W poszukiwaniu pieniądza i chleba

„Grona gniewu” to arcydzieło literatury – wspaniała powieść o wartości rodziny, o przeciwnościach w życiu człowieka, o biedzie i nędzy.

Rodzina Joadów, jak wiele innych, zmuszona przez los, porzuca strony rodzinne i wyrusza na południe. Kalifornia kusi ich pięknem i rzekomym bogactwem, ale przede wszystkim chęcią przetrwania. Tam bowiem mają znaleźć pracę, dzięki której zdołaliby przeżyć. Liczą na posadę przy zbieraniu brzoskwiń, w które obfituje kalifornijski rejon. Kalifornia jest ich ziemią obiecaną.
Praca jednak okazuje się zupełnie inna od tej, pokazanej na ulotkach. Stawki są małe, nie ma co do gęby włożyć, ludzie przymierają głodem.

„Klęska wyziera z oczu tych ludzi. Z oczu tych zgłodniałych wyziera rosnący gniew. W sercu ich wzbierają i dojrzewają grona gniewu – zapowiedź przyszłego winobrania.”

grona gniewu OKLADKA.inddRodzina się rozpada, a ponadto w Kalifornii panuje ponad przeciętne bezprawie, choć nie wiem czy te określenie jest tutaj słuszne. Powiedziałabym może wręcz przeciwnie – Kalifornia jest bardzo dobrze strzeżonym i zarządzanym stanem, ale policja nadużywa swojej władzy względem nowo przybyłych. Wyzwiska, bójki, więzienie mają zmusić „Oklaków” do opuszczenia Kalifornii i wrócenia tam, skąd przybyli.
Steinbeck podkreśla swoją krytyczną postawę wobec kapitalizmu i wyzysku, oraz w wyjątkowy sposób pokazuje, że niewiele pozostało na świecie dobra, a biednemu człowiekowi może pomóc tylko drugi biedak.
Steinbeck rozpala jednak nadzieję w sercach, pozwala wyśnić sobie inne życie, pozwala na marzenia, choć z nutką realizmu, bowiem mogą one nigdy nie zostać zrealizowane. Rozpala w człowieku wiarę.

„Ku czemu idziemy? A mnie się zdaje, że do niczego nie idziemy. Zawsze tylko jesteśmy w drodze.”

Jednym z głównych wątków powieści jest właśnie droga, a więc można ją nazwać „powieścią drogi”, gdzie wędrówka służy do przekazania uniwersalnych prawd i wartości moralnych. Joadowie nieustannie podróżują, szukając szansy na lepsze życie. Z tym łączy się wartość rodziny – która mimo wszystkich przeciwności losu stara trzymać się razem. Jednak i to okazuje się niemożliwe – umiera babka, odchodzi Connie, pozostawiając ciężarną żonę, Tom musi się ukrywać, a Al w końcu chce wyfrunąć z rodzinnego gniazda i ułożyć sobie własne. Al reprezentuje chyba jedyną osobę, która bardziej skupiona jest na sobie, niźli na innych. Nie można mu mieć tego jednak za złe – jest młodym chłopakiem, żądnym świata i przygód, poszukującym luksusu, chcącym niezależności. Poza nim można wyróżnić stryja Johna i Rosasharn – przy czym i oni nie reprezentują złych postaw. Rosasharn, jako kobieta w ciąży, myśli o dziecku, a nie o sobie. Pragnąc mleka, nie chce się najeść, kieruje nią nieustanny lęk, że dziecko narodzi się martwe, natomiast John nieustannie pokutuje, przeprasza za grzechy, stara się żyć dobrze, po popełnionym w przeszłości „błędzie”.
Osobą, która spaja całe towarzystwo jest matka. Ona jak i ojciec, są jedynymi postaciami, do których nikt nie zwraca się po imieniu. Matka jest ostoją kobiecości – jest niesamowicie silna, która nie daje po sobie poznać, jak bardzo los ją doświadczył. Trzyma władzę w swoich rękach, dowodzi, troszczy się o posiłki, wysyła mężczyzn do pracy, a nawet podnosi ich na duchu. Do złudzenia przypomina mi ona bohaterkę „Matki” autorstwa Pearl S. Buck.
Niezwykły wpływ wywarła na mnie jej rozmowa z mężem:

„Kobieta potrafi zmienić się i dopasować lepiej niż mężczyzna (…) Kobieta zamyka całe swoje życie w rękach, a mężczyzna – w głowie.”

