Czy Cranford to utopia?

Zdawałoby się, że wiosna nie jest odpowiednim czasem na podróże do wiktoriańskiej rzeczywistości. Zdawałoby się też, że dwustustronicowa opowieść o „miasteczku pań”, gdzie czas stanął, zdawałoby się, w miejscu może być nużąca. Nie oszukujmy się, fabuła nie porwie nas jak w kryminale, a akcja tak szybko nie będzie się rozwijać. A jednak! Niektóre kryminały potrafią być nudne, czy po prostu źle napisane… natomiast Cranford potrafi przedrzeć się do naszego serca i zachwycić!
PaniezCranford„Panie z Cranford” to opowieść o małym miasteczku zamieszkanym przez prawie tylko same kobiety. Nieliczni mężczyźni, którzy pojawiają się na kartach powieści, mają wstęp do miasteczka tylko na określonych warunkach. To kobiety rządzą, decydują, wspierają się. U nas – nie wiem czy tylko w Polsce – przyjął się taki stereotyp, że kiedy same kobiety przebywają ze sobą razem przez dłuższy czas, zaczynają się kłócić, plotkować o sobie, a wszystko to prowadzi do niezgód i waśni. Otóż nic bardziej mylnego! Elizabeth Gaskell pokazuje nam na przykładzie Panny Matty, że panie z Cranford zawsze sobie pomagają w ciężkich sytuacjach. Gaskell z doskonałym zmysłem obserwatorskim zwraca naszą uwagę na typowe cechy danych warstw społeczeństwa, przedstawia nam ich codzienność, mentalność i sposób życia.
Oczywiście, w społeczeństwie Cranford istnieje wiele zasad. To nie każda kobieta podejmuje sama decyzję, a słucha przewodniczącej „rady”. Nie można też odwiedzać osób niższych stanem, chyba że dana osoba była kiedyś wysoko urodzoną. Nie wolno się też narzucać, trzeba robić dobrą minę do złej gry – nawet jeżeli nie mamy ochoty na deser w domu jakieś z pan, nie można odrzucić zaproszenia, gdyż byłoby to obrazą.
Panie z Cranford należą do klasy średniej, a za wszelką cenę chcą uchodzić za przedstawicielki klasy wyższej. Ponadto żyją, jakby wciąż były młode, ubierają się według starej mody (jak było napisane na początku – w Cranford każdy je zna, nie muszą się więc starać o modny ubiór, natomiast poza Cranford nie zna ich nikt, po co więc mają się stroić?) nie zwracając uwagi na to, że świat poza Cranford pędzi jak oszalały.
Gaskell z nutką ironii ale też z ogromną dawką sympatii opisuje mocno zarysowany w powieści charakter pań, nie unika ich krytyki (aczkolwiek bardzo delikatnej), nie jest stronnicza. Doskonale opisany jest spór pomiędzy panną Jenkys – zwolenniczką literatury doktora Johnsona – a panem Brownen, który cenił Dickensa.
W powieści znajdziemy wiele scenek rodzajowych, których komiczność wywołuje u nas niepohamowaną wesołość. Za przykład podam sytuację, kiedy pewna bardzo łakoma kotka zjada koronkę z czepka jednej z pań. Jak to się skończyło? Zobaczcie sami!

A mówią, że klasyka bywa nudna, albo marna… Warto poświęcić tej chudziutkiej książeczce jeden czy dwa dni, aby przenieść się w świat, który już nie istnieje, a jest tak dobrze odwzorowany.
„Panie z Cranford” to skarb. Otwierając książkę przenosimy się do całkiem innego świata, podróżujemy w czasie i możemy sobie odpowiedzieć na pytanie: Czy ja odnalazłabym się w takim świecie?

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Czy Cranford to utopia?

  1. Pingback: Moje #52 book challenge | Niebieska Papużka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s