Miłość, co drwi z ludzi

Miłość bywa ślepa tak, jak i ślepy bywa los. Czasem wydawać się może, że znamy kogoś lepiej, niż siebie samego, że jego złe czyny nie są nam niespodzianką, a co więcej – swego rodzaju misją, by owego człowieka sprowadzić na dobrą drogę. Jesteśmy zdecydowani, by całe swoje życie poświęcić jednej osobie, wykazujemy gotowość, by je za nią oddać, a na końcu okazuje się, że miłość postanowiła tym razem z nas zadrwić. Czy można żyć ze złamanym i upokorzonym sercem? I jak po takim ciosie, którym jest brak uczucia, stanąć powtórnie na nogi?

Wierzę bowiem, że nadzieja kończy się dopiero wtedy, gdy kończy się życie.

W miejscowości L. aż huczy od plotek. Otóż w jednym ze starych domów – podupadającej ruinie – zamieszkała samotna kobieta z dzieckiem. Przychylnie nastawieni, ale daleko bardziej ciekawscy nowego mieszkańca sąsiedzi, postanowili odwiedzić Panią Graham, wypytując ją tym samym o wszystko, na co zdoła udzielić odpowiedzi. O ile z początku wydaje im się kobietą porządną i skrytą, tak czar ten pryska wtedy, kiedy po raz kolejny owa dama nie pojawia się na mszy. Co więcej, ściany mają uszy… Niedługo po jej przybyciu do Wildfell Hall, Pani Graham, staje w epicentrum plotek. Dlaczego kobieta z dzieckiem mieszka w tak starym domu bez męża? Co zmusiło ją, by zarabiać na życie, sprzedając obrazy? I przede wszystkim: Co łączy ją Federickiem, którego kilkakrotnie widziano w jej ogrodzie?

Z dnia na dzień Pani Graham traci owy tajemniczy urok i okrywa się złą sławą. Mieszkańcy są jej nieprzystępni, lecz jest wśród nich jeden, zdecydowany bronić imienia kobiety, która przez tak krótki czas stała się mu przyjaciółką. Gilbert Markham zamierza poznać przeszłość Helen, by móc ze spokojnym sumieniem bronić jej dobrego imienia. Ale czy ona okaże mu na tyle zaufania, by wyjawić wszystkie swoje sekrety? I czy on, Gilbert, nie straci odwagi w obliczu wszystkich plotek, które do niego docierają? Czy można kochać i jednocześnie nie być przy tym zranionym? Czy miłość to zawsze dobro w najczystszej postaci?


„Lokatorka z Wildfell Hall” to powieść nie tylko o miłości, ale również o nierównościach tak społecznych, jak i płciowych. W jej tekście pojawiają się ważne pytania, a mianowicie: czy żona jest własnością męża? Czy po ślubie kobieta ma jeszcze prawo decydować o samej sobie? Czy odwaga zawsze się opłaca?

Dotychczas niewiele miałam wspólnego z prozą sióstr Bronte – dane mi było przeczytać „Wichrowe wzgórza”, „Vilette” i w końcu „Lokatorkę z Wildfell Hall”, ale wszystkie trzy bezsprzecznie podkreślają swoją wartość i najwyższą literacką jakość. Jako powieści są przeciwwagą dla słodkich i cukierkowych książek Jane Austen, bowiem w nich – zamiast spokoju znajdowanego w cieniu drzew rosnących w angielskich ogrodach – odnajdziemy wilgotne i nieco mroczne wrzosowiska, stare domy, bohaterów, którzy zwodzą swoich czytelników – z jednej strony są czarujący, z drugiej strony w ciemności pokazują swoje kły.

„Lokatorka z Wildfell Hall” przesycona jest cytatami z Biblii, które wkładane są w usta bohaterów tak często, jak to konieczne. Znaleźć tu można Aniołów, których niegodnych jest ta Ziemia, jak i Diabłów, którzy zstąpili, wydaje się, z piekła. Czy sprawiedliwość dosięgnie każdego z nich?

Anne Bronte napisała powieść, która urzekła mnie swoim klimatem, swoją prawdziwością i bohaterami z krwi i kości. Rozkoszowałam się tą prozą przez kilka dni, co spowodowało, że książka stanie się prawdopodobnie jedną z moich ulubionych.

Reklamy

Łąka rządzi!