„Mężczyzna idzie przez życie, szarpiąc się jakby i skacząc. Urodziło mu się dziecko, umarł ktoś z rodziny – szarpnął się i już jest gdzie indziej. Osiadł na swojej farmie albo ją stracił – znowu się szarpie i rzuca w co innego. A kobieta płynie, płynie jak strumień, jak rzeka. Spotyka w drodze jakieś tam wiry, czasem tu i tam zakotłuje się coś, ale i tak wszystko płynie naprzód, wciąż naprzód. Kobieta właśnie tak widzi życie.”

Matka jest wyczerpana, ale nie daje tego po sobie poznać. Jest chyba moją ulubioną postacią. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak bardzo cierpiała – a powodów do tego miała sporo. Nie potrafię sobie wyobrazić jej bólu, kiedy musieli odjechać z kolejnego miejsca, poszukując innego i pozostawiając za sobą w tyle swoich dwóch synów, których prawdopodobnie już nigdy nie zobaczy. I takie właśnie jest zakończenie książki – otwarte. Dla mnie jest to sporym atutem – choć na początku byłam rozczarowana, muszę przyznać, że lubię kiedy nie wszystkie sprawy są wyjaśnione. Kiedy Tom dalej błąka się po lesie, Al jakoś układa sobie życie, a Rosasharn… no właśnie. Ostatnia scena, kiedy Rosasharn ratuje umierającego z głodu mężczyznę, podając mu własną pierś, jest niezwykle enigmatyczna. Rozkosz, która pojawia się na twarzy dziewczyny niewątpliwie wiąże się z namiastką odzyskanego macierzyństwa, z myślą o utraconym maleństwie. Z drugiej strony, na jej twarzy pojawia się „tajemniczy uśmiech”, który nie jest zresztą ukazany po raz pierwszy w powieści. Rosasharn w ciąży się zmieniała – dopiero wtedy naprawdę dojrzała, stała się w pełni kobietą.

„Grona gniewu” to zdecydowanie lektura obowiązkowa, ukazująca wiele problemów i niezwykle ważnych wartości, których w obecnych czasach brakuje. Podkreśla przywiązanie człowieka do ziemi, tradycji i rodziny, czego wzorcem mogą być nasi „Chłopi” Reymonta.
Z czystym sumieniem mogę polecić, aczkolwiek ostrzegam przed rozczarowaniem – otwarte zakończenia są ciekawe, ale kiedy nie wszystko kończy się dobrze, kiedy bohaterom towarzyszy cień zła, wciąż kroczący za nimi i nutka nieszczęścia, czy rzeczywiście jest się z czego cieszyć?

„Tom roześmiał się z zakłopotaniem.
– Ano, może Casy miał rację, może człowiek nie ma własnej duszy, a tylko kawałek jednej wielkiej… a wtedy…
– Co wtedy, Tom?
– Wtedy to nie będzie ważne, że umrę. Wtedy i tak będę wszędzie, w mroku. Będę wszędzie, gdzie mama spojrzy. Wszędzie tam, gdzie ludzie walczą o to, by mieć co jeść. Będę wszędzie tam, gdzie policjant bije człowieka. Jeżeli Casy mówił prawdę, to będę tam, gdzie drą się wniebogłosy szalali z głodu ludzie, będę tam, gdzie dzieci się śmieją, kiedy chcą jeść i wiedzą, że zaraz dostaną kolację. A kiedy nasi ludzie będą jedli chleb z własnych pól i zamieszkają w pobudowanych przez siebie domach – będę i tam. Rozumie mama?”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s