza zachęciła mnie Magdalena Cielecka, która pięknie czytała jej fragmenty. Upajałam się tymi strzępkami historii, raz po raz odsłuchiwałam na nowo, czytałam opis książki, a później zauważyłam, że mnóstwo osób robi ten sam błąd co ja. Najpierw zachwycają się „Sońką”, czytają jak najwięcej, a później czują niedosyt. Dlaczego?
A bo trzeba „Sońkę” czytać po pierwsze powoli, po kilka rozdziałów, a po drugie, najlepiej na głos. Oczywiście, nie jest to obowiązek, żeby czytać na głos i uszczęśliwiać wszystkich jadących z nami autobusem, metrem, czy siedzących obok nas na ławeczce w parku. Ale trzeba „Sońkę” czytać powoli, po kilka stron na dzień, wtedy historia smakuje i dobrze, a i głodni po jej spożyciu nie jesteśmy. Pamiętajcie, „Sońka” jest to proza na swój sposób poetycka. Trzeba się nad nią pochylić, aby móc delektować się jej językiem i historią.
Ale ad hoc, o czym opowiedzieć chce nam Karpowicz?
„Sońka” jest to opowieść o niemieckiej okupacji, wielkiej, aczkolwiek zakazanej miłości i ogromnej krzywdzie, jaką doświadczyła młoda dziewczyna.
Czy ktokolwiek wyobrażał sobie miłość Polki do Niemca – okupanta? Z pewnością jest to temat potwornie ciężki, dość kontrowersyjny, ale też pobudzający naszą ciekawość. Sonia wykończona krzywdą i upokorzeniem, których doświadcza z rąk ojca, zakochuje się w Joachimie.
Zakochuje się, bo Joachim jeździ na motorze, bo przywiózł jej pieska, bo jest wysoki, ma surowe rysy i błękitne oczy, bo pachnie niczym bita śmietana z truskawkami i bo z nią rozmawia, choć przecież nie mówi po polsku. Zakochuje się, bo Joachim ją kocha, bo przy nim może zapomnieć, bo trzyma ją za rękę i z nią spaceruje, bo ją słucha, choć przecież nie mówi po polsku. Zakochuje się, bo Joachim na mundur, bo na nią patrzy i bo ją dotyka, zupełnie inaczej niż ojciec, bo spłodzili razem dziecko, bo obiecuje jej wiele rzeczy, choć przecież nie mówi po polsku.
Do momentu, kiedy to Sońka jest główną bohaterką, historia pozostaje raczej bez zarzutu. Później Karpowiecz ukazuje nam jednak coś dziwnego, coś całkiem nietypowego, do czego raczej nie jesteśmy przyzwyczajenie, ale czy coś równie dobrego? Igor, czyli bohater, którego mercedes popsuł się na wsi, w miejscu, gdzie komórki nie mają zasięgu, który popija w domu Soni mleko i słucha jej opowieści, postanawia jej historię przenieść na deski teatru. Wtedy poznajemy Igora interpretację opowieści Sońki. Zabiegu, jakim posłużył się Karpowicz nie będę oceniać. Niektórym może się on podobać, innym nie. Moim zdaniem wprowadzenie elementów dramatu jest zabiegiem ciekawym, który wzbogaca całość. Ale czy nie mówiłam na początku, że stawiam na prostotę? No właśnie… Zatem oceńcie sami.
Wieś, jaką pokazuje nam Karpowicz, jest wsią zacofaną, wsią okrutną, mściwą, która sama ustanawia prawa i sama je egzekwuje. Miejsce, w którym żyła Sonia przypomina wieś z „Malowanego Ptaka” Jerzego Kosińskiego. Ponadto podobać mogą się postaci psa i kota, które są poniekąd wyjęte ze świata, w którym żyją, które są w jakimś stopniu magiczne.
Sońka to bohaterka, która ujmuje czytelnika swoją prostotą, dobrocią i zwyczajnością. Kiedy jej ręka ściskała kawałek owej zakrwawionej szmaty, łzy pojawiły się w moich oczach, tylko po to, żeby powoli spłynąć zostawić po sobie mokry ślad, który i tak przecież wyschnie. Ale czy pozostało coś w moim sercu? Gdyby tak nie było, nie czytalibyście teraz recenzji książki, którą przeczytałam w zeszłym roku.
Polecam „Sońkę” osobom, które w książkach nie cenią jedynie opowieści, a i piękny, niepowtarzalny język, ale też osobom, które poświęcą trochę czasu nad tą historią, aż w końcu osobom wrażliwym, które potrafią po ludzku zrozumieć cierpienie innego człowieka. Cierpienie młodej dziewczyny, aż w końcu kobiety.

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Sońka” – czyli opowieść o miłości Polki do esesmana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s