„Łąka” to swoista arkadia, być może nawet nasz Eden. Któż nie chciałby za rogiem mieć pięknej, pełnej kwiatów i osiadających na nich motyli łąki, która nasycić może umysł i duszę? Dave Goulson podjął się tegoż trudnego zadania – stworzenia w Chez Nauche, jego francuskiej posiadłości, łąki, która powoli, z miesiąca na miesiąc i z roku na rok, zapełniałaby się bogactwem fauny i flory. Bo dbając o życie tych większych, zapominamy często o tych malućkich. Wszak na dobro planety, na której żyjemy, wpływają nie tylko zagrożone pandy i orangutany, ale cały szereg maleńkich owadów, zagrożonych wyginięciem. Nawet znienawidzone przez nas, przenoszące choroby muchy i komary są niezwykle ważne dla spójnego funkcjonowania świata.

Ci, co czytali „Żądła rządzą” wiedzą, jakim fantastycznym narratorem jest Dave Goulson. Od jego opowieści nie sposób się oderwać, bowiem pełne są wszystkiego – świeżego i pełnego rozsądku spojrzenia człowieka na naturę, wiedzy doktora oraz humoru marzyciela. Nie inna jest „Łąka”, której się nie czyta – którą się rozkoszuje.


„Łąka” podzielona jest na trzy części – pierwszą o owadach, drugą o roślinach oraz trzecią o tym, jak możemy uratować naszą planetę. Z całej książki nie sposób wybrać fragment wyjątkowy, bowiem cała napisana jest w sposób dość, powiedziałabym, rozbrajający – Goulson przedstawia czytelnikowi naukowe fakty, opowiada o własnych eksperymentach (jeśli pamiętacie przepiórki, które odmroziły sobie palce, to na zachętę dodam, że w „Łące” tych opowieści jest jeszcze więcej – zasuszony pająk znaleziony w trampku czy aksolotl pożarty przez żółwie to tylko wstęp do całości tej fantastycznej opowieści), przywołuje wyniki z badań przeprowadzanych przez niego i innych naukowców i pokazuje mu, jak to się wszystko ma w naturze – jaką rolę pełni dany „robal”, czym pochwalić może się niepozorny kwiatek oraz co może zrobić każdy z nas oraz wszyscy razem, żeby żyło nam się lepiej.


Czy owadom rzeczywiście chodzi tylko o seks i jedzenie? Jaki hak na partnerkę mają ważki i modliszki? Jak uchronić się przed pożarciem? Po co motylom plamki? Czy wśród nieustannego stukania tykotek odnajduje partnerkę-dziewicę? Czy osy są brutalne? Dlaczego powinniśmy być wdzięczni muchom?

To tylko jedne z pytań, na które odpowiada w „Łące” Dave Goulson. Co ciekawe, choć jego książka jest poświęcona jest w głównej mierze owadom i kwiatom, Goulson rozszerza czasem ten temat, pokazując ich wpływ na inne organizmy żywe – np. much na kury domowe. Ponadto ostatni rozdział, chociaż wydaje się zwykłemu czytelnikowi najbardziej praktyczny – opowiada bowiem o szkodliwości spryskiwania upraw, jest również pełen przestróg. Autor na przykładzie Wyspy Wielkanocnej pokazuje, w jak szybki sposób nierozsądne gospodarowanie i eksploatowanie ziemi może doprowadzić do końca cywilizacji.

Zamiast marzyć o odległych podróżach, czytajcie „Łąkę”. Goulson zabierze Was w niezwykłą podróż, podczas której opowie Wam o wiele więcej, niż niejeden przewodnik turystyczny. Wśród pozycji popularnonaukowych ta jest zdecydowanie jedną z najlepszych.

Kwietniowe zapowiedzi

Święta, święta, a jak święta, to koniecznie dobre książki! A więc ja tak skrótowo, abyście mieli czas spędzić te święta rodzinnie, ale i znaleźć dobre książki na kwiecień, przedstawiam Wam najlepsze propozycje:

1. Bill Bass, Jon Jefferson „Trupia farma. Nowe śledztwa”

Nowa książka autorów kultowej Trupiej Farmy.
Nawet najostrożniejszy morderca zawsze pozostawi ślad, który go zdradzi. W skutecznym szukaniu tych śladów pomaga założona przez Billa Bassa słynna „Trupia Farma” – wyjątkowy naukowy projekt badania tego, co dzieje się z ludzkim ciałem po śmierci.
Dzięki jego badaniom nauka jest w stanie wydrzeć zmarłym ich sekrety.
Czy odgryziona końcówka cygara może wskazać mordercę?
Jak zidentyfikować ciała ofiar eksplozji w nielegalnej fabryce fajerwerków?
Dlaczego muchy i ich larwy są najlepszymi sprzymierzeńcami antropologa sądowego?
Bill Bass, opisując najciekawsze i najdziwniejsze przypadki, jakie spotkał na swojej drodze, zabiera nas w mroczną i fascynującą podróż po świecie, gdzie nie ma zbrodni doskonałej.
Trzynaście nowych spraw z archiwum legendarnego „detektywa kości”!
Data wydania: 2 kwietnia 2018 r.
Wydawnictwo: Znak Literanova
Cena: 39,90 zł

2. Lize Spit „Szpadel”

W belgijskiej wsi w 2002 roku urodziła się trójka dzieci: Eva oraz dwóch chłopców, Pim i Laurens. Cała trójka wychowywała się razem, dlatego sąsiedzi nazywali ich „trzema muszkieterami”. „Zaczęliśmy używać tej nazwy w porę i nie w porę: gdy pędziliśmy na bramkę, gdy dostawaliśmy dobre albo złe stopnie na świadectwie, za każdym razem kiedy otwieraliśmy butelkę kidibula – aż uwierzyliśmy, że nigdy nie będzie nic ważniejszego niż nasza przyjaźń i że to o nas opowiadają książki do historii”. Byli nierozłączni, ale w okresie dojrzewania, za sprawą szalejących hormonów, ich drogi zaczęły się rozchodzić…
To wtedy chłopcy wpadli na pomysł okrutnej zabawy polegającej na tym, żeby zadawać dziewczynom tę samą zagadkę, którą wymyśliła Eva. Za prawidłową odpowiedź czeka dwieście euro. W przypadku błędu – należy zdjąć część ubrania.
Nadchodzą wakacje, które wszystko zmienią. Eva starając się zaprzyjaźnić z Elisą, wyniosłą dziewczyną z dużego miasta, wyjawia jej rozwiązanie zagadki, ona zaś wykorzystuje tę wiedzę, aby zakpić sobie z całej trójki. Bardzo boleśnie.
„To lato okaże się decydujące, wiedzieliśmy o tym wszyscy troje. Lipiec i sierpień wyznaczały koniec szkoły podstawowej i początek średniej, i wszystko, co znaliśmy, łącznie z nami samymi, miało się zmienić”. Trzynaście lat po wydarzeniach, które wymknęły się spod kontroli, Eva wraca do rodzinnego domu z blokiem lodu w bagażniku. Powoli staje się jasne, że tym razem to ona ustala zasady i okazuje się, że wizyta stanie się okazją do zemsty za to, co wydarzyło się w przeszłości.
Narracja toczy się między współcześnie opowiadaną historią powrotu w rodzinne strony a wspomnieniami z przeszłości. Spit z przenikliwością i wrażliwością opisuje dzieciństwo swojej bohaterki spędzone w towarzystwie neurotycznej siostry, dominującego ojca oraz uległej matki. Trudna rodzinna sytuacja wzmacnia więź Evy z rówieśnikami – Laurensem i Pimem. Nastolatkowie pozostawieni samym sobie doprowadzają do wydarzeń tragicznych w skutkach. Autorka odtwarza tę historię z drobnych elementów, by stworzyć zaskakujący obraz całości – co tak naprawdę wydarzyło się w niewyróżniającej się niczym belgijskiej wiosce, która ukrywa wiele sekretów?
Data wydania: 4 kwietnia 2018 r.
Wydawnictwo: Marginesy
Cena: 39,90 zł

3. Heather Morris „Tatuażysta z Auschwitz”

Bestsellerowa – oparta na faktach – powieść na miarę Chłopca w pasiastej piżamie i Listy Schindlera.
Lale Sokołow trafił do Auschwitz w 1942 roku jako dwudziestosześciolatek. Jego zadaniem było tatuowanie numerów na przedramionach przybywających do obozu więźniów. Naznaczanie ich.  Pewnego dnia w kolejce stanęła młoda przerażona dziewczyna – Gita. Lale zakochał się od pierwszego wejrzenia. I obiecał sobie, że bez względu na wszystko uratuje ją.
Wykorzystał swoją pozycję nie tylko, by jej pomóc. W obozie po raz pierwszy rozmawiali, flirtowali, wymienili pocałunki. Ich uczucie przetrwało nazistowskie piekło: po wyzwoleniu odnaleźli się, pobrali i spędzili razem resztę życia.
Lale Sokołow zdecydował się opowiedzieć swoją historię dopiero po śmierci Gity. To łamiąca serce, a jednocześnie pełna otuchy opowieść. Opowieść, która daje siłę nawet w najmroczniejszych czasach.
Data wydania: 18 kwietnia 2018 r.
Wydawnictwo: Marginesy
Cena: 34, 90 zł

4. Lawrence Wright „Wyniosłe wieże”

Kiedy w 1979 roku wojska radzieckie najechały Afganistan, w obronie kraju stanęły wspierane przez Stany Zjednoczone grupy miejscowych partyzantów zwanych mudżahedinami. W wojnę zaangażował się także saudyjski milioner Osama bin Laden ze swoją grupą słabo wyszkolonych i źle zorganizowanych idealistycznych bojowników. Lawrence Wright na podstawie setek relacji, dokumentów i przeprowadzonych osobiście wywiadów opowiada, jak chaotyczna początkowa organizacja Bin Ladena z czasem przekształciła się w najskuteczniejszą grupę terrorystyczną w historii. Rysuje równocześnie szeroki kontekst historyczny, wyjaśnia, jak rozwijał się islamski fundamentalizm, i przedstawia jego ideologów. Podąża też śladem Johna O’Neilla – agenta FBI zajmującego się walką z terroryzmem – który jako jeden z pierwszych zdał sobie sprawę z rosnącego zagrożenia, jakim stała się Al-Kaida w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, i usiłował temu niebezpieczeństwu zapobiec. Książka Wrighta to wyczerpująca relacja na temat długiego ciągu zdarzeń, które doprowadziły do zamachów z 11 września.
Data premiery: 18 kwietnia 2018 r.
Wydawnictwo: Czarne
Cena: 64,90 zł

5. Karolina Bednarz „Kwiaty w pudełku”

Japonia – dla większości Europejczyków kraj, w którym kobiety w kimonach kryją twarze za wachlarzami, a zapracowani mężczyźni produkują niezawodne samochody i najlepszy sprzęt elektroniczny na świecie. Ale zupełnie inaczej widzą Japonię tamtejsze kobiety: ich świat to miejsce nieoczywiste, pełne napięć i sprzeczności, gdzie tradycja i nowoczesność splotły się w ciasny węzeł – ról społecznych, ograniczeń i konwenansów, z których tylko niektórym udaje się wyzwolić.

Kobiety, które nie spełniają społecznych oczekiwań, nazywa się różnie: „przegranymi psami”, „kobietami kamieniami”, „świątecznym ciastem”. Jeszcze do niedawna ideałem dla wielu rodzin było wychowanie „córek w pudełkach” – chowanych przed zewnętrznym światem, żeby przejść szybko z domu rodziców do domu męża. Umierające z przemęczenia kobiety z przędzalni były „kwiatami narodu”. Żeńską drużynę siatkówki media nazywały „kwiatem igrzysk”. Kobiety w biurach przez długi czas nazywano „kwiatami biurowymi”, jak ikebanę, kwiatowe aranżacje w lobby dużych korporacji. Długo traktowano je jak bukiet, który można wyrzucić, jak dekorację, którą zmienia się wraz nową porą roku.

Karolina Bednarz przygląda się Japonii krytycznie, ale z empatią, celnie wskazując bolączki i wyzwania, z którymi na co dzień mierzą się mieszkanki Kraju Kwitnącej Wiśni. I pokazuje siłę kobiet, które mimo różnych trudności, coraz głośniej mówią o swoich problemach. I coraz częściej mówią „dość”.
Data wydania: 25 kwietnia 2018 r.
Wydawnictwo: Czarne
Cena: 44,90 zł

6. Stanisław Grzesiuk „Boso, ale w ostrogach”

Przedwojenna Warszawa okiem młodego warszawskiego cwaniaka.
Stanisław Grzesiuk z właściwym sobie humorem i swadą portretuje przedmieścia stolicy z ich obyczajami, tradycją i swoistym kodeksem honorowym, sięgając przy tym po słownictwo i specyficzną gwarę warszawskiej ulicy.

Wydanie książki zostało wstrzymane na kilka miesięcy przez cenzurę. Wreszcie w lipcu 1959 roku książka trafiła do księgarń i podobnie jak „Pięć lat kacetu” natychmiast zniknęła z półek. Czytelnicy i recenzenci apelowali do autora i wydawnictwa z prośbą o dodruki. A książka stała się na całe dekady lekturą obowiązkową chłopaków z warszawskich podwórek.

Po latach tekst porównano z rękopisem i przywrócono fragmenty usunięte przez cenzurę oraz wydawcę przy pierwszej publikacji.
Wydanie zawiera fragmenty najważniejszych recenzji.
Data wydania: 26 kwietnia 2018 r.
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cena: 39,90 zł

7. Maurice Maeterlinck „Życie mrówek”

Mrówka to niezaprzeczenie jedno z najszlachetniejszych, najmiłosierniejszych, najbardziej oddanych, wspaniałomyślnych i altruistycznych wśród stworzeń, które bytują na naszej planecie. Mamy tu do czynienia z rzecząpospolitą wysoce idealną, której my ludzie — niestety — nie znamy, z rzecząpospolitą matek. Aczkolwiek bezpłciowe, są z obowiązku ożywione głębszym i gorętszym poczuciem macierzyństwa, niż właściwe rodzicielki. Nigdzie w przyrodzie nie znajdziecie równie płomiennego uczucia macierzyństwa. Kwoka broni swych kurcząt przed każdym niebezpieczeństwem, ale nie zdradza miłości ku jajom, które znosi. Urwij odwłok mrówce-robotnicy, która stara się uratować kokon, odetnij — jeśli będziesz miał wstrętną odwagę to uczynić — dwie tylne nogi, na czterech nogach, które jej pozostały — robotnica, nie wypuszczając swego drogiego ciężaru i wlokąc swe wnętrzności — gdyż zdolność zachowania życia jest u niej równie niesłychana jak miłość — pójdzie dalej i zginie dopiero wówczas, gdy larwa lub poczwarka, reprezentująca przyszły owad, znajdzie się w schronieniu. W tym heroicznym matriarchacie każdy osobnik z całym oddaniem spełnia swój obowiązek ku pożytkowi wszystkich, jak gdyby społeczeństwo składało się z niego jednego.
Wydawnictwo: MG
Cena: 39,90 zł

8. Charlotte Bronte „Jane Eyre”

Najsłynniejsza powieść Charlotte Brontë,  która przyniosła jej międzynarodową sławę.
Historia młodej dziewczyny, która po stracie obojga rodziców,  trafia do domu brata swojej matki. Nie potrafi jednak obudzić uczuć u ciotki, która – gdy tylko nadarza się okazja – pozbywa się dziewczynki, wysyłając ją do szkoły dla sierot, słynącej z surowego rygoru. Jane jednak udaje się przeżyć, zdobywa wykształcenie i wreszcie znajduje pracę jako guwernantka, w domu Edwarda Rochestera, samotnie wychowującego przysposobioną córkę. Wydawałoby się, że tu wreszcie znajdzie prawdziwe szczęście. Jednak los upomni się zadośćuczynienia za winy z przeszłości jej ukochanego pana. Jane nocą ucieka szukać swojej własnej drogi…
Wydawnictwo: MG
Cena: 44,90 zł

9. Aleksander Dumas „Martwa ręka, czyli upadek hrabiego Monte Christo”

Aleksander Dumas do końca swych dni wciąż kreślił nowe wersje przygód bohaterów swych sztandarowych powieści. Część jego dorobku pozostała w notatkach, pilnie opracowywanych przez jego uczniów i naśladowców. Jedną z pozycji, które przybrały kształt tradycyjnej powieści awanturniczej jest Martwa ręka, czyli upadek hrabiego Monte Christo opowiadająca o dalszych losach Edmunda Dantesa, opracowana przez F. Le Prince’a.
Kolejny raz Aleksander Dumas opowiada o zemście, okrucieństwie i złu, ale tym razem zemsta wymierzona jest w hrabiego, a jej narzędziem staje się syn Villeforta, jego dawnego wroga i kata.W powieści, pełnej nieoczekiwanych zwrotów akcji pojawiają się wszyscy bohaterowie dwóch pierwszych tomów.
Wydawnictwo: MG
Cena: 39,90 zł

To co? Co wybieracie?

*Wszystkie opisy mają swoje źródło na stronach w.w. wydawnictw.

Walka dobiegła końca

Czytanie „Mojej Walki” Karla Ovego Knausgarda jest dla mnie zawsze, jak spotkanie ze starym, dobrym przyjacielem – czasem go nie rozumiesz, czasem jesteś zdziwiony, że aż tyle się u niego zmieniło, potrafi Cię wkurzyć jak nikt, przeciąga Wasze spotkanie aż do białego rana, mimo że wie, że musisz się wysypiać, bo pracujesz, ale ostatecznie i tak wychodzisz ze spotkania z uśmiechem na ustach.
Przed ukazaniem się szóstego tomu „Mojej walki” zadawałam sobie pytanie: Co będzie potem? Nie wyobrażałam sobie sytuacji, w której żaden tom nie będzie na mnie czekał, ani ja nie będę miała możliwości czekać na niego, bo już wszystkie się ukazały. Stało się jednak, a ja odczuwam ogromny smutek i pustkę, bo ten szósty tom – ostatni – był naprawdę bardzo dobry.

O czym pisze Knausgard? Właściwie można to streścić w paru zdaniach, bo pisze ciągle o tym samym; jednym z trzech głównych poruszanych w tej części tematów jest wiszące nad nim widmo procesu. Karl Ove nadepnął na odcisk nie jednej osobie, wydając „Moją walkę” i pomimo że zaoferował zmianę imion i nazwisk, nie wszyscy zgodzili się, by występować w jego powieści. Dla jednych była to lektura bolesna i oczyszczająca, kiedy czytając ją przeżywali coś na zwór greckiego khatarsis, dla innych dość zabawna i nostalgiczna, bo opisywała stare czasy z perspektywy jednego ich bohatera, często wkładającego w usta swoich przyjaciół zdania, które być może nigdy nie padły. Nadszedł w końcu ten dzień, kiedy po trudach przebrnięcia przez meandry słów, akapitów, zmian, dzielenia treści, „Moja walka” ma się ukazać drukiem. Knausgard wysyła wszystkim, którzy są wspomniani lub występują w jego powieści maila z załącznikiem z książką i obsesyjnie sprawdza odpowiedzi. Przed każdym listem musi się uspokoić i wyciszyć – zebrać na odwagę, by go przeczytać. O ile jednak najbliższe mu osoby – Yngve, Sisel, Linda – nie mają mu nic do zarzucenia, problem nadciąga niczym huragan ze strony rodziny Knausgardów; oto Gunnar, stryj Karla Ovego, brat jego ojca, nie zamierza dopuścić do tego, by „Moja walka” ukazała się drukiem. Zarzuca mu kłamstwo i oczernianie Knausgardów – chęć zrobienia kariery i zarobienia pieniędzy na szkalowaniu publicznie porządnych ludzi… Zaczynają się problemy. Knausgard znowu ma pod górkę.


Nie potrafię nie lubić Knausgarda za szczerość, którą ukazuje nam w „Mojej walce”. Otóż można by mu zarzucić nawet i kłamstwa czy hiperbolizację otaczającej go rzeczywistości, jednak cały cykl broni się podtytułem „Powieść”, który wskazuje, że nie wszystko musi być prawdziwe, że to odbiór subiektywny i autorski. Poza tym on sam niejednokrotnie wypada w swoich książkach gorzej, niż ludzie, o których pisze.
Knausgard kończy „Moją walkę” opisem rzeczywistości, jaką zmuszony jest dzielić sam z dziećmi, kiedy jego żona, Linda, nagle poważnie zapada się w chorobie psychicznej. O tej części nie chcę w ogóle w recenzji opowiadać, bo uważam, że ci, którzy prozę Knausgarda lubią i szanują, powinni przeczytać ją sami, bowiem tam – wśród całej tej rozpaczy i tragedii rodziny – odnajdujemy w końcu Knausgarda najbardziej prawdziwego i autentycznego spośród wszystkich części: zmęczonego ojca, starzejącego się mężczyznę i męża, który nie zawsze jest w stanie pomóc swojej żonie. Knausgard próbuje sobie radzić, ale nie zawsze mu się udaje, czasem coś zaniedba: pisanie, żonę, dzieci. Ogarnia go lęk i strach: a co, jeśli sobie nie poradzi?


Szósty tom mógłby się stać moim ulubionym gdyby nie znajdujący się w środku esej, poświęcony osobie Hitlera. Dokonując porządków po zmarłych, Knausgard znalazł nazistowską naszywkę w rzeczach ojca i „Mein Kampf” w biblioteczce babci. Skąd to się tam wzięło? Był przekonany, że nikt z nich w żaden sposób nie było powiązany z fascynacją Hitlerem. Może ktoś im podarował? Może znaleźli? Zainteresowany tą tajemnicą, rodzinną zagadką postanowił poświęcić tematowi wojny kilka stron. Oszołomiony niegdyś okrucieństwem wojny spędzał długie miesiące, oglądając czytając reportaże z ludobójstwa. Zyskał w tej dziedzinie bardzo wiele wiedzy, dlatego jego esej z kilku stron rozrósł się do kilkaset, a wszystko po to, by przekonać czytelnika, że Hitler był zwykłym człowiekiem, takim, jak my. Miewał problemy rodzinne, chodził do szkoły, uczył się i oblewał, pragnął być kimś więcej niż tylko sobą, mył podłogi. Knausgard przekonuje nas, że Hitler, pomimo tego, w jaki sposób go postrzegamy, był tak naprawdę tylko człowiekiem i w każdym z nas, ktoś taki jak on, może się obudzić, a nazizm i ludobójstwo z okresu II wojny światowej może się powtórzyć, bo te zbrodnie nie było wcale nieludzkie – wręcz przeciwnie, były bardzo ludzkie.

Księga 6 „Mojej walki” to najbardziej osobista część z wszystkich napisanych. Knausgard daje nam się poznać całym; pokazuje swoje wady, ale też zalety. Mówi, że czasem się mylił i był niemiły. Pokazuje siebie z najbardziej intymnych stron, kiedy czuje się źle. Puszcza do czytelnika oko i przyznaje się, w której części kłamał. Przyznaje się do wszystkiego, a że prześladuje go koszmar procesu, staje przed nami, jak przed sądem. Jego walka dobiegła końca. Przygotujcie się, bo będzie mówił długo, ale gwarantuję Wam jedno: nie raz Was rozbawi, nie raz wzruszy do łez i nie raz – jak to ma w zwyczaju – postawi Was w niekomfortowej sytuacji.

Prawdziwy Londyn wygląda inaczej, niż myślisz

Piękno ma to do siebie, że każdy chce być choć w najmniejszej części jego posiadaczem. Mężczyźni od zarania pragną pięknych kobiet, a te piękne kobiety pięknych ubrań i kwiatów, pięknych dzieci i domów. Każdy z nas chce być piękny i w każdym z nas drzemie marzenie, by mieszkać w miejscu wyjątkowym – takim, którym będziemy mogli się chwalić innym, którego obcy będą nam zazdrościć. W miejscu, które da nam szansę, da możliwości, a jednocześnie nasyci oczy i duszę pięknymi widokami.

Jedną z najpiękniejszy stolic świata jest bez wątpienia Londyn. Jednak dziś ciężko jest już wyobrazić sobie Londyn w taki sposób, w jaki wyglądał jeszcze kilkanaście lat temu. Wycieczkowe piętrowe autobusy, czerwone budki telefoniczne i Anglicy mówiący cockney english giną gdzieś w gąszczu napływających wciąż fal imigrantów – Hindusów, Arabów i Turków, Nigeryjczyków, Jamajczyków, Polaków, Ukraińców, Francuzów… W tym jednym z najpiękniejszych angielskich miast co raz mniej jest Anglików, co raz więcej imigrantów. Doszliśmy do momentu, kiedy wyższe klasy angielskiego społeczeństwa wyprowadzają się ze swoich domów, ustępując miejsca obcym.

Ale kim są właściwie ci „obcy”? I czym jest ten nowy Londyn?

Rodzina Bena Judaha, autora „Nowych Londyńczyków” również wyemigrowała do Anglii przed laty. Judah jest Żydem i tak jako Żyd, jak i też jako Anglik, wyrusza w ślad za emigrantami – legalnymi i nielegalnymi – starając się wtopić w ich środowisko, zobaczyć jak żyją, znaleźć odpowiedź na pytanie czym jest dla nich Londyn i kim oni są dla Londynu. Początki jego pracy nad książką są tradycyjne – stara się znaleźć imigrantów i ich poznać, porozmawiać z nimi i w ten sposób budować swoją książkę. Jednak właśnie podczas takiej rozmowy, jeden z nich uświadamia mu, że nigdy nie dowie się, jak to jest być bezdomnym i obcym, jeśli nie spędzi ani jednej nocy na ulicy. Dziennikarz decyduje się więc, by wieść życie koczownicze, spać w tunelach, stawiać opór kradzieży i pobiciu – jeżeli zajdzie taka potrzeba i przyglądać się, jak inni żebrzą. Wysłuchuje setki historii, a każda kolejna przyprawia go o dreszcze.

Biali Brytyjczycy stanowią w Londynie zaledwie 18% populacji. Na ulicach o wiele częściej niż Anglika, spotka się Polaka, Pakistańczyka czy Rumuna. Imigranci okupują w Londynie dzielnice, które zwykli już nazywać „swoimi”, potrafią być łagodni albo niebezpieczni. Wielu z nich przyjechała do Londynu, licząc, że spełni się ich „british dream”, uważając Anglię za mniejszą Amerykę, w której z biedaka można stać się milionerem. Zostawili domy, rodziny, przyjaciół. Obiecali, że będą wysyłać do kraju pieniądze, a za kilka miesięcy sprowadzą do Londynu resztę rodziny – potrzebują jedynie czasu, by się przyzwyczaić do nowych okoliczności. Widząc pełne półki sklepowe wydawało im się, że trafili do raju. Wielu z nich nie wiedziało nawet, że żeby tam mieszkać i pracować potrzebuję szeregu dokumentów – pozwolenia na pobyt, pozwolenia na pracę… Pierwszy raz widząc policjanta uśmiechali się szeroko i machali do niego, krzycząc „hello”. Kiedy widzieli go już kolejnym razem, uciekali co sił w nogach, byle tylko nie trafić do więzienia.

Według imigrantów, najgorsi są czarni, ale o tym mówić nie wolno – Królowa życzy sobie, by w jej Państwie każdemu okazywać szacunek, szczególnie ludności czarnoskórej. Jednak to wśród nich najwięcej jest przestępczości – bójek, rozbojów, kradzieży, handlu narkotykami, zabójstw. Polacy od bijatyk nie stronią, ale jest w Londynie jedna grupa, której się boją – Albańczycy. Rumuni żyją w ciągłym niezadowoleniu i przekonaniu, że nikt ich nienawidzi, a najbardziej nienawidzą ich Anglicy, bo podczas wojny sympatyzowali z Hitlerem. Tacy najczęściej skazani są na żebry, chociaż żebrać nienawidzą. Ale czasem się uda – najwięcej zarabiają kobiety (najlepiej niepełnosprawne kobiety) i dzieci. Mężczyznom nie idzie – ludzie nie okazują współczucia żebrzącym młodym mężczyznom.

Londyn jest jak jeden wielki gotujący się kocioł – poza Anglikami (w coraz mniejszej ilości) trafili do niego nieudacznicy, marzyciele, desperaci z innych krajów. Niektórym się udało, jednak zdecydowanej większości nie. Ben Judah decyduje się by poznać losy ich wszystkich – rozmawia z biedakami i z bogaczami. Zagląda do kanałów, w których śpią żebracy, do mieszkań w których mieszkają Polacy, pokojów, w których tłoczą się Hindusi i do bogatych arabskich i rosyjskich domów, których właściciele mają prywatne samoloty, a jednak do szczęścia brakuje im wiele. Rozmawia z prostytutkami, złodziejami, narkomanami, budowlańcami, córkami szejków. Zadaje im wiele pytań, w wśród nich: Jak Ci się żyje w Londynie? Tęsknisz za domem? Co myślisz o Anglikach? A oni mu odpowiadają – z początku nieśmiało, ale z czasem wylewają przed nim wszystkie swoje żale.

„Nowi Londyńczycy” to fenomenalny reportaż, od którego ciężko się oderwać. Całkowicie obiektywny, w którym przeważają wspomnienia imigrantów – ich smutki i tragedie, ale też drobne radości, odnalezienie siebie i swojego miejsca na ziemi. Cieszy mnie to, że autor niczego nie pominął, każdej grupie imigrantów poświęcił tyle miejsca, ile tylko było możliwe – dość spory fragment jest zresztą o naszych rodakach, wśród których znajdują się ci, co piją, bo im się nie udało, ci, co marzą o wielkim domu, więc przyjechali na niego zarobić i ci, co przyjechali na chwilę, ale zostali na dłużej.
To książka pokazująca Londyn z tej drugiej, prawdziwej perspektywy. Jak dla mnie, lektura obowiązkowa dla każdego w ten czy inny sposób związanego z Londynem – rodziną, marzeniami, planami. Lektura trudna, poruszająca niewygodne tematy, ale obowiązkowa. Dziś, kiedy europejskie ulice zapełnione są coraz większą liczbą osób przybyłych z odległych krajów, szczególnie nie wolno pomijać tego tematu. O tym po prostu trzeba mówić